Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pożegnanie z Marią

Tadeusz Borowski

Streszczenie szczegółowe

I

Przez okno pokoju, w którym przebywają narrator, Tadeusz, i Maria wychodzi na spalony dom, widać przez nie kłębiące się chmury, bezlistne drzewo i wagony jadące na front. Jest wieczór. Maria podnosi głowę znad książki, jest rozmarzona. Tadeusz stwierdza, że miarą poezji i religii jest miłość. „Miłość, oczywiście, że miłość!” - potwierdza Maria. Zza okna dochodzi zgrzyt tramwajów, z drugiego pokoju - dźwięki patefonu i odgłosy tańczących par.

Do pokoju wchodzi Tomasz w towarzystwie swej ciężarnej żony. Z lekką pretensją zwrócił się do Tadeusza, że jest zbyt mało alkoholu, a potem wyszedł wraz z żoną. Maria również zbiera się do wyjścia, ale Tadeusz ją zatrzymuje. Maria planuje przygotować omówienie Hamleta na komplet (lekcję w konspiracji). Potem wychodzi do drugiego pokoju. Z nogami na stole siedzi tam Apoloniusz, na tapczanie leżą pokotem półpijani ludzie. Apoloniusz zastanawia się, czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem. Stwierdza, że byłby dezerterem, bo pierwsi chrześcijanie uciekali z armii, nie chcąc sprzeciwiać się złu. Leżący między dwiema roznegliżowanymi dziewczynami Piotr stwierdza, że on się sprzeciwia złu. Po czym poleca Apoloniuszowi zdjąć nogi ze stołu. Ten w odpowiedzi przytacza historię Wandalów - szczepu, który wszyscy tępili. Wreszcie w Hiszpanii Wandale wsiedli na okręty i popłynęli do Afryki.

Dalszy ciąg historii dopowiedział młody Żyd stojący przy piecu i palący fajkę. Wandalów nawrócił święty Augustyn, wówczas biskup Kartaginy. Tego Żyda ochrzczono latem, by mógł wziąć ślub ze śliczną pianistką o drapieżnym spojrzeniu. On sam był pianistą. Teraz właśnie wszyscy bawią się na ich weselu. Urządzili je przyjaciele, bo rodzice panny młodej nie chcieli o tym słyszeć. Więc wesele urządzono przy wydatnej pomocy Tadeusza. Panna młoda siedziała teraz w niebieskiej sukni na fotelu - senna, pijana, zmęczona.

Obok Marii uklękła młoda Żydówka, które tej nocy uciekła z getta. Nie ma gdzie spać. Skarży się, że już od dawna nie trzymała szczoteczki do zębów, filiżanki. Panicznie się też boi, wie, że śmierć może nadejść w każdej chwili. To pieśniarka, jest elegancko i zalotnie ubrana. Na szyi nosi krzyżyk na łańcuszku. Spogląda na książki i odczytuje nazwiska ich autorów: Platon, Montaigne, Tomasz z Akwinu. Potem rzuca: „Tylko żeby pan widział to, co ja widziałam za murami...”.

Apoloniusz maniacko powtarza, że Wandalowie przeminęli i nikt o nich nie pamięta, a Augustyna czytają do dziś, skąd wniosek, że wojna minie a poezja zostanie, a wraz z nią jego winiety do tomików wierszy. Okładki kolejnego tomiku suszą się na sznurkach pod sufitem.

Tymczasem Żydówka zostaje poproszona do tańca przez Piotra. Wcześniej cicho mówi do Marii, że według niej prędzej czy później i po aryjskiej stronie będzie getto, z którego nie będzie wyjścia. Tymczasem przyjeżdża furmanka po brzegi załadowana sprzętami, kocami, ubraniami. To sprzęty z mieszkania bogatej Żydówki, która chce je uratować, więc poleciła wywieźć je z getta. Sama również uciekła. Czeka jeszcze tylko na córkę i zięcia, którzy musieli jeszcze kilka dni tam zostać. Kierownik zgodził się przechować Żydówkę, bo kiedyś w dzieciństwie to ona ułatwiła mu naukę, „zrobiła go człowiekiem”.

„W złotym kręgu światła jak w aureoli, otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd, stała Maria". Maria zajmuje się rozwożeniem bimbru. Tadeusz proponuje, że jeśli Maria poczeka na niego do południa, to pomoże jej z rozwożeniem alkoholu. Dziewczyna nie zgadza się na to. Maria odchodzi, a Tomasz poleca Tadeuszowi dać furmanowi wódki.

II

Wczesnym rankiem Tadeusz otwiera bramę zakładu i - jak codziennie - obserwuje, co się dzieje na brukowanej ulicy. Po przeciwległej stronie stoi szkoła, w której przetrzymywani są więźniowie, mający zostać wywiezieni na roboty „do Prus”. W pobliżu zwykle kręci się żandarm, trzymający straż. Niedaleko znajduje się mały sklepik, którego właściciel pośredniczy też w innego rodzaju handlu: rozmaici ludzie spotykają się u niego z policjantami pełniącymi straż w szkole i wykupują więźniów, którzy nocą są wypuszczani ze szkoły przez okno. Sam sklepikarz oszukiwał na sprzedawanym towarze oraz brał wysokie opłaty za pośrednictwo w wykupywaniu ludzi. Czynił to wszystko zaś, „gdyż chciał żyć sam, miał żonę, synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę, uczennicę kompletu licealnego, odczuwającą nęcące powaby stroju, urok chłopców, smak nauki i czar konspiracji”.

