Jaki stosunek mieli wyżej wymienieni pisarze do szlacheckiej tradycji ucztowania, zaprezentowanej w przytoczonych tytułach?

Motyw ucztowania przy biesiadnym stole pojawia się w licznych działach literackich. Wielokrotnie czytaliśmy o wielkich biesiadach na boskim Olimpie w towarzystwie nieśmiertelnych istot. Na stołach pojawiały się dzbany i półmiski wypełnione po brzegi nektarem i ambrozją, dzięki którym bogowie mogli cieszyć się wiecznym zdrowiem i siłą.

Właściwie o ucztowaniu pisano w każdej epoce literackiej. Dzięki utworom poruszającym tę tematykę mamy możliwość pogłębienia naszej wiedzy na temat minionych dziejów. Bowiem poprzez mniej lub bardziej szczegółowe opisy biesiad poznajemy zwyczaje, tradycje i kulturę naszych przodków.

W dziejach Polski motyw związany z ucztowaniem rozwinął się zwłaszcza w XVI i XVII stuleciu, gdyż właśnie w tym okresie bardzo popularna w kręgach szlacheckich była kultura sarmacka. To wówczas pisarze z wielkim zapałem oddawali się opisom stołów uginających się od jadła i napoi, a zwłaszcza szczegółów związanych z obyczajami, które towarzyszyły biesiadnikom podczas konsumpcji serwowanych przez gospodarzy posiłków.

Z wielką dokładnością opis ucztowania prezentuje Adam Mickiewicz w swoim dziele pod tytułem ,,Pan Tadeusz". Na kartach epopei narodowej poznajemy reprezentantów stanu szlacheckiego, dla których priorytetem

był szacunek dla tradycji ojców. W społeczności Soplicowa ważne miejsce zajmowały spotkania przy suto zastawianym stole, podczas którego wymieniano się opiniami, poglądami na rozmaite tematy. Czas ucztowania umilano sobie pogawędkami o myślistwie, lokalnych sprawach, polityce. Przy stole poznawano nowych sąsiadów, członków danej społeczności, ba a nawet czasami przyszłą żonę bądź męża. Ucztę traktowano jako okazję do prezentacji określonej osoby zebranym biesiadnikom. W ten sposób Telimena wprowadziła swoją podopieczną Zosię do towarzyskiego kręgu. Niejednokrotnie przyjazną atmosferę ucztowania zakłócały wybuchające z wielką siłą spory i zażarte kłótnie. Uczestnictwo w uczcie posiadało rangę wielkiego wydarzenia, poprzedzone żmudnymi i skrupulatnymi przygotowaniami ze strony każdego szlachcica. Każda zaproszona osoba miała odgórnie wyznaczone miejsce przy biesiadnym stole oraz pełniła określoną funkcję. Ucztę ceremonialnie otwierał predysponowany do tej roli marszałek dworu - Wojski, o czym świadczy poniższy fragment epopei: ,, Panie Wojski, niech Wasze na potem odłoży... każ Wać przynosić potrawy". Miejsce gości przy stole uzależnione było od " wieku, urodzenia, rozumu, urzędu". Każdy posiłek poprzedzony był wznoszonymi do nieba modłami. Nienaruszalną i trwałą wartością dla szlachty przesiąkniętej duchem kultury sarmackiej było to, by na stole pojawiły się wykwintne dania, a co potwierdzają słowa: " Dalej inne potrawy, a któż je wypowie!/ Kto zrozumie nieznane już za naszych czasów/ Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów...". Konsumowano ze smakiem tradycyjne polskie potrawy, takie jak: " barszcz królewski zwany" oraz " rosół staropolski". Wielokrotnie pojawiały się na stołach dania o zagadkowych i egzotycznych nazwach, które swoją tajemniczością wpływały na apetyt ucztujących, bowiem : " Goście ani pytali nazwiska potrawy/ Wszystko prędko z żołnierskim jedli apetytem/ Kieliszki napełniając węgrzynem obfitym". Potrawy podawano biesiadnikom w ręcznie malowanych naczyniach, należących do starej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie rodzinnej zastawy. Na każdym talerzu, kubku, wazie widniały obrazki, które przypominały ważne dla Polaków wydarzenia historyczne. Niezmiernie istotne było to, by przestrzegać obowiązującej podczas ucztowania etykiety. Należało więc zachęcać zebranych gości do konsumpcji serwowanych potraw. Mężczyźni obowiązkowo obsługiwali towarzyszące im przy stole damy. Uczty były więc właściwie ważnymi wydarzeniami społecznymi dla społeczeństwa Soplicowa.

