Przyjacielu!

Wiesz zapewne, że na mój dom spadło straszne nieszczęście. Najmilsza ma córeczka zgasła jak płomień świecy, czyniąc mi tym wielki żal i smutek. Póki słychać było jej śmiech i cichy szelest ubrań, pokoje rozbrzmiewały szczęściem i radością, teraz jednak panuje w nim pustka i nieukojony ból, niczym czarna noc bez nadziei na kolejny dzień.

Im dłużej Urszulki nie było z nami, tym bardziej zaczynałem wątpić w Boga i jego dobroć. Jak bowiem mógł odebrać nam taki skarb, jakim była ma ukochana córka? Zali nie powinien uratować jej od śmierci, a nam oszczędzić cierpień, jakie teraz przeżywamy? Gniew ogarniał mnie za każdym razem, gdy patrząc na jej maleńki grób, pośród tylu innych ziemskich miejsc spoczynku, myśli me nawiedzało wspomnienie jej szczerego śmiechu i niespełnione marzenie, uczynienia jej życia równie bogatym i barwnym jak moje. Nie znamy jednak Bożych zamiarów, pozostaje nam więc mieć nadzieję, że Urszulka jest teraz wśród innych niewinnych istot, ciesząc się wiecznym szczęściem i radością.

Jeszcze teraz pamiętam jej uśmiechniętą twarzyczkę i nieudolne próby wypowiedzenia pierwszych słów, zdań... Była całym sensem mego życia, a teraz jej nie ma. Czy wędruje gdzieś po dolinach Pól Elizejskich, wysp szczęścia, czy może też jest w niebie, chwaląc i wielbiąc Boga? Nie nam pisane poznać boskie plany, nie nam... Ale czy tak jawna niesprawiedliwość dzieje się bez powodu? Jakim grzechem musiałem zawinić w przeszłości, bym teraz taką żałość i smutek cierpiał? Jakżem obraził Najwyższego, skoro zamiast mnie, zabrał ukochaną mą Urszulkę? W nocy słyszę jedynie cichy szloch mej żony, wypełnia mnie wtedy ogromny żal, że nie potrafię ukoić jej bólu.

Ostatnio jednak przydarzyła mi się dziwna rzecz, bowiem ni to na jawie, ni to we śnie, ujrzałem swą matkę, która, jak wiesz, już dawno nie dzieli z nami ziemskiego życia. Ukazała mi się, niosąc na rękach umiłowaną mą córeczkę. Na ten widok serce me ogarnął na powrót smutek. Matka jednak wnet rozwiała moje obawy, mówiąc do mnie swym spokojnym głosem, którym przemawiała jeszcze w mym dzieciństwie. Z ust jej usłyszałem, jakie to szczęśliwości spotykają człowieka w niebie, gdzie może oglądać w chwale samego Boga, gdzie brak smutków, bólu i cierpienia, gdzie śmierć nie ma żadnej mocy, a troski znikają w niwecz. Nie ma tam bowiem nocy, nie ma utrapień i starości. Urszula więc życie wiedzie teraz bogatsze i barwniejsze od tego, które mogłem jej zapewnić na ziemskim padole.

Nadzieje me, tak niedawno utracone, na nowo wzrosły, a serce szybciej zabiło, słysząc takie pocieszenie. Urszulka bowiem jest teraz z mą matką, szczęśliwa i bezpieczna, nie zaznaje niepowodzeń i frasunków. Uradowałem się tym niezmiernie, jednak nie ukoiło to mego żalu po jej stracie.

Przeciwnie, mimo wielkiej ulgi i powrotu wiary w Boga i jego dobroć, jeszcze bardziej się zasmuciłem. Kiedy przyjdzie mi ją znów zobaczyć? Kiedy znów ujrzę ukochaną mą córeczkę, usłyszę jej śmiech, zobaczę błyszczące oczy?

Pozostaje mi mieć nadzieję i ufać Bogu, że da mi siłę, bym kolejnymi latami swego życia na ziemskim padole, nigdy nie zwątpił w jego święte plany, w Jego łaskę, którą obdarza każdego z nas.

Tuszę, żeś cały zdrów i w pogodzie ducha, najmilszy przyjacielu. Proszę Cię ze szczerego, choć smutnego serca: ufaj, choćby ostatnia nadzieja zgasła. Kochaj, choćby miłości już nie było. Wierz, choćby ostatnia tajemnica okazała się kłamstwem. I jakże bolejącym sercem kochającego ojca żywię nadzieję, byś w sumieniu swym nie zapomniał o Urszuli, która wniosła w me życie radość większą niźli najgorszy smutek.