"Opowieść Widma"

"Serce ustało, pierś już lodowata, ścięły się usta i oczy zawarły. Na świecie jeszcze lecz nie dla świata!.

Cóż to za człowiek ?- Umarły..."

"Pierś znów tchnęła, lecz pierś lodowata, usta i oczy stanęły otworem. Na świecie znowu ale nie dla świata;

Czymże ten człowiek ? - Upiorem".

Choć wyda się to dziwne, ten tekst jest o mnie. Tak to prawda, jestem widmem. Jestem blady, białe lice i obsłony jako śnieg po Nowym Roku. Wzrok dziki i zasępiony każdy kto na mnie patrzy, to ucieka bo myśli, że śmierć na niego spogląda. Bycie widmem nie jest dobre ani łatwe. Kiedyś wyłoniłem się w kaplicy na cmentarzu z otchłań piekła i zastałem tam grupę ludzi, którzy przywoływali duchy zmarłych, aby im ulżyć w cierpieniach. Wśród nich była pasterka na którą spojrzałem i ręką wskazałem na swą zakrwawioną pierś. Guślarz wypowiadał różne zaklęcia, ale to nic nie dało. Pasterka, która nosiła żałobę choć jej mąż i cała rodzina była zdrowa, również nie odpowiadała na pytania Guślarza o jej związek ze mną. Milczałem i tylko uśmiechałem się tajemniczo.

Guślarz nakazał wyprowadzić dziewczynę z kaplicy a ja w ślad za pasterką ruszyłem za nią. A gdzie oni z nią, tam ja zawsze i wszędzie za nią.