Ziemia obiecana - streszczenie szczegółowe
Rozdział I
W Kurowie przy kartach spotykają się ksiądz Szymon, Maks Baum, Zajączkowski i pan Adam. Gra szybko przeradza się w typową sprzeczkę między księdzem a Zajączkowskim. Zajączkowski przegrywa i traci panowanie nad sobą, podczas gdy księdzu sprzyja szczęście i dodatkowo ucina wszelkie próby wracania do dawnych historii. Napięcie narasta, aż w końcu Zajączkowski ostentacyjnie wychodzi. W tym samym czasie Karol otrzymuje depeszę od Lucy. Kobieta grozi, że jeśli nie pojawi się następnego dnia w Łodzi, odnajdzie go nawet u narzeczonej. W domu trwają przygotowania do kolacji, a Maks coraz wyraźniej fascynuje się Anką, nie samym dworem.
Przy stole rozmowa schodzi na przyszłość Kurowa. Zapada decyzja o sprzedaży lub wydzierżawieniu majątku, ponieważ Karol wraz z Maksem i Morycem planują przenieść się do Łodzi i budować fabrykę. To oznacza również przeprowadzkę Anki i pana Adama. Po kolacji Karol nie potrafi uspokoić myśli. Wraca do niego depesza od Lucy i wątpliwości wobec Anki, dochodzi więc do wniosku, że małżeństwo może zawrzeć nawet bez miłości. Drażni go jej ufność, przywiązanie i brak majątku, który mógłby przyspieszyć jego drogę do bogactwa. Widzi w tym zagrożenie dla swoich ambicji, bo zamiast szybkiego awansu czekałaby go znów ciężka praca i powolne dochodzenie do fortuny. Jeszcze bardziej irytuje go myśl, że Müller gotów byłby oddać mu rękę córki wraz z udziałem w dochodowym interesie, a on mimo wszystko musi dotrzymać słowa danego Ance.
Gdy zapada noc, Maks nie może zasnąć. Myśli o Ance nie dają mu spokoju. Słysząc rozmowę narzeczonych dobiegającą z zewnątrz, zatrzymuje się i zaczyna podsłuchiwać. Budzi się w nim współczucie dla Anki i złość na Karola, którego sposób traktowania narzeczonej wyraźnie go oburza. Następnego ranka pan Adam, prowadzony przez Walusia, udaje się do księdza Liberata. Starzec opowiada o śnie, w którym zmarły przeor zapowiada jego rychłą śmierć.
W Kurowie dzień toczy się dalej zgodnie z rytmem codzienności. Po śniadaniu wszyscy przygotowują się do wyjścia na mszę. Karol rozmawia z Maksem o planowanym wyjeździe do Łodzi. Po drodze spotykają Stacha Wilczka, a po nabożeństwie zaglądają do księdza Szymona, gdzie częstują się nalewką. Następnie wracają na obiad. Po posiłku następuje pożegnanie – wszyscy odprowadzają Karola i Maksa do szosy, gdzie czeka już dorożka, która zabierze ich do Łodzi.
Rozdział II
W łódzkim kantorze Grosglika toczą się rozmowy między pracownikami, którzy liczą na dodatkowe pieniądze od szefa. Nadzieje szybko gasną, bo Grosglik otwarcie mówi, że premie to dla niego strata pieniędzy, a ludzie i tak roztrwonią każdą podwyżkę. Dlatego nie zamierza „wyrzucać pieniędzy w błoto”. Do kantoru przychodzą kolejni interesanci proszący o pożyczki, wśród nich Moryc Welt. Potrzebuje trzydziestu tysięcy na zakup wełny, ale rozmowa szybko schodzi na inny temat – budowę fabryki Borowieckiego. Grosglik nie ukrywa, że sytuacja wokół tego przedsięwzięcia robi się napięta.
Fabrykanci patrzą na Borowieckiego z rosnącą wrogością, ponieważ chce on podnieść jakość produkcji, co w ich przekonaniu uderzy w ich zyski i może doprowadzić do upadku ich interesów. Dlatego zdecydowali się działać wspólnie. Zawiązali nieformalną zmowę, by za wszelką cenę zablokować otwarcie jego fabryki. Kroki zostały już podjęte: Grosglik wycofał kredyt, inni wstrzymali dostawy surowców. Moryc reaguje na to oburzeniem, ale jego reakcja nie jest jednoznaczna. Z jednej strony solidaryzuje się z Karolem, z drugiej zaczyna kalkulować. W drodze na plac budowy zastanawia się, jak wycofać się z interesu tak, by nie wzbudzić podejrzeń i nie ponieść strat.
Rozdział III
Na terenie fabryki Borowieckiego i spółki prace trwają intensywnie. Budowa postępuje szybko, ale koszty rosną, co niepokoi Moryca. Zwraca on Karolowi uwagę, że inwestycja zaczyna przypominać bardziej budowę pałacu niż zakładu przemysłowego. Karol nie zgadza się z tym zarzutem i podkreśla, że woli zbudować raz, solidnie, niż później ciągle naprawiać i modernizować.
Po powrocie z Kurowa Borowiecki jada u Baumów, jednak jego relacja z Maksem wyraźnie się zmienia. Maks coraz bardziej oddala się od Karola, zajęty sytuacją własnej fabryki i jednocześnie rozczarowany jego zachowaniem, zwłaszcza częstymi wizytami u Müllerów. Sam Karol dzieli czas między pracę, wizyty u Müllerów i spotkania z Lucy. Jednak i ten romans zaczyna go męczyć. Ma dość tajemnicy, scen zazdrości i gwałtownych wybuchów emocji, nawet jeśli kobieta darzy go niemal obsesyjnym uczuciem.
Dom Baumów sprawia przygnębiające wrażenie. Fabryka chyli się ku upadkowi, a atmosfera domu jest przesiąknięta chorobą i zapachem lekarstw, bo stara Baumowa od miesięcy nie wraca do zdrowia. Stary Baum nie chce słuchać o konieczności zmian. Nie dopuszcza do siebie myśli o modernizacji i wprowadzeniu nowych maszyn, choć jego manufaktura nie ma szans w starciu z nowoczesną produkcją. W efekcie zakład stopniowo podupada.
