Jarosław Markiewicz należy do "pokolenia '68", które wywodząc się z tradycji międzywojennej awangardy tworzyło poezję lingwistyczną, zainteresowaną słowem jako tworzywem poetyckim. Szczególną wagę przykładali jednak nie do samego znaku, jak czyniła to poprzednia generacja twórców, lecz do relacji pomiędzy znakiem i jego denotatem, czyli faktycznym kawałkiem rzeczywistości, na który on wskazywał. Bowiem o bezpośredni dostęp do realnego chodziło tym poetom, nie jednak w sensie fotograficznym czy naśladowczym, technicznym, lecz w sensie ideowym. Świat był pewnym konceptem istniejącym poza doczesnymi układami politycznymi, społecznymi, historycznymi -w istocie tworzyli oni coś na kształt "poezji światów wewnętrznych", opisując egzystencjalny, uniwersalny, archetypiczny projekt ludzkiej wędrówki przez życie, cierpienie, tęsknotę, miłość i śmierć. W trudnej socrealistycznej codzienności polskiej poezja tego pokolenia była, jak ujął to Janusz Sławiński, jedynym słowem publicznym wyjętym spod cenzuralnej restrykcji urzędniczej- rodzajem "rezerwatu mowy". Poezja dzięki temu zachowała swoją odrębność i względną autonomię.

Jako że wiersz Markiewicza stanowi swoisty zapis ludzkiego doświadczenia egzystencjalnego, tytułowy "ogród" można poszerzyć o określenie: "życia", co nadaje poetyckim obrazom wymiaru uniwersalnego. Zatem w "ogrodzie życia" przeszłość, teraźniejszość i przyszłość splatają się ze sobą, są nierozerwalne jak nić ludzkiej egzystencji. Odnaleźć w nim można ślady minionych czasów, które układają się w osobliwą mozaikę starych sprzętów, nieużywanych już przedmiotów, zakurzonych pamiątek. Tak rozpoczyna swój opis poeta:

" To są mury jakiejś starej twierdzy,

resztki kobiet z fraucymeru księcia,

krynoliny, peruki, Vaterland."

Kolejne wersy przenoszą nas jednak do teraźniejszości. Codzienność opisał poeta, posługując się obrazem kluczącego bydła, które mimo zagubienia, chaotycznie, często na oślep pędzi do przodu, z niepowstrzymaną siłą. Natłok różnych obowiązków, spraw do załatwienia, problemów, codziennych prac spowodował, że człowiek czuje się przytłoczony i paradoksalnie stłamszony tym przymusem ciągłego aktywizmu. Jest to jednak nieuniknione - tak wygląda bowiem Natura XX wieku.

" Sprawy nasze układają się wściekle,

kluczą jak bydło spędzone z drogi kolumną czołgów,

jak bliźnięta biorą udział w swej naturze

i mylą się rzadko."

Kolejna strofa przynosi wypowiedź skierowaną do wyimaginowanego adresata (określenia "obetniesz", "wejdziesz"...), co nadaje przekazowi lirycznemu charakter rozmowy (z samym sobą?). Przeszły i teraźniejszy wymiar czasowy wiersza zostaje poszerzony o aspekt przyszłości, w zapowiedzi nadejścia z wiekiem słuchacza życiowych zmian. Ukończenie czterdziestu lat okazuje się być pewnego rodzaju cezurą, dzielącą jego życie człowieka na dwie połowy i określając to, co zostało przez niego osiągnięte i to, czego już nigdy nie zdoła zdobyć.

" Przyjdzie czterdziesty rok życia.

Obetniesz wierzbom gałęzie.

Wejdziesz na dach, żeby patrzeć

na przelot nie twoich gęsi."

Stylistyka utworu jest bogata, poeta często sięga po przenośnię, którą operuje po mistrzowsku na rożnych poziomach, zaskakując pomysłowością czytelnika. Metafora pełni jednak również inną funkcję w obrębie struktury samego tekstu. Jest ona bowiem źródłem dynamiki wiersza - poetyckie, surrealistyczne obrazy zdają się sunąć przed oczyma czytelnika, zmieniać, podlegać niezliczonym metamorfozom. Przeszłość jak bajka, wydaje się być fantastycznym światem nieuchwytnych zjaw:

" To są ślepcy, ci do ujeżdżania,

ci nad morzem snujący się jak dymy

okrętów, które odpłynęły."

Poeta balansuje na pograniczu ulotności i konkretyzacji. Gdy pierwsze dwa wersy podsuwają czytelnikowi obrazy czegoś zwiewnego, nieuchwytnego, niemal przezroczystego, trzecia linijka wprowadza konkret, materialność, realność. Przeszłość, która wydawała się być widmem staje się czymś namacalnym. Podobnie w kolejnych wersach, kiedy ponownie magia wyobraźni zostanie zderzona z prozą rzeczywistości :

" To są balkony, co były słoneczne, to są zamki

błyskawiczne sukien (...)"

Zamki, o którym mowa w pierwszym wersie, okazują się być nie elementami baśniowych wspaniałych budowli, lecz częścią jakiegoś stroju z epoki współczesnej.

Przeszłość, podobnie jak okres dzieciństwa człowieka, podlega mitologizacji, bez względu na faktyczny stan rzeczy. Wszystko wydaje się być fantastyczne, wyjątkowe, nieco tajemnicze, ale zawsze ekscytujące. Człowiek tak samo snuje opowieści o nieznanej mu przeszłości, jak wymyśla i ubarwia własne życie, pisząc bajkę o sobie samym. W konsekwencji wszystko staje się historią, swoistą fikcją.

Mitologizacji i idealizacji poddane zostaną również relacje podmiotu z kobietami. Jawią się nam one zgodnie ze średniowiecznym etosem rycerskim jako niewiasty wyjątkowe, czyste, jedyne.

" (...) a to dziewice, były jedne raz,

jedyne na zawsze i we wszystkim."

Nic więc dziwnego, że taka wizja przeszłości budzi nostalgię, tęsknotę za czymś już bezpowrotnie minionym podmiotu lirycznego, który dzieli się tymi uczuciami ze swoim słuchaczem.

" Zaczniesz któregoś dnia tęsknić.

Staniesz wieczorem w oknie.

Zobaczysz w szybie twarz cudzą."

W tej atmosferze pojawia się również w wierszu refleksja nad przemijalnością samego człowieka i jego ciała, które zawsze nosi na sobie znamię czasu. Piętno to wyciskane jest nieuchronnie każdego dnia, tylko że codzienność odwraca uwagę ludzi od tych zmian. Nie dostrzegamy ich ani na sobie, ani w odbiciu twarzy naszych najbliższych, z którymi spotykamy się każdego dnia. Jednak w końcu dociera do nas i naszej świadomości fakt, że każdego dnia przemijamy, my i ci, których kochamy. Konstatacja ta rodzi również uczucie melancholii, smutku.

W kolejnych wersach pojawia się ciąg retorycznych pytań:

" Czy śpią już wszyscy, którzy tu weszli?

Czy weszli wszyscy, których zmógł sen?

Czy los twój zapomniany wszedł tu także?

Czy przypieczętuje udział każdego w każdym?"

Refleksje nad istotą życia, jak się okazuje, nie dotyczą tylko samego podmiotu. W jego "ogrodzie życia" znajdują się przecież i inni, o których troszczy się on, interesuje ich losem, zastanawia nad ich przeznaczeniem, którego kontrolować nie jest w stanie. Czy jest to jego rodzina czy po prostu wszyscy, ci, z którymi dane mu było zetknąć się w toku życia, nawet jeśli osoby te są już w jakiś sposób zapomniane przez podmiot? Ślad ich obecności w ogrodzie nadal jest zauważalny, nadal los tych wszystkich ludzi budzi troskę , ciekawość podmiotu, co podkreślone jest przez anaforę "czy", będącą jakby powrotem do myśli kłębiących się w głowie.

W kolejnej strofie odnajdujemy surrealistyczny obraz:

" Przelatuje przez ciebie od stóp do głów

ptak. Zapamiętała go matka,

nim zdołał zastrzelić go ojciec.

Obcinasz ojcu głowę i wymyślasz,

jak w krwawiącą ranę wstawić lustro.

Rozbijasz lustro i wtedy przychodzi matka.

Nasza mała córeczka zakłada nogę na nogę."

Jak widać poeta nie tylko posługuje się tu rozbudowaną metaforyką, konkretyzując nieuchwytne uczucie (może strachu, może uczucie wywołane przez jakieś wspomnienie z przeszłości?) w postać ptaka, który przelatuje przez ciało. Cały ten obraz został stworzony w poetyce surrealistycznego snu, halucynacji, wizji, która potęguje wrażenie dziwności, niesamowitości. W jego centrum znajduje się postać ptaka, używanego często jako symbolu kłębiących się uczuć - lęku, obawy, czarnowidztwa. Dalej pojawiają się figury matki, ojca oraz wyobrażenie lustra, wszystko to jednak pojawia się w kontekście jakiejś walki, zbrodni nawet. Tę senną wizję można spróbować zinterpretować jako trop psychoanalityczny. Jednostka, najczęściej młody chłopiec staje na przeciw swego wizerunku swego ojca, który, jako idealny wzór do naśladowania, powinien wcielić w życie. Nie zawsze jednak jest to bezproblemowe. Często dojrzewanie przybiera formy gwałtownego buntu wobec autorytetu, metaforycznego zabójstwa autorytetu (ojca). Lustro jest powszechnym symbolem procesu dojrzewania, przywodzącym na myśl logikę odbicia, dzięki któremu możemy wytworzyć własną tożsamość. Jest ono jednocześnie znakiem zniewolenia przez to odbicie, znakiem iluzoryczności. W kontekście psychoanalitycznym obraz ten mógł oznaczać próbę odrzucenia przez tego bohatera przymusu wejścia w świat ojca, zajęcia jego miejsca, co podkreślone jest nie tylko śmiercią ojca, lecz również ostatecznym powrotem matki. W nieco innym zaś kontekście interpretacyjnym możemy powiedzieć, że pojawia się tu motyw przemijania jako koniecznego krwawego, choć nie każdego dnia zauważalnego następowania po sobie pokoleń.

Na przeciw tego obrazu jawi się nam figura małej dziewczynki, która niemal z obojętnością, lekceważeniem przygląda się mu, nie próbując odgadnąć nawet myśli towarzyszących podmiotowi lirycznemu (gest założenia nogi na nogę). Staje się ona pomostem między tym, co już minęło, teraźniejszością i przyszłością.

O przeszłości nie można zapomnieć, oderwać się od niej, wymazać wspomnień, nie można także żyć ciągle czasem minionym, to najlepszy sposób, żeby skrócić sobie życie. Jednak na pewnym jego etapie musi przyjść czas refleksji, kiedy każdy z nas dokonuje wstępnego rachunku, przeglądając wspomnienia jak kartki w książce lub strony w albumie. Jesteśmy skazani na przemijanie, ale nie jesteśmy skazani na zapomnienie, o ile sami nie wydamy na siebie i swoje życie takiego wyroku. Przeszłość powinna być dla nas również lustrem ,w którym odnajdujemy siebie i swój los:

" Przeszłość jest jak woda w stawie:

ciemna, gęsta i zaludniona.

W jej głębi falują niemrawie

Czyjeś dawno zatopione ramiona"

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska