Wiersz Czesława Miłosza Campo di Fiori pochodzi z tomu Ocalony, który poeta wydał w 1945 roku, tuż po zakończeniu wojny. Nic zatem dziwnego, że to rzeczywistość wojenna właśnie jest bezpośrednim odniesieniem tematu utworu. Poeta skupia się na tym wycinku codzienności okupowanej Warszawy, jakim była obecność w niej getta oddzielonego tylko murem od życia po stronie aryjskiej.

Campo di Fiori - analiza

Utwór napisany w 1943 roku, składa się z ośmiu regularnych strof o nieregularnej liczbie sylab. Campo di Fiorizupełnie nie posiada rymów. Owym minimalizmem w użyciu środków rytmizujących uzyskał poeta pożądany efekt skupienia, z którym należy czytać utwór, by nie zgubić jego myśli.

Podmiot liryczny zdradza swą obecność w trzeciej zwrotce, gdzie dowiadujemy się, że to, na co chce zwrócić uwagę, jest opisem jego bezpośrednich doznań w sytuacji, której był świadkiem. Początek utworu, a dokładnie jego pierwsza zwrotka, to pozornie czysta forma liryki opisowej, jednakże poprzez dobór środków wyrazu poetyckiego, można zauważyć wyraźne nacechowanie zawartego opisu. 

Zwracają uwagę zmysłowe doznania wyeksponowane w oglądzie rzymskiego obrazu sprzed wieków - z jednej strony mówią one o urodzie obrazu, z drugiej - są niepokojące. Naręcza ciemnych winogron/Padają na puch brzoskwiniczy Różowe owoce morza/Sypią na stoły przekupnie, można uznać za oddanie kolorytu pobudzającego zmysły skwarnego południa. Ale już wprowadzenie sformułowań takich jak Bruk opryskany winem/I odłamkami kwiatówjawi się jako dość niecodzienne dobranie zestawień epitetów i metafor, uczulające czytelnika na podświadomy odbiór sytuacji zagrożenia. 

Dlatego przejście do drugiej zwrotki ze stwierdzeniem, że na tym bujnym i tętniącym życiem placu Campo di Fiori stracono młodego filozofa, jawi się jako mniejszy szok. W trzeciej zwrotce utwór staje się liryką bezpośrednią, w której sam podmiot liryczny wyjaśnia sens zestawienia dwóch odległych historycznie wydarzeń: stracenia renesansowego myśliciela oraz powstania w getcie. 

Opis znów pogodnego wiosennego wieczoru, przypomina pozorną lekkością ten z pierwszej zwrotki. Tylko stwierdzenie, że wiatr z domów płonących/Przynosił czarne latawce,/Łapali skrawki w powietrzu, nasuwa niepokojącą myśl o tym, czym w istocie były i skąd pochodziły owe czarne latawce, które urozmaicają zabawę kręcącym się na karuzeli ludziom. Po tym opisie znów przychodzi fragment liryki bezpośredniej, refleksyjnej, w której poeta informuje odbiorcę wiersza, co według niego łączyło dwie pozornie różne sytuacje.

Campo di Fiori - interpretacja

Dwie różne sytuacje, dwie odległe przestrzenie czasowe, a jednak zestawienie daje od razu możliwość odnalezienia podobieństw. Niektóre z nich są tak wyraziste, że sam podmiot liryczny stwierdza, jaki morał można wyczytać porównując opisane przez niego sytuacje. Płonący stos Giorgana Bruna i pogodne okoliczności, w jakich funkcjonuje życie toczące się na Campo di Fiori, już w parę chwil po śmierci filozofa toczące się jak gdyby nic się nie stało. 

Z drugiej strony płonące getto, w którym giną poskramiani po akcie swego rozpaczliwego buntu Żydzi i rozbawieni ludzie na karuzeli cieszący się pogodą wieczoru i dziecinną radością zabawy. To od razu nasuwa refleksję o obojętności wobec osób dramatu oraz o tym, jak szybko wszelkie dramaty wypiera życie: Kat płomieniem stosu zażegnął/W kole ciekawej gawiedzi/A ledwo płomień przygasnął,/Znów pełne były tawerny. Stąd jako oczywisty cisnący się wniosek o przerażającej obojętności i braku solidarności: Morał ktoś może wyczyta,/że lud warszawski czy rzymski/Handluje, bawi się, kocha/Mijając męczeńskie stosy./Inny ktoś morał wyczyta/O rzeczy ludzkich mijaniu,/O zapomnieniu, co rośnie,/Nim jeszcze płomień przygasnął. 

Sam poeta pragnie jednak zwrócić uwagę na jeszcze inny aspekt sprawy: Ja jednak wtedy myślałem/O samotności ginących./O tym, że kiedy Giordano/Wstępował na rusztowanie,/Nie znalazł w ludzkim języku/Ani jednego wyrazu,/Aby nim ludzkość pożegnać,/Tę ludzkość, która zostaje.Wyeksponowanie w ostatnim wersie epitetu ta ludzkość, która zostajezmusza do zadania sobie pytania o to, co różni ginących od hałaśliwej i zadowolonej ze swego życia gawiedzi. A ponieważ odchodzący Giordano Bruno nie znalazł ni słowa, by ludzkość pożegnać, można zrozumieć teraz, na czym polegała istota jego samotności - przepaść, która dzieli go od innych. 

Podobnie jest z odchodzącymi w imię walki o zachowanie godności Żydami oraz bezrefleksyjnymi mieszkańcami Warszawy, bawiącymi się jak dzieci na karuzeli, którą Niemcy ustawili jak szyderczy znak obok ginącego getta. W tym momencie podmiot liryczny jako jednostka obserwująca opisywane sytuacje z boku, analizujący je i poddający refleksji, jawi się jako człowiek z innej gliny niż ci, którzy bezmyślnie się bawią wokół płonących stosów. 

Nic dziwnego, skoro podmiot liryczny jest twórcą. I jako taki sam na siebie nakłada szczególną rolę. Mówi, że kiedyś, po latach wszystko będzie legendą/I wtedy po wielu latach/Na nowym Campo di Fiori/Bunt wznieci słowo poety

Poeta nie ma złudzeń - ludzkość się nie zmienia, nadejdzie czas nowego Campo di Fiori. Ale on sam nie ma wobec takowego zamiaru bezczynnego stania. Rolą poety jest uwrażliwiać tam, gdzie ludzka wrażliwość zanika, niepokoić i siać bunt wobec zastanego stanu rzeczy.