Najbardziej ze wszystkich dni moich wakacji, będę pamiętał ten z 12 sierpnia. Wówczas udałam się na wycieczkę do Austrii, do Wiednia.

W autokarze, wraz z przyjaciółmi, okupowaliśmy miejsca na samym końcu. Atmosfera była bardzo sympatyczna. Cały czas machaliśmy do ludzi jadących w samochodach za nami i śmialiśmy się z opowiadanych kawałów. Po dotarciu do celu, pierwszym punktem zwiedzania był austriacki Parlament, który jeszcze piękniej się prezentował na tle fontanny. Wrzucaliśmy do niej groszówki na szczęście. Nasze spojrzenia przykuły piękne ogrody pełne prześlicznych róż. Były one cudowne, ponieważ niemalże każda różyczka miała inny kolor.

Bardzo podobały mi się wiedeńskie uliczki i spacer po nich. Co chwilę mijały nas dorożki.

Wszystko co zwiedzaliśmy było piękne, ale najbardziej spodobał mi się lunapark. Poszłam tam, choć wejście nie było tanie, w przeliczaniu na polską walutę, było to 20 złotych. Zdecydowałam się wsiąść do kolejki górskiej, która powoduje u każdego człowieka znaczne podniesienie dawki adrenaliny, gdyż jest bardzo niebezpieczna.

Przeszłam już kasę, tak więc nie mogłam się już cofnąć. Obsługa pomagała wsiąść do wagoników, pozapinali nam pasy i zaczęło się. Na początku kolejka robiła dziwne manewry, to do przodu, to do tyłu, a wszystko po to, aby ustawić ją praktycznie pionowo w dół. W ten sposób pociąg mógł bardzo szybko rozpędzić się do ogromnej prędkości. W końcu ruszyła z wielkim zrywem i zaczęło się niesamowite moje przeżycie.

Trasa była bardzo różnorodna, chwile wytchnienia były tylko w trakcie, gdy pociąg pędził, a my w nim głowami na dół. W ten sposób można było złapać większy oddech przez jakieś 7, 8 sekund. Po zakończonej przejażdżce piekło mnie gardło od krzyków i pisków. Musiałam zażyć tabletkę łagodzącą podrażnienie.

Pomimo tych wszystkich ogromnych atrakcji, chciałam więcej. Sam fakt, że już tutaj jestem, zachęcał mnie do skorzystania jak najwięcej. Tym razem spróbowałam diabelskiego koła. Było to chyba jedno z największych, jak nie największe, tego typu koło w Europie. Cała zabawa trwała około 10 minut. Będąc na samej górze, przez chwilę widziałam całą panoramę miasta.

Trochę się zdziwiłam, że do tej pory ani razu nie zrobiło mi się niedobrze. Być może dlatego, że nawet nie miałam czasu o tym pomyśleć.

Wracając z powrotem niemalże przekrzykiwaliśmy się w opowieściach. Każdy z nas pragnął podzielić się swoimi przeżyciami. Zgodnie stwierdziliśmy, że był to wspaniały dzień.

Kwintesencją całego, niesamowitego dnia była dyskoteka, zorganizowana specjalnie dla nas przez obsługę hotelową. Wszyscy długo bawiliśmy się, pomimo zmęczenia jakie dopadło nas po takich atrakcjach. Po dyskotece przegadałyśmy jeszcze z koleżankami pół nocy.

Z wakacji zapamiętałam właśnie ten dzień i myślę, że każdy z nas powinien przynajmniej raz doświadczyć wyjątkowych chwil w swoim życiu.