Po obiedzie Borowiecki ma jeszcze chwilę przed spotkaniem z Lucy i postanawia odwiedzić Wysockich. Mieczysław jest zajęty pacjentami, więc Karol rozmawia z jego matką, przekazując list od Anki. Rozmowa szybko schodzi na temat relacji Mieczysława z Melanią Grunspan, która budzi w Wysockiej zdecydowany sprzeciw. Nie akceptuje związku syna z Żydówką i gotowa jest zrobić wszystko, by do ślubu nie doszło. Odwołuje się do tradycji, pamięci o przodkach i własnych przekonań. Prosi nawet Karola, by wpłynął na syna i odciągnął go od tej decyzji. Borowiecki próbuje ją przekonać, że nie powinna ingerować w jego wybory i że szczęście Mieczysława zależy od niego samego, nie od oczekiwań matki. Po tej rozmowie wychodzi.
W Helenowie, parku będącym miejscem spotkań, Karol natrafia na Kamę i Horna karmiących karpie. Kama obawia się, że została przyłapana na zbyt bliskiej relacji z Hornem i prosi Karola o dyskrecję. Horn pozostaje milczący i wyraźnie zakłopotany. Karol czeka na Lucy, a w międzyczasie spotyka Likierową, dawną kochankę, która reaguje na jego widok wrogo i odchodzi bez słowa. Gdy pojawia się Lucy, zaczyna opowiadać o swojej sytuacji. Rodzina męża wywiera na nią presję, by urodziła dziecko, a jeśli odmówi, grozi jej wyjazd i rozwód. Karol słucha tego z rosnącym znużeniem. Ma dość jej skarg, łez i gwałtownych emocji, dlatego proponuje ograniczenie spotkań dla dobra obojga.
Rozdział IV
Horn odprowadza Kamę do domu. Dziewczyna nalega, by wszedł choć na chwilę, bo inaczej ciotka może się obrazić. Horn odmawia, tłumacząc się koniecznością odnalezienia Malinowskiego, którego nie widział od kilku dni. Najpierw kieruje się do Jaskólskich, gdzie ten często bywał, ale go tam nie zastaje. Następnie idzie do domu Malinowskich i trafia na scenę pełną napięcia.
Matka Malinowskiego krzyczy, Zośka płacze, a Adam siedzi załamany przy stole. Po wejściu Horna Adam wychodzi z nim na zewnątrz, prosząc, by chwilę poczekał. W środku konflikt narasta. Matka domaga się wyjaśnień, gdzie Zośka spędziła ostatnie dni. Dziewczyna próbuje się bronić, ale Adam przerywa jej i ujawnia prawdę – była u Kesslera. W końcu Zośka sama wykrzykuje, że jest jego kochanką.
Reakcja matki jest gwałtowna. Wpada w furię, niszczy rzeczy córki i wyrzuca ją z domu, oznajmiając, że przestaje ją uznawać za swoje dziecko. Zośka wybiega na podwórze i traci przytomność. Adam, przygnębiony, zabiera ją do siebie. Horn decyduje, że przenocuje u Wilczka. Gdy Zośka zostaje ułożona do snu, Adam oznajmia, że idzie szukać Kesslera, bo chce się z nim rozmówić.
Nie znajduje go jednak w pałacu, a nikt nie potrafi wskazać jego aktualnego miejsca pobytu. Trafia natomiast do ojca, który pracuje w fabryce przy maszynach. Opowiada mu o wszystkim, co się wydarzyło. Ojciec stanowczo zabrania mu zbliżać się do Kesslera, tłumacząc, że ma z nim własne sprawy do załatwienia i syn nie może w to ingerować. Jednocześnie, mimo surowego tonu, przypomina Adamowi o obowiązku wobec siostry: „to przecież nasza krew” – i nakazuje się nią zająć.
Rozdział V
Nazajutrz rano Horn budzi się u Wilczka, u którego spędził noc. Gospodarz od samego początku snuje wizje przyszłego zysku i tłumaczy mu, jak sprytny interes właśnie zrobił. Kupił bowiem plac sąsiadujący z fabryką Grunspana i jest przekonany, że ten prędzej czy później będzie zmuszony go odkupić, by rozbudować zakład. Wilczek już widzi siebie w roli przyszłego milionera. Rozmowę przerywa pojawienie się robotnic, które przychodzą po pożyczki. Wilczek udziela im pieniędzy na procent, co wywołuje u Horna natychmiastowy sprzeciw. Brzydzi się takim sposobem zarabiania i otwarcie to okazuje, chłodno się żegnając.
Wilczek nie pozwala mu jednak odejść. Zatrzymuje go i próbuje przekonać, że nie robi nic złego. Tłumaczy, że nie jest lichwiarzem, tylko działa w imieniu Grosglika i obraca jego pieniędzmi, a więc wszystko odbywa się w ramach „interesu”. W tym momencie pojawia się sam Grunspan. Przychodzi z zamiarem rozeznania sytuacji i ewentualnego wykupu działki. Po krótkich oględzinach przechodzi do konkretów i proponuje pięć tysięcy rubli. Wilczek odrzuca ofertę bez wahania, przekonany, że ziemia jest warta wielokrotnie więcej. Rozmowa kończy się gwałtownie, a rozgniewany Grunspan wychodzi, nie kryjąc frustracji.
Rozdział VI
Rano Horn udaje się do fabryki Szai Mendelsohna, gdzie ma nadzieję otrzymać posadę. W poczekalni panuje tłok, więc spokojnie czeka na swoją kolej. Nagle spokój zostaje przerwany, gdy z gabinetu wypada Stanisław Mendelsohn, główny dyrektor fabryki. Wzburzony rzuca paszportem w urzędnika, wywołując awanturę. Okazuje się, że w dokumentach popełniono kompromitującą pomyłkę – zamiast jego nazwiska wpisano inne, podobnie przekręcono imię jego żony.
W samym gabinecie trwa kolejny konflikt. Piotrowski domaga się zapłaty za wykonaną pracę, bo umówiono się na czterdzieści rubli, a dostał tylko dwadzieścia pięć. Spór szybko przeradza się w kłótnię pełną wyzwisk. Na rozkaz Szai woźni chwytają Piotrowskiego i siłą usuwają go z pomieszczenia. Wreszcie przychodzi kolej Horna. Przyjęcie jest chłodne, ale dzięki rekomendacji Müllera dostaje pracę, choć pierwszy miesiąc ma przepracować bez wynagrodzenia.
Do gabinetu wpada Wysocki, pełniący funkcję lekarza fabrycznego. Stanisław zarzuca mu, że leczenie robotników jest zbyt kosztowne i że przepisuje zbyt drogie środki, zamiast pozwolić „działać naturze”. Wysocki reaguje oburzeniem i oświadcza, że może odejść, jeśli jego metody nie odpowiadają właścicielom. Wtedy Stanisław łagodzi ton i wyjaśnia prawdziwy powód wezwania. Na dworzec mają dziś przyjechać Róża i Mela, i chcą, by to właśnie Wysocki je powitał. Mieczysław zgadza się bez wahania, bo dawno nie widział Meli.
Po jego wyjściu w gabinecie pojawia się zubożały hrabia, który rozpaczliwie poszukuje jakiegokolwiek zajęcia. Opowiada o swoim pochodzeniu i wykształceniu, ale nie znajduje zrozumienia. Szaja odmawia, twierdząc, że nie ma dla niego odpowiedniej funkcji. Następnie przychodzą dwie kobiety zbierające datki na kolonie dla dzieci robotników. Szaja długo się opiera, odpowiada opryskliwie, ale w końcu zgadza się przekazać sto rubli i kilka sztuk towaru, stawiając warunek, by informacja o jego darowiźnie została opublikowana w gazetach.
Horn opuszcza gabinet i odnajduje Adama Malinowskiego przy pracy. Informuje go, że również został zatrudniony. Adam nie potrafi jednak podzielić jego radości, bo martwi się o Zośkę, która uciekła do Kesslera.
W tym czasie Wysocki wraz z Szają jadą na dworzec. Czekają tam już Róża z małpką Koko i Mela. W drodze powrotnej Róża opowiada bez końca o swoich przygodach, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się obok. Mela i Wysocki pogrążają się w swojej rozmowie, odcięci od reszty. Nagle okazuje się, że zapomniano zabrać ciotkę z peronu. Wysocki zgłasza się, by po nią wrócić, częściowo dlatego, że obecność Meli wywołuje w nim niepokojące, trudne do opanowania emocje.
Wracając samotnie, zaczyna analizować swoje uczucia i nagle uświadamia sobie, że jest w niej zakochany. Idąc przez pola, natrafia na rozpadającą się chatę. Ze środka dochodzi modlitwa. Wewnątrz znajduje kalekiego mężczyznę, który po amputacji nóg powoli umiera, pozbawiony opieki i środków do życia. Wysocki opatruje jego rany, rozdzierając własną koszulę na bandaże, daje mu pieniądze i obiecuje wrócić następnego dnia. Mężczyzna jest głęboko poruszony. Uznaje to za akt miłosierdzia i stwierdza, że teraz może już spokojnie umrzeć.
Rozdział VII
U Trawińskich odbywa się przyjęcie imieninowe. Zjawia się cała łódzka elita – Polacy, Niemcy i Żydzi, wszyscy, którzy mają znaczenie w świecie interesów i towarzystwa. Na Karola czeka niespodzianka. Do Łodzi przyjechała Anka i przekazuje mu pieniądze, które rzekomo pochodzą od jej ojca, choć w rzeczywistości zdobyła je, sprzedając własne kosztowności. W rozmowie wspomina także, że ksiądz Liberat zmarł.
Obecność Anki i Niny przyciąga uwagę wszystkich mężczyzn. Stają się centrum zainteresowania, podczas gdy bogate córki fabrykantów siedzą na uboczu. Rozmowy toczą się zarówno o kobietach, jak i o interesach. Grosglik wypytuje Karola o Moryca, zaniepokojony jego nagłym zniknięciem i pożyczonymi pieniędzmi.
W rozmowie Nina zauważa, że idea salonowej asymilacji jest złudna – współpraca w interesach jest możliwa, ale w życiu towarzyskim różnice pozostają wyraźne. Atmosfera stopniowo się rozluźnia, a część gości opuszcza przyjęcie.
Mela przeżywa wewnętrzny kryzys. Czuje się obca w tym świecie i dochodzi do wniosku, że nie jest odpowiednią partią dla Wysockiego, że sama miłość nie wystarczy. Chce uciec, ale Mieczysław ją zatrzymuje. Przy kolacji Kessler przygląda się Ance z niepokojącym zainteresowaniem, a Mada Müller obserwuje ją i Karola z wyraźnym niezadowoleniem. Dopiero od Maksa dowiaduje się, że Anka jest jego narzeczoną, co ją zaskakuje.
W trakcie przyjęcia Maks zostaje wezwany przez lokaja. Okazuje się, że czeka na niego Józio Jaskólski z wiadomością. Matka Maksa umiera.
Rozdział VIII
Wyjście Maksa prawie nie zostało zauważone, bo przyjęcie toczy się dalej swoim rytmem. Müller, już wyraźnie podchmielony, przysiada się do Niny, klepie ją po plecach i z rozrzewnieniem powtarza, że chciałby mieć taką córkę – piękną i rozumną, a nie własną Madę, którą uważa za głupią. Przyznaje też bez ogródek, że marzy mu się wydanie córki za Polaka, bo chciałby mieć dom otwarty, pełen gości, podobny do salonu Trawińskich. Najchętniej widziałby ją u boku Kurowskiego albo Borowieckiego, bo w jego oczach „to dobrzy fabrykanci”.
Sama Mada siedzi obok Karola i milczy. Borowiecki bezskutecznie próbuje nawiązać rozmowę, ale dziewczyna pozostaje chłodna i zamknięta. W pewnym momencie pojawia się Anka i mówi, że pani Wysocka chce już wracać do domu, po czym pyta Karola, czy nie zechciałby ich odprowadzić. Tymczasem Wysocki również zamierza wyjść, ale przede wszystkim chce towarzyszyć Meli. Odprowadza ją do Mendelsohnów i w dorożce, przy drzemiącej ciotce, między obojgiem rodzi się niemal jawne wyznanie uczucia. Dopiero u Róży Mendelsohn następuje prawdziwie wzniosły moment miłosny.
Mela jest szczęśliwa, ale tylko przez chwilę. Gdy Mieczysław oznajmia, że następnego ranka zamierza prosić jej ojca o rękę, dziewczyna od razu rozumie, że ten plan nie ma szans powodzenia. Wie, że nawet gdyby wyrzekła się samej siebie, dla rodziny Wysockiego nadal pozostałaby przede wszystkim Żydówką. Dlatego prosi go, by czekał na jej list i nie przychodził wcześniej, bo zanim cokolwiek się wydarzy, musi najpierw porozmawiać z ojcem.
Rozdział IX
Po powrocie do domu Wysocki zastaje przy stole Trawińską, Ankę, panią Wysocką i Karola. Anka właśnie broni Meli, próbując tłumaczyć jej położenie i sposób myślenia. Rozmowę nagle przerywa pojawienie się Józia Jaskólskiego. Przynosi pilną wiadomość: Maks Baum prosi o lekarza, bo jego matka jest w stanie krytycznym. Wychodząc, Mieczysław rzuca jeszcze w stronę zebranych, że powinni mieć wyrozumiałość dla panny Grunspan, ponieważ jest ona jego przyszłą żoną.
