(1)

Aniela była niezwykłą pod wieloma względami dziewczynką. Po pierwsze, lubiła marzyć. Krewni i znajomi z pobłażaniem mówili o niej, że "buja w obłokach". Coś w tym było. Po drugie, Najbardziej na świecie kochała swój ogród. Kochała to miejsce do tego stopnia, że drzewa i kwiaty uważała za swoich przyjaciół i gawędziła z nimi w wolnych chwilach. A po trzecie, no właśnie, tych wolnych chwil było bardzo wiele, bo Aniela była ciężko chora. Niektórzy mówili nawet, że śmiertelnie. Ale jej samej nikt tego wprost nie powiedział.

Pewnego ciepłego, wiosennego dnia dziewczyna postanowiła wyjść do ogrodu. Pierwsze kwiaty kwitły cudownie, wiał przyjemny wietrzyk.

- Kochanie, znów przesiadujesz w ogrodzie? Nałóż szal na ramiona!

To mama. Bardzo martwi się o swoją kruchą jedynaczkę. Nic dziwnego, odkąd tata umarł, mają na świecie tylko siebie. A kiedy i Aniela… Dziewczyna wzdrygnęła się. Nie chciała dokończyć tej myśli. To nie tak, że bała się śmierci. Wcale nie. Bardzo często myślała o swoich rychłym odejściu z tego świata i nie czuła strachu ani niepewności, tylko ciekawość. Musicie wiedzieć, że Aniela żyła na początku dziewiętnastego wieku, a wtedy ludzie mieli więcej ufności w Boga, niż mają teraz. Poza tym, ludzie częściej umierali młodo, więc nie było to nic szczególnego.

Aniela wolno przechadzała się między rabatkami i patrzyła, jak się rozwijają jej ulubione kwiaty. Niektóre były właśnie w pełni rozkwitu, inne wypuszczały dopiero pierwsze delikatne pąki.

- Anielka, kochanie, czas na lekarstwa!

W dziewiętnastym wieku nie było tak skutecznych lekarstw jak teraz, jednak ludzie skrupulatnie przestrzegali ich zażywania. Dlatego Aniela posłusznie skierowała się w stronę domu.

- Ale, mamo, pozwolisz mi zostać w ogrodzie do późna? - zapytała łykając gorzkie pigułki.

- Dobrze, dobrze. Byle nie za długo.

Aniela wrócił do ogrodu. W samym jego środku było małe jeziorko. Mama twierdziła, że tylko choróbska tam się lęgną, ale Aniela szczerze kochała ten zakątek. Po jeziorku pływały piękne lilie wodne. Aniela przypomniała sobie przechadzki, które odbywała tu z tatą. Tuż obok jeziorka stała altanka opleciona dziką różą. Ile książek przeczytał tu tata zanim umarł! Tak, znowu to samo. O czymkolwiek nie próbowałaby myśleć, zawsze myślała o śmierci. Szczególnie ostatnio, kiedy siły powoli opuszczały jej słabe ciało. Więc dobrze, będzie o tym myślała…

Ciekawe, jak wygląda raj? Według Biblii raj jest pięknym, wonnym ogrodem. Czy na pewno piękniejszym niż ten, w którym znajduje się teraz? Oj, to chyba bluźnierstwo, tak nie można myśleć.

W tym momencie Aniela dostrzegła nieśmiałego krokusa, przytulającego się do krzaku róży.

- A ty, mały przyjacielu, co o tym sądzisz? Jak wygląda niebo?

Krokus tylko zarumienił się i nic nie odpowiedział.

- A może ty, stara przyjaciółko, odpowiesz na moje pytanie? - Aniela objęła lipę, która była jej ulubionym drzewem. - Czy niebo to piękny ogród pełen wonnych kwiatów? A może wieczna ciemność, którą rozjaśnia blask Jego miłości?

- Każdy ma swoje niebo, tak jak i swoje piekło, o ile na nie zasłużył - zaszumiała lipa. - Pomyśl o swoich marzeniach, pomyśl o tym, co kochasz najbardziej. To wszystko znajdziesz w swoim niebie.

- Naprawdę? To znaczy, jeśli ja kocham ten ogród, to Bóg stworzy dla mnie zupełnie taki sam?

Ale zamiast lipy, odpowiedziała jej mama:

- Anielko, czy ty, dziecko, rozmawiasz z drzewami? Znowu? Przecież mówiłam ci, że tak nie można!

Ale Aniela nie zamierzała rezygnować z ulubionej rozrywki.

- Ależ mamo kochana, to sprawia mi tyle radości. Im zresztą też. Wreszcie ktoś traktuje je poważnie.

- Nie bluźnij, moja panno! Ten, który stworzył drzewa traktuje je bardzo poważnie, zapewniam cię.

Tymczasem Aniela poczuła się zmęczona spacerem. Usiadła na drewnianej ławce i otuliła się ciepłym pledem.

- Widzicie, nawet rozmawiać mi z wami nie wolno, najwierniejsi przyjaciele - poskarżyła się tulipanom, po czym usnęła.

Mama szybko zauważyła, że Aniela śpi w ogrodzie. Obudziła ją i zapędziła do łóżka.

- Dosyć na dziś tych spacerów! Zresztą już wieczór, robi się chłodno.

(2)

Minęły trzy miesiące. Aniela była z dnia na dzień słabsza. Już nawet jej mama dopuściła do siebie myśl, że straci ukochane dziecko.

Jednak pogoda była piękna, a Aniela uparła się, że chce spacerować po ogrodzie. Oczywiście daleko nie uszła. Kilka kroków i już chciała odpoczywać na ławeczce. Nawet pomyślała, że właściwie miło byłoby się położyć, tylko na chwilkę. Położyła się na ławce i zamknęła oczy.

Nagle poczuła się bardzo dziwnie. Otworzyła oczy i zobaczyła, że jest w miejscu, którego nigdy w życiu nie wiedziała. Wokół roztaczał się ogród dużo większy niż jej własny. I piękniejszy, nawet ona musiała to przyznać. Obok znajomych kwiatów - róż, tulipanów, sasanek - rosły egzotyczne i piękne, o mięsistych liściach, żywych kolorach i oszałamiających zapachach. Gałęzie drzew uginały się od różnych owoców. Zupełnie jakby były na raz wszystkie słoneczne pory roku: wiosna, lato i jesień. Jednocześnie gdzieś z oddali, jakby zza mgły, słyszała rozpaczliwy krzyk mamy.

Aniela usłyszała kroki. Odwróciła się i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Obok jej ławeczki stał tata. Uśmiechał się, miał zaokrąglone policzki, a w oczach radosny blask. Aniela poczuła, że po policzkach płyną jej łzy radości. Tata też płakał.

- Tato, kochany tato, co tu robisz? Gdzie my jesteśmy? Czy to raj?

- Dzień dobry, kochanie. Tęskniłem za tobą. Ach, jak ty się zmieniłaś! Prawdziwa młoda dama z ciebie.

Aniela zarumieniła się z radości. Jednak zaraz przypomniała sobie o swoich wątpliwościach.

- Gdzie jesteśmy, tato?

- Już zapomniałaś? Gdy trzy miesiące temu pytałaś starej lipy, jak wygląda raj, jak myślisz, kto ci odpowiedział?

- Tato, czy jesteśmy w niebie?

- I tak, i nie. Jesteśmy w niebie, ale nie jesteś tu jeszcze na stałe. Przed tobą jeszcze dużo do zrobienia tam, na ziemi. Zwykle nie wolno nad mówić takich rzeczy, ale uchylę przed tobą rąbka tajemnicy… Wyrośniesz na mądrą kobietę, zrobisz dużo dobrego w życiu.

- Tato - Aniela miała łzy w oczach, nie wiedziała, co powiedzieć.

- Czas już na ciebie, córeczko. Mama odchodzi od zmysłów. Opiekuj się nią dobrze, kochanie.

Tata nachylił się i pocałował Anielę w czoło. W tym samym momencie dziewczyna poczuła się bardzo senna i zamknęła oczy.

Gdy je otworzyła, znowu była w swoim starym, dobrym ogrodzie.

- Kochanie, tak się bałam…

- Niepotrzebnie, mamo. Nigdzie się na razie nie wybieram. Przede mną jeszcze wiele do zrobienia - uśmiechnęła się radośnie Aniela.