Z 29 VIII na 30 VIII 1939 r. w Kancelarii Rzeszy doszło do spotkania Hitlera z brytyjskim ambasadorem Neville’m Hendersonem. Efektem tego spotkania była kłótnia obu panów, w której górę wziął Henderson. Rozmowę tą opisał w liście do Halifaxa: „Czułem, że muszę wystąpić wobec Hitlera jego własnymi sposobami[…]. Dlatego zacząłem pana Hitlera przekrzykiwać. Powiedziałem mu, że takiego języka nie będę słuchał ani od niego, ani od nikogo innego”. Następnego dnia(1 IX 1939 r.) Hitler wypowiedział Polsce wojnę. Jednak za początek wojny uważa się godzinę 4.45 kiedy to niemiecki liniowiec „Schleswig-Holstein” otworzył ogień na polskie Westerplatte. Natychmiast po tym zdarzeniu Niemcy zaatakowali Polskę wzdłuż całej granicy zachodniej. Wojsko niemieckie zostało podzielone na dwie grupy armii: „Północ” (atakowała z Prus i Pomorza) oraz armia „Południe” (atakowała od Śląska), natomiast główno-dowodzącym wojsk niemieckich został gen. Walter v. Brauchitsch. Plan ataku na Polskę został nazwany „Fall Weiss” („Plan Biały”), a cała wojna miała być błyskawiczna(Blitzkrieg). Oznaczało to, że działania zbrojne będą trwać, co najwyżej kilka dni. Naczelnym wodzem wojska polskiego został marszałek Edward Rydz-Śmigły, a polskie jednostki podzielono na 7 głównych armii. Plan obrony Rzeczypospolitej otrzymał nazwę „Zachód”. Zakładał on obronę zachodniej granicy, następnie wojsko miało wycofać się za linię Wisły i czekać na kontr atak sojuszników Polski na zachodnią granicę Niemiec. W momencie wybuchu II wojny światowej większość Polaków smacznie spała w swoich domach, niczego nie przeczuwając. Jedną z takich rodzin była rodzina państwa Nowakowskich. Byli to zwykli ludzie, którzy jak jedni z wielu ciężko pracowali, aby godnie żyć. Mieszkali w małej wiosce o nazwie Rzepiennik Strzyżewski i zajmowali się głownie rolnictwem. Państwo Nowakowscy mieli czworo dzieci: Janinę, Stanisława, Antoniego i Annę. Najmłodszą z czworga rodzeństwa była pani Janina. Mimo młodego wieku bardzo dobrze zapamiętała sobie, co się w tedy wydarzyło:

- Tego dnia moja mam kazała mi zająć się moim rodzeństwem. Nagle ok. godziny 12.00 do naszego domu wbiegł nasz sąsiad krzycząc:

- Wojna! Niemcy nas zaatakowali!

Nim ktoś zdążył coś powiedzieć jego już nie było. W wiosce zrobił się chaos niektórzy panikowali, inni uciekali na wschód a jeszcze inni pili wódkę z rozpaczy. Nie minął nawet tydzień i zaczął się wielki przemarsz wojsk niemieckich przez naszą wioskę. Przemarsz ten trwał cztery dni od rana do wieczora. Na początku zabierali tylko konie, na szczęście nie rabowali domów, o co bali się najbardziej ludzie.