U Baumów wszyscy zgromadzili się już przy łóżku chorej. Maks jest kompletnie zdruzgotany, kucharka i służba klęczą w ciemnym pokoju, a atmosfera staje się niemal ceremonialna. Baumowa, słysząc płacz syna, jakby na chwilę odzyskuje świadomość. Chwyta go za rękę, na jej ustach pojawia się cień uśmiechu, po czym umiera, a oczy nieruchomieją wpatrzone w mrok. Wysocki, a zaraz po nim Borowiecki, mogą jedynie stwierdzić, że wszystko już się dokonało. Maks płacze jak dziecko.
Stary Baum wychodzi bez słowa. Nie zatrzymuje się przy rodzinie, nie szuka rozmowy, tylko idzie do fabryki. Tam, wśród pustych hal i magazynów, próbuje oswoić to, co się stało. Przechodzi przez znajomą przestrzeń i dopiero tam dociera do niego prawda. Szepcze tylko: „umarła”. Nie wiadomo jednak, czy mówi o żonie, czy o własnej fabryce, która również od dawna kona na jego oczach.
Rozdział X
Anka i pan Adam mieszkają w Łodzi już od dwóch dni. Dla obojga jest to czas obcości i dezorientacji. Anka nie umie jeszcze oswoić nowego domu ani nowego życia, a panu Adamowi brakuje dawnych przyzwyczajeń, przede wszystkim Walusia, który pchał jego wózek. Nawet kos, przyzwyczajony do dawnego miejsca, milczy i nie odpowiada na jego gwizdanie. Chwilową odmianę przynosi wizyta Kamy, która przychodzi razem z panią Wysocką.
Wysocka opowiada, że uspokoiła się już w sprawie Mieczysława, bo Mela napisała do niego list, w którym wyjaśniła, że nie może zostać jego żoną, ponieważ jej rodzina nigdy nie zgodzi się na zmianę religii. Pani Wysocka pokazuje list Ance. Sama jest zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale zarazem oburza ją, że „taka Żydówka” mogła wzgardzić oświadczynami jej syna. Anka, czytając list, płacze. Kiedy Wysocka zaczyna złośliwie sugerować, że Mela szybko znajdzie pocieszenie u boku jakiegoś żydowskiego milionera, Anka reaguje ostro i przypomina, że cierpienie nie zależy od wyznania ani pochodzenia.
Rozmowę przerywa nagły trzask łamiącego się rusztowania. To wypadek na budowie fabryki Karola. Anka natychmiast zrywa się i biegnie na miejsce, lecz przy furtce zatrzymuje ją jakiś mężczyzna, zapewniając, że nic się nie stało i że to nie miejsce dla panienki. Karola akurat nie ma na terenie fabryki, spośród wspólników obecny jest tylko Maks Baum. Anka dopytuje go o szczegóły. Maks odpowiada niechętnie, lecz w końcu, pod wpływem jej stanowczości, ustępuje i wpuszcza ją na teren budowy.
Anka bierze apteczkę i idzie tam, gdzie Jaskólski opatruje rannych, zanim przybędzie lekarz. Wiadomość szybko rozchodzi się po fabryce i robotnicy zaczynają przybiegać, by zobaczyć, jak „panienka opatruje rannych”. Gdy pojawia się Wysocki, nie kryje zdumienia jej spokojem i determinacją. Wśród poszkodowanych znajduje się chłopiec, który nie ma domu ani rodziny i panicznie boi się szpitala. Anka postanawia, że trzeba go zanieść do niej. Ten gest wywołuje w Karolu wściekłość. Obrzuca ją przykrymi słowami, kpi z jej altruizmu i zarzuca jej, że chce zamienić dom w szpital. Rani ją tym głęboko, po czym wychodzi bez słowa.
Później Karol czyta kartkę od Horna z wiadomością, że aresztowano Grosmana, zięcia Grunspana, podejrzanego o podpalenie własnej fabryki. Karol i Moryc siedzą potem w milczeniu, każdy pogrążony we własnych rachubach. Bilans jest coraz gorszy. Opóźniają się dostawy, kredyt nie chce ruszyć, z każdej strony wyrastają nowe trudności, więc Borowiecki zaczyna podejrzewać, że ktoś celowo działa przeciwko niemu. W rozmowie Moryc proponuje nie zwykłą pożyczkę, ale zwiększenie swoich udziałów w spółce. Karol zachowuje ostrożność i postanawia traktować tę możliwość jako ostateczność.
Już później, w swoim pokoju, Moryc liczy pieniądze i układa dalsze plany. Zastanawia się, czy nie dałoby się po cichu wykupić części udziałów Karola albo Maksa. Tymczasem Borowiecki zagląda do Baumа, bo od pogrzebu jego matki prawie nie mieli ze sobą kontaktu. Maks ostrzega go przed Morycem i mówi wprost, że znów „źle mu z oczu patrzy”.
Rozdział XI
Rano przy herbacie Moryc zachowuje się nerwowo. Widać, że coś planuje i że jego myśli krążą wokół interesów. Razem z Karolem wychodzą z domu i po drodze wstępują do kwiaciarni. Karol zamawia okazały bukiet dla Anki, chcąc w ten sposób przeprosić ją za wczorajszy wybuch. Moryc z kolei posyła kwiaty Meli Grunspan. Choć miał iść z pewną sprawą do Grosglika, nie znajduje w sobie odwagi i zamiast tego wraca na obiad.
Wkrótce zaczynają schodzić się kolejni goście. Jako pierwszy przychodzi Malinowski z wiadomością, że już wie, gdzie ukrywa się jego siostra. Zośka przebywa w Stokach, w pałacu Kesslera. Głównym tematem obiadu staje się jednak aresztowanie Grosmana, szwagra pięknej Meli. Atmosferę na chwilę rozładowuje Kama, która wypytuje Horna, czy ma swoją metresę. To pytanie ściąga na nią gniew ciotki, oburzonej, że dziewczyna powtarza słowa, których nawet dobrze nie rozumie. Kama obrażona ucieka, a Horn rusza za nią.
Między nimi dochodzi do kolejnej sprzeczki. Horn, który szczerze kocha Kamę, nieopatrznie mówi, że nigdy nie był nieszczęśliwy. Dla Kamy brzmi to jak policzek, bo była przekonana, że on cierpi i że właśnie dlatego trzeba go pocieszać. Teraz dochodzi do wniosku, że ją oszukiwał, skoro przy niej był szczęśliwy. Ten drobny absurd urasta w jej oczach do poważnej urazy.
Po obiedzie Moryc uznaje wreszcie, że nie może dłużej odkładać wizyty u Grosglika. Ten na jego widok niemal odżywa, bo liczy, że odzyska pieniądze pożyczone na zakup wełny. Moryc jednak nie ma zamiaru niczego oddawać. Oznajmia, że interes poszedł dobrze, ale trzydzieści tysięcy traktuje jako dalszą pożyczkę na rozkręcenie interesów i odda je dopiero wtedy, gdy stanie mocniej na nogach. Grosglik mało nie dostaje apopleksji, rozważa wezwanie policji, a nawet snuje najgorsze myśli pod adresem Welta.
Sytuacja zmienia się dopiero wtedy, gdy Moryc odsłania swój plan. Chce przejąć udziały Borowieckiego w fabryce, a z czasem opanować całe przedsiębiorstwo. W miarę jak przedstawia szczegóły tej intrygi, Grosglik zaczyna patrzeć na niego z rosnącym uznaniem. Z człowieka oburzonego zmienia się w wspólnika kombinacji, sam zaczyna podsuwać kolejne pomysły i ostatecznie godzi się nawet udzielić kredytu. Moryc dorzuca jeszcze jeden zamiar: chce ożenić się z Melą Grunspan. Jest przekonany, że wobec afery z podpaleniem fabryki stary Grunspan szybciej zgodzi się oddać mu córkę, i to z bardzo solidnym posagiem.
Rozdział XII
Moryc, wyraźnie z siebie zadowolony, nabiera przekonania, że wszystko zaczyna układać się po jego myśli. Pierwszy sukces traktuje jak zapowiedź kolejnych – zdobył kredyt na dobrych warunkach, widzi już siebie u boku Meli, a w dalszej perspektywie wyobraża sobie, że przejmie fabrykę i całkowicie wyeliminuje Borowieckiego. W tym stanie euforii chce sprawić sobie drobną przyjemność. Zatrzymuje się przy pierścionku z brylantem, ale kiedy słyszy jego cenę, natychmiast trzeźwieje. Dochodzi do wniosku, że narzeczona i tak powinna kupić mu taki pierścień, więc sam ogranicza się do rękawiczek i krawata.
Na ulicy zaczepia go Kessler i zaprasza na wieczór do swojego pałacu. Zapowiada atrakcje, zarówno zagraniczne, jak i „rodzime”. W tym celu zabiera Moryca na teren fabryki i razem zaczynają wybierać najładniejsze robotnice, które pod groźbą utraty pracy mają zostać zmuszone do udziału w wieczornej zabawie. Wskazują cztery dziewczyny i odchodzą, odprowadzani wrogimi spojrzeniami pracowników. Po drodze spotykają Malinowskiego, który chce porozmawiać z Kesslerem, ale ten, widząc jego gniew, wycofuje się i zbywa go, mówiąc, że sprawy załatwia się w kantorze, a dziś nie ma czasu.
Rozdział XIII
W domu Grunspanów trwa narada rodzinna, bo Albert Grosman wyszedł z więzienia. Grunspan jest zdenerwowany i wraca do sprawy Wilczka, który nie chce sprzedać mu potrzebnego placu. W tym momencie pojawia się Moryc i od razu przechodzi do rzeczy. Oświadcza się, traktując to jako interes do zawarcia, ale zamiast rozmowy o uczuciach chce konkretnych warunków. Domaga się informacji, jaki posag otrzyma Mela.
Rozpoczyna się targowanie. Moryc wycenia siebie, podkreślając swoje kontakty, możliwości i „wartość rynkową”, jednocześnie uznając, że oferowane pięćdziesiąt tysięcy rubli to za mało. Proponuje, by druga część została wypłacona w ciągu dwóch lat po ślubie. Grunspan oburza się jego bezczelnością, ale Moryc nie ustępuje i przypomina o kompromitującej sprawie z podpaleniem fabryki, w którą zamieszani są członkowie rodziny. Ten argument przechyla szalę. Grunspan zgadza się na warunki, ale chce jeszcze poznać decyzję córki.
Moryc natychmiast idzie do Meli. Dziewczyna przeczuwa, po co przyszedł, ale niemal go nie słucha. Myślami wraca do chwili, gdy z Wysockim wyznali sobie miłość, i przez moment zdaje jej się, że to on siedzi obok. Tymczasem Moryc mówi o pieniądzach, wygodzie, rozrywkach i kontaktach. W końcu Mela wraca do rzeczywistości i zadaje pytanie, które wszystko obnaża: czy ją kocha. Moryc nie potrafi odpowiedzieć. Nie myśli kategoriami uczuć, tylko korzyści. Mimo to Mela podejmuje decyzję wbrew sobie – postanawia zostać jego żoną i odsyła go do ojca, by dopiął formalności.
Zaraz potem Moryc jedzie do fabryki Borowieckiego i z dumą ogłasza swoje zaręczyny. Karol reaguje chłodno, przypominając mu o uczuciu łączącym Melę i Wysockiego. Moryc wpada w złość i wychodzi. Na podwórzu zaczyna krzyczeć na robotników, wybucha kłótnia, jeden z nich mu grozi. Karol i Maks stają po stronie robotników, co jeszcze bardziej upokarza Moryca. Odchodzi, a przed kantorem czekają już konie Kesslera.
Rozdział XIV
W pałacu Kesslera rozpoczyna się wieczór zapowiadanych „niespodzianek”. Goście siedzą w salonie, piją szampana, a pod oknami stoją niepewne, odświętnie ubrane robotnice, które zostały tu sprowadzone. Gospodynią domu jest Zośka Malinowska. W pewnym momencie Kessler proponuje spacer po ogrodzie i pokazanie menażerii.
Müller zostaje na tarasie z Zośką, mimo wcześniejszego ostrzeżenia, że nic u niej nie wskóra. Udaje, że nie rozumie aluzji, ale gdy zostają sami, próbuje się do niej zbliżyć. Zośka reaguje natychmiast – wymierza mu policzek. Tymczasem podczas spaceru Kessler skarży się na nią, mówiąc, że już mu się znudziła, że jest zbyt emocjonalna i że – jak każda kobieta, a szczególnie Polka – chce miłości, wierności i małżeństwa. On sam natomiast planuje ożenić się z córką Müllera.
