1. Sytuacja w zaborze rosyjskim po upadku powstania listopadowego. Odradzanie się ruchów narodowych w latach 50-tych XIX wieku i skutki ruchu w Radomiu

Pacyfikacja powstania listopadowego na długo pozostała w pamięci Polaków. Polityka carska uniemożliwiała przez trzydzieści lat w skuteczny sposób tworzenie nowych spisków. Ziemie Królestwa tylko w nieznacznym stopniu dotknął ogólnoeuropejski ruch Wiosny Ludów. Żył wciąż pacyfikator - Iwan Paskiewicz, Polacy byli w trudnej sytuacji.

Sytuacja uległa zmianie w połowie lat 50-tych. Umarł wtedy Mikołaj I, ale również Paskiewicz. Zmarły car wplątał Rosję w niekorzystną dla niej wojnę z Turcją. Nowy car - Aleksander II musiał pójść w kraju na pewne liberalne ustępstwa, wprowadził m.in. w 1861 roku uwłaszczenie chłopów. Również do Królestwa dotarła fala tej tzw. "posewastopolskiej odwilży", budząc szybko nadzieje na walkę o niepodległość kraju w obliczu osłabienia zaborcy. Jak grzyby po deszczu wyrastały konspiracyjne organizacje, wzmogły się masowe demonstracje patriotyzmu. Do kraju za pośrednictwem zachodniej emigracji docierały idee z Włoch Garibaldiego.

Ukaz o uwłaszczeniu z 1861 roku nie objął ziem Królestwa Polskiego, co zadecydowało o jego gospodarczym, a przede wszystkim społecznym, zacofaniu. Radykalne poglądy w tej kwestii i kwestiach zniesienia społecznych różnic pochodzenia stanowego często towarzyszyły organizacjom spiskowym. Gros tajnych związków powstawało bowiem w środowisku studenckim: Kolo Oficerów Z. Sierakowskiego w Petersburgu, Związek Trojnicki o radykalnych poglądach w Kijowie. Potem organizacje na warszawskich uczelniach: Akademii Sztuk Pięknych i Akademii Medyko-Chirurgicznej. Tajne koła zaczęły tworzyć sieć spiskowa na prowincji przez odważną agitację. Wysyłano delegatów, gromadzono młodzież ze szkół niższego szczebla. Organizacje pragnęły walki o niepodległość.

Na terenie Królestwa wzrosły nastroje patriotyczne, manifestowane na masowych spotkaniach w rocznice narodowe. Zazwyczaj śpiewano solidarnie pieśń " Boże, coś Polskę". Przez Warszawę przewinęło się kilka dużych manifestacji, niektóre skończyły się tragicznie; Ludność masowo przybyła na pogrzeb Zygmunta Krasińskiego w 1859 roku. Kolejną okazją do demonstracji patriotyzmu stał się pogrzeb wdowy po obrońcy Woli, generale Sowińskim w

1860. Manifestacja uczczono rocznicę wybuchu powstania listopadowego oraz bitwy pod Grochowem. Ta ostatnia manifestacja zgromadziła tłumu 25 lutego 1863 i dwa dni później, gdyż Rosjanie rozpędzili pierwszy pochód. W starciach z żandarmerią rosyjską pacyfikująca pochód zginęło pięć osób, kolejne zostały ranne. Pacyfikacja tej manifestacji były dla Polaków sygnałem, że car uporządkował juz sprawy wewnętrzne i nie pozwoli na żadne separatystyczne tendencje. Mimo to, nastroje jeszcze się podniosły, cara uznano za zbrodniarza, naród zjednoczyły nabożeństwa żałobne odbywające się również na prowincji. Kobiety przywdziały czarne suknie lub inne emblematy żałoby.

Car w tym czasie przywrócił dla uporządkowania sytuacji Komisję Wyznań i Oświecenia Publicznego i na jej czele postawił Polaka o poglądach lojalistycznych - Aleksandra Wielopolskiego. On postanowił o rozwiązaniu polskiego towarzystwa Rolniczego i Delegatury Miejskiej stronnictwa białych. W demonstracji przeciw tym decyzjom zginęło 8-go kwietnia w Warszawie na Placu Zamkowym około 100 osób, co tym bardziej wzmogło działalność kół przygotowujących zbrojne wystąpienie.