Niestety wojsko polskie okazało się bezsilne wobec przeważającej siły wroga. Mimo tak wielkiej przewagi wroga, armia polska dzielnie stawiała opór. Dowodem tego może być bitwa nad Bzurą rozegrana w dniach 9-19 września, 1939 r. W bitwie tej wzięły udział dwie największe polskie armie: „Poznań” i „Pomorze” pod dowództwem gen. Tadeusza Kutrzeby. Walki, które się tam toczyły miały charakter bitwy zaczepno-obronnej i miały za zadanie opóźnienie kapitulacji Warszawy. Podczas tej bitwy do historii przeszły słowa porucznika Mariana Walickiego: „W imię panienki Jazłowieckiej, szwadron marsz, marsz!”. W pewnym momencie bitwy Kutrzeba, wyprzedzony przez niemieckie czołgi, uderzył znad Bzury, (czyli z północy) na niemieckie wojska piesze maszerujące na Warszawę. Dopóki siły były wyrównane, Polacy byli górą. Wsparcie z innych części frontu niemieckich wojsk pancernych zadecydowało: polskie niedobitki przebiły się do stolicy. Aż przez 3 lata II wojny była to największa bitwa lądowa tej wojny na świecie. Sam Hitler przyznał, że ta bitwa kosztowała go więcej nerwów niż cała wojna z Francją w następnym roku. Była to także największa bitwa w wojnie obronnej Polski. Niestety cały ten trud został zaprzepaszczony, gdy ze wschodu no Polskę uderzyła Armia Czerwona(17 września, 1939r.). Choć był to już koniec nadziei na zwycięstwo, do końca bronił się Korpus Ochrony Pogranicza. Tego samego dnia na skutek agresji Stalina z Polski do Rumunii wyjeżdżają: prezydent, rząd, parlament, nawet prymas. Wyjechał także Naczelny Wódz, aby odtworzyć Wojsko Polskie we Francji. Moim zdaniem był to jeden z największych błędów II wojny światowej, ponieważ WP potrafiło się bronić bez niego jeszcze drugie tyle czasu. Czy zrobił dobrze? Tego już się nie dowiemy nigdy. Mam nadzieje, że było to najlepsze wyjście, choć nie jedyne. 28 października 1939r. dochodzi do kapitulacji Warszawy, także w tym dniu ZSRR i Niemcy podzieliły się polską. Ostatnia bitwa kampanii wrześniowej została stoczona 2-5 października 1939r. pod Kockiem. Mimo pięknej walki bitwa ta zakończyła się klęską polskiej armii, ale tylko, dlatego że skończyła się amunicja (dowódca gen. Franciszek Kleeberg). W tym momencie zadaję sobie drugie pytanie, co by się stało gdyby nie zabrakło amunicji? Możliwe, że wojsko polskie odniosłoby piękne zwycięstwo. Ale niestety są to tylko przypuszczenia. Za takich „małych” bohaterów tej wojny obronnej można wybrać jednostkę SGO „Polesie”. Mimo to, że byli to sami ochotnicy walczyli jeszcze 2 tygodnie po wkroczeniu Armii Czerwonej. Po pierwszym miesiącu walk Niemcy samych czołgów stracili połowę oraz 50 tyś zabitych i rannych. Natomiast Polacy: 200 tyś. zabitych i rannych w tym wielu cywilów. Polski naród został nazwany przez Mołotowa „bękartem traktatu wersalskiego”. Polski naród czuł się porzucony przez wszystkich sojuszników. „Dziękujmy” za to aliantom!!!

Niestety w obecnych czasach nikt nie pamięta, jaki Polska miała ogromny wkład w tę wojnę….

Po przeanalizowaniu pierwszych momentów II wojny światowej chciałbym przyjrzeć się bliżej Holocaustowi. Na początku jednak napiszę jak Niemcy przygotowywali się do tego. Aby wszystko przebiegał szybko i sprawnie Hitler opracował system „jak zajmować się Żydami”. Na początku Niemcy gromadzili Żydów w gettach. Były to fragmenty miast, oddzielone od reszty murem lub drutem kolczastym i strażnikami. W gettach Niemcy stworzyli policje żydowską, której działanie było haniebne. Oto słowa Barucha Goldsteina, Żyda, który przeżył getto warszawskie: „z poczuciem bólu i wstrętu wspominam żydowską policję, tę hańbę dla pół miliona nieszczęśliwych Żydów w warszawskim getcie(…)Żydowska policja, kierowana przez ludzi z SS i żandarmów, spadała na getto jak banda dzikich zwierząt. Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, by je poświęcić na ołtarzu eksterminacji [czyli zbrodni]. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek, mógł schwytać – przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą”. Gdy holocaust się już rozpoczął, Niemcy ładowali Żydów do pociągów, a one wiozły je do obozów zagłady. Robili tak w całej okupowanej części Europy: we Francji często Niemców wyręczali Francuzi. Obozy zagłady działały na bardzo prostej zasadzie. Zaraz po przybyciu nowych więźniów, esesmani mordowali ich w komorach gazowych. Takie obozy Niemcy utworzyli również na terenie Polski: np. w Treblince, Sobiborze i Bełżcu. Obóz w Bełżcu stał się cmentarzem Żydów np. z getta gorlickiego, bobowskiego oraz tarnowskiego. W Bełżcu ginęli też Polacy, którzy ukrywali Żydów: zdradzani przez szmalcowników(Polskich zdrajców). Niestety dziś zapomina się, że tylko w okupowanej Polsce, Niemcy wprowadzili karę śmierci za ukrywanie Żydów. Niemcy zmyślą o wymuszeniu na więźniach pracy na rzecz Niemiec tworzyli obozy koncentracyjne. Lecz tak naprawdę obozy koncentracyjne były obozami zagłady. Większość więźniów obozów koncentracyjnych ginęła przecież bardzo szybko. Obozy koncentracyjne Niemcy utworzyli np. w Stuthoffie, Majdanku i Oświęcimiu. Z więźniów Stythoffu Niemcy produkowali np. mydło. Majdanek powstał z myślą o mordowaniu m.in. obywateli ZSRR. Oświęcim zaś stał się największym obozem ze wszystkich. To grób ponad pół miliona ludzi wielu narodowości. Tu trafiali więźniowie z całej okupowanej Europy, przechodząc przez bramę z napisem „Arbeit macht frei”, czyli „praca czyni wolnym”.