Adam Mickiewicz szczegółowo zaprezentował również opis uczty, która miała miejsce na zamku należącym do Horeszków. Podmiot liryczny zwrócił uwagę na wszelkie detale związane z biesiadowaniem, dlatego też odbiorca epopei ma możliwość poznania nie tylko ucztujących, ale i również serwowane menu. Opisując dania, autor ,,Pana Tadeusza" chętnie sięgał po rozmaite epitety. Spotykamy na przykład taką nazwę: " rosół staropolski", która dodatkowo podkreśla związek dania z polską kulturą. Poeta żmudnie wylicza nieznane nazwy potraw, które połączył z równoważnikami zdań oraz wykrzyknieniami, aby dodatkowo wyeksponować nie tylko ich wspaniałość, ale również wyrazy zachwytu, towarzyszące ich serwowaniu. Pisał więc: " Dalej inne potrawy, a któż je wypowie! (...) Owe ryby! Łososie suche, dunajeckie, wyzyny, kawijary weneckie, tureckie...". Poprzez poetyckie zwroty Mickiewicz budził zmysły swoich czytelników. Istotniejsze dla gospodarzy było to, jak dana potrawa wygląda oraz jej podanie, niż jej smak. Biesiadnicy, mimo iż należeli do tej samej warstwy społecznej, nie tworzyli jednolitej grupy. Istniały bowiem w strukturze ucztujących odwieczne podziały pokoleniowe. Starsi stopniowo odchodzą, a ich miejsce zajmują młodzi ludzie, pełni ideałów i pomysłów na przyszłość rodzinnej ziemi. Młodych w ,,Panu Tadeuszu" reprezentuje tytułowy Tadeusz oraz Zosia, którzy z wielkim szacunkiem mówią i myślą o minionych dziejach. Są w pełni świadomi roli, jaka na nich spoczywa jako kontynuatorów rodzinnej tradycji i zwyczajów.

Motyw uczty jest także bardzo czytelny w prozaicznym utworze Stefana Żeromskiego pod tytułem ,, Przedwiośnie". Na kartach tejże powieści odnajdujemy przykład hedonistycznej postawy ówczesnej szlachty, zamieszkującej miejscowość o nazwie Nawłoć. Wydawać by się mogło, iż w owym dworze wciąż tylko jadano, skoro czytamy: " A ledwo spożyto śniadanie i dano folgę dyskusji... już Maciejunio wchodzi cichem ze swymi sprawami i stół, dopiero co sprzątnięty, zaściela czystym obrusem". Dzień mieszkańców dworu uzależniony był od pory serwowanych posiłków. Czas, jakim dysponowali mieszkańcy Nawłoci wypełniony był nader częstymi spotkaniami przy zastawionym stole. Dni upływały ziemiaństwu na rozmaitych zabawach i wypoczynku. Życie w Nawłoci cechowało się wygodą, spokojem każdego kompletną beztroską. Najistotniejszym elementem każdego dnia były wyłącznie " obiady, kolacje, śniadania i podwieczorki". Krótkimi przerwami między kolejnym posiłkami były sporadyczne spacery, czy też wycieczki konne. Pisarz bardzo ogólnie zaprezentował pojawiające się na stołach ziemiaństwa potrawy, w porównaniu z opisem dań w ,,Panu Tadeuszu". Żeromski wyliczał posiłki w niepoprawnej kolejności: " obiady, kolacje, śniadania, podwieczorki". W menu mieszkańców Nawłoci tradycyjne dania zostały zastąpione przez zagraniczne potrawy i przyzwyczajenia: "five o 'clock tea " i " curacao" . Poprzez stosowanie leksykalnych zdrobnień na przykład: "masełko", czy też " kawuńcia", pisarz dyskretnie szydził z atmosfery, jaka panowała na ucztach ówczesnego ziemiaństwa, które określał mianem "snobizmu parafialnego".

Opisy ucztowania, jakie odnaleźć można w analizowanych przeze mnie utworach literackich, diametralnie się różnią. Inny stosunek do tradycji spotkań przy stole ma Adam Mickiewicz, a zupełnie odmienny Stefan Żeromski. Dla narodowego wieszcza ucztowanie było formą kontynuacji kultywowanej przez rodaków tradycji, a tym samym troską o zachowanie narodowej tożsamości. Poeta był świadomy, iż w wielu dworach o prastarej tradycji już się nie pamięta, skoro pisał w ,,Księdze XII" ,,Pana Tadeusza": " Pytasz, czy wszędzie w Litwie ten się zwyczaj chowa? Niestety! Już i do nas włazi moda nowa". Żeromski przedstawił w swojej powieści warstwę ziemiańską jako społeczność, w której najważniejsza jest jedynie rozrywka i niekończące się zabawy. W opisie egzystencji społeczności Nawłoci wielokrotnie powieściopisarz sięgał po ironię. Doskonale zdawał sobie sprawę z własnej bezradności i bezsilności w stosunku do zamieszkującego dworek ziemiaństwa. Mamy więc dwa przeciwstawne sobie wizerunki spotkania przy stole. Tradycja ucztowania, z jaką dzieli się z nami Mickiewicz, związana jest między innymi z tożsamością narodową. Uczta nie jest tylko bezmyślnym marnowaniem czasu i energii, lecz również miejscem ważnych dysput. Sposób ucztowania jest więc bardzo pielęgnowany oraz przekazywany z pokolenia na pokolenie. Z ucztą związane są więc pozytywne konotacje. Tymczasem w przekonaniu Żeromskiego biesiada jest jedynie formą uciech cielesnych. Nie ma tu mowy o żadnych tradycjach, czy też zwyczajach, które towarzyszyłyby spotkaniom przy stole. Mieszkańcy dworu przywiązują jedynie wagę do komfortu i wygody, to są ich priorytety. Upływające lata i napływające z zagranicy trendy nie sprzyjały pielęgnacji narodowych zwyczajów, obrzędów, tradycji w Nawłoci. Dlatego też o postawie ziemiaństwa z ,,Przedwiośnia" powieściopisarz wypowiadał się negatywnie. Oby tylko nasza generacja potrafiła szanować, a przede wszystkim dbać o kulturową spuściznę minionych pokoleń, bowiem to właśnie ona gwarantuje tożsamość narodową.