W Królestwie Polskim w tym samym czasie doszło do szeregu wystąpień chłopów, którzy oczekiwali korzystnego dla nich rozwiązania kwestii agrarnej i czuli się pominięci przez cara. To dawało szanse na wciągnięcie ich do walki o niepodległość.

Ruch patriotyczny w Królestwie Polskim podzielił się na dwa obozy. W końcu roku 1861 kręgi burżuazji, ziemiaństwa utworzyły organizacją tzw. Białych. Ze względu na przekrój społeczny grupy możemy domyślać się, że mieli oni raczej poglądy konserwatywne zarówno w kwestii uwłaszczenia, jak i walki o niepodległość. Biali, z bankierem, Leopoldem Kronenbergiem i hrabią Andrzejem Zamoyskim na czele jako podstawowy cel przyjmowali poszerzenie zakresu autonomii i wykorzystanie go dla pracy dla narodu. W polityce liczyli na działania zachodniej dyplomacji, z którą białych łączyła postać księcia Władysława Czartoryskiego. Organizacja białych powstała jako odpowiedź na poglądy radykalna, obozy więc nie potrafiły nawiązać ze sobą współpracy. W czasie powstania ujawnią się nawet prywatne zatargi i będzie dochodzić do pojedynków między białymi a radykalnym czerwonymi.

Wyrosły z tajnych kółek, młodzieżowych organizacji spiskowych ruch "czerwonych" miał poglądy radykalne w kwestii walki o niepodległość (planowali powstanie) oraz w kwestii uwłaszczenia (bez odszkodowań). Początkowo ruch nie miał znaczącej pozycji; to z jego szeregów pochodzili polegli w manifestacjach, Rosjanie rozbijali kółka przeprowadzając masowe aresztowania. Ruch był słaby również z powodu braku koordynacji działań przez struktury centralne, których po prostu brakowało. Zaczęło się to zmieniać wraz z utworzeniem w październiku 1861 roku "Komitetu Ruchu", na którego czele stanął Apollo Nałęcz - Korzeniowski i Ignacy Chmieleński. Ruch czerwonych był z Paryża inspirowany przez Ludwika Mierosławskiego. Rozpoczęto tworzenie organizacji prowincjonalnej, wysyłając delegatów i agitując. Przełom w organizacji czerwonych nastąpił wraz z przybyciem do Warszawy Jarosława Dąbrowskiego, "Łokietka". Swoja osobowością zdobył kierownicze pozycje w Komitecie Ruchu; Został jego członkiem i naczelnikiem Warszawy. Dąbrowski był zwolennikiem szybkiego powstania i rozpoczął przygotowania. W czasie jego dominacji czerwoni nawiązali współpracę z tajną rosyjską organizacją "Ziemla i Wola". Kierownictwo ruchu utworzyło struktury centralne pod nazwą Komitetu Centralnego Narodowego. W lipcu 1862 roku KCN określił "Program" wyznaczający cele powstania: przywrócenie pierwotnych granic Polski sprzed 1771 roku oraz wprowadzenie na terenie kraju ustroju demokratycznego, pozbawionego stanowych różnic. Mocno wypowiadano się za uwłaszczeniem i planowano wciągnąć do walki ludność wsi, pod hasłem walki o postulaty niepodległościowe i społeczne zarazem. Program skierowany został do mieszkańców trzech zaborów oraz Ukrainy i Litwy.

Sytuacja w kraju była coraz bardziej napięta. Władze wykryły sprzysiężenie polskich oficerów w carskiej armii. Przeprowadzono egzekucje trzech członków związku, co doprowadziło czerwonych do decyzji o podjęciu działalności terrorystycznej. Przeprowadzono nieudane zamachy na rosyjskiego gubernatora Aleksandra Ludersa oraz księcia Konstantego. Również coraz bardziej znienawidzony Aleksander Wielopolski uszedł z życiem z zamachu. Kręgi niepodległościowe uważały Wielopolskiego, uznającego walkę powstańczą za niebezpieczne awanturnictwo, za ślepe narzędzie w carskich rękach. W wyniku zamachów władze nasiliły śledztwo. W jego wyniku aresztowano dąbrowskiego, co znacznie osłabiło czerwonych. Wyznaczone na lato powstanie odłożono.