Nawet nie musimy szukać daleko. Przykładem tego mogą być wydarzenia, które opowie nam pani Janina Nowakowska, a było to 11 sierpnia 1942 r. Pani Janina mimo młodego wieku (miała zaledwie 10 lat) bardzo dobrze pamięta, co się w tedy zdarzyło:

- W tym dniu pomagałam sąsiadom w pracy przy żniwach. Pracę tą wykonywaliśmy od godziny 7.00 rano aż do 19.00 wieczorem. Pole, na którym odbywały się prace znajdowało się powyżej drogi łączącej Rzepiennik Strzyżewski z lasem „Dąbry”. Dwóch chłopów siekło pszenice(nazywani byli kosiarzami): Jan Serafin i Ludwik Słowik. W tej pracy pomagały im trzy kobiety(odbieraczki): moja siostra Anna(miała 21 lat) oraz Filomena Słowik i Katarzyna Serafin. Jako najmłodsza zajmowałam się robieniem powrozów. Nagle ok. godz. 15.00 na drodze zrobiło się ogromne zamieszani. Gdy odwróciłam się, aby zobaczyć, co się dzieje, moim oczom ukazał się straszny obraz. Cała droga w promieniu 1 km była zatłoczona przez Żydów, którzy szli w eskorcie Niemców. Na początku tej kolumny szedł odział złożony z niemieckich żołnierzy, którzy byli rozstawieni także po bokach. Natomiast w środku znajdowali się Żydzi. Nigdy nie zapomnę tego, co wtedy zobaczyłam to było straszne. Najbardziej jednak przerażało mnie zachowanie Żydów. Słyszałam przerażające krzyki dzieci i lamentowania kobiet, aż dreszcz przechodził po plecach. Większość Żydów miała ze sobą walizki, w których mieli swoje kosztowności. Cały ten pochód zamykał kolejny niemiecki oddział, który uniemożliwiał jakąkolwiek ucieczkę. Po upływie 1 godz. na drodze nie było ani jednej żywej duszy. Wszyscy milczeliśmy. Dopiero po pewnym czasie odezwał się Słowik:

 - Nie łudźcie się z nami tak samo będzie jak teraz z Żydami. 

Nie minęło nawet pół godziny, gdy nagle usłyszeliśmy pierwsze strzały. Jednak nie były to pojedyncze strzały tylko długie, serie jakby strzelali z karabinów maszynowych. Cały ten obszar był doskonale pilnowany przez Niemców. Byli wszędzie, nawet otoczyli las. Bałam się spojrzeć w stronę lasu, ponieważ widziałam jak odbijały się w słońcu niemieckie lornetki. Był to dowód na to, że byliśmy obserwowani. Trwało to ok. 3 godz. Po upływie tego czasu widziałam jak z lasu zaczęły wyjeżdżać ciężarówki z niemieckimi żołnierzami. Gdy o godzinie 19.00 wieczorem Serafinowa przyniosła chleb nikt go nie jadł. Po tych zdarzeniach wszyscy straciliśmy apetyt, nie zapomnę tego do końca życia. Po powrocie do domu opowiedziałam wszystko rodzicom.

Parę dni po tym zdarzeniu dowiedziałam się, że ci Żydzi pochodzili z okolicznych wiosek. Po ich złapaniu Niemcy zebrali ich w getcie w Rzepienniku Strzyżewskim, a stamtąd przetransportowali ich na ich własny cmentarz. Niemcy obiecywali im, że ich nie zabiją tylko zabiorą do „Wiecznego miasta” gdzie będzie żyło im się lepiej. Mówili im, że dostaną dobrą pracę. Jednak, gdy Żydzi zobaczyli las zrozumieli, co to jest „Wieczne miasto”. Natomiast ich grabarzami okazali się Polacy. Zostali oni zmuszeni do wykopania ogromnego dołu a później musieli go zasypać. Osoby te zajmowały się tą pracą za karę, ponieważ wcześniej zostali skazani przez Niemców na więzienie, z którego im uciekli. Gdy Niemcy ich schwytali, kazali im zająć się tą pracą a potem i tak wywieźli ich do pracy w Niemczech. Z opowiadań mieszkańców wiem, że uciekło trzech Żydów (jeden podobno pochodził z Bobowej). Po wkroczeniu do lasu między pojmanymi zrobiło się zamieszanie, co umożliwiło ucieczkę innym. Większość osób podczas próby ucieczki została rozstrzelana. Tylko trzech przeżyło. Gdy zrobiło się zamieszanie oni zamiast uciekać odłączyli się od grupy i weszli na jodłę. To ich uratowało. Po wyjściu na drzewo ukryli się w rozłożystych gałęziach. Niemcy nawet nie przypuszczali, że ktoś tam może być. Z drzewa zeszli dopiero po 24 godz. ukrywania się jak już wszystko ucichło. Następnie znaleźli schronienie w pobliskich domach. Niestety musieli tę kryjówkę szybko opuścić, ponieważ Polacy bali pomagać się Żydom.

