W poszukiwaniu straconego czasu - streszczenie krótkie
Pierwszy tom cyklu ma konstrukcję, w której narracja nie idzie prostą linią. To opowieść o tym, jak pamięć pracuje w człowieku, jak przywołuje świat z pozornie drobnych bodźców i jak wokół zwykłych scen buduje się całe wewnętrzne uniwersum. Narrator mówi w pierwszej osobie, z perspektywy dorosłego, który wraca do własnych doświadczeń, ale też rekonstruuje cudze historie, które zna z rozmów, plotek i domowych półsłówek. Cały tom jest w dużej mierze „laboratorium” pamięci, pragnień i iluzji.
„Combray”
Narracja zaczyna się od doświadczenia zasypiania i budzenia. Dorosły narrator wraca myślą do dzieciństwa i do stanu półsnu, kiedy człowiek nie jest pewny, gdzie się znajduje i kim właściwie jest w danej chwili. Do dziś, kiedy narrator się budzi, zdarza mu się przez moment nie wiedzieć, czy jest u siebie, czy w dawnym Combray, które w jego pamięci nie jest tylko miejscem, ale całym układem emocji, rytuałów i lęków.
Wspomnienia prowadzą go do dzieciństwa spędzanego w Paryżu, ale z wyjazdami wakacyjnymi na wieś, do Combray, gdzie mieszkała część rodziny. Najważniejszym problemem małego narratora nie są wtedy ani widoki, ani atrakcje wakacji, tylko wieczór i moment, gdy musi iść spać. Jako dziecko nienawidził kładzenia się do łóżka, bo oznaczało to rozłąkę z matką i utratę jej obecności. Jedyną pociechą była krótka chwila, kiedy mama przychodziła do niego powiedzieć mu dobranoc. Ten rytuał urasta w jego psychice do rangi czegoś absolutnie koniecznego.
Dlatego narrator tak źle znosił wizyty gości. Kiedy w salonie pojawiali się ludzie, matka zostawała na dole jako gospodyni i nie przychodziła do syna. Wśród częstych gości bywał pan Swann, sąsiad i znajomy rodziny, przyjaciel ojca i dziadka narratora. Rodzina traktowała Swanna jak człowieka „z tej samej warstwy” i nie wiedziała, że w rzeczywistości jest on blisko związany z arystokracją, bywa w najbardziej prestiżowych domach, zna wpływowych ludzi i obraca się w świecie tytułów. Swann sam się tym nie chwalił. Wiedziano natomiast, że jest znawcą malarstwa, kolekcjonerem, bywa nawet wspominany w prasie, a przede wszystkim, że jest bardzo przywiązany do córki.
Jednocześnie w rodzinnych komentarzach pojawia się cieniem temat jego małżeństwa. O żonie Swanna mówi się krytycznie jako o kobiecie „nieodpowiedniej”. W tle krąży opowieść, że Swann ożenił się z nią ze względu na dziecko, że relacja jest chłodna, a żona ma go zdradzać, nawet z panem Charlusem. To wszystko dociera do narratora jak półsłówka, ale już wtedy buduje w nim przekonanie, że życie dorosłych pełne jest sprzecznych warstw, pozorów i ukrytych historii.
Dom w Combray, gdzie narrator spędza wakacje, należy do ciotki Leonii oraz jej matki, wdowy po wujku Oktawie, nazywanej w rodzinie Oktawową. W Combray przebywa też reszta rodziny. Są tam rodzice narratora, babcia i dziadek, a także dwie siostry babci, Celina i Flora. Ważną postacią codzienności jest służąca Franciszka, starsza kobieta całkowicie oddana ciotce i niemal niezastąpiona w obsłudze jej przyzwyczajeń.