Inżynier prowadził przez cały czas interesy na wielką skalę, dorobił się majątku pod Warszawą i negocjował „ze Wschodnią Koleją Niemiecką” o możliwość zakupu własnej bocznicy kolejowej i wybudowania magazynów przeładunkowych. Był hojny dla swych pracowników: płacił im prawie 100 złotych tygodniowo (według prawa mógł płacić do 73 złotych) i pomagał finansowo w przypadku choroby lub wywiezienia rodziny do obozu. Finansował też przez trzy miesiące studia Tadeusza na tajnym uniwersytecie. Wszyscy zresztą w tym czasie kombinowali jak mogli: furmani kradli na kolei, sprzedawali wapno z wozu, nie dowożąc na budowy pełnych transportów; Tadeusz finansował produkcję bimbru u kierownika, który oddawał mu większą część zysku, kierownik zaś handlował meblami, pośredniczył w handlu mieszkaniami oraz między „złodziejami kolejowymi” a komisami. Handlował też z gettem.

W biurze siedzi doktorowa, która niecierpliwi się, gdyż jej zięć i córka pozostali w getcie, aby zrobić jeszcze kilka interesów, i się spóźniają. Staruszka ciągle wypytuje kierownika, czy jej krewni zdążą wyjść, czy zatelefonują itd. Kierownik wprawdzie - również zniecierpliwiony, ale oczekiwaniem na klienta - uspokaja ją, jednak jest zajęty własnymi interesami (ma właśnie zakończyć transakcję związaną z zakupem drewna pochodzącego z domów otwockiego getta). Tadeusz, który również siedzi w biurze, podtrzymuje rozmowę ze staruszką i dowiaduje się, jak wygląda tam życie - bez przerwy odchodzą do obozów transporty ludzi, ci zaś, którzy jeszcze przetrwali podczas łapanek i przeszukań domów, kryją się w przygotowanych specjalnie schronieniach i nawet małe dzieci wiedzą, że w kryjówce należy siedzieć cicho: nie wolno krzyczeć ani płakać, mimo przeżywanego wielkiego lęku. Przybywa oczekiwany klient i kierownik wychodzi, aby wypić z nim pod zawartą transakcję. Woźnica informuje, że na mieście znów jest łapanka. Kierownik - jak zwykle w czasie łapanki - zamknął bramę, za którą można było obserwować kłębiący się tłum sprzedających i kupujących, jako że jest to dzień targowy. W oddali, za wiaduktem, widać jak inni ludzie są ładowani na samochody ciężarowe. Kierownik oznajmia Tadeuszowi, że dzwoniła Maria, która wraca z Ochoty, ale ze względu na łapanki ma trudności z przedostaniem się przez miasto. Kolejny telefon przerywa narzekania kierownika na zbyt ostrożne podejście Inżyniera do handlu materiałami budowlanymi. Okazuje się, że na wieczór zapowiada się nielegalny niemiecki transport cementu. Po posiłku, spożytym z kierownikiem i doktorową, Tadeusz dowiaduje się od urzędniczki (niezbyt lubianej, gdyż została zatrudniona przez Inżyniera „do pilnowania kasy” i wtrącała się we wszystkie sprawy, patrząc wciąż kierownikowi na ręce), że staruszka telefonowała do getta i dowiedziała się, że jej córka i zięć nie mogą już stamtąd uciec.

III

Wieczorami Tadeusz zostawał sam w pomieszczeniu, gdzie suszyły się od ponad tygodnia okładki jego nowego, drukowanego na ręcznym powielaczu, tomiku poezji. Tego wieczora jak zwykle czytał i oczekiwał niecierpliwie na przybycie Marii. Na podwórku dobytek doktorowej ponownie ładowano na wóz. Kierownik jest rozdrażniony, że staruszka fatygowała go (choć nie za darmo) do załatwienia jej transportu z getta, a teraz postanowiła do getta powrócić. Odradza jej takie postępowanie, gdyż twierdzi, że jej opieka i starania nic nie dadzą, a sama tylko straci życie. Pojawia się niemiecka ciężarówka z cementem. Tadeusz nadzoruje rozładunek. Jeden z dwóch robotników oznajmia w tajemnicy przed niemieckim żołnierzem, który ubija półlegalny interes z kierownikiem, że jest kilka worków nad plan. Tadeusz zgadza się je kupić po 20 złotych za każdy. Po odprawieniu Niemców, kierownik z Tadeuszem zajmują się wyprawieniem w drogę doktorowej, która odjeżdża na przeładowanym wozie. Tadeusz niepokoi się o Marię, jednak kierownik uspokaja go. W zapadających ciemnościach Tadeusz, sklepikarz i policjant obserwują kolumnę przejeżdżających ciężarówek napełnionych ludźmi. Wszyscy trzej zdają sobie sprawę, że po Żydach nadchodzi ich kolej. Sklepikarz interesuje się losem starej Żydówki, gdyż załatwiał jej na zlecenie kierownika mieszkanie i liczył na dochód z tego tytułu. Tadeusz odprawia go zniecierpliwiony. Ciężarówki na chwilę zatrzymują się, zaś reflektory eskortujących motocykli oświetlają upakowanych ludzi. W oślepiającym blasku Tadeusz dostrzega twarz Marii, która żegna go niemym gestem. Ciężarówki ponownie ruszają. Tadeusz dowiedział się później, że Maria została zawieziona do „osławionego obozu nad morzem” (Stuthoffu) i zagazowana.

Potrzebujesz pomocy?

Współczesność (Język polski)

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A. Sabak, D. Stopka, A. Szóstak, D. Pietrzyk, A. Popławska
redaktorzy: Agnieszka Nawrot, Anna Grzesik
korektorzy: Ludmiła Piątkowska, Paweł Habat

Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2020 Wszystkie prawa zastrzeżone.