Dla mnie Kulturkampf zdeterminowany był głównie przez polską stronę...W Poznańskiem i w Prusach Zachodnich zgodnie z urzędowymi doniesieniami tysiące ludzi i całe miejscowości, które w poprzednim pokoleniu oficjalnie uznane były za niemieckie, wychowane zostały, wskutek oddziaływania wydziału katolickiego, po polsku i stały się urzędowo "Polakami"

0tto von Bismarck[1]

Zwycięska wojna z Francją[2], a także ostateczne pokonanie Austrii w walce o wewnętrzną hegemonię w Rzeszy[3], nie tylko umocniły rolę Prus na arenie międzynarodowej, ale uczyniły z nich wskrzesiciela Cesarstwa. I tak 18 I 1871 roku, na mocy podpisanego w Wersalu traktatu[4], doszło do powołania Rzeszy Niemieckiej. Na jej czele, zgodnie z uchwaloną kilka miesięcy później konstytucją[5], stanął - obwołany cesarzem - król pruski. Do jego głównych zadań należało dowództwo nad siłami zbrojnymi, a także zawieranie traktatów i umów międzynarodowych. Przedstawicielem wchodzących w skład Rzeszy państw, była złożona z 58 członków Rada Związku. Główną w niej rolę otrzymał, dzierżący władzę wykonawczą, a powoływany przez króla - kanclerz pruski. Organem ustawodawczym był wybierany w toku trójstopniowych wyborów Parlament, który jednak nie mógł podejmować żadnych decyzji w sprawach polityki zagranicznej, nie miał też wpływu na kwestie wojskowe, gdyż te leżały w gestii powołanego w tym celu Sztabu Generalnego, który nie ponosił przed nim żadnej odpowiedzialności. Pomimo tych znacznych ograniczeń Parlament, złożony wówczas w większości z liberałów, podjął w pierwszym okresie swej działalności kilka trafnych i ważnych decyzji. Zreformowano system skarbowy, ujednolicono monetę, powołano do życia, powstały po przekształceniu z Banku Prus, Bank Rzeszy[6]. Prawdziwe spory i gorącą dyskusję wywołała jednak ustawa o prawie prasowym[7], która przewidywała pełną wolność prasy. Propozycja ta wywołała jednak ostry sprzeciw ze strony Bismarcka, który zażądał całkowitego podporządkowania państwu organów prasowych. W wyniku kompromisu, podjęto rozporządzenie, na mocy którego władze miały możliwość nadawania i odbierania koncesji poszczególnym tytułom prasowym, ingerowania w ich treść, jeżeli ta zasadniczo promowała obrazę państwa i cesarza, czy wreszcie pociągania do odpowiedzialności karnej lub finansowej wydawcy, który sprzeniewierzył się istniejącemu prawu. W 1876 roku z inicjatywy E. Laskermana, podjęto także pracę nad kodeksem karnym, uchwalając kolejne ustawy dotyczące prawa procesowego, cywilnego, czy wreszcie sądowego. Szczytowym osiągnięciem było jednak otwarcie Sądu Rzeszy, którego siedziba mieściła się w Lipsku[8].

Tymczasem, pośród parlamentarzystów niemieckiego Reichstagu pojawili się pierwsi krzewiciele nowoczesnej myśli politycznej. Na ich czoło w krótkim czasie wysunęli się wspomniani już wcześniej liberałowie. Krzewili oni - zgodnie z oświeceniowymi założeniami - kult jednostki i utworzonego dla jej dobra i interesów państwa. Na czele tego państwa stać miał obierany przez społeczeństwo, a mający spełniać jedynie jego wolę władca, podlegający utworzonym przez człowieka prawom. Tak, więc władza królewska nie miała pochodzić od Boga, była tworem ludzi i to oni mieli prawo nią rozporządzać. Ta wiara w moc jednostki, jej wpływu na rządy w państwie, miała stać się przyczyną wytworzenia się nowoczesnego parlamentaryzmu. W parlamencie mieli zasiadać wybitni przedstawiciele narodu, a stanowione przez nich uchwały miały mieć charakter wiążący i zapobiegać daleko idącej anarchii. W ten sposób liberałowie stawali się stopniowo zwolennikami wewnętrznej stabilizacji i porządku. Głównym ich teoretykiem był R. Virchow[9].