Po wojnie mogiła ta budziła wielkie zainteresowanie wśród Polaków. Lecz zapach, który wydobywał się spod ziemi odstraszał zwiedzających. Chociaż byłam tam dopiero rok po tym zdarzeniu to i tak nie mogłam wytrzymać, bo tak śmierdziało. Najgorzej jednak było tam, gdy padał deszcz. Widok był przerażający, ponieważ spod mogiły wylewała się gęsta ciecz zmieszana z krwią. Jeszcze trzy lata po tym morderstwie w powietrzu unosił się przykry zapach. Pomimo upływu lat wydarzenia te bardzo głęboko utkwiły w głowie pani Janiny Nowakowskiej. Dokładniejszy opis tej egzekucji został sporządzony dopiero w 1987 r. przez p. Mariannę Kiesler: „Jeden tylko strzelał, trwało to do wieczora. Reszta zebranych czekała na łące przy wąwozie, gdzie musieli się rozbierać. Po dziesięć osób rozebranych, dwieście metrów przez krzaki musieli iść do ławki, siadać, tam ich strzelano po kolei. Chłopak ich wrzucał do dołu, przysypywał wapnem. Na koniec zostało jeszcze dziecko, wzięli je za nogi, trzasnęli o ławkę i rzucili do mogiły”. Czas Holocaustu okazał się „najkrwawszym” okresem w dziejach Żydów. Szacuje się, że przed wojną w Rzepienniku mieszkało ok. 230 Żydów, natomiast Holocaust przeżyło zaledwie kilku. Jednym ze szczęśliwców okazał się Abe Kochane. Żyd ten zawdzięcza swoje życie mieszkańcowi Rzepiennika Strzyżewskiego: Władysławowi Martyce. Dzięki niemu Abe przeżył Holocaust i wyjechał do USA. Za małych bohaterów tej wojny można uznać: Stanisława Gogole, Daniela Kwaśnego oraz Jana Szymańskiego. Ludzie ci z poświęceniem własnego życia ukrywali w swoich domach Żydów. Jednak jeszcze odważniejszym od nich okazał się Franciszek Kazanowski z Turzy. Mężczyzna ten dał schronienie w swoim domu kilku Żydom z rodziny Pellerów i Gellerów. Aby ukryć tych Żydów pan Franciszek w swoim domu zrobił podwójny sufit. W środku niego znajdował się schowek gdzie mogli przebywać Żydzi. Moim zdaniem materiał ten nadaje się na doskonały film.

Powstaje więc proste pytanie: czy niemieccy żołnierze, którzy walczyli w Wehrmachcie i dla Hitlera podbijali kolejne państwa, są współwinni zbrodni esesmanów, czy nie? Czy gdyby Niemcy nie podbili Polski, powstałyby na naszych ziemiach obozy śmierci, czy nie????? Rośnie liczba programów i książek sławiących niemiecką armię z lat II wojny światowej. Ta moda nie ominęła Polaków. Wielu z nich bardziej interesuje się np. niemiecką armią i Hitlerem niż własnymi bohaterami….. Niemieccy reżyserowie kręcą doskonałe filmy wychwalające potęgę swojej armii z okresu II wojny światowej. Przykładem tego może być film Wolfganga Petersena „Das Boot”. Film ten opowiada historię jednego z niemieckich U-Bootów i jego załogi. Dzięki tej ekranizacji cały świat mógł podziwiać potęgę niemieckiej marynarki z II wojny światowej. Niestety w Polsce zanika pamięć o Polskich bohaterach. Jedną z takich osób jest dowódca Kedywu pułkownik Augustyn Fieldorf „Nil”. Kto dziś pamięta, że Niemcy walczyli dla Hitlera z napisem „Gott mit uns” na sprzączkach od pasów? A dziś robią z siebie ofiary II wojny światowej!!!!