Rzym, 14XII.63r.

Drogi Marku!

Na początku mojego listu serdecznie Cię pozdrawiam i całuję. Przesyłam też część moich cierpień jakie tutaj przeżywam. Piszę do Ciebie, drogi przyjacielu właśnie w tej sprawie.

Doskonale wiesz, że mieszkam i pracuję na dworze Cezara już od 5 lat. Ostatnio wszystko się zmieniło.

Jeszcze do tej pory, pracując tutaj, nie zaznawałam takich męczarni. W kuchni jest z dnia na dzień coraz więcej zajęć. Prawdopodobnie pod wpływem Petroniusza Neron pragnie spożywać wykwintniejsze dania mające pochodzenie z Europy, a ja doskonale wiesz, nie znam się na tym. Z nowymi, europejskimi daniami łączą się przyprawy, jakich dotąd nie używałam. A uwierz mi, często bardzo trudno je zdobyć- niestety zdobywanie ich też należy do moich obowiązków. Mój chlebodawca złości się bardzo na mnie, gdy zrobię coś nie tak, jak on by chciał. On każe mnie bić! Tak trudno mi o tym pisać... jak myślę o karach, które mi wymierza chce mi się płakać... Neron jest brutalny! Czasem czuję, że traktuje mnie jak niewidzialny przedmiot, którego w ogóle nie ma, którego można zniszczyć, kiedy tylko na moment się ukaże, gdy robi źle! Naprawdę okropnie mi z tym. Czasem wydaje mi się, że nie doganiam swoich własnych myśli. Chcę już z tym wszystkim skończyć. Nie wiem czy sobie poradzę...

Pełna wiary na lepsze jutro ślę serdeczne pozdrowienia po raz kolejny.

Czekam na Twoją odpowiedź, Marku. Mam nadzieję, że napełni mnie ona radością.

Lucyfea

PS: Zdobądź jak najszybciej jakiś rydwan, albo chociażby konia, byśmy mogli stąd uciec!