Dla narratora najgorsze są te wieczory, kiedy mama nie przychodzi do niego z dobranocką. Lęk i poczucie opuszczenia narastają w nim do granicy paniki. Próbuje różnych metod, żeby sprowadzić matkę do siebie. W pewnym momencie posuwa się do desperackiego gestu. Nie idzie spać, czeka na korytarzu, aż usłyszy kroki mamy, i wtedy dosłownie wypada z pokoju, żeby ją uściskać i zatrzymać. Spodziewa się kary, bo rodzice boją się o jego zdrowie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Zamiast tego matka zostaje z nim na noc i czyta mu powieści George’a Sand. Ten epizod pokazuje, jak bardzo narrator jest emocjonalnie niestabilny, chorowity, melancholijny, jak silnie przeżywa rzeczy, które dorosłym mogą wydawać się „błahe”, ale dla dziecka są sprawą życia i śmierci.
W tym miejscu następuje ruch w stronę teraźniejszości. Dorosły narrator je magdalenkę, a smak i zapach natychmiast uruchamiają wspomnienia. Magdalenka zanurzona w herbacie staje się bodźcem, który wyciąga z niego cały świat Combray. To nie jest zwykłe wspominanie. To jest doświadczenie, w którym pamięć wdziera się do teraźniejszości i narzuca swoje obrazy.
Wspomnienia pozwalają narratorowi opisać ciotkę Leonię. Jest ona osobą chorą, ale choroba ma charakter podejrzany, wygląda na hipochondrię podtrzymywaną latami. Ciotka prawie nie wychodzi z domu, rzadko opuszcza pokój, a z łóżka wstaje niemal tylko „w razie nagłych przypadków”. Wmawia sobie i innym, że nie śpi, tylko „myśli” lub „odpoczywa”. Jej życie to rytuał obserwowania świata z okna i komentowania tego, co widzi. Najczęściej zajmuje się plotką. Obgaduje panią Sazerat i panią Goupil. Gdy zobaczy kogoś nieznanego, wysyła Franciszkę do sklepu, żeby ustaliła, kto to był. Ta drobna inwigilacja staje się substytutem aktywnego życia.
Narrator opisuje też Combray jako przestrzeń nasyconą symbolami. Szczególne miejsce ma kościół i wieża św. Hilarego, będąca punktem orientacyjnym miasta, czymś, co dominuje w pejzażu i w pamięci. Wśród postaci pojawia się również pan Legrandin, przyjaciel rodziców narratora, inżynier, człowiek inteligentny, wykształcony, a zarazem pisarz i poeta. Jest kulturalny, mówi w sposób niemal patetyczny, a narratora poucza, żeby „nigdy nie tracił z oczu nieba”. Jednocześnie narrator zauważa, że Legrandin, mimo deklarowanego dystansu wobec arystokracji, ma w sobie snobizm, którego nie chce przed sobą przyznać. Zostaje to pokazane w scenie związanej z rodem Guermantes, najznamienitszym w okolicy. Gdy narrator pyta Legrandina o księżnę de Guermantes, ten miota się i daje do zrozumienia, że nie zna ich „z wyboru”, co zdradza jego skryte ambicje i napięcie między deklaracjami a pragnieniem prestiżu.
Do ciotki Leonii przychodzi czasem kulawa dziewczyna Eulalia. Z czasem staje się jedną z niewielu osób, które ciotka znosi w swoim pokoju, obok proboszcza. Eulalia jest uboga, więc przy każdej wizycie dostaje od Leonii monety. Franciszkę dręczy ciekawość, ile dokładnie. Eulalia zdobywa sympatię ciotki, bo potrafi ją pocieszać w sposób idealny. Podtrzymuje jej przekonanie, że wyzdrowieje, a zarazem nie podważa powagi choroby. Dostarcza też plotek, które są dla Leonii rozrywką i paliwem.
Narrator jako dziecko fascynuje się teatrem, choć rodzice nie pozwalają mu chodzić na przedstawienia. Czyta afisze, marzy o aktorkach i premierach, kocha teatr platonicznie. Informacje o świecie sceny czerpie od wuja Adolfa, który ma opinię mężczyzny o wątpliwej reputacji z powodu licznych „przyjaciółek”. Podczas jednej z wizyt narrator poznaje jedną z takich kobiet, ładną, elegancką, która okazuje mu serdeczność. Dla dziecka jest to ważne i nobilitujące. Kiedy jednak wspomina o tym rodzicom, wybucha konflikt z wujkiem Adolfem i zakaz dalszych odwiedzin. Narrator uczy się, że towarzyskie granice i moralne etykiety są narzędziem kontroli, a dziecko jest w nich pionkiem.
W Combray pojawia się wątek posługaczek. Franciszka z zazdrością i potrzebą dominacji wypiera kolejne pomocnice, bo nie chce, by ciotka przywiązała się do kogokolwiek poza nią. Najsilniej zapada narratorowi w pamięć jedna dziewczyna, biedna, chorowita, w zaawansowanej ciąży, obierająca szparagi. Swann porównuje ją do figury z fresku Giotta przedstawiającego alegorię Miłosierdzia (Caritas) i nazywa ją Caritas Giotta. To porównanie zostaje w świadomości narratora, choć widzi on jednocześnie, że rzeczywistość tej dziewczyny jest brutalna, a „caritas” wcale nie jest abstrakcyjną cnotą, tylko ciężkim, upokarzającym losem. Dochodzi też do okrutnego rysu Franciszki. Gdy dowiaduje się, że dziewczyna ma uczulenie na szparagi, i tak każe jej je obierać, a na obiad codziennie są szparagi. W tej scenie ujawnia się bezwzględność codzienności, która nie wygląda jak wielka przemoc, tylko jak mały sadystyczny rytuał.
Narrator poznaje też kolegę Blocha, starszego chłopca, który poleca mu książki Bergotte’a. Narrator zakochuje się w stylu Bergotte’a i traktuje jego pisanie jak objawienie. Nawet gdy relacja z Blochem się psuje, bo rodzice zabraniają mu kontaktu po kompromitujących informacjach o rodzinie, fascynacja pisarzem zostaje. Dowiedziawszy się, że Swann zna Bergotte’a, bo Bergotte jest przyjacielem córki Swanna, narrator zaczyna idealizować pannę Swann jako istotę niemal mistyczną, „wyższą”, związaną z literaturą i sztuką.
Wątek proboszcza pokazuje z kolei obsesję znaczeń. Proboszcz jest pasjonatem etymologii, zna pochodzenie nazw miejscowości, imion świętych, historii lokalnej. Dla narratora nazwy nie są tylko nazwami. Są nośnikami wyobrażeń. Ten motyw wróci później w części o nazwach miast.
Życie ciotki Leonii jest monotonne do granic absurdu. Wydarzeniem roku może być poród pomywaczki, bo wtedy Franciszka nie może obsługiwać Leonii, co narusza jej rytuał. Urozmaiceniem tygodnia jest sobota, kiedy śniadanie jest podawane godzinę wcześniej. Ciotka z nudów potrafi wymyślać dramaty. Raz wkręca sobie, że Franciszka ją okrada i zwierza się Eulalii. Potem uznaje Eulalię za dwulicową i zwierza się Franciszce. Oskarżenia, podejrzenia i małe paranoje krążą w zamkniętym pokoju, ale więź ciotki z Franciszką i tak się utrzymuje. To jest świat zależności, w którym miłość i złośliwość, wdzięczność i kontrola są splecione.
Pojawia się też postać pana Vinteuil, znajomego rodziców. To człowiek sympatyczny, trochę staroświecki, krytyczny wobec zaniedbań młodych, a kiedyś nauczyciel gry na fortepianie. Jest niezwykle uprzejmy wobec gości, stara się odgadnąć ich życzenia, jakby bał się, że mógłby być choć trochę egocentryczny. Bardzo kocha córkę, która początkowo wydaje się do niego podobna.
Narrator opisuje też brak empatii Franciszki. Pomywaczka po porodzie cierpi, Franciszka mówi, że to „fochy” i nie chce jej pomóc. Jednocześnie potrafi płakać nad losem ludzi abstrakcyjnych, gdzieś daleko, ale wobec cierpienia osoby realnej, obecnej, jest twarda i obojętna. To znów pokazuje, jak moralność bywa teatralna.
Ważnym elementem Combray są codzienne spacery z rodzicami. Rodzina ma dwie stałe trasy. Jedna prowadzi w stronę Swanna, ku Méséglise, w pobliżu parku Swanna, krótsza i wybierana przy gorszej pogodzie. Druga prowadzi w stronę Guermantes, ku zamkowi arystokratów, dłuższa i wybierana w piękne dni, wzdłuż rzeki Vivonne. Te trasy w pamięci narratora stają się czymś więcej niż drogami. Są mapą pragnień i hierarchii.
Podczas jednej wycieczki w stronę Swanna rodzina wchodzi do parku, co zwykle się nie zdarza, bo starają się unikać Swanna. Tym razem wiedzą, że wyjechał. Narrator zachwyca się krzakami różowego głogu, jego ulubionymi kwiatami. Widzą tam również córkę Swanna Gilbertę wraz z macochą i panem Charlusem. Nie rozmawiają, ale dziadek oburza się na scenę sugerującą, że Swann został wypchnięty z domu, a żona została z kochankiem. Narrator natomiast skupia się na dziewczynce. Zakochuje się w Gilbercie jako w obrazie, w obietnicy, w tajemnicy.
W tle rozgrywa się dramat pana Vinteuila. Jego córka wiąże się ze starszą koleżanką o złej reputacji, co w oczach otoczenia jest skandalem, a ojca pogrąża psychicznie. Mimo tego Vinteuil wciąż kocha córkę. Jego prestiż społeczny upada, a on w końcu umiera. Narrator widzi później szokującą scenę. Podgląda przez okno pannę Vinteuil i jej przyjaciółkę, które niedługo po śmierci ojca bezczeszczą jego pamięć, plują na jego portrecik. Jednocześnie narrator nie potrafi jej uznać za czystą potworność. Widzi złożoność, jakby zło i czułość mogły istnieć równolegle.
W długim opisie „strony Guermantes” narrator pokazuje, jak rodzi się w nim marzenie o pisaniu. Chce zostać pisarzem, ale boi się, że nie ma talentu. Naiwnie myśli, że ojciec mógłby mu to „załatwić” dzięki znajomościom, co pokazuje dziecięcy sposób rozumienia świata dorosłych. W kościele widzi kiedyś księżnę de Guermantes. Na początku jest rozczarowany, bo wyobrażał ją sobie bardziej majestatycznie, a ona wygląda zwyczajnie, ma blond włosy, niebieskie oczy, suknię w kolorze lila i czerwoną twarz. Potem jednak narrator sam sobie dopisuje wyjaśnienia i zaczyna dostrzegać w niej „anielskość” wynikającą z nazwiska, rodu i wyobrażeń. Zaczyna marzyć o przyjaźni z nią, jakby nazwisko mogło dawać dostęp do świata absolutnie innego niż jego własny.
Część „Combray” domyka się powrotem do teraźniejszości. Dorosły narrator wraca myślą do tamtego czasu i czuje, że chciałby jeszcze raz zobaczyć „stronę Guermantes” z dzieciństwa, ale rozumie, że tego powrotu nie da się wykonać wprost. Można wrócić tylko w pamięci, a pamięć zawsze jest już przekształceniem.
„Miłość Swanna”
Druga część tomu przenosi uwagę z dzieciństwa narratora na historię sprzed jego narodzin, czyli na romans Karola Swanna. Narrator opowiada to z dystansu, jakby rekonstruował cudzą przeszłość, ale w gruncie rzeczy buduje przy tym tło obyczajowe i psychologiczne dla postaci, które w świecie Combray pojawiają się już jako nazwiska obciążone plotką.
Najpierw narrator opisuje środowisko „małego klanu” państwa Verdurin. Verdurinowie mają stałe grono „wiernych”, w tym doktora Cottarda z żoną, pianistę i jego ciotkę oraz Odetę de Crécy. Grupa działa jak zamknięty system. Kontakty z ludźmi spoza paczki są źle widziane. Trzeba deklarować, że inne salony są nudne, a jedynym wartościowym miejscem jest klan. Trzeba też uwielbiać panią Verdurin, która staje się królową mikroświata. Pan Verdurin w praktyce powtarza poglądy żony i nie ma niezależnej osi.
Doktor Cottard zostaje pokazany jako człowiek niezręczny, prowincjonalny, rzucający żarty w złych momentach, a jednak uznawany przez Verdurinów za „cudownie zabawnego”, bo klan tworzy własną prawdę. Cottard nigdy nie przyznaje, że czegoś nie wie, udaje zrozumienie i dopiero później dopytuje. Nie ma zmysłu ironii i przyjmuje wszystko dosłownie.
Najważniejszą postacią kobiecą jest Odeta de Crécy, piękna i o wątpliwej reputacji, dawna kokota i utrzymanka. Nie jest szczególnie bystra, ale jej obecność uruchamia dramat. To wokół niej zacznie się historia miłości, która pokaże, jak człowiek może wpaść w zależność, nawet gdy początek nie wygląda jak wielka namiętność.
Wchodzi Karol Swann, wówczas człowiek młody, przystojny, bogaty, inteligentny, znawca sztuki, rozchwytywany w towarzystwie, bywalec najwyższych sfer, słynący z dowcipu. Ma opinię kobieciarza. Potrafi wydać majątek i wykorzystać wpływy, by uwieść kobietę, nawet z niższej warstwy. Ma wiele kochanek i potrafi kończyć relacje tak, by nie wywoływać otwartej wojny.
Swann poznaje Odetę w teatrze. Na początku nie podoba mu się, bo choć jest ładna, nie jest w jego typie. Odeta natomiast jest nim zafascynowana. Odwiedza go, wypytuje o obrazy, podziwia jego gust, zaprasza do siebie. Swann widzi jej zauroczenie, ale nie wchodzi w to „na serio”. Odeta zaczyna zabierać go do Verdurinów, a Verdurinowie się cieszą, bo Swann może pomóc utrzymać Odetę przy klanie. Swann ma dystans do tego środowiska, widzi jego obłudę, ale chodzi tam, bo dzięki temu często widzi Odetę.
Podczas jednego z obiadów dochodzi do sceny muzycznej. Proszą pianistę, by zagrał. Pani Verdurin udaje ekstazę artystyczną, mówi, że muzyka jest tak piękna, iż potem „trzy dni choruje”, co Swann rozpoznaje jako teatr. Jednak w samej muzyce Swann przeżywa coś prawdziwego. Pianista gra andante z sonaty skrzypcowej Vinteuila, a Swann rozpoznaje melodię, która zachwyciła go rok wcześniej, choć wtedy nie potrafił ustalić, co to jest. Ta fraza staje się dla niego znakiem, który będzie wracał i nabierze znaczenia intymnego.
Po kilku tygodniach Swann w oczach klanu popełnia błąd. Wychodzi na jaw, że zna wpływowych ludzi i bywa w świecie arystokracji. Swann próbuje to rozbroić, mówiąc, że te spotkania są nudne i że zaproszenia są łatwe, ale to fikcja. Wierzy mu tylko Cottard, bo nie ma narzędzi, by czytać sytuację.
Odeta coraz bardziej zabiega o Swanna, pisze czułe listy. Swanna to długo nie rusza, bo ona nadal mu się nie podoba. Zdarza mu się nawet pogrywać z nią. Pisze listy z wymyślonymi pretensjami, by dostać przeprosiny, bo jej służalczość schlebia jego próżności. Jednocześnie sypia z innymi kobietami.
Przełom następuje wtedy, gdy Swann pewnego dnia przychodzi do Verdurinów późno, a Odety już nie ma. Dopiero brak Odety uderza go jak strata. Swann nagle rozumie, jak bardzo mu na niej zależy. Szuka jej po całym Paryżu wraz ze stangretem Remim, znajduje, odwozi do domu. Po drodze poprawia jej bukiet katlei przypięty do stanika. Ten gest staje się początkiem napięcia erotycznego. Od tej pory Swann i Odeta zaczynają sypiać ze sobą codziennie, a ich prywatnym hasłem staje się „poprawianie katlei”.
Swann zakochuje się coraz bardziej. Fraza z sonaty Vinteuila staje się dla niego „ich muzyką”, bo zawsze uruchamia wspomnienia początku romansu. Odeta intelektualnie nie dorównuje Swannowi, bywa prostacka, ale przestaje mu to przeszkadzać. Swann zaczyna nawet łagodniej patrzeć na Verdurinów, tylko dlatego, że Odeta ich lubi.
W klanie pojawia się hrabia de Forcheville, a Odeta się z nim zbliża. Narrator dopowiada później rzecz najbardziej toksyczną. Okazuje się, że Odeta mogła znać Forcheville’a wcześniej, a w noc, gdy Swann jej szukał po Paryżu, była właśnie u niego. Swann wpada w chorobliwą zazdrość. Forcheville jest przedstawiony jako tępy i snobistyczny, ale klan go lubi, bo jest idealnym „wiernym”, potwierdza opinie Verdurinów i gra zgodnie z ich zasadami.
Swann zaczyna też mieć konflikt z klanem z innego powodu. Wierni lubią kpić z arystokracji, wymyślają złośliwe historyjki o tytułowanych ludziach, by się pocieszyć, że są lepsi. Swann zna te osoby osobiście i w końcu protestuje, mówiąc, że to zmyślone. Tą reakcją łamie regułę klanu, bo tam nie chodzi o prawdę, tylko o wspólną narrację wyższości. Verdurinowie zaczynają go nie lubić.
Swann, już całkowicie wciągnięty, zasypuje Odetę prezentami i pieniędzmi. Martwi się, czy daje jej dość. Odcina się od dawnych znajomych, bo chce spędzać czas tylko z nią. Jednocześnie rośnie w nim lęk, co Odeta robi, gdy nie są razem. Swann zaczyna ją śledzić. Jest scena, w której puka do jej drzwi, ona nie otwiera, a on słyszy głosy i kroki w środku. Później Odeta mówi, że nie zdążyła otworzyć. Swann czuje, że kłamie, ale nie konfrontuje jej, bo boi się utraty.
Klan marginalizuje Swanna. Zaprasza go na obiady, ale nie na wycieczki. Gdy jadą bez niego do Chatou, Swann cierpi, wyobraża sobie, że Odeta jest tam z Forcheville’em i że wszyscy się z niego śmieją. Swann widzi wady Verdurinów i zaczyna ich nienawidzić, przede wszystkim dlatego, że odsuwają go od ukochanej. Przestaje do nich chodzić, ale paradoksalnie przez to traci miejsce, w którym widywał Odetę regularnie.
Odeta zaczyna traktować Swanna coraz bardziej lekceważąco. Deklaruje uczucie, ale realnie korzysta z jego pieniędzy i zależności. Kłamie, znika, wyjeżdża z klanem. Nie mówi, co robi rankami. Kłócą się coraz częściej, ale zawsze to Swann ustępuje, błaga, wraca. Odeta ma pewność, że on zawsze będzie. Ma nawet odwagę prosić go o pieniądze na festiwal wagnerowski, na który chce jechać z Forcheville’em. Swann wybucha, odpowiada ostro, ale potem żałuje, bo nie umie się odciąć.
Swann próbuje ratować siebie, wracając do świata wyższych sfer. Odnawia relacje, bywa na przyjęciach, jakby chciał udowodnić sobie, że ma inne życie. Jednocześnie prosi pana de Charlusa, by pilnował Odety i zabierał ją gdzieś, żeby nie spotykała innych mężczyzn. To pokazuje, jak uczucie zmieniło się w system nadzoru.
Ważna scena rozgrywa się na przyjęciu u pani Saint Euverte, gdzie wszyscy cieszą się na widok Swanna. Jest koncert. Pojawia się wątek Guermantów, margrabina de Gallardon chwali się pokrewieństwem, a niespodziewanie przychodzi księżna des Laumes. Księżna jest zadowolona, że spotyka Swanna i żałuje, że tak rzadko się pokazuje.
W tym momencie pianista gra frazę z sonaty Vinteuila. Swannowi wraca cała historia miłości. Muzyka, która kiedyś była zachwytem, teraz boli, bo przypomina o czymś, co nie wróci. Swann chce przestać kochać Odetę, ale nie potrafi.
Swann dostaje anonim informujący, że Odeta była kochanką wielu mężczyzn i kobiet, w tym Forcheville’a. Swann wypytuje Odetę. Ona unika, a potem przyznaje. Swann jest zdruzgotany. Narasta w nim przekonanie o zdradzie.
Finał przychodzi w postaci długiej przerwy. Odeta wyjeżdża z klanem w prawie roczną podróż jachtem. Ten dystans robi to, czego Swann nie potrafił zrobić wolą. Swann zaczyna się odzwyczajać. Po powrocie Odety nie spotykają się od razu. Z czasem staje mu się obojętna. Swann dochodzi do gorzkiej puenty, że zmarnował kilka dobrych lat życia dla kobiety, która nie była w jego typie i która jego uczucie wykorzystywała.
„Imiona miejscowości – imię”
Trzecia część wraca do perspektywy narratora jako chłopca, już nie z Combray, tylko z młodości spędzanej w Paryżu. Tematem stają się nazwy miejsc i to, co one robią w wyobraźni. Narrator wspomina miasta, o których marzył jako dziecko. Są to Balbec, Wenecja, Florencja, Parma. Szczególnie pociąga go Balbec, bo utożsamia to miejsce z dziką naturą będącą świadkiem historii. Nazwy tych miast działają na niego jak zaklęcia. Każde brzmienie wywołuje konkretne obrazy, detale, wyobrażone zapachy, kolory, architekturę. Narrator rozumie z czasem, że mógłby się rozczarować, gdyby pojechał tam naprawdę, bo rzeczywistość prawie na pewno nie odpowiadałaby temu, co zbudowała w nim nazwa.
Rodzice pozwolili mu nawet kiedyś pojechać do Wenecji na Wielkanoc, ale narrator się rozchorował i musiał zostać w Paryżu. To doświadczenie wzmacnia w nim poczucie, że pragnienie często żywi się brakiem, a realny wyjazd mógłby okazać się mniej intensywny niż marzenie.
W Paryżu narrator spaceruje często z Franciszką, która po śmierci ciotki Leonii została zatrudniona przez jego rodziców. Chodzą głównie na Pola Elizejskie, których narrator nie znosi, dopóki nie zobaczy tam Gilberty. Od tej chwili miejsce zmienia znaczenie, bo zostaje naznaczone pragnieniem. Narrator chce bywać tam codziennie. Z czasem Gilberta i jej koleżanki zapraszają go do zabawy w klasy, a on zaczyna spędzać z nimi czas. Narrator zakochuje się w Gilbercie, ale ona nie odwzajemnia tego uczucia. Czasem daje mu wręcz znaki, że lubi go mniej niż innych kolegów. Mimo tego narrator żyje jej drobnymi gestami. Gilberta daje mu w prezencie błyszczącą agatową kulkę, a innym razem pożycza mu broszurę Bergotte’a o Racine’ie. Narrator trzyma te przedmioty jak skarby, bo są dla niego materialnym dowodem więzi, nawet jeśli ta więź jest jednostronna.
Narratora fascynuje nie tylko Gilberta, ale też jej ojciec Swann. Początkowo myśli, że Swann go nie poznaje, a narrator nie chce tego zmieniać, bo Swann nie jest już mile widziany w świecie jego rodziny z powodu „poniżającego” małżeństwa z Odetą de Crécy. Potem okazuje się, że Swann poznał go od razu. To kolejny moment, kiedy narrator widzi, że społeczne dystanse wcale nie są tak oczywiste, jak się je przedstawia dzieciom.
Narrator widuje też czasem w Lasku Bulońskim panią Swann, dawną Odetę de Crécy. Wydaje mu się bardzo piękna i wyjątkowo elegancka, choć słyszał o jej wątpliwej reputacji. Ten kontrast między plotką a realnym widokiem elegancji działa jak lekcja o tym, że oceny społeczne bywają okrutne, a jednocześnie nie przesądzają o tym, co człowiek widzi własnymi oczami.
Zakończenie tej części przynosi refleksję o tęsknocie za miejscami i czasami, do których nie da się wrócić. Nie tylko dlatego, że fizycznie się oddaliły, ale dlatego, że miejsca się zmieniają, ludzie się zmieniają, a sam narrator już nie jest tym, kim był wtedy. Przeszłość jest ulotna jak czas. Można ją przywołać w pamięci, czasem gwałtownie, jak przez smak magdalenki, ale nie można jej odzyskać wprost.