Mimo osłabienia organizacji, przygotowania do powstania trwały. Komitet Centralny Narodowy zdołał wytworzyć przedstawicielstwa w większych miastach i na prowincji. Działalność czerwonych była solą w oku dla Aleksandra Wielopolskiego, który uważał, że więcej można zyskać za pomocą rozpoczętych przez niego reform (udało mu się m.in. wprowadzić język polski do szkół oraz uzyskać utworzenie Szkoły Głównej w Warszawie). Od 1864 roku Wielopolski był naczelnikiem cywilnego rządu. Zdawał sobie sprawę z działalności konspiracyjnej oraz skomplikowanej sytuacji między polskimi obozami. Liczył na to, że po rozbiciu czerwonych biali w całości przejdą na jego pozycje. Aby osłabić organizację postanowił ogłosić pobór do rosyjskiego wojska a następnie rozesłać młodzież po garnizonach w głębi Rosji. Zmienił praktykę poboru: nie losowano już poborowych, ale przygotowano imienne listy, na których znaleźli się głównie mężczyźni związani z organizacją czerwonych i tzw. "politycznie podejrzani". Nie przewidywano możliwości wykupienia się od służby. Decyzja została podjęta jesienią; w grudniu władze rozbiły tajna drukarnię w Warszawie. Ogłoszono rozpoczęcie branki na połowę stycznia.

Od początku stycznia czerwoni prowadzili debaty na temat konieczności wybuch powstania. Bardziej umiarkowani z czerwonych wahali się, choć oczekiwano, że młodzież zbojkotuje brankę. Jednak były poważne argumenty przeciwko podejmowaniu walki w tym terminie: ostre mrozy, nieprzygotowanie do walki (od 30 lat nie istniała polska armia, nie było wyszkolonych oficerów), brak kadry dowódczej. Decyzję podjęto po powrocie z Paryża radykalnego w poglądach Stefana Bobrowskiego. On, wraz z Zygmuntem Padlewskim przekonał Komitet o konieczności podjęcia walki. Wyznaczono wtedy (3-go stycznia) naczelników okręgów wojskowych odpowiadających poszczególnym województwom. Oczekiwano na przybycie dwóch z nich z Paryża. Wzmożono przygotowania na prowincji.

W województwie sandomierskim, w którym znajdował się interesujący nas w tej pracy Radom również trwała agitacja od początku lat 60-tych. Podobnie jak w innych częściach kraju nastroje patriotyczne najsilniejsze były wśród młodzieży. Pozbawiona w gimnazjach możliwości nauki o historii swojej ojczyzny młodzież organizowała tajne kółka kształcenia. Koncentrowały one młodych patriotów, tworzono tajne związki i myślano o powstaniu. Działały sprawnie kolka budujące kulturę fizyczną, trenowaną z myślą o walce. Odbywały się zajęcia z musztry i fechtunku. Wszystkie działania były tajne i odbywały się w prywatnych mieszkaniach, w których gromadziło się jednorazowo kilkanaście osób.

Komitet czerwonych rozsyłał delegatów po całym Królestwie. Pierwszym większym wydarzeniem były obchody rocznicy wybuchu powstania, które na prowincji odbyły się zgodnie z wytycznymi przekazanymi z Warszawy. W Radomiu obchody odbyły się w klasztorze bernardynów. Przybył tam delegat z Warszawy oraz weterani powstania listopadowego. Delegat rozdał zebranym tekst pieśni "Boże, coś Polskę", który uroczyście odśpiewano. S. Kieniewicz przytacza relację świadka tamtych wydarzeń , który podkreśla: "Zebrały się wszystkie stany...". Delegat został bardzo dobrze przyjęty i od tego momentu rozpoczęto tworzenie zorganizowanej sieci spiskowej. Utworzono tzw. "trzydziestkę" - grupę trzydziestu najbardziej zaangażowanych i posiadających zdolności przywódcze młodych ludzi. Siec tworzył dalej młodzieżowe "dziesiątki", werbowane przez każdego z owych trzydziestu. Agitacja trwała wśród młodzieży gimnazjalnej, ale również docierała do młodzieży rzemieślniczej. Delegaci czerwonych przybliżali im idee walki o niepodległość w patriotycznych przemówieniach, świetnymi agitatorami okazali się gimnazjaliści.

Organizacja rozrastała się bardzo szybko. Po wydarzeniach na Placu Zamkowym ujawniły się grupy patriotyczne, które manifestowały swoje niezadowolenie wobec carskich urzędników urządzając w nocy tzw. "kocią muzykę" pod ich oknami. W Warszawie zginął Zdzisław Rutkowski, właściciel majątku w Jaszowicach koło Radomia. Odpowiedzią były ataki z 28 marca, w których udział wzięła solidarnie młodzież gimnazjalna i rzemieślnicza. Kocia muzyka dotknęła urzędników w całym mieście, wybijano szyby m.in. radcy policji, komendantowi żandarmów, naczelnika powiatu radomskiego itp.

Te wystąpienia zmusiły do pewnych ustępstw generała gubernatora Oppermana. Powłał on Delegację miejską i usunął do koszar Kostrowski Pułk Piechoty, którego żołnierze również zostali zaatakowani. Porządku w mieście mieli pilnować cywilnie konstable, często rekrutujący się z gimnazjalistów. Ta sytuacja utrzymał się jedynie niecałe trzy tygodnie, gdyż 15 kwietnia delegacje i konstablów rozwiązano. Władze postanowiły przejąć kontrolę nad zapalnymi ogniskami w szkołach; otrzymano wytyczne z Warszawy, by młodzież ściślej inwigilować.

Wyciszono spiskowców, powtarzały się nieliczne występy "kociej muzyki" i śpiewani patriotycznych pieśni (jako pierwszy publicznie w 1861 roku Adam Raczkowski zaśpiewał w czasie balu "Jeszcze Polska nie zginęła..."). 19 maja 1861 roku zebrały się tłumy pod figurą Matki Boskiej przed kościołem oo. Bernardynów. Figura nosiła szarfy w barwach narodowych. Ta pokojowa manifestacja patriotyzmu spotkała się z atakiem rosyjskiego wojska, które rozpędziło ludzi przy pomocy kolb i bagnetów. Byli lekko ranni. Kolejna, ostatnia manifestacja odbędzie się 7 września. Jednak ludzie manifestowali uczucia narodowe również w inny sposób: sypanie kopców upamiętniających bohaterów walk, śpiewanie pieśni. Do akcji włączył się Kościół katolicki: księża głosili patriotyczne i wzywające do walki kazania.

We wrześniu demonstrowano w rocznicę pacyfikacji Warszawy przez Iwana Paskiewicza. Młodzież zgromadziła się na Starym Mieście Radomia i zniszczyła szyby Polaków współpracujących z zaborcą, zaatakowano restauracje, gdzie jadali Rosjanie a także urządzono "kocią muzykę" dyrektorowi gimnazjum: Feliksowi Żochowskiemu. Organizacja nie poniosła strat, gdyż młodzież działał pod osłoną mroku i udało się jej rozpierzchnąć po przybyciu milicji carskiej. Do aresztowań nie doszło.

W 1862 roku w Królestwie Polski został wprowadzony stan wyjątkowy. Naczelnik cywilny został zastąpiony przez wojskowego. Został nim generał Uszakow. Naczelnik cywilny miał szersze kompetencje i większą moc sądzenia. W takiej sytuacji publiczne wystąpienia zanikły i przygotowania do powstania toczyły się w podziemiu. Z młodzieżówek próbowano utworzyć oddziały wojskowe, dlatego odbywano regularne ćwiczenia musztry i walki. Trudno się dziwić represjom, które spotkają Kościół katolicki po powstaniu: ćwiczenia w Radomiu odbywały się w refektarzu u bernardynów. Zresztą do walki przygotowywali się również klerycy w całym województwie sandomierskim. Uczono ich musztry.

Przystąpiono do tajnej agitacji wśród ludu, by zapewnić sobie zaplecze w momencie wybuchu powstania. I tutaj dużą rolę odgrywali księża, budujący w umysłach chłopów poczucie narodowej świadomości i tłumaczący konieczność zapomnienia sporów z ziemianami i wspólnej walki o niepodległość.

W czasie grudnia i na początku stycznia w Warszawie podejmowano decyzje o powstaniu. Na okręg przypadający na lewy brzeg Wisły wyznaczono ja naczelnika Mariana Langiewicza, który dotąd był wykładowcą w szkole w Cuneo. Pod koniec grudnia donoszono z Radomskiego (gdzie dowodzić mieli wyznaczeni prze KCN Rogoziński i Wereszczyński), że "opinia publiczna jest dostatecznie przygotowana do powstania", jak przytacza monografista powstania styczniowego S. Kieniewicz.