Przeciwnikami teorii liberalnej stali się w krótkim czasie konserwatyści. Różnica między stanowiskiem konserwatystów i liberałów polegała na tym, - pisze J. Krasucki - że zdaniem liberałów ustrój państwowy można i należy kształtować i zmieniać stosownie do wymogów rozumu, podczas gdy konserwatyści sądzili, że rozwój państwa podlega prawom organicznym i historycznym i ustrój jego nie może być świadomie i własnowolnie zmieniany[10]. Konserwatyści byli, zatem zwolennikami państwa chrześcijańskiego, gdzie król miał najwyższą, nadaną mu przez Boga władzę, zaś Kościół podlegał jego opiece. Uszczuplali zasadniczo rolę parlamentu, uważając, że wybory do niego powinny mieć charakter zawodowo - stanowy, a władza powinna skupiać się w rękach przedstawicieli tylko stanów najwyższych, tj. przede wszystkim pruskiej szlachty i duchowieństwa. Podkreślali także negatywne skutki liberalizacji gospodarki, szczególną uwagę zwracając na pogarszający się stan rolnictwa i krajowego przemysłu.

Tuż przed zjednoczeniem Niemiec, w grudniu 1870 roku powstała, założona przez arcybiskupa Moguncji, partia Centrum. W swoich założeniach programowych bliższa była konserwatystom. Jej założyciel W.E. Ketteler, głośno wypowiadał się przeciwko prowadzonej przez państwo antyklerykalnej polityce i dyskryminacji katolików. Występując przeciwko polityce Bismarcka, mającej na celu całkowite zjednoczenie państwa, partia popierała mniejszości religijne i wyznaniowe, co w krótkim czasie zaowocowało znacznym zwiększeniem jej popularności. Nic dziwnego, że jej szeregi powiększyły się wkrótce o występujących w obronie swych praw Polaków, będących pod przewodnictwem Windthorsta welfów, czy wreszcie bawarską partię patriotów[11]. Pogrzebało to ostatecznie mgliste plany Kettelera, zmierzające do antyliberalnego sojuszu z Bismarckiem[12], a także w znacznej mierze przyczyniło się do rezygnacji biskupa Moguncji z czołowego miejsca w stronnictwie. Jego stanowisko objął jeden z najbardziej znanych polityków i czołowy zwolennik hanowerskiej dynastii - L. Windthorst. Nowy przywódca stał na stanowisku, że Premier nie jest państwem i żaden minister nie odważył jeszcze nazwać swoich przeciwników przeciwnikami państwa[13], i tym samym definitywnie odrzucił jakąkolwiek możliwość układu z Bismarckiem. Zresztą i sam kanclerz zdawał sobie sprawę, że nie ma takiej ewentualności. Nie wynikało to bynajmniej z osobistej niechęci do Windthorsta[14], ale przede wszystkim z politycznego interesu. Zerwanie z liberałami na rzecz Centrum, stawiało Bismarcka niejako na przegranej pozycji, wobec tego konserwatywno-klerykalnego stronnictwa. Będąc, bowiem po stronie Windthorsta, kanclerz zrezygnować by musiał ze swoich mocarstwowych planów, z utworzenia wielkiego i silnego gospodarczo państwa. W państwie tym nie było miejsca na niezależny ekonomicznie i politycznie Kościół, ponieważ to właśnie on sprzyjać miał decentralizacji. Dlatego liberalna idea Kościoła podporządkowanego państwu, tak dalece przypadła do gustu Bismarckowi i wyznaczyła nurt jego polityce na okres najbliższych lat.

W tym czasie Kościół katolicki przeżywał w Niemczech okres prawdziwego rozkwitu. Zakładano nowe zakony lub modernizowano te, które dawno straciły na znaczeniu. Powszechny dostęp do prasy sprawił, że zaczęły się ukazywać pierwsze katolickie czasopisma[15]. Popularność zyskały sobie także tzw. Stowarzyszenia Pobożne, których celem było docieranie do najniższych warstw niemieckiego społeczeństwa[16]. W Bawarii powstała pierwsza partia polityczna o charakterze katolickim, która w krótkim czasie zyskała przewagę w tamtejszym parlamencie, co przyczyniło się do wielokrotnego zajmowania antyrządowego stanowiska i w znacznym stopniu niepokoiło tamtejsze władze. Sytuacja pogorszyła się w roku 1864, kiedy to ukazała się krytykująca stosunki gospodarczo-społeczne encyklika papieża Piusa IX, Quanta cura. Nakazywała ona walkę z prawami ekonomiczno-politycznymi, niezgodnymi z propagowanym pierwotnie dogmatem Kościoła, a także głosiła otwarty sprzeciw skierowany przeciwko państwom, w którym takie prawa obowiązywały. Stanowisko papieża umocnił dodatkowo Sobór Watykański, który 18 lipca 1870 roku podjął uchwałę o nieomylności papieży. Ustawa ta spowodowała ostry sprzeciw w całym Kościele katolickim. Obawiano się powrotu średniowiecznych zasad, w myśl, których papież miał kontrolę nad całym Kościołem i jego wiernymi, a co za tym idzie mógł śmiało ingerować w politykę poszczególnych państw europejskich. Szczególnie zaciekle tezy te głosiła grupa niemieckich katolików pod wodzą I.Dollingera, która na wieść o postanowieniach Soboru, oderwała się od Kościoła i utworzyła nowe ugrupowanie religijne, złożone w znacznej mierze z ludzi kultury i nauki. Ci starokatolicy będą później mimo swej niewielkiej liczby wiernymi współpracownikami Bismarcka[17].

Sam Bismarck również odniósł się do uchwał Soboru negatywnie. Ten wytrawny polityk, jeszcze jesienią 1870 roku prowadzący rozmowy z przedstawicielem papieża, na temat jego ewentualnego pobytu w Niemczech[18], teraz stał się zaciekłym wrogiem Kościoła. Już w lipcu 1871 roku, mimo sprzeciwu ze strony króla Wilhelma, podjął decyzję o likwidacji wydziałów katolickiego i protestanckiego w ministerstwie wyznań, na których miejsce powołano do życia "wydział praw duchownych". W ten sposób w Niemczech rozpoczął się nowy okres w polityce wewnętrznej państwa, który od słów R. Virchowa, otrzymał nazwę walki o kulturę.

Niespodziewanie pierwszy cios dla katolickiego Kościoła został zadany ze strony katolickiej Bawarii. W grudniu 1871 roku, niemiecki Parlament uchwalił zaproponowaną przez bawarskiego posła J. Lutza ustawę, która zakazywała głoszenia propagandy z ambony pod groźbą dwuletniego pozbawienia wolności. Kilka miesięcy wcześniej odebrano też, spoczywający do tej pory w rękach duchowieństwa nadzór nad szkołami, przekazując go państwu. Tym samym księżom pozostawiono jedynie możliwość wykładania religii. Decyzją Bismarcka na stanowisko pruskiego ministra kultury powołano także, znanego ze swojego antyklerykalnego stanowiska A. Falka [19]. On sam zaś w styczniu 1872 roku wypowiedział wojnę partii Centrum. Od młodości uważałem, że jednym z najbardziej monstrualnych zjawisk na polu polityki jest tworzenie się w zgromadzeniu politycznym frakcji wyznaniowej, czyli frakcji, której - gdyby wszystkie inne frakcje chciały przyjąć podobną zasadę -należałoby przeciwstawić całość frakcji ewangelickiej: i wszyscy wtedy znaleźlibyśmy się na grząskim gruncie, gdyż wnieślibyśmy do zgromadzenia teologię, aby uczynić ją przedmiotem debaty na trybunie(...)Był to wielki błąd polityczny panów(...), iż w ogóle tę frakcję utworzyli, frakcję czysto wyznaniową na czysto politycznym gruncie,(...)Kiedy wróciłem z Francji ,nie mogłem utworzenia tej frakcji ocenić inaczej, niż w świetle mobilizacji partii przeciwko państwu.[20].

Ponadto podjęto również decyzję o likwidacji zakonu Jezuitów, upatrując w nim główną podporę działalności papieża w Rzeszy. Jego członków, których uznano za element szkodliwy dla odrodzonych Niemiec, skazano bądź na karę długoletniego więzienia, bądź na wygnanie.

W krótkim czasie represje poszły w dalszym kierunku. Korzystając z chwilowych problemów Bismarcka[21], Falk podjął kolejne projekty reform, które w całości zostały przyjęte przez dominujących w Parlamencie liberałów. I tak ustawa z 1 maja 1873 roku mówiła, że wszelkie stanowiska kościelne przeznaczone są tylko dla Niemców, którzy spełniali wyznaczone przez państwo warunki. Podstawą było trzyletnie studium teologiczne, a wstęp do niego mieli jedynie ci, którzy wcześniej złożyli maturę. Studium kończyło się specjalnym egzaminem, obejmującym wiadomości z zakresu historii, literatury, a także filozofii. Przepis ten miał w szczególny sposób uwrażliwić kandydatów na liberalne nurty zarysowujące się w tym czasie w kulturze ówczesnej - świeckiej! - Europy.

Kolejne ustawy doprowadziły do utworzenia Królewskiego Trybunału dla Spraw Kościelnych, którego głównym zadaniem było nakładanie na duchownych kar dyscyplinarnych. Od wyroku można się było odwołać tylko do władzy świeckiej, dla duchownej rezerwując jedynie sprawy związane z dogmatem wiary lub religii. Z Kościoła mógł wystąpić każdy, kto złożył w obecności sędziego specjalne oświadczenie, które zwalniało go także ze specjalnych opłat na jego rzecz. Z podatków uwolniono też ludność narodowości żydowskiej.

Tymczasem sytuacja gwałtownie się pogarszała. Na sali sejmowej Bismarck nie krył jawnej nienawiści do papieża. Krew nabiegła Bismarckowi do oczu, gdy mówił o papieżu. Jego słowa brzmiały jak złorzeczenia. Nazwał go niebezpieczeństwem dla wszystkich krajów, rewolucjonistą i anarchistą, którego cala Europa musi zwalczać, jeżeli choć jeden książę chce bezpiecznie pozostać na swoim tronie - wspominał uczestnik jednego z posiedzeń[22]. Jednocześnie rozpoczęła się fala straszliwych represji. Powołując się na ustawę, która przewidywała karę dla tych, którzy słownie lub na piśmie sprzeniewierzyli się państwu i jego dynastii, skazywano wielu spośród księży na wygnanie lub długoletnie więzienie. Tych, którzy nie chcieli poddać się postanowieniom Kulturkampfu, pozbawiano stanowisk, wydalano do odległych i mało wpływowych parafii, leżących w głębi Rzeszy. Gwałtowna polityka represji szczególnie dotknęła ziemie polskie. W ten sposób Bismarck, który kilkakrotnie oskarżał Centrum o współpracę z Polakami, pragnął zniszczyć główne ognisko myśli niepodległościowej, jakim był dla ziem polskich Kościół katolicki. Symbolem tej polityki stało się powołanie na stanowisko arcybiskupa gnieźnieńsko-poznańskiego -Mieczysława Ledóchowskiego, którego zadanie w krótkim czasie zostało jasno określone. Miał on nie tylko - łamiąc wszelki opór polskiego duchowieństwa - podporządkować tamtejszy Kościół państwu, ale także ze względu na obojętność wobec spraw niepodległościowych, zniechęcić wiernych do walki. I tu jednak polityka Bismarcka nie odniosła żadnego skutku. Przed objęciem arcybiskupstwa poznańsko-gnieźnieńskiego przyrzekł był rządowi pruskiemu, iż z narodowością polską nic wspólnego mieć nie będzie, a mimo to z rozpiętymi żaglami płynie pod chorągwią narodową - skarżył się w Parlamencie minister Eulenburg[23]. Nic dziwnego. Początkowo oddany pruskiemu rządowi, z czasem rozpoczął politykę reakcji. Na żądanie władz, które domagały się udostępnienia wszystkich dokumentów, świadczących o tym, że ustawy majowe zostały wprowadzone do seminariów duchownych, Ledóchowski stanowczo odmówił. Powołał się przy tym na postanowienia Soboru Trydenckiego i bullę papieską, która obowiązywała w Prusach od lipca 1821 roku. W odpowiedzi rząd zamknął większość szkół parafialnych w Poznańskiem, a także zlikwidował szkoły Sercanek w Poznaniu i Urszulanek w Poznaniu i Gnieźnie. Nałożył też na arcybiskupa wysokie kary pieniężne. Rozpoczął także ostre represje wobec polskich katolików. Zabroniono uczestnictwa w lekcjach religii prowadzonych w języku polskim, likwidowano stowarzyszenia religijne, wreszcie ingerowano w treść katolickiej prasy. Księży przymusowo wcielano do armii, nieposłusznych karano długoletnim więzieniem. Podobna kara spotkała samego arcybiskupa Ledóchowskiego, czyniąc z niego w ten sposób bohatera narodowego Polaków.

W odpowiedzi papież wydał encyklikę, w której nie tylko uznał wszystkie postanowienia Kulturkampfu za nieważne, ale także zagroził Bismarckowi ekskomuniką. Dokument ten jedynie zaostrzył sytuację. Jeszcze w 1872 roku zamknięto poselstwo pruskie w Watykanie, a stanowisko to pozostawało nieobsadzone. Ponadto w lutym 1875 roku rząd cofnął wszelkie dotacje na Kościół katolicki, a także podjął decyzję o likwidacji wszystkich zgromadzeń zakonnych[24]. W czerwcu tego samego roku postanowiono przekazać zarząd nad parafiami komisji, do której wchodził proboszcz i przełożeni kościelni. Podlegali oni władzy złożonej z arcybiskupa i nadprezydenta prowincji, a spory między nimi mógł rozstrzygać jedynie minister kultury. On także miał prawo decydować o wysokości budżetu na nadchodzący rok. Specjalne prawa otrzymali starokatolicy, którzy odtąd mogli spotykać się w części parafialnego kościoła, a także korzystać z przykościelnego cmentarza[25]. Bismarck planował również utworzenie niemieckiego Kościoła narodowego, co byłoby ostatecznym ciosem dla katolików. Jednak starokatolicka partia, na której chciał się oprzeć kanclerz, nie cieszyła się zbyt dużym poparciem wśród niemieckiego społeczeństwa. Podobnie było z grupą, tzw. narodowych katolików, złożoną z zaciekłych zwolenników Bismarcka. Kanclerz jednak nie poddawał i ostatecznie podjął decyzję o powołaniu na stanowisko ambasadora Rzeszy kardynała Hohenlohe. Powołanie na niemieckiego konsula, gorącego orędownika kasacji jezuitów, spowodowało ostry sprzeciw ze strony watykańskiego sekretarza stanu, a także papieża. W ten sposób Bismarck zyskał także poparcie ze strony prasy, która niedwuznacznie oskarżyła Stolicę Apostolską o krzewienie narodowej nienawiści i niechęci do odrodzonych Niemiec[26]. Ponownie zaostrzyło to i tak już napięte stosunki.

Tymczasem w Rzeszy sytuacja stopniowo zmieniała się. Górujące gospodarczo i ekonomicznie Prusy, przeżywały teraz głęboki kryzys wewnętrzny, pogłębiony dodatkowo przez tzw. gorączkę inwestycyjną. Efektem tego było nie tylko gwałtowne załamanie się giełdy, ale także bankructwo wielu spośród nowo powstałych firm i przedsiębiorstw. Zła sytuacja w przemyśle, niskie zarobki, nieludzkie traktowanie robotników, miało zasadniczy wpływ na zwiększenie antyrządowych demonstracji. Dużą rolę pełniła w tym, założona przez Bebla i Liebknechta partia robotnicza, która w krótkim czasie zyskała część miejsc w Parlamencie[27]. Ponadto kolejne kryzysy gabinetowe, a także niepopularność wśród społeczeństwa haseł liberalnych, przy jednoczesnym poparciu dla katolickiej partii Centrum, wymusiły na Bismarcku zmianę polityki. Zwłaszcza, że represje skierowane przeciwko Kościołowi, przyniosły raczej umocnienie jego autorytetu, nie zaś jak oczekiwał kanclerz, były przyczyną klęski. Korzystając, zatem ze zmiany na Stolicy Piotrowej, Bismarck starał się unormować stosunki między papieżem, a Rzeszą. I choć pierwsze miesiące panowania Leona XIII, nie przyniosły żadnych przemian, a wstępne rozmowy nie dały rezultatów, kanclerz zdecydował się nie przerywać negocjacji.. Początkowo opierały się one na sprawach politycznych, ponieważ zmęczony przedłużającym się konfliktem z Centrum Bismarck, dążył do wymuszeniu na papieżu pośrednictwa między kanclerzem a jego przedstawicielami[28].

11 grudnia 1878 roku, przywrócono postanowienia konstytucji z 1850 r., a znienawidzony Falk podał się w krótkim czasie do dymisji. Począwszy od roku 1880 Parlament rozpoczął systematyczne łagodzenie antyklerykalnych ustaw. W tym samym momencie papież zdecydował, że Rzesza ma prawo do podejmowania decyzji w sprawie powoływania księży na stanowiska kościelne. Ostatecznie jednak dopiero w 1883 roku odwołano wszystkie ustawy majowe Falka. Papież nadał Bismarckowi specjalne odznaczenie, przeznaczone do tej pory tylko dla katolików, miał też prawo podjąć ostateczną decyzję w sprawie konfliktu hiszpańsko-niemieckiego o archipelag Karolinów[29]. Do ugody doszło jednak dopiero w 1887 roku. Przywrócono zakony, oddając im także cały majątek, zakazano interwencji służbom państwowym w sprawy kościelne, a także zniesiono ustawę o wakujących biskupstwach. Równocześnie stosunki między papieżem a Bismarckiem uległy dalszej poprawie. Na wieść o tym, rozgoryczony Windthorst miał powiedzieć: skoro tak miało się skończyć, to ten bój był niepotrzebny[30].

Podejmując walkę z Kościołem katolickim, Bismarck dążył przede wszystkim do umocnienia roli państwa, do jego prymatu nad wiarą. Było to dążenie istotne, w sposób widoczny i rzeczywisty wyznaczało potęgę zjednoczonych Niemiec, a co za tym idzie także i Prus, których rola w Rzeszy była olbrzymia. W związku z tym kanclerz obawiał się wszelkich prądów decentralistycznych, których upatrywał się nie tylko w Kościele, ale także w katolickiej partii Centrum. Wielokrotnie powtarzał także, że jedną z głównych przyczyn walki o kulturę, byli Polacy. Stanowili oni - według Bismarcka najgroźniejszy element odrodzonych Niemiec. Jest to jednak - jak pisze w biografii Bismarcka Krockow - (...) Samoobrona post factum. Kulturkampf toczył się w całej Rzeszy i z jednakową surowością nad Renem i Mozelą, jak nad Wisłą i Wartą[31]. Trudno, zatem ocenić właściwe powody toczącej się wojny. Historycy są jednak wyjątkowo zgodni w opisie jej skutków. Daleko idące osłabienie państwa, olbrzymi kryzys polityczny, czy wreszcie coraz mniejsze zaufanie społeczeństwa do władzy, to tylko niektóre z konsekwencji, jakie poniosła młoda Rzesza. Konsekwencji, które miały w przyszłości dla jej historii mieć znaczenie wiążące.

[1] Ch. G. von Krockow, Bismarck, Warszawa 1998, s.189.

[2] J. Krasucki, Historia Rzeszy Niemieckiej Poznań 1986, s.49-50.

[3] Por: S. Grodziski, Franciszek Józef I, Wrocław 1983, s.96-98; W. Czapliński, A. Galos, W. Korta, Historia Niemiec, Wrocław 1981, 558-560.

[4] Ch. G. von Krockow , dz. cyt; s.154-165.

[5] J. Krasucki, Kulturkampf, Poznań 1963, s.39-40.

[6] J. Wąsicki, Związek Niemiecki i Druga Rzesza, Poznań 1989, s.508.

[7] J. Krasucki, dz. C

yt., s.45.

[8] J. Wąsicki, dz. cyt., s. 509.

[9] J. Krasucki, dz. cyt., s.57-84.

[10] Tamże: s.51.

[11] J. Wąsicki, dz. cyt., s.518-519.

[12] J. Krasucki, Historia Rzeszy Niemieckiej, Poznań 1986, s.119.

[13] Cyt. za: Ch. G. von Krockow, dz. cyt., s.186.

[14] Moje życie -miał się wyrazić kanclerz - upiększają i podtrzymują dwie rzeczy - moja żona i - Windthorst.

[15] J.Krasucki, Kulturkampf, s.99.

[16] J. Pajewski, Niemcy w czasach nowożytnych (1517-1939), Poznań 1947, s.247.

[17] W. Czapliński, A. Galos, W. Korta, dz. cyt., s. 606.

[18] J. Krasucki, Historia Rzeszy Niemieckiej, s.119-120.

[19] Ch. G. von Krockow, dz. cyt., s. 186.

[20] Tamże, s185-186.

[21] J. Krasucki, Kulturkampf, s.171-172.

[22] W. Jakóbczyk, Bismarck, Warszawa 1961. s. 116.

[23] Żywot Mieczysława hrabiego Halki Ledóchowskiego, Poznań 1879, s.146.

[24] Wyjątek stanowiły te, które zajmowały się opieką nad chorymi.

[25] J. Krasucki, dz. cyt., 178-179.

[26] Tamże; s.185-186.

[27] W. Jakóbczyk, dz. cyt., s. 133-148.

[28] J. Krasucki, dz. cyt., s.227.

[29] Tamże, s.235.

[30] Tamże s.333-236.

[31] Ch. G. von Krockow, dz. cyt., s.189.