Rodion Romanowicz Raskolnikow to główny bohater powieści Fiodora Dostojewskiego pt. „Zbrodnia i kara”. Poznajemy go jako 23-letniego byłego studenta wydziału prawa Uniwersytetu Petersburskiego, który przyjechał do Petersburga z prowincji, by się uczyć. Jego rodzina to matka Pulcheria Aleksandrowna i siostra, Eudoksja Romanowna, zwana Dunią Raskolnikow.

Imię „Rodion” wywodzi się z greckiego słowa rodon, oznaczającego różę. Wskazuje ono, iż człowiek, który je nosi, powinien być kimś wyjątkowym, nietuzinkowym. Patronimik „Romanowicz”, wzięty z imienia ojca, oznacza męstwo i siłę, zaś nazwisko „Raskolnikow” jest podobne do rosyjskiego słowa raskoł, co oficjalnie oznacza odejście od Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego sporej liczby wiernych, nieakceptujących innowacji obrzędowych i pragnących pozostać przy tradycyjnej wierze przodków.

Rodion, tak samo jak jego matka i siostra, żył w nędzy i biedzie. Mieszkał w maleńkiej izdebce przy ulicy S-kiej, którą z ciasnoty nazywano trumną. Często głodował i zalegał właścicielce z czynszem. Aby zdobyć pieniądze na przeżycie kilku dni, zastawił u lichwiarki pierścionek siostry i zegarek po ojcu. Matka Pulcheria przeznaczała cały ich majątek na jego edukację. Eudoksja miała wyjść za mąż za Piotra Pietrowicza Łużyna, 45-letniego prawnika, by zapewnić sobie stabilizację majątkową, co nie podobało się Raskolnikowi i było jednym z głównych motywów zabicia lichwiarki Alony Iwanownej. Zrobiłby wszystko, by do tego nie doszło: „Nie chcę abyś się poświęcała dla mnie Dunieczko ! Tego nie chcę, mamo! Póki żyję to się nie stanie! Nie dopuszczę do czegoś takiego!”. Łużyn i Rodion bardzo się nie lubili. Łużyn był wielokrotnie wyrzucany za drzwi, kiedy Rodion osądził, jak wielką pomyłką byłoby wydanie siostry za niego. Dunia miała dokonać wyboru pomiędzy przyszłym mężem a bratem, co przyczyniło się do zerwania zaręczyn. Łużyn chcąc się odegrać na Raskolnikowie, niesłużenie oskarżył Sonię o kradzież 100 rubli.

Rodion był przystojnym mężczyzną, podobnym do siostry: „Należy dodać, że był to młodzian o wyjątkowo miłej aparycji, o pięknych czarnych oczach, ciemnoblond włosach, wzrostu nieco wyższego niż średni, wysmukły i przystojny”, jednak bardzo nędznie ubranym: „Ubrany był do tego stopnia nędznie, że ktoś inny, nawet przywykły do chodzenia jak oberwaniec, wstydził by się w biały dzień wyjść w takich łachmanach na ulicę”. Nosił charakterystyczny kapelusz, przez który był wyśmiewany, między innymi przez pijanego mężczyznę, który nazywał go szwabskim kapeluszem: „Był to wysoki, walcowaty szapoklak z pracowni Zimmermana, dobrze już sfatygowany, wyrudziały, cały w dziurach i plamach, bez rondla i w najbardziej szpetny sposób przekrzywiony na bok”. Jego biedę dostrzegali najbliżsi, co komentował jego przyjaciel Dymitr Razumichin: „Pod względem elegancji, jak widzę ostatnich żebraków już chyba prześcignąłeś”.

Rodon miał dwójkę przyjaciół – Dymitra Prokopowicza Razumichina oraz Sonię Marmieładow. Dymitra Prokopowicza znał jeszcze z czasów uniwersyteckich. Mężczyzna również porzucił studia, by zarabiać na utrzymanie. Później wziął ślub z siostrą Rodona, Dunią. Troszczył się o swojego przyjaciela, chciał mu zapewnić pracę jako tłumacz, zapewnił mu nowe ubranie, odprowadził go do domu, kiedy widzał, że czuje się słabo. Raskolnikow odmawiał jego pomocy: „Czyż nie widzisz, że gardzę Twoją pomocą? I jaką przyjemność sprawia ci narzucanie się tym, którzy… na to plwają?”. O Soni po raz pierwszy usłyszał w szynku od jej ojca, Siemiona Zacharewicza Marmieładowa, który żalił się na nieszczęścia, jakie dotknęły jego rodzinę, m.in. alkoholizm, choroba żony i tragedia córki. Raskolnikow poznaje Sonię po wypadku jej ojca, którego stratowała kareta. Sonia była 18-letnią prostytutką, która w ten sposób zarabiała na utrzymanie rodziny. Była bardzo wierząca. Na głos przeczytała Rodionowi historię łazarza. Dzięki jej miłości Rodion odrodził się moralnie.

Rodon był ateistą – „Może Boga wcale nie ma”, mówił do Soni, która była głęboko wierząca. „Nie wierzę w przyszłe życie”. Jego życie przepływało na rojeniach, jak zdobyć kapitał, który pozwoliłby mu zapewnić sobie czesne na studia, a matce i siostrze dostatnią przyszłość. Był on człowiekiem biednym i samotnym. Będąc jeszcze na uniwersytecie, niechętnie przyjmował do siebie kolegów. „Prawie z nikim się nie przyjaźnił, stronił od współtowarzyszy”. „Za pobytu w uniwersytecie z nikim prawie nie przestawał, stronił od wszystkich, nikogo nie odwiedzał, a u siebie przyjmował niechętnie. Toteż niebawem wszyscy się od niego odstrychnęli. Nie brał udział ani we wspólnych zebraniach, ani w rozmowach, zabawach, w niczym”.

Często mówił do siebie, wygłaszał monologi wewnętrzne i nachodziły go smutne, filozoficzne przemyślenia. Deklarował, że etyka i moralność są pojęciami względnymi, innymi dla każdego. Jednocześnie jednak jest pełen współczucia i z chęcią niesie pomoc biednym i pokrzywdzonym: „Za swego pobytu na uniwersytecie z ostatnich groszy pomagał pewnemu koledze-studentowi, gruźlikowi i prawie go utrzymywał w ciągu jednego półrocza. Gdy zaś kolega umarł, […]  zajął się pozostałym przy życiu, starym i schorowanym ojcem zmarłego, […]  ulokował w końcu tego starego w lecznicy, a po jego śmierci sprawił mu pogrzeb”.

Raskolnikow był pełen wygórowanej ambicji, dumy i pogardy dla ludzi. Był przekonany o własnej wyjątkowości. Był wewnętrznie rozdarty, ale też inteligentny i spostrzegawczy – obserwując zachowania napotykanych ludzi (m.in. alkoholika Marmieładowa, którego poznał w szynku, kiedy wracał od Alony), dostrzega niesprawiedliwość losu przedstawicieli najniższych warstw społecznych (rodzina Katarzyny). Tworzy sobie własną filozofię i dzieli ludzkość na dwa obozy – ludzi przeciętnych i wybitne jednostki, stojące ponad prawem i moralnością W swoich rozważaniach dochodzi do przekonania, że istnieją ludzie zwykli i ponadprzeciętni, którzy tworzą historię i kreują losy świata (pisze o tym artykuł do prasy): „Ludzie, podług prawa przyrody, dzielą się ogólnie na dwie klasy: na klasę ludzi niższych, będących, że tak powiem, materiałem, który służy wyłącznie do wydawania na świat sobie podobnych, oraz na ludzi właściwych, to znaczy posiadających dar czy talent, który im pozwala wygłosić w swoim środowisku nowe słowo. [...] Pierwsza klasa jest zawsze władczynią teraźniejszości, druga klasa - władczynią przyszłości. Pierwsi zachowują świat i pomnażają go liczebnie, drudzy pchają świat naprzód i kierują go ku oznaczonym celom”. Ta sprzeczność z jego życiem w nędzy była przyczyną głębokiej frustracji. Chciałby wiele zmienić, jednak przeszkodą był brak pieniędzy.

Domagał się szczególnych praw dla wybitnych jednostek (do których zalicza także siebie). Wysnuł teorię, iż powinny one ustalać własne prawa moralne – dla realizacji ważnych ogólnoludzkich celów mogłyby łamać zasady moralne, nawet popełniać zbrodnie. Nie interesuje go Bóg. Buntuje się przeciw niemu, próbując stworzyć świat bez niego, gdzie wszystkie prawa ustanawia człowiek: „Wszystko jest w rękach człowieka, a on pozwala sobie zdmuchnąć wszystko sprzed nosa”.

Raskolnikowa cechowała podobna do romantycznej nadwrażliwość, buntował się przeciwko światu, był samotnikiem, indywidualistą. W równym stopniu kierował się rozumem. Był bystry, inteligentny, chłodno planował zbrodnię i logicznie tłumaczył sobie, dlaczego może złamać zasady moralne.

Rodion dopuścił się zabójstwa, ponieważ uważał, że dokonanie zabójstwa jest czynem moralnie usprawiedliwionym, gdyż usuwa ze społeczeństwa jednostkę, która żeruje na krzywdzie ludzkiej. Usłyszał to w rozmowie pewnego studenta z oficerem, którzy twierdzili, że takie wyzyskiwaczki jak Alona Iwanowna powinno się mordować, by kosztowności przeznaczyć na zaspokajanie potrzeb innych ludzi: „Zabij ją i weź jej pieniądze, z tym że następnie z ich pomocą poświęcisz się służbie dla całej ludzkości, dla dobra powszechnego: jak sądzisz, czy tysiące dobrych czynów nie zmażą jednej drobniuteńkiej zbrodni? [...] Sto, tysiąc dobrych poczynań można by poprzeć i zrealizować za pieniądze tej staruchy […] setki, może tysiące ludzkich istnień dałoby się skierować na właściwą drogę; dziesiątki rodzin ocalić od nędzy, rozkładu, zguby, od rozpusty, od wenerycznych szpitali”. Widział w morderstwie sposób na zdobycie kapitału.

Raskolnikow doskonale zaplanował zbrodnię. Podsłuchał rozmowę Lizawiety, przyrodniej siostry lichwiarki, która mówiła, że Alona będzie sama w mieszkaniu, przyszył do rękawa pętlę na siekierę, sfabrykował niby-zastaw i ukradł siekierę ze stróżówki na podwórzu. Kiedy dokonywał morderstwa, był półprzytomny. Zabił nie tylko Alonę, ale i Lizawietę i jej nienarodzone dziecko. Zrabowane precjoza i pieniądze ukrył w dziurze za tapetą.

Rodion zaczął żyć w ciągłym strachu i zachorował. Zabójstwo wywarło ogromny wpływ na jego psychikę. Stracił przytomność, majaczył, miał urojenia, popadł w depresję. Przez cały czas znajdował się w stanie niezwykłego pobudzenia emocjonalnego. Obawiał się, że ktoś odkryje jego zbrodnię, wydawało mu się, że sędzia Porfiry Pietrowicz doskonale wie, że to on popełnił morderstwo. Jakiekolwiek zwierzenia pogłębiały jego udrękę. Sumienie nie dawało mu spokoju, nie pozwalało mu zapomnieć o tym czego dokonał, przerastało go to:  „O  tamtym  jednak zapomniał całkowicie; natomiast co chwila uprzytomniał sobie, że nie pamięta o czymś, o czym zapomnieć mu nie było wolno – zadręczał się tym, istne katusze przeżywał zaś wtedy, gdy starał się wydobyć z pamięci, co takiego mogło być, w takich momentach jęczał, wpadał w furię, albo ogarniał go straszliwy , wręcz nie do zniesienia strach”.

Raskolnikow miewał wiele różnych snów, a raczej koszmarów, przedstawiających  okrutne sceny. Przed dokonaniem zbrodni, śnił o kobyle, katowanej przez gospodarza dla zabawy. Sen był zapowiedzią jego morderstwa. Po odwiedzinach w komisariacie w sprawie weksli i po powrocie od przyjaciela, śni mu się gospodyni katowana przez policjanta. Trzeci sen, który przedstawiał jego, bijącego siekierą lichwiarkę, która głośno się śmiała, świadczy o pogardzie do siebie samego po tym, co zrobił.

Gdy Raskolnikow przyznał się do zbrodni i został skazany na osiem lat ciężkich robót, zaszła w nim prawdziwa przemiana. Nie tylko zsyłka była dla niego karą, ale również psychiczne katusze, poczucie własnej słabości i mierności: „Dlatego właśnie jestem skończoną wszą,  a może nawet jestem kimś bardziej ohydnym niż ta wesz, którą zabiłem, gdyż zawczasu przeczuwałem że uświadomię to sobie, ale dopiero  po  zabójstwie”. Przyznanie się do czynu świadczy o zachowaniu klasy i odwadze: „To ja zabiłem wtedy siekierą tę starą emerytkę i jej siostrę Lizawietę oraz je ograbiłem”.

Dzięki Soni, czasie odbywania kary, zaczyna żałować swojego czynu i dostrzega, że było to głupie i niepotrzebne. Od początku był zafascynowany postawą Soni, doceniał jej poświecenie dla rodziny, bronił jej, gdy Łużyn próbuje zrobić z niej oszustkę i złodziejkę. Dzięki niej dojrzał moralnie, odzyskał sens i znalazł cel życia. Dopiero kiedy dziewczyna z powodu choroby przez kilka dni go nie odwiedza, doznał olśnienia, że jest w niej zakochany. W końcu padł jej do stóp i to należy uznać za moment, w którym Raskolnikow metaforycznie zmartwychwstaje i rozpoczyna nowe życie. Dotarło do niego, że kocha Sonię, tą, którą do tej pory tak źle traktował i przysporzył jej tylu cierpień. Tylko ona była jego powiernicą, tylko jej zdradzał, jakiego czynu się dopuścił i czuł, że Sonia go nie potępi. Pragnął się zmienić i zrekompensować jej wszystkie przykrości, których od niego zaznała. Chciał również pogodzić się sam ze sobą i już więcej nikogo nie ranić.