  1. Wybuch i przebieg powstania w Królestwie Polskim i na ziemi radomskiej

Decyzja o podjęciu działań w momencie rozpoczęcia poboru została podjęta na początku stycznia. Oczekiwano na przybycie dowódców (np. Walentego Lewandowskiego na Podlasie). Rosjanie rozpoczęli realizację poboru dokładnie w połowie miesiąca, w nocy. Początkowo mieszkańcy stolicy byli zaskoczeni i 1500 poborowych milicja zgromadziła w Cytadeli Warszawskiej. Część młodych ludzi uciekła i schroniła się w Puszczy Kampinowskiej. Komitet Centralny Narodowy zebrał się 18 stycznia. Pragnął zapobiec przeprowadzeniu poboru na prowincji Królestwa, dlatego ustalił termin wybuchu na 22 stycznia (branka na prowincji miała się rozpocząć 25 stycznia).

Komitet rozesłał emisariuszy do wszystkich organizacji w kraju, uważano bowiem, że jedyną szansą na przejęcie kontroli jest efekt zaskoczenia armii rosyjskiej. Wszyscy, 8 województw miało podjąć walkę w nocy z 22 na 23 stycznia.

Tej nocy Komitet Centralny Narodowy został przekształcony w Tymczasowy Rząd Narodowy. Opracowano manifest rządu, wzywający do walki zgodnie z "Programem" narody Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy. Istotna sprawą było pozyskanie poparcie ludności wsi, dotąd często pacyfikującej powstania "szlacheckie". Jan Maykowski i Maria Ilnicka opracowali dwa dekrety rządu, rozwiązujące sprawę agrarną na następujących warunkach: chłopi mieli otrzymać ziemie, które uprawiali, natomiast ci, którzy w momencie wybuchu powstania byli bezrolni mieli otrzymać po trzy morgi ziemi za udział w walkach. Ziemianie mieli otrzymać odszkodowania. Wprowadzono surową dyscyplinę: niepodporządkowujący się dekretom mieli być skazywani na karę śmierci. To wskazuje na to, jak zależało rządowi na poparciu chłopów. W manifeście, zgodnie z nurtem społecznych reform głoszonych przez czerwonych, znalazła się również obietnica zniesienia stanowych nierówności.

Rozkaz podjęcia walki i dekrety posłano do wszystkich województw. Jak się okazało do walki pierwszej nocy przystąpiło jedynie 4 z 8-miu. Celem uderzenia miało być w pierwszej kolejności opanowanie większego miasta i terenu wokół niego, by rząd mógł się ujawnić i stworzyć administrację. Zdawano sobie sprawę, że zdobycie Warszawy trzeba odłożyć. Początkowo miał być to Płock, jednak wyprawa tam nie udała się.

Pierwszej nocy zweryfikowały się dane KCN dotyczące ilości powstańców i okazało się ich mniej, niż to głosiły raporty z terenu. Do walki stanęło około 6 tysięcy żołnierzy. Rosjanie dysponowali rzeszą 100-tysięczną, rozmieszczona w wielu garnizonach. Równie żałosne było wyposażenie powstańców w broń: 600 strzelb myśliwskich, a więc jednostrzałowych, kosy, drągi, broń biała.

Zaatakowano około 30-tu garnizonów. Scenariusz walk niestety zazwyczaj był taki sam: jeśli nawet początkowo osiągnięto sukces, Rosjanie wracali z większą masą żołnierzy i zmuszały oddziały do wycofania się lub rozbijali je, aresztując dowódców. Nie udało się więc opanować większego terenu, jedynym sukcesem było zmuszenie zaskoczonych Rosjan do koncentracji wojsk, co otworzyło drogę do walki partyzanckiej. Po stronie Polaków, wezwani manifestem, który ogłaszał walkę z carem, ale nie z narodom rosyjskim, stanęli niektórzy Rosjanie. Z rejonu Radomia przybył były pomocnik wojsk rosyjskich Stanisław Nikoforow. Wszelkie dezercje i pomoc Polakom Rosjanie najsurowiej karali.

Na początku powstanie posiadało dyktatora jedynie formalnie. Wybrany na to stanowisko przez czerwonych Ludwik Mierosławski przebywał w Paryżu i należało wysłać do niego emisariuszy powstańczego rządu. Faktycznie dowodził jednak z Warszawy Stefan Bobrowski.

