Wraz z nastaniem nowego roku, spadł pierwszy śnieg tej zimy. Wszystkie ulice przysypał śnieżnobiały puch, a okoliczne stawy i rzeki pokryły się cienką warstwą lodu. Miasto było ciche i spokojne, z kominów wydobywał się szary dym, który świadczył o tym, że mieszkańcy miasta wolą wygrzewać się w swoich domach, niż odbywać zimowe wędrówki. Jednak Pan Garnek nie należał do leniuchów i uwielbiał przygody. Zaraz po zamknięciu restauracji zwołał naradę garnków oraz wszelkich urządzeń kuchennych, które tak samo jak on uwielbiały przygody. Niestety okazało się, że w całej kuchni tylko Pan Garnek i Wałek Do Ciasta mieli ochotę na zimowe szaleństwo. Pozostałe urządzenia wybrały gorącą kąpiel w zmywarce, szybkie suszenie i zacisze kuchennych szafek, w których mogły rozmasować obolałe po całodniowym gotowaniu części.

 

Pan Garnek i Wałek zasiedli przy okrągłym stole, na którym każdego dnia dostawcy zostawiali świeże warzywa i owoce, i rozpoczęli naradę. Rozmawiali długo o swoich zimowych marzeniach, gdzie chcieliby pojechać, jakich zimowych zabaw spróbować, co chcieliby zobaczyć. Mieli mnóstwo pomysłów, ale jeden spodobał się im najbardziej i zadowolił obojga. Mianowicie, zarówno Pan Garnek, jak i Wałek, bardzo chcieli wybrać się w góry. Jeszcze nigdy tam nie byli, nie widzieli ośnieżonych szczytów, nie wjeżdżali na nie kolejką linową, ani nie zjeżdżali na nartach. Tak, to najlepszy pomysł jaki wpadł mi do głowy w tym roku– pomyślał z zadowoleniem Pan Garnek. I po chwili wykrzyknął z zachwytem:

 

- A więc mój przyjacielu, ruszamy w góry!

 

- Zgoda! – Przytaknął Wałek i zaraz dodał z pochmurną miną.- Tylko jak my się tam dostaniemy?

 

- Bądź spokojny i niczym się nie martw, ja wszystko załatwię, a Ty przygotuj dla nas ciepłe okrycia.- Uspokoił go Pan Garnek.

 

I tak, po całonocnym planowaniu górskiej wyprawy, Wałek poszedł spać, a Pan Garnek podekscytowany szansą zrealizowania swojego marzenia, zasiadł do komputera i zaczął planować podróż.

 

Rankiem, kiedy pierwsze promienie słońca nieśmiało zaczęły zaglądać przez okna restauracji, Pan Garnek miał już kupione przez Internet bilety na pociąg i gotowy plan zimowej wyprawy. Uradowany pognał do swojej kuchni, i zanim weszli pierwsi kucharze, on gotował już w swoim wnętrzu wodę na zupę dnia. Dzień minął szybko, gdyż restauracja, w której pracuje Pan Garnek jest jedyną w całym mieście, w której zawsze są klienci. Dlaczego? Dlatego, że serwowane tu dania są smaczne, pięknie udekorowane, a co najważniejsze, świeże.

 

Po zakończonej pracy, kiedy wyszli ostatni klienci, a kuchnia została starannie wysprzątana, Pan Garnek i jego towarzysz górskiej podróży, ponownie zasiedli przy stole, by ustalić szczegóły wyprawy. Pan Garnek zawsze gotów do pracy, nigdy nie opuścił ani jednego dnia, ale wiedział, że w tym roku, roku spełniania marzeń będzie opuszczał kuchnię tak często, jak to możliwe.

 

Nazajutrz, tuż po zamknięciu restauracji, Pan Garnek i Wałek Do Ciasta wsiedli do pociągu jadącego w góry. Podróż miała trwać całą noc, dlatego od razu zaczęli poszukiwania wolnych miejsc. Niestety, wszystkie przedziały były zajęte. Zmuszeni byli więc spędzić całą noc na korytarzu, ściśnięci między innymi podróżnymi. Jak się jednak okazało, tłok sprzyjał kontaktom towarzyskim, dlatego bardzo szybko poznali siedzącą obok rodzinę Nart, która wybrała się w góry na własną rękę, nie czekając na leniwych właścicieli. Zanim dotarli na miejsce, dzięki gadulstwu Pani Narty, wiedzieli już wszystko o górach, a także otrzymali ofertę kilku jazd próbnych. I tak, w towarzystwie rodziny Nart, podróż minęła szybko i wesoło.

 

Po ośmiu godzinach jazdy w zatłoczonym pociągu, Pan Garnek i jego towarzysz podróży zatopili się w puszystym śniegu, którego było tak dużo, że ledwie mogli się poruszać. Kiedy już pokonali śnieżne zaspy, i dotarli do małej, drewnianej chatki, zostali serdecznie powitani przez jej gospodarzy. W chwilę później, byli już gotowi do zwiedzanie górskiej okolicy. Przez kilka następnych dni wjeżdżali kolejką na szczyty gór, lepili bałwany, zjeżdżali na nartach, a nawet spróbowali jazdy na snowboardzie i na łyżwach.

 

Na dzień przed powrotem, Pan Garnek i Wałek, zaplanowali spacer jednym z górskich szlaków. Jako, że byli w górach po raz pierwszy, wybrali najkrótszą trasę. Z samego rana, ubrani bardzo ciepło, z plecakami pełnymi jedzenia i picia, wyruszyli w drogę. Trasa okazała się łatwa i bardzo przyjemna. Słońce miło łaskotało Pana Garnka w jego metalową powłokę, a odbijające się od niej promienie rozświetlały okolicę. Wałek toczył się to szybko, to wolno, obklejając się puszystym śniegiem, i śmiejąc do rozpuku. Po drodze mijali uśmiechniętych ludzi, którzy ich pozdrawiali. To jest idealne zakończenie naszej górskiej wyprawy – pomyślał Pan Garnek.

 

Z czasem jednak, mijało ich coraz mniej ludzi, a skrzące się w oddali szczyty gór zaczęły blednąć.

 

- Czy nie sądzisz, że powinniśmy już wracać?- Zapytał Wałek.

 

- Jest tak pięknie, chodźmy jeszcze kawałek, do następnego zakrętu, a potem wrócimy.– Odpowiedział Garnek.

 

Wałek zawsze liczył się ze zdaniem Pana Garnka, dlatego bez wahania podążył za nim. Jednak, gdy dotarli do zakrętu, okazało się, że tuż za nim nic już nie widać. Wieczór w górach przyszedł nagle i niespodziewanie.

 

- To nie był dobry pomysł żeby pójść dalej.– Ze strachem w głosie powiedział Wałek.

 

- Masz rację.– Odrzekł Garnek i po chwili dodał.- Nic się nie martw, zawracamy i niedługo będziemy na miejscu.

 

Wałek nic nie mówiąc, uśmiechnął się blado i zrobił szybki obrót, próbując dojrzeć w wieczornych szarościach trasę, którą szli. Nie było to łatwe, gdyż z każdym krokiem droga coraz bardziej pogrążała się w ciemnościach.

 

- Boję się.– Rzekł cicho Wałek.

 

- Nie ma się czego bać, to ta sama droga, którą szliśmy, tylko jest ciemno i musimy poruszać się ostrożnie, by z niej nie zboczyć.– Pocieszał Pan Garnek.

 

- I jest mi zimno.- Dodał smutno Wałek.

 

- Złap mnie za ucho. Jak będziemy szli bliżej siebie, to od razu zrobi nam się cieplej.– Polecił Garnek.

 

Nagle, gdzieś za sobą usłyszeli dziwny, niepokojący szelest.

 

- Co to????- Zapytał z przerażeniem Wałek.

 

- To na pewno wiatr porusza gałęziami drzew i osypuje z nich śnieg.– Pan Garnek próbował pokrzepić swojego przyjaciela, choć sam był wystraszony.

 

Gdy ponownie usłyszeli szelest, Wałek ze strachu wskoczył do Pana Garnka i zaczął trząść się, uderzając o pękate brzegi swojego towarzysza niedoli. Teraz Pan Garnek i Wałek byli niczym mała górska orkiestra, rozbrzmiewająca pośród drzew.

 

- A wy co tu robicie o tej porze????– Usłyszeli za sobą gruby, chropowaty głos.

 

Przerażeni, odwrócili się powoli i w ciemnościach dojrzeli, dużą postać, która przypominała... N-I-E-DŹ-W-I-E-DZ-I-A.– Z przerażeniem pomyślał Pan Garnek.

 

- Co tu robicie o tej porze????– Powtórzył pytanie Niedźwiedź.

 

- My… my…. Panie Niedźwiedziu….- Wałek wykrztusił z siebie tych kilka słów, zanim strach sparaliżował go całkowicie.

 

- My, Panie Niedźwiedziu, wracamy do naszej chatki.– Odpowiedział Garnek, starając się zachować spokój.

 

- Czy zdajecie sobie sprawę, że niebezpiecznie jest chodzić nocą po górach???– Łagodniej zapytał Niedźwiedź.

 

- Wiemy, ale jest tu tak pięknie, że nie zauważyliśmy kiedy nadszedł wieczór.– Rzekł coraz bardziej przerażony Pan Garnek.

 

- Tak, faktycznie to piękne miejsce.– Zamyślił się Niedźwiedź. Ale w ciągu dnia, spacerujący tu ludzie hałasują i psują jego urok.– Dodał groźnie. Noc to jedyna pora, kiedy my, górskie zwierzęta możemy odpocząć i nacieszyć się pięknem naszego domu, a wy właśnie nam w tym przeszkadzacie.- Warknął Niedźwiedź.

 

-Bardzo Pana i pozostałe zwierzęta przepraszamy. Naprawdę nie chcemy wam przeszkadzać, my po prostu staramy się wrócić do chatki, tylko jest to bardzo trudne, gdy idziemy tak po omacku i nic nie widzimy. – Rzekł Pan Garnek z rezygnacją w głosie.

 

- No dobrze, pomogę wam wrócić, ale wy musicie obiecać mi, że już nigdy nie będziecie spacerować po górach tak późną porą. Jest to dla was niebezpieczne, a dla nas bardzo uciążliwe.– Ziewnął przeciągle Niedźwiedź.

 

- Bardzo Panu dziękujemy, jest Pan uprzejmym Niedźwiedziem.– Rzekł z ulgą Garnek, a Wałek nagle wyrwał się z odrętwienia.

 

Niedźwiedź ruszył przodem, a zabłąkani wędrowcy podążyli w ślad za nim. W drodze Niedźwiedź opowiadał zabawne historie o tutejszych mieszkańcach. O tym jak dzik gonił wilka, po tym jak usłyszał od niego, że jest dziki i zły… A przecież to nieprawda. O puchaczu, który zakochał się w wiewiórce, i o tym że Pan Niedźwiedź i jego żona spodziewają się małych niedźwiadków. Niedźwiedź okazał się jeszcze większą gadułą niż Pani Narta, a w dodatku bardzo sympatycznym i niegroźnym zwierzęciem. Kiedy dotarli na skraj górskiej trasy, Niedźwiedź rzekł:

 

- Tu muszę was zostawić, ludzie boją się nas, dlatego nie wolno nam zbliżać się do miasta. Stąd jest już blisko do waszej chatki, a droga do niej jest oświetlona. Uważajcie na siebie i pamiętajcie, że z górskich wędrówek należy wracać przed zmierzchem.

 

Pan Garnek i Wałek jeszcze raz podziękowali i szybko wrócili do chatki.

 

Nazajutrz wsiedli do pociągu, a żegnając górski krajobraz dostrzegli w oddali Niedźwiedzia i jego żonę, machających im na pożegnanie.

 

- Wiesz… tak naprawdę, to wcale się wczoraj nie bałem.– Wyznał Wałek Do Ciasta.

 

- Tak, wiem mój przyjacielu.– Odrzekł Pan Garnek ukrywając uśmiech od ucha do ucha.