Po powrocie na taras Müller próbuje ukryć ślad po uderzeniu, a Zośki już nie ma. Przy kolacji siedzi ona obok Moryca i robotnic, które czują się nieswojo i nie wiedzą, jak się zachować. Po salonie przechadzają się sprowadzone z Berlina tancerki. Kessler obserwuje Zośkę i zaczyna odczuwać zazdrość, widząc, jak reaguje na Moryca. Przywołuje ją do siebie i każe siedzieć przy nim.
Po kolacji wszyscy przechodzą do salonu. Tancerki występują, goście piją coraz więcej, atmosfera staje się coraz bardziej rozwiązła. Rozpusta osiąga swoje apogeum. Tylko Zośka patrzy na to wszystko z przerażeniem. W końcu nie wytrzymuje – nazywa to świństwem i wybucha płaczem. Kessler każe ją odprowadzić do pokoju, a zabawa trwa dalej.
Rozdział XV
Anka siedzi w domu i częstuje Józia herbatą, czekając na Karola. Józio czyta gazetę panu Adamowi. Anka coraz bardziej tęskni za Kurowem i nie potrafi odnaleźć się w Łodzi. Od czasu przeprowadzki zaczyna też wątpić w uczucia Karola, który poświęca jej coraz mniej uwagi i często bywa rozdrażniony. W jej myślach pojawia się nawet podejrzenie zdrady, choć wstydzi się je wypowiedzieć.
Kiedy Karol wraca, nie wita się, tylko siada zmęczony i tłumaczy swoją nieobecność sprawami w Piotrkowie. Anka wspomina, że odwiedziła ją Mada Müllerówna z matką. Karol wyraźnie się niepokoi i zaczyna wypytywać o szczegóły, zastanawiając się, czy Anka czegoś się nie domyśla. Sam bowiem nie porzucił jeszcze myśli o małżeństwie z Madą. Rozmowa schodzi na problemy z fabryką. Anka mówi, że w Kurowie mogliby być szczęśliwi i żyć spokojniej.
Karol patrzy na nią i nagle dostrzega coś, co go zaskakuje. Uświadamia sobie, że Anka nie jest piękna, choć jest dobra i szlachetna. Ten sposób patrzenia rani dziewczynę, która się rumieni i sięga po jego chusteczkę. Okazuje się, że należy ona do Lucy i pachnie jej perfumami. Karol próbuje się tłumaczyć, ale jego wyjaśnienia są niewiarygodne. Gdy wychodzi, Anka pyta Mateusza o perfumy. Służący zaprzecza, by używał jakichkolwiek zapachów. Anka zaczyna rozumieć prawdę.
W nocy dochodzi do wniosku, że nie będzie stała Karolowi na drodze do szczęścia. Następnego dnia przychodzą robotnicy, by podziękować jej za pomoc rannym. Całują ją po rękach, a pan Adam wygłasza wzruszającą mowę. Karol, gdy się o tym dowiaduje, reaguje kpiną i lekceważeniem. Anka nie wytrzymuje i dochodzi między nimi do ostrej rozmowy. Zarzuca mu, że ją poniża i traktuje z wyższością, po czym wychodzi.
Karol czeka na nią, by pojechać do kościoła, ale dowiaduje się, że poszła do Niny i nie wróci na czas. Zdenerwowany wychodzi. Nina przyjmuje Ankę serdecznie, a później razem z Kurowskim jadą na spacer. Wieczorem Anka wraca do domu i czeka na Karola, ale on się nie pojawia.
Zjawia się natomiast pani Wysocka i po dłuższym wahaniu mówi o plotkach krążących po mieście. Mówi się, że Karol chciałby poślubić Madę, gdyby nie Anka. Dziewczyna stara się bagatelizować te słowa, ale kiedy odprowadzają Wysocką i mijają dom Müllerów, wszystko staje się jasne. W salonie siedzi Karol, obok Mady.
Anka nie robi scen. Następnego dnia spokojnie ucina jego tłumaczenia, mówiąc, że skoro było mu lepiej gdzie indziej, nie musi się usprawiedliwiać. Karol próbuje ją przeprosić i tłumaczyć się zmęczeniem, a ona przyjmuje te słowa, ale jej uczucie zaczyna wygasać. Od tej chwili między nimi panuje spokój, lecz pozbawiony dawnej bliskości. Karol coraz częściej ucieka z domu, spędzając czas u Müllerów i wracając do Lucy.
Rozdział XVI
1 października otwarto fabrykę Borowieckiego i spółki. Na uroczystość przyjechał z Kurowa ksiądz Szymon, który miał poświęcić maszyny, hale i robotników. Oprócz przyjęcia dla znajomych oraz łódzkich milionerów przygotowano też uroczyste śniadanie dla wszystkich pracowników. W saloniku od frontu ksiądz Szymon, Zajączkowski, pan Adam i Kurowski grali w preferansa. Wieczorem grono gości zaczęło się kurczyć, zostali już tylko najbliżsi, a Anka i Nina, jak zwykle, skupiały na sobie uwagę mężczyzn. W pewnej chwili stary Jaskólski, pełniący funkcję czegoś w rodzaju majordomusa, przyniósł Karolowi wiadomość, że w gabinecie czeka ktoś z wizytą.
Gościem okazał się Zuker, mąż Lucy. Wręczył Karolowi list, w którym jakiś „życzliwy” donosił o romansie jego żony z Borowieckim. Zuker chciał znać prawdę: czy Lucy rzeczywiście zdradza go z Karolem i czy dziecko, którego się spodziewa, nie jest przypadkiem dzieckiem Borowieckiego. Karol zachował kamienną twarz, choć w środku nie wiedział, jak się zachować i co właściwie Zuker już wie. Bał się skandalu, więc zaczął ostrożnie badać rozmówcę. Wszystkiemu zaprzeczył. Oświadczył chłodno, że nigdy nie łączyły go z Lucy żadne stosunki, a sam list jest oszczerstwem godzącym nie tylko w Zukera i jego żonę, ale również w niego samego oraz jego narzeczoną. Zapowiedział nawet, że sam zajmie się odnalezieniem autora anonimu. Jednocześnie, ukradkiem, pod biurkiem napisał do Lucy kartkę z poleceniem, by niczego nie zdradzała, wszystkiemu zaprzeczyła i czekała na niego tam, gdzie ostatnio. Zuker, uspokojony tą postawą, podziękował mu za szczerość i przy okazji ostrzegł go jeszcze przed Morycem i Grosglikiem, bo „chcą go zjeść”.
Wieczorem Karol poszedł na spotkanie z Lucy. Wspólnie uznali, że dla bezpieczeństwa muszą ograniczyć swoje schadzki. Lucy żaliła się, że Zuker zapowiedział wywiezienie jej do krewnych do Berlina. Prosiła Karola, by odwiedzał ją jak najczęściej, bo bez niego uschnie. Rozstali się wśród jej łez i jego obietnic, że choćby z daleka, ale jeszcze przyjdzie się z nią pożegnać przed wyjazdem. To spotkanie wyczerpało Karola do tego stopnia, że po wszystkim zaklął: „Niech pioruny zatrzasną romanse z cudzymi żonami!”
Rozdział XVII
Fabryka już działała, choć w praktyce uruchomiony został tylko jeden jej oddział. Karola bardzo to upokarzało, bo marzył, by całe przedsiębiorstwo ruszyło od razu pełną parą i zaczęło przynosić zyski. Pracował teraz jeszcze ciężej niż w czasie samej budowy, a przez to jeszcze mniej czasu poświęcał Ance.
Anka zaś była już tylko cieniem dawnej siebie. Z jej miłości do Karola prawie nic nie zostało, ale mimo to nie potrafiła go opuścić przez wzgląd na ojca, który nie przeżyłby ich rozstania. Równocześnie coraz wyraźniej rozumiała, że Karol, jeśli chce w pełni zrealizować swoje ambicje i utrzymać fabrykę, musi ożenić się bogato, a ona nie jest w stanie dać mu tego, czego naprawdę potrzebuje.
Rozdział XVIII
W hotelu u Kurowskiego zebrało się niemal całe fabrykanckie towarzystwo. Trawiński przybył tam razem z Borowieckim i obaj trafili akurat na przemowę Kesslera, który ochrypłym głosem dowodził, że ani jedna polska fabryka, ani nawet dziesięć takich fabryk nie uczyni przemysłu polskim, bo przemysł należy do Żydów i Niemców. Według niego Polacy nadają się najwyżej do prowadzenia salonów i rozmów o sztuce czy literaturze, natomiast do interesów się nie nadają. Dyskusja krążyła wokół podobnych frazesów, pełnych pychy i pogardy. Jedynie Karol nie włączał się do rozmowy, czekając cierpliwie na chwilę, kiedy zostanie z Kurowskim sam na sam. Na jego nieszczęście nikt nie zamierzał wychodzić.
W końcu Myszkowski poprosił zebranych, by wypili z nim po raz ostatni, bo następnego dnia wyjeżdża do Australii szukać szczęścia. Z czasem goście zaczęli się rozchodzić i wreszcie Karol został z Kurowskim sam. Opowiedział mu o sytuacji fabryki, najbliższych planach i o zmowie, która została przeciw niemu zawiązana. W końcu zaproponował mu wejście do spółki. Kurowski zgodził się, lecz postawił jeden warunek: Karol musi zrezygnować z małżeństwa z Anką. Początkowo Borowiecki oburzył się na takie żądanie, ale po chwili przyznał sam przed sobą, że już wcześniej myślał o zwróceniu jej słowa. Ostatecznie więc przystał na warunki Kurowskiego.
Rozdział XIX
Wracając od Kurowskiego, Kessler rozmawiał z Morycem i wspomniał, że musi jeszcze zajrzeć do fabryki, by skontrolować nocną zmianę. Moryc ostrzegł go, że na jego miejscu nie zbliżałby się do Malinowskiego, bo ten patrzy jak rozwścieczony pies na łańcuchu. Kessler jednak zlekceważył przestrogę. Stwierdził, że nie boi się Malinowskiego, zresztą dostał od niego list i zamierza udzielić odpowiedzi osobiście. Był przekonany, że chodzi o jakieś odszkodowanie za Zośkę, a takie sprawy umiał już załatwiać. Wchodząc do fabryki, polecił Morycowi czekać na siebie.
Malinowskiego zastał przy oliwieniu maszyny. Zapytał go krótko, czego chce. Stary Malinowski odpowiedział pytaniem: co Kessler zrobił z Zośką. Tamten uznał od razu, że chodzi o pieniądze, ale Malinowski powiedział, że nie chce od niego niczego. Przeciwnie – to on ma mu zapłacić za córkę. Następnie zastąpił mu drogę do wyjścia. W jego oczach Kessler zobaczył wyrok śmierci. Uzbrojony w kastet Kessler uderzył Malinowskiego tak mocno, że ten zachwiał się i uderzył o ścianę, ale nie upadł. Natychmiast rzucił się na przeciwnika. Szamotali się chwilę tuż obok pracującej maszyny i wtedy tryby wciągnęły ich obu – zginęli na miejscu.
Na pogrzeb Malinowskiego przyszło niewiele osób, jedynie garść znajomych i przyjaciół. Dopiero za miastem do orszaku zaczęli dołączać robotnicy. Kobiety śpiewały żałobną pieśń, bo księdza nie było – Malinowskiego chowano we wzgardzie jako samobójcę i mordercę. Horn wypatrywał wśród uczestników Zośki, lecz nigdzie jej nie dostrzegł. Podobno, gdy dowiedziała się o śmierci Kesslera, wpadła nie w rozpacz, lecz w złość, że teraz będzie musiała szukać sobie nowego kochanka.
Po pogrzebie w „kolonii” zebrali się wszyscy znajomi Malinowskiego. Kama ciągle płakała, szczególnie poruszona widokiem Adama, który ciężko przeżywał śmierć ojca oraz bezduszność własnej siostry. Tymczasem Stach Wilczek sprzedał w końcu place Grosglikowi, ale za czterdzieści tysięcy rubli, choć warte były pięćdziesiąt. Nie mógł pogodzić się z tym oszustwem i szczerze znienawidził Grosglika. Ostatnie tygodnie spędził nad dokumentami związanymi z podpaleniem fabryki Grosmana, bo czuł, że w ten sposób może najbardziej uderzyć w przeciwnika. Postanowił też ostrzec Borowieckiego przed zmową Grosglika i Moryca, którzy dążyli do przejęcia jego fabryki.
Rozdział XX
Borowiecki wyjeżdża do Berlina, bo Lucy zasypuje go depeszami i grozi samobójstwem. Jednak na miejscu okazuje się, że to już nie ta sama kobieta, którą znał z Łodzi. Macierzyństwo całkowicie ją zmieniło – stała się krzykliwa, arogancka, straciła dawną urodę, a jej blada cera przybrała żółtawy odcień. Spotkania z nią są dla Karola prawdziwą udręką. Męczą się oboje, napięcie jest wyraźne. Po kilku dniach Karol żegna się z nią, ale zostaje jeszcze w Berlinie, bo dopiero wtedy naprawdę zaczyna odpoczywać.
Ten spokój nie trwa długo. Pewnego dnia dostaje depeszę z wiadomością, że jego fabryka płonie. Natychmiast rusza do Łodzi. W czasie nocnej podróży bez przerwy kalkuluje straty. Dochodzi do wniosku, że ubezpieczenie pokryje większość długów, ale nie wystarczy na pokrycie jego własnego wkładu, pieniędzy Anki ani drobniejszych zobowiązań.
Rozdział XXI
Poprzedniego dnia po południu Anka siedziała z panem Adamem na werandzie. Ten, jak zwykle, dopytywał, kiedy wróci Karol. Zaczął już półgłosem odmawiać wieczorne modlitwy, gdy nagle do ogrodu wpadł Socha z wiadomością, że fabryka się pali – ogień pojawił się w suszarni na trzecim piętrze.
Anka natychmiast zrozumiała, że budynku nie da się uratować. Postanowiła więc uratować ojca przed wstrząsem. Zasłoniła okna, zabroniła służbie wspominać o pożarze i uspokajała pana Adama, tłumacząc hałas przejeżdżającymi wozami i silnym wiatrem. Starzec dawał się zwodzić tylko do czasu. Kiedy doszło do wybuchu pieca, huk był tak potężny, że poderwał się z łóżka, odsłonił kotarę i od razu wszystko zrozumiał. Zdołał wyszeptać tylko: „Fabryka… Karol…”, po czym upadł na ziemię i dostał konwulsji. Zanim przybył Wysocki, było już za późno – pan Adam zmarł, a obok niego leżała nieprzytomna Anka.
Po wybuchu ogień ogarnął wszystko. Nie było już czego ratować. Rankiem widać było ogrom zniszczeń. Karol, stojąc pośród ruin, nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Ocalał tylko kantor i pusty magazyn. Moryc zaczął opowiadać przebieg wydarzeń, ale robił to w taki sposób, że Karol nie wytrzymał i oskarżył go nawet o celowe podpalenie. Wtedy Mateusz przyniósł wiadomość o śmierci ojca.
Następnego dnia rano Moryc oznajmił, że wycofuje wszystkie swoje wkłady. Wkrótce to samo zrobił Maks, choć w jego przypadku Karol nie czuł żalu – wiedział, że Maks włożył w fabrykę całe serce i przeżywa jej upadek równie mocno. Rzeczywiście, Maks zamknął się w kantorze i płakał jak dziecko.
Zaraz potem pojawił się stary Müller i zaproponował pomoc. Był gotów pożyczyć pieniądze na odbudowę fabryki, nawet jeśli Karol nie zdecyduje się na ślub z Madą. Podkreślał, że Borowiecki jest uczciwy i ma talent do interesów. Karol w końcu przyjmuje tę propozycję, bo w głębi duszy wiedział, że tak to się skończy.
Rozdział XXII
Mija kilka miesięcy od pożaru. Anka wciąż leży chora. Fizycznie wraca do zdrowia, ale psychicznie nadal jest w złym stanie. Opiekuje się nią Nina, czasem zagląda Karol, lecz Anka nie ma jeszcze odwagi oddać mu pierścionka.
Odwiedza ją także Stach Wilczek, który założył spółkę z Maksem Baumem. Wybuch w fabryce Borowieckiego zniszczył również resztki zakładu Baumów, dlatego stary Baum przekazał wszystko synowi. Anka prosi Wilczka, by powiedział Maksowi, że chciałaby go zobaczyć.
Wkrótce przychodzi sam Maks. Oboje są tak skrępowani, że rozmowa się nie klei. Ona mówi o zdrowiu i o tym, że Łódź ją przytłacza, on wspomina mimochodem, że idzie na ślub Moryca z Melą. Na koniec Anka prosi, by odwiedzał ją częściej.
Wieczorem przychodzi Karol. Długo milczą – każde z nich ma coś do powiedzenia, ale brakuje odwagi, by zacząć. W końcu Anka bez słowa zdejmuje pierścionek i oddaje go Karolowi. On robi to samo. Karol czuje wstyd i nie potrafi znieść jej spojrzenia, chce odejść, ale Anka zatrzymuje go, podaje rękę i prosi, by pożegnali się bez nienawiści. Życzy mu szczęścia. Karol wychodzi głęboko poruszony.
Rozdział XXIII
Późną jesienią odbywa się ślub Borowieckiego z Madą Müllerówną. Uroczystość jest wystawna i pełna przepychu, co Karola raczej męczy niż cieszy.
Potem mijają lata. Łódź rozwija się błyskawicznie, a wraz z nią fortuny fabrykantów. Maks i Wilczek stają się poważną konkurencją dla Grunspana, Welta i Grosmana, Kurowski również się bogaci, Grosglik nadal oszukuje, a Müller wycofuje się z interesów, przekazując zarząd Borowieckiemu. Karol staje się właścicielem ogromnej, dochodowej fabryki.
Jednak z czasem zaczyna rozumieć coś, czego wcześniej nie dopuszczał do siebie. Miliony nie dają mu szczęścia. Pracuje więcej niż kiedykolwiek, ale jest samotny. Mada jest poprawną żoną i matką ich dziecka, lecz nie daje mu nic poza tym – zaczyna go nudzić. Coraz częściej dochodzi do wniosku, że jego dawne marzenia przyniosły mu jedynie znużenie.
Pewnego dnia, spacerując po Helenowie, wspomina dawne romanse i zauważa, że to właśnie wtedy był naprawdę szczęśliwy. Nagle spotyka Ankę, która prowadzi ochronkę dla dzieci. Rozmawiają chwilę. Anka widzi, że Karol jest zmęczony i wyniszczony. On prosi tylko, by go nie żałowała – osiągnął wszystko, czego chciał, tylko że to wszystko nie daje mu spełnienia.
Po tym spotkaniu długo myśli o swoim życiu. W końcu pisze do Anki list z prośbą o wskazówki, jak założyć ochronkę dla dzieci robotników. Dochodzi do wniosku, że skoro sam nie potrafi być szczęśliwy, to przynajmniej może uczynić szczęśliwszym życie innych. Podsumowuje to gorzko:
„Przegrałem własne szczęście – trzeba je stwarzać dla drugich.”
