Czasami wieczorem, gdy nie mam co robić, siadam przed telewizorem i niemal bezmyślnie wgapiam się z niego. Rzadko bowiem mogę tam znaleźć coś, co mnie zainteresuje. Tego dnia miał lecieć "K-pax" - film obyczajowy. Coś niecoś o tym filmie słyszałam, dlatego siadłam jak zawsze i…

Myślę, że będę o nim pamiętać przez długi czas. Dawno bowiem nie spotkałam się z filmem tak realistycznym pod względem socjologicznym, a jednocześnie tak prostym i jasnym dla chyba każdego. Film ten nie mówi o zawiłościach fizyki związanych z kosmitami (to właśnie jest główny wątek - pochodzenie głównego bohatera filmu, Prota), ale o tym, co w nas samych tkwi i jest trudniejsze do odgadnięcia niż kolejny wzór matematyczny czy odkrycie kolejnej planety - powodów naszego egocentryzmu, egoizmu i lenistwa.

Prot jest na pierwszy rzut oka człowiekiem. Jednak jego zachowania i to, co mówi, staje się przyczyną, że jest traktowany jak ktoś obłąkany i ostatecznie zostaje osadzony w szpitalu dla wariatów. Nic właściwie nie da się powiedzieć o jego pochodzeniu, dlatego jest dla ludzi kimś, kogo trzeba zniszczyć, strawić albo właśnie zamknąć. Pojawia się więc on w ośrodku i staje się niejako symbolem naszego nietolerowania każdej inności. Pokazuje, jak bardzo ludzie się boją tego, co nie mieści się w utartych schematach myślenia o świecie. Ludzie nie znoszą bowiem tego, czego nie da się opisać właśnie zasadami fizyki czy wzorem matematycznym. Rzadko kto chce poznawać nowości, raczej ludzie wybierają udawanie, że tego, co ich przeraża, nie ma. Tak właśnie traktowano wszystkich "wariatów". Zachowywano się wobec nich jak wobec niesfornych dzieci, które można lekceważyć, nie wysłuchać, zignorować ich prośby czy problemy. Kosmita natomiast przyjął zupełnie inną postawę. Widział ich konflikty, problemy, dlatego pragnął im pomóc, choćby ich zrozumieć i wysłuchać.

Ten film w doskonały sposób przybliża problematykę nietolerancji i braku zainteresowania innymi ludźmi. Pokazuje, że nie trzeba się obawiać tego, co według nas jest inne, że to niekoniecznie jest złe. Takich ludzi jak kosmita powinno być więcej jednak. Inaczej ludzie nie zdadzą sobie z tego faktu sprawy.

Najbardziej w pamięci utkwiła mi scena, gdy Prot rozmawia z jednym z lekarzy. Ten zadał mu szereg pytań, jednak wyraźnie nie słuchał tego, co jego pacjent ma mu do powiedzenia. Czy to miało obrazować, że tak naprawdę ludzie również nie słuchają siebie nawzajem? Czy to kolejny dowód na to, że żyjemy pod przykrywką pozorów, które tworzymy, ale tak naprawdę interesuje nas tylko nasze własne ja?

Przez cały film zadawałam sobie pytanie - czy ten bohater to naprawdę kosmita czy też nie…

Moim zdaniem: tak, jest to kosmita. Przemawiać za tym może choćby fakt jego dziwnych jak na człowieka zachowań. Nawet jeśli faktycznie miałby być wariatem, nie byłby tak daleko odsunięty od rzeczywistości, żeby nie wiedzieć, jak się zachowywać wobec innych. Jego nadnaturalna życzliwość, jaką żywił, była przecież "nienormalna", nieludzka. Jego nagłe zniknięcie wraz z jedną z pacjentek, które określił powrotem na K-pax, też było nienormalne. Scena, w której rzekomo opuszcza ziemię, jest sceną, która jednak jest dla mnie niejasna. Można ją odczytać jako postanowienie pacjenta kliniki psychiatrycznej, że udowodni, że jest kosmitą i "odpłynięcie" swoim ja w stan, z którego żaden lekarz nie mógł go wybudzić albo jako właśnie naprawdę opuszczenie ciała, które Protowi - kosmicie służyło tylko do poznania świata ludzi, które spokojnie opuścił wracając do domu.

Nie wiem do końca, czy był on kosmitą czy nie. Mimo wszystko skłaniam się do powiedzenia, że jednak tak - żaden człowiek nie potrafi być tak życzliwy…