Siłą rzeczy nie możemy osiągnąć ideału - właśnie dlatego, że ideał jest ideałem, musi pozostać nieosiągalny. Ale jednocześnie - mimo tej świadomości, że nigdy nie będziemy w stanie dotknąć gwiazdy - dążymy do niej, uparcie, tym bardziej, że jest nie do osiągnięcia. One są czymś w rodzaju wskazówki, dzięki której w ogóle jest możliwa orientacja w życiu i wartościach, które w tym życiu mają obowiązywać. W świecie chrześcijańskim taką gwiazdą, na którą można jedynie patrzeć, jest Bóg. Tym, co nam pozostawił na ziemi, abyśmy wiedzieli, czym się kierować podczas dokonywania życiowych wyborów jest Biblia. W niej znajdziemy zestaw takich przykładów, na mocy których możemy szybko dojść do wniosku, że jednak warto starać się i dążyć do tego, co i tak nieosiągalne. Biblia wskazuje na następującą prawdę życiową: nie jest ważne to, czy osiągniemy cel, ale ważne jest to, że dnie niego dążyliśmy (dążenie jest takim zjawiskiem, które ma moc zbawczą, co widać na przykładzie takich dzieł literackich jak "Faust" J. W. Goethego - główny bohater zostaje zbawiony pomimo ciężkich grzechów, ponieważ nie ustawał w dążeniu do ideału - nie ma większej zasługi niż właśnie ta: dążenie). Często w trudnych sytuacjach zadajemy sobie to pytanie: jak teraz żyć, jak mamy żyć, żeby nasze życie miało sens, żeby nasze życie było dobre, jakich wyborów dokonywać, żeby nie zrobić fałszywego kroku, jak postarać się o to, żeby nie zawahać się, gdy trzeba wybrać między dobrem a złem. W świętej księdze, czyli w Biblii aż roi się od przykładów ludzi, którzy potrafili przełamać wrodzony egoizm, upór, z jakim najczęściej trwamy przy sprawach złych, przegranych, w które angażujemy się niepotrzebnie, bez sensu tylko po to, żeby wygrać nasze ambicje. Zwłaszcza Nowy Testament, księga święta chrześcijan, pokazuje w szeregu przypowieści, że są tacy ludzie, których należy naśladować, którzy właściwie są jakimiś typami postępowania uniwersalnego, najbardziej właściwego i słusznego, któremu nie może się równać żaden inny. Są to wzory postępowania idealnego, ale nie możemy brać za wzór czegoś, co jest jedynie takie sobie, co nie ma zamiaru osiągnąć wszystkiego, co się tylko da, co ma zamiar poprzestać na małym.

Kiedy czasem zadajemy sobie pytanie o to, dlaczego coś jest możliwe a coś inne zdecydowanie nie, wtedy powinniśmy przypomnieć sobie Księgę Rodzaju, a dokładniej Księgę Genezis. To na początku Biblii wiadomo, że Bóg wszystko stworzył a jednocześnie wiadomo też, że wszystko, co stworzył, było dobre. Nie ma zatem na świecie niczego, co można by nazwać niepotrzebnym, niemądrym, zbędnym. Wszystko, co istnieje, jest godne szacunku i miłości, nie można pozbawiać tych uczuć żadnego stworzenia, ponieważ wszystkie spośród nich w równym stopniu zasługują na nie. "Bóg widział, że wszystko co uczynił było bardzo dobre." W związku z tym, że w Biblii znalazł się opis stworzenia świata, który zawiera wyłącznie opisy wszystkiego, co dobre, trzeba powiedzieć, że dal nam tym samym do zrozumienia, że od nas wymaga dokładnie tego samego, czyli tego, że będziemy w życiu robić tylko to, co dobre - z założenia. Jednak wiadomo również, że nie zawsze wtedy, kiedy myślimy, że robimy dobrze, naprawdę robimy dobrze. W związku z tym, że każdy z nas jest omylny i nie możemy wymagać od siebie nieomylności - nie jesteśmy tacy, jak Bóg, czyli doskonali, jesteśmy tylko stworzeni na jego wzór i podobieństwo, mamy zatem w sobie możliwość doskonałości, jednak sama doskonałość nie jest nam dana. Dane są nam przede wszystkim błędy. Nie jest niczym złym te błędy popełniać, złem jest trwać przy nich, a to już jest różnica. nie twierdzę, że łatwo jest w porę odkrywać, co jest błędne a co właściwie w naszym postępowaniu - właśnie jest to bardzo trudne. Nie jest jednak moim zadaniem wskazywanie teraz tutaj palcem grzeszników, ale zwrócenie uwagi na to, aby potrafić przyznać się do błędu i naprawić wszystkie krzywdy, które w ten sposób powstały.

Najlepszym dowodem na to, że takie myślenie jest najwłaściwsze dla planu bożego jest przebaczenie, pod warunkiem, że mamy do czynienia z prawdziwą skruchą i prawdziwym żalem za wszystkie grzechy, jest przypowieść o synu marnotrawnym. To historia chłopaka, który odszedł z rodzinnego domu po to tylko, żeby nacieszyć się życiem utracjusza. Szybko jednak okazało się, że stracił wszystkie pieniądze i nie miał dokąd pójść. Kiedy upadł na samo dno, postanowił zaryzykować i wrócić do rodzinnego domu. Nie była to łatwa decyzja, ponieważ zdawał sobie sprawę, że stracił zaufanie najbliższej sobie osoby. Ta przypowieść mówi o tym, że wystarczy żałować i wszystko zostanie odpuszczone. Syn marnotrawny wraca i pada na kolana przed swoim ojcem, dlatego zostaje przywrócony do łask. Z punktu widzenia kogoś, kto nigdy nie popełnił żadnego wykroczenia przeciwko Bogu, taki nawrócony grzesznik, który nagle doznaje jakichś specjalnych zaszczytów z tego powodu, że się nawrócił, jest uzurpatorem, a samo traktowanie w taki sposób tego, który jest prawowierny i tego, któremu tej prawości w pewnym momencie zabrakło jest zwyczajnie niesprawiedliwe. Z punktu widzenia Boga jest jednak inaczej. Warto wrócić na właściwą drogę - z tysiąca powodów. Warto, bo dla Boga warto zrobić wszystko, po prostu wszystko.

Również wartą poznania i naśladowania jest postać dobrego Samarytanina. Ten człowieka pomógł i opatrzył kogoś, kto był z wrogiego dla niego ludu. Nie można być chyba bardziej zaszczyconym pomocą niż ten człowiek, który pobity i okradziony leżał przy drodze i prędzej spodziewałby się pioruna z nieba niż pomocy z takiej strony... Samarytanin po prostu miał dobre serce (tu określenie: po prostu ma szczególną wagę, szczególne znacznie), pomógł komuś, komu - kalkulując system strat i zysków - nie powinien pomagać, bo nie przyniosłaby mu ta czynność żadnych zysków, nie powinno się przecież pomagać wrogowi - jeśli już, to tylko i wyłącznie komuś, kto jest naszym dobrym znajomym, przyjacielem, kimś, kogo możemy uznać za tego, kto może nam odpłacić taką samą monetą, albo też należy do tej samej grupy etnicznej (Samarytanie byli uważani przez Izraelitów za rasę niższą, czyli Samarytanin nie powinien pomagać Izraelicie w odwecie za złe traktowanie). Ten dobry Samarytanin potrafił przełamać barierę, jaka dzieliła przedstawicieli obu tych narodów i wyciągnąć rękę do kogoś, kto z pewnością nie pomógłby mu, gdyby znalazłby się w tej samej sytuacji.

Podstawowym przesłaniem Biblii jest miłość bliźniego. Na nim właśnie opiera się całą nauka Jezusa, który powiedział, aby kochać wszystkich ludzi, przy czym taka miłość jest możliwa tylko wtedy, gdy potrafimy kochać samych siebie. Tylko w takim wypadku wiemy, jak obdarzać uczuciami innych ludzi. Nie możemy nie kochać siebie i starać się dawać miłość innym, bo zawsze będzie ona miłością ułomna. Tylko na postawie miłości własnej możemy żywić uczucie do drugiej osoby. Właśnie ideałem nie jest pomoc dla tych, których znamy i lubimy, ale pomoc tym, którzy naszej sympatii nie wzbudzają.

Nie jest łatwo sprostać tak wygórowanym wymaganiom, ale wiadomo też, że nic, co dobre nie przychodzi bez trudu. Warto rzucić wyzwanie samemu sobie po to przede wszystkim, aby osiągnąć choć cześć z tego, co sobie zamierzyliśmy.