Również ziemia radomska znalazła się w centrum walki powstańczej. Marian Langiewicz planował uderzenie na 8 miejscowości wokół Radomia. Udało mu się pozyskać pomoc dla powstania ze trony robotników z Suchedniowa i Wąchocka. 23 stycznia uderzono na Szydłowiec, Bodzentyn oraz Jedlnię. Pod Szydłowcem Langiewicz dowodził przy pomocy oficera zbiegłego z armii rosyjskiej - Jasińskiego. Miasto początkowo opanowano, powstańcy uzupełnili zapasy broni i amunicje, którą zostawił wyparty z miasta garnizon rosyjski. Rosjanie, stosując swoja stałą taktykę powrócili nazajutrz i spacyfikowali miasteczko. Zabito i aresztowano kilkudziesięciu mieszkańców. Pojmani zostali uznani za jeńców wojennych. Straty wśród powstańców nie były duże: 5 poległych. Jednak do niewoli dostał się ranny Jasiński, co pozbawiło powstańców jednego z dowódców.

Do zwycięstw należał atak na rotę rosyjskich saperów w Jedlni przeprowadzony przez oddział Dionizego Czachowskiego i weterana powstania węgierskiego, który powrócił z emigracji, Narcyza Figietti'ego. Polakom udało się otoczyć i rozbroić Rosjan bez jednego wystrzału z broni. W ręce powstańców trafiły amunicja i wyposażenie wojskowe oraz bardzo potrzebne w tym okresie ciepłe ubrania. Rosjanie powrócili, lecz zostali pokonani (zginęło 9-ciu żołnierzy roty, 11 zostało rannych.

Po zajęciu Suchedniowa, Iłży oraz Ostrowca wprowadzono na ich terenie administrację Rządu Narodowego oraz proklamowano walkę i realizację dekretów uwłaszczeniowych. W Suchedniowie powstańcy przejęli finanse Kasy Zarządu Górniczego.

Po atakach pierwszej nocy oddziały na rozkaz naczelnika Langiewicza miały skoncentrować się w Wąchocku. Stąd wyruszy Langiewicz na Kielecczyznę, a oddziały odnoszące sukcesy w Małopolsce za jego dyktatury, choć mało się o tym piesze w podręcznikach, składały się głównie z mieszkańców ziemi radomskiej.

Langiewicz stacjonował już w Wąchocku, gdzie uzyskał poparcie robotników oraz zaplecze kadrowe w postaci młodzieży gimnazjalnej. Na Wąchock ruszyły pozostałe oddziały, dozbrojone w napadach.

Dowódca został ostrzeżony przez cywilnego naczelnika miasta (który depeszował za pośrednictwem gimnazjalisty - Walerego Przyborowskiego), że Rosjanie skoncentrowali siły w Radomiu i pod dowództwem generała Marka wyruszyli przeciw niemu. Z południa (z Kielc) wyruszyła druga rosyjska wyprawa dowodzona przez majora Bentkowskiego.

Oddział Czachowskigo i Figiettiego wyruszył z Jedlni, aby jednak połączyć się z oddziałem Langiewicza musiał stoczyć potyczki pod Błotem i pod Bzinem. Ostatecznie przybył do Wąchocka. Podobnie jak grupa Dawidowicza. Z Wąchocka Langiewicz wyruszył w stronę Gór Świętokrzyskich. Wojsko rosyjskie z Radomia i Kielc spacyfikowało Wąchock, Bzin i Suchedniów i wycofało się do swoich garnizonów.

W Kieleckiem oddział Langiewicza liczył około 1200 osób. Dowódca miał czas na uporządkowanie oddziału przed przybyciem kolumny carskich wojsk pod dowództwem pułkownika Czengiery' ego. Wojska Langiewicza skoncentrowały się w Nowej Słupi, gdzie zostały zaatakowane z zaskoczenia i wyparte. Czengiery nie zdobył jednak tamtejszego klasztoru. Walki trwały, ale sytuacja Polaków była coraz bardziej niekorzystna. Langiewicz musiał zrezygnować z rozstrzygnięcia bitwy z powodu braku amunicji. Oddziały wycofały się do Staszowa, gdzie odniosły zwycięstwo w potyczce z Rosjanami 17 lutego 1863 roku. W Małogoszczy oddział Langiewicza połączył się z grupą wojska z Krakowskiego pod dowództwem Jeziorańskiego. Tutaj stoczono jedną z najkrwawszych bitew: zginęło lub zostało rannych około 1000 powstańców. Z ocalałą grupą 1000 żołnierzy Langiewicz ruszył w stronę Krakowa, kierując się na Pieskową Skałę.

Na pozostałych ziemiach oddziały były wypierane przez Rosjan. Nie udało się zrealizować planu minimum i osadzić rządu w większym mieście. Efekt zaskoczenia ustał i Rosjanie rozpoczęli wypieranie Polaków.

Komisja Wykonawcza z Bobrowskim zorganizowała administrację cywilną, sprawnie działająca pocztę do przekazywania rozkazów. Ustalono system poboru podatków na potrzeby powstańców. Wciąż brakowało jednak centralnej, silnej władzy dyktatora. Mierosławski niechętnie przyjął funkcję i zwlekał z przyjazdem aż do połowy lutego. Szybko zniechęcił się do dowodzenia. Ruszył ze swoim oddziałem na Kujawy, gdzie 19 i 21 lutego poniósł klęski pod Krzywosądzem i Nową Wsią. Mierosławski cierpiał na zbyt wysokie ambicje i nie nadawał się na naczelnego wodza. Po tych klęskach wyjechał do Paryża, gdzie głosił propagandę o fatalnym przygotowaniu powstania. Brak dyktatora osłabił powstanie.

W marcu do powstania oficjalnie przystąpili biali. Już wcześniej, po wybuchu powstania, niektórzy zmienili poglądy i chwycili za broń. Bogaci biali nieoficjalnie wspierali powstanie finansowo. W wyniku zachęty państw zachodnich biali przystąpili do powstania, próbując przejąć kierowniczą rolę. Nie był wciąż możliwy kompromis z białymi, zbyt wielkie były różnice poglądów, by utworzyć wspólny rząd. Biali poparli za to kandydaturę Langiewicza na dyktatora. Odnosił on sukcesy militarne, co nie było częste w czasie walk. Poza tym był dobrym dowódcą, potrafił manewrować oddziałami, by stawać do walki w dogodnych dla siebie warunkach.

Langiewicz otrzymał decyzję w obozie w Małogoszczy i 11 marca, przy poparciu Tymczasowego Rządu Narodowego, ogłosił się dyktatorem powstania. Wydał odezwę zatytułowaną "Główna Kwatera - Goszcza 1863 roku". Odnoszone wcześniej sukcesy i potrzeba dowództwa sprawiły, że Langiewicz miał duży autorytet w całym Królestwie. Decyzja została przyjęta z zadowoleniem i oddziały powstańcze podporządkowały się Langiewiczowi. Na czas jego tygodniowej dyktatury notuje się największe nasilenie walk w całym okresie powstania.

Giler, Janowski i Bobrowski, wysłannicy rządu, ruszyli do Małogoszczy. Nie zastali tam już dyktatora i jego oddziału. Wymknął się on przy pomocy umiejętnego manewru z rosyjskiej obławy i udał się w stronę Gór Świętokrzyskich. Pokonał oddział pułkownika Czengiery pod Chrobrzem i wymknął się znowu Rosjanom. Pod Grochowiskami został jednak zaatakowany. Odniósł tam "pyrrusowe" zwycięstwo nad oddziałem liczącym 2400 piechurów wspomaganych przez jazdę i 6 dział. Wielu powstańców poległo i Langiewicz stanął w obliczu krytycznej sytuacji. W tej sytuacji rada wojenna postanowiła o podziale oddziału i kontynuowaniu walki partyzanckiej. Rozbity oddział wyruszył w dwie strony: część powstańców ruszyła w stronę Radomia, Langiewicz miał przekroczyć z niewielką grupą granice Galicji i udać się prowadzić walki na Lubelszczyznę. Po nieudanej akcji sam przekroczył granicę austriacką i został szybko internowany przez Austriaków i skazany na więzienie.

W województwie sandomierskim, gdzie docierały resztki oddziałów Langiewicza dowódcą wojsk powstańczych został znany z potyczek pod Jedlnią Dionizy Czachowski, 8 kwietnia awansowany z rangi kapitana na pułkownika. Czachowski odnosił, podobnie jak Langiewicz, