Literatura Młodej Polski często jest odbierana jako bezbożna i nie zbyt dobrze nadająca się do czytania poprzez co wrażliwsze osoby. Pojawiaj się w niej liczne motywy wykorzystania symboli religijnych, postaci świętych, w kontekstach niezbyt dla nich pochlebnych. Ostatnie lata kiedy Liga Polskich rodzin walczyła z genitaliami na krzyżu, zadziwia dlaczego do tej pory nie wykopała kilku dawnych poetów i nie spaliła ich na stosach, gdyż ich wiersze są o wiele bardziej, w ich widzeniu na pewno, obrazoburcze i maja silniejsza moc działa nie na ludzkie psychiki.

Właśnie jednym z najbardziej kontrowersyjnych wierszy Stanisława Koraba - Brzozowskiego jest jego słynne "Ukrzyżowanie". Pokazuje w nim jak popędy biologiczne, seksualizm może powodować uwiązanie, ukrzyżowanie właśnie duszy w ciele. Prawie na granicy obrazoburstwa zrównał tutaj akt seksualny z męka Chrystusa. To jednak miało pokazać jak wielkim zdrajcą jest człowiek oddający się zaspokajaniu swoich ludzkich, biologicznych popędów, które negują często wartość jego czystej wszak duszy. Zmysłowa miłość przy tym potrafi równocześnie fascynować co odpychać. Zresztą częste w Młodej Polsce było mieszanie sfery sacrum z profanum, co dawało tyle oburzające co odświeżające motywy poetyckiej treści. Jednak niebezpieczeństwo dla katolicyzmu, nie upatrywałbym wcale w motywach i obrazach używanych często tylko dla taniego poklasku (w gorszych wierszach), lecz w treściach, które wręcz niezauważone powoli sączą się z wielu wierszy pozornie niewinnych. Oczywiście nie można za takie uznać cyklu "Hymnów" Jana Kasprowicza, które chciałbym omówić, ale już na pewno ballady Bolesława Leśmiana w pierwszej chwili nie wydają się takie "niebezpieczne".

Najpełniejszym i chyba najbardziej dramatycznym i pesymistycznym obrazem Boga, jest jego kreacja w wierszu Jana Kasprowicz, Dies irae (Dzień gniewu) należącym do cyklu Hymnów. Hymnów, czyli wydawałoby się że wierszy chwalących Stwórcę; w tych młodopolskich rzecz ma się jednak wręcz odwrotnie. Maja one z tym gatunkiem jedynie chyba tylko to wspólne, że utwory tego cyklu są głosami niesionym do nieba, jednak nie radośnie śpiewanymi, a wykrzykiwanymi w ludzkiej rozpaczy i bólu. W tym utworze Bóg, to właśnie Miłoszowski "Pan skalnych wyżyn i gromów", zstępujący, jako straszliwy Sędzia w końcu świata. Sąd Ostateczny jest tutaj nazwany Dniem gniewu. Nie jest to więc dzień szczęścia dla sprawiedliwych, wyzwolenia z czyśćca dla błądzących, dzień w którym Bóg okaże miłosierdzie, lecz moment "płaczu i zgrzytania zębów" - chwila ostatecznej zagłady. Jest to srogi dzień ostatecznego rozrachunku za ludzkie grzechy, za grzech pierworodny. "Straszny przed nami otworzyłeś grób...", pisze poeta, a wiec nie ogród rajski a piekło. Owszem Bóg nie jest czystym okrucieństwem, lecz sroga sprawiedliwością, jest nazwany "zmrokiem zmroków", ale i "jasnością jasności"; jednak dla człowieka jest on tak odległy, niezbadany i nieprzebyty, że nie widzi się możliwości, by Go przebłagać. Kasprowicz retorycznie pyta, "Czym jestem wobec Ciebie, (...), wygnaniec?". Jest więc rzeczą nieuchronna, iż człowiek w swoim pyle zostanie lekko zmieciony potężną "stopą złożoną na pokoleń grzbiecie". Bóg zasiadający na królewskim tronie, jest wspaniały, dumny, i chyba nawet chwilowo pyszny w swoim majestacie. Słucha On "jęków niesłyszącym uchem", "na mękę patrzy niewidzącym okiem"... Kasprowicz nie może Stwórcy przebaczyć i tego, że to częściowo w nim tkwi wina upadku człowieka. Wypomina mu, iż to za Jego sprawą w rajskim ogrodzie wyrosło drzewo poznania dobra i zła, drzewo mające w sobie szatańskie ziarno - "straszny owoc T w e g o drzewa". Poeta przedstawia dodatkowo wizję Sądu ostatecznego, w sposób jakby był to negatyw Dnia Stworzenia, który nie mógłby istnieć, bez tego Dnia Gniewu. Słonce gaśnie na niebie a nie wschodzi, płyną już nie morza, lecz strugi cmentarnych krzyży niesionych lawą, z ziemi rodzą zaś się ludzie - upiory "świecące trupim tłuszczem zżółkłych, łysych czół, /o szczękach otulonych kłębem czarnych bród". Daje to potężny i sugestywny obraz tego, że Bóg zawiera w sobie wszystkie pierwiastki dobra ale i zła. Bóg jest w hymnie Kasprowicza wszechwładnym Panem, świata który powołał dożycia, przez co może On nim pomiatać, bawić się, jak i niszczyć w dowolny sposób. Człowiek jest zaś z gór skazany na klęskę, bo i nawet w rajskim ogrodzie Bóg postawił mu pokus z góry wiedząc, ze człowiek im się podda. Jedynym jaśniejszym elementem w całym poemacie jest sugestywny obraz "Głowy, przepasanej cierniową koroną". Lecz nawet, Chrystus (w domyśle), nie jest w stanie zapanować nad gniewem Boga Ojca. Kasprowicz woła tylko z goryczą "patrzaj!", chce powiedzieć, ze nawet ofiara Jezusa, jego śmierć na krzyżu nie miała sensu, gdyż nawet ten potężny akt miłosierdzia, odpuszczenia przecież grzechów, jest niczym wobec rozszalałego w swej grozie Boga. Człowiek wobec Boga już nie nawet na prośbę, nie może pozwolić sobie nawet na skargę, której Bóg zabronił; Hymny Kasprowicza były więc sprzeciwem nie tylko wobec Wszechwładzy boskiej "kamiennej i lodowatej", ale i wyrazem wolności człowieka.

Warto może wspomnieć jeszcze o wierszu Bolesława Leśmiana Dusiołek. I w tej balladzie, z pozoru wydawałoby się - niewinnej pada jedno z zasadniczych pytań nurtujących człowieka, już zaznaczonych w Dies irae Kasprowicza, "Kto stworzył zło na świecie?". Leśmian wkłada w usta głupawego prostaka potężne oskarżenie Boga o skażenie świata złem, nie o jego stworzenie a "potworzenie" właśnie - "Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, / Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?".

Jan Kasprowicz w parę lat po swoim buncie wobec Boga wydał przepiękny tomik wierszy zatytułowany Księga ubogich. Długo trzeba czytać te wiersze, a najlepiej po prostu kilkakrotnie sprawdzić ich autora na okładce, by uwierzyć, ze pisał je ten sam człowiek, poeta jeszcze tak niedawno zbuntowany i zwrócony przeciwko Bogu. W wierszu Przestałem się wadzić z Bogiem, sam pisze, że "serdeczne to były zwady,: / zrodziła je ludzka niedola". Po uspokojeniu serca poeta odczuł potrzebę jednak pojednania i złożenia swego życia w miłosierne ręce Boga. Jest w tym wierszu fragment mówiący właśnie nie tyle o tym przymiocie Boga, co o jego uśmiechu, dobrotliwym pobłażaniu dla wielu nie tyle grzechów, co nieuświadamianych przez długi czas pomyłek. Poeta wierzy, że Bóg owszem milczał, lecz nie ze Swojej dumy, nie dlatego nie odpowiadał na liczne zarzuty, bo bał się konfrontacji, lecz po prostu widząc ich miałkość, wolał pozwolić wypienić się człowiekowi, nie wyciągając wobec niego konsekwencji. Bóg "uśmiechał się pobłażliwie".... lecz był to uśmiech pełen miłości i wybaczenia, a nie jak dawniej np. we fraszce Jana Kochanowskiego O żywocie ludzkim, dość złośliwy - "Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, / Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom".

W omawianych wierszach padały nieraz ciężkie zarzuty wobec Boga, przedstawiany było On niejednokrotnie z dość ciemnej strony. Wiele jednak z tych wierszy jest bardziej świadectwem, jak ciężką może być nasza wiara, jakie Bóg potrafi stwarza problemy, gdy człowiek nie może pojąć jego natury. Bardziej więc może są to obrazy boskiej tajemnicy i niemocy ostatecznego i pełnego poznania Jego Natury może nawet i paradoksów z którymi człowiek musi się pogodzić, niż dowody na jego "mroczną" część jestestwa. Wydaje mi się bowiem że odwrotny obraz Boga jest o wiele lepiej umotywowany, jest pisany co najwyżej w oświeceniu przez miłość przez co jaśniejszy, niż zaciemniony rozgoryczeniem, czy strachem.