Monachomachia, czyli wojna mnichów Ignacego Krasickiego powstała jako dzieło anonimowe, tak bardzo prowokacyjna mimo czasów liberalizmu i wolnomyślicielstwa była jego treść. A jednak, mimo pozornej sprzeczności w fakcie, że autor dzieła był osobą duchowną, a w swym dziele wyszydził bezlitośnie duchowieństwo, nie służy ono jedynie taniej prowokacji. Poemat heroikomiczny Krasickiego ma w sobie wiele smutku i jest wołaniem o refleksję.

Monachomachia - Pieśń pierwsza

Miasteczko, w którym rozgrywa się akcja wojny mnisiej jest niewielkie, zamieszkałe przez nieco chłopstwa i Żydów. Znajduje się tu zamczysko z siedzibą sądu ziemskiego, trzy karczmy, cztery ułomki bram, kilka domków i znajduje się... dziewięć klasztorów. Ta szokująca dysproporcja najlepiej ukazuje, jak można ułożyć sobie najwygodniej życie w miasteczku, co zresztą narrator uzupełnia informacją, że w klasztorach wiodą żywot święci próżniacyoraz święta prostota, świetnie się tu realizując w dziedzinach takich jak konsumpcja dobrego jadła oraz napitku. 

Sielankę złotego żywota mnichów zakłóca pojawienie się nad miasteczkiem Jędzy Niezgody, którą sprowokował błogi spokój, w jakim spowite było życie mnichów do tej pory: Słodki raj mnichów, gdy w locie postrzegła,/Jęknęła z złości i zatrzymała się./Widząc fortunny los spokojnych mężów/Świsnęła żądła najeżonych wężów. Od tej chwili zaczynają dziać się rzeczy najbardziej nieobliczalne, takie jak np. nagły ruch w klasztorze dominikanów o niezwykłej jak na braciszków porze - przed świtem. 

Trwoga pada na rozgorączkowanych braci, a jedną z pierwszych kwestii budzących obawy jest obawa o zaopatrzenie klasztornej piwniczki wyrażona przez ojca Hilarego. Jego nerwy koi przeor, który rozlewa podekscytowanym braciszkom trunki podczas posiłku. Braciszków ogarnia tak bojowy nastrój, że postanawiają przekuć go na czyn i sprowokować ruch w kierunku innych klasztorów. Pókiśmy w siłach, na wszystkich uderzmy- proponuje ojciec Gaudenty

Jego zamiar łagodzi ojciec Pankracy, który proponuje bezkrwawe rozwiązanie w postaci wezwania wszystkich na uczoną dysputę, co jego zdaniem zaowocuje wielkim sukcesem: Wyjdziemy sławni z niesłusznej potwarzy,/ Zgnębimy potwarców - tak rozbili starzy. Po trudach ucztowania i planowania, mnisi idą do swych cel, by odpocząć i odespać zbyt wcześnie przerwaną noc.

Monachomachia - Pieśń druga

Tymczasem w zakonie karmelitów ranek przebiega pozornie bez dramatycznych zdarzeń. Bracia krzątają się, a u bramy ukazują się jak zwykle stałe bywalczynie-dewotki. Incydentem pierwszym wskazującym na dysonans jest wypadek ojca Rajmunda. Idąc zamyślony (kto wie, czy o Panu Bogu), zgubił pantofel i upadł na progu- to powoduje, że ofiara wypadku upatruje złego znaku w zdarzeniu. 

Ojciec Rafał na to wykazuje brak sensu w wierze w takowe znaki i jako rozsądniejsze wskazuje skupienie się na zaproszeniu panny Doroty, jednej z dewotek u furty, która z lubością ugości świątobliwych zakonników. Na Rajmunda spływa jednak jakaś dziwna niemoc, której nie są w stanie zmóc nawet wezbrane siły całej społeczności zakonnej - i tak cały tłum karmelitów zebranych wokół sparaliżowanego paniką braciszka nachodzą przedstawiciele zakonu dominikanów - ojciec Gaudenty oraz ojciec Hijacynt. 

Wyzywają oni karmelitów na uczony pojedynek, który wykaże biegłość w literze Pisma i talenty krasomówcze przedstawicieli dwojga zakonów. Przeor karmelitów z dumą podejmuje rękawicę: Przyjmujem chętnie uczone wyzwanie,/Stawim się w miejscu, które mianujecie./Jeszcze nam siły na tę wojnę stanie,/Jeszcze broń dobra, której spróbujecie:/Hardym w przegranej będzie ukaranie,/Będzie pokuta, kiedy tego chcecie./Nie zna zazdrości, kto przestał na swoim;/Pochlebstw nie chcemy, a gróźb się nie boim

Taka odpowiedź bardzo wzburzyła krewkiego ojca Gaudentego, ale pohamowany przez pięknego Hijacynta, utrzymał poselstwa wspaniałość. U postawionych zaś w stan gotowości karmelitanów zapanowało iście wojenne wzburzenie, co spowodowało zapomnienie o zwykłym porządku dnia, z którego wypadły seksta i nona. Jedynie dzwony wzywające na obiad są w stanie zdyscyplinować rozgorączkowanych braci z Karmelu, którzy wracają do stałego porządku dnia.

Monachomachia - Pieśń trzecia

Po sycącym obiedzie karmelici rozpoczynają naradę. Ojciec Gerwazy snuje niecne plany zaproszenia dominikanów, spicia ich i tym sposobem ułatwienia sobie turnieju. Jego zapał studzi jednak ojciec Hilary, który stwierdza samokrytycznie: Pijem my nieźle, ale lepiej oni. Ostatecznie zapada postanowienie, by porzucić kielichy i kufle, a sięgnąć raczej po księgi, choć skwitowane jest to mianem dziwnych zwyczajówtypowych dla czasów (co jest aluzją do krytykowanego za uczoność Stanisława Augusta, który nie przepadał za mocnymi trunkami - fragment Z góry zły przykład idzie w każdej stronie, Z góry naszego nieszczęścia przyczyna./O ty, na polskim co osiadłszy tronie,/Wzgardziłeś miodem i nie lubisz wina!/Cierpisz pijaństwo, że w ostatnim zgonie,/Z ciebie gust książek, a piwnic ruina./Tyś naród z kuflów, szklenic, beczek złupił;/Bodajeś w życiu nigdy się nie upił!brzmi jakby został wyjęty z satyry Do króla

Wobec tak egzotycznych perspektyw, trzeba wydobyć zakopane gdzieś księgi. Braciszkowie przypominają sobie, że na strychu znajduje się biblioteka, w której to brat Arnold bawił ostatnio trzydzieści lat temu. Pojawia się chwilowy problem związany z tym, kto ma udać się na poszukiwania księgozbioru. Zostają do nich wydelegowani zatem przebywający w klasztorze krawiec i aptekarz, którzy - ku powszechnej uldze - po trudach znajdują zaginione księgi. 

Na wieść o tym sukcesie przeor z wrażenia zakrztusił się resztką zawartości wychylanego kufla. W tym miejscu pojawia się fragment szczególnie ironiczny, ponieważ nawiązujący do Hymnu do miłości ojczyznyautora MonachomachiiWdzięczna miłości kochanej szklanice!/Czuje cię każdy i słaby, i zdrowy;/Dla ciebie miłe są ciemne piwnice,/Dla ciebie znośna duszność i ból głowy,/Słodzisz frasunki, uśmierzasz tęsknice,/W tobie pociecha, w tobie zysk gotowy./Byle cię można znaleźć, byle kupić,/Nie żal skosztować, nie żal się i upić. Klasztor przystępuje do lektury.

Monachomachia - Pieśń czwarta

Mędrcy z okolicznych klasztorów schodzą się, by podjąć uczoną dysputę w tonie scholastycznym. W dysputach nie uczestniczy piękny Hijacynt, zajęty w tym czasie bardziej ponętną dewotką, jednak dobiegające z sali dyskutantów wrzaski nakłaniają go do opuszczenia niezadowolonej z tego damy.

Monachomachia - Pieśń piąta

Zdumiony Hijacynt zamiast miejsca dysputy zastaje pole walnej bitwy. Bracia nie przebierają w doborze oręża - w ruch idą wszelkie znajdujące się w pobliżu rekwizyty. Nic zatem dziwnego, że okładają się zarówno sandałami, trepkami i pasami, jak i kielichami, których nie było skąpo w dniu potyczki intelektualnej oraz zgromadzonymi księgami - co warto zauważyć - raczej z rzadka będącymi pozycjami wartościowymi treściowo.

Zalękniony Hijacynt wykazuje się zbyt wolnym refleksem i jego próba czmychnięcia z pola bitwy zostaje udaremniona przez ciśnięty w jego stronę kufel, którego cios go ogłusza i powala na ziemię. Zbolały ojciec Rafał wyrzuca sobie po cichu zignorowanie porannej wróżby, którą przecież zwiastował zagubiony sandał ojca Rajmunda.

Całokształt rozjusza krewkiego Rajmunda, który ze zdwojoną energią przystępuje do walki. Stopniowo walka nabiera oblicza złowrogiego i przed większymi katastrofami ratuje ją tylko przytomna interwencja prałata: Wojna powszechna! Jak zabieżyć złemu,/W kącie z proboszczem vicegerent radzą,/A chcąc usłużyć dobru powszechnemu,/Doktora tamże do siebie prowadzą./Każdy z nich daje zdanie po swojemu./Prałat, gdy postrzegł, że się darmo wadzą,/Biorąc wzgłąbsz rzeczy przez swój wielki rozum,/Rozkazał przynieść vitrum gloriosum.

Monachomachia - Pieśń szósta

Vitrum glorio sum, czczony niby święta relikwia puchar, wniesiony zostaje na pole bitwy i wywołuje w walczących przeciwnikach podziwu godną reakcję: w podziwie i nabożeństwie zapominają oni o walce, zastygają w miejscach i oddają się zachwyconej kontemplacji. Czego nie mogły dokonać uczone argumenty i rozumowe dowodzenia, dokonuje on - kielich. 

Wszyscy bez dłuższej zwłoki wołają: Zgoda!I szczęśliwie bijatyka ustępuje miejsca zgodnej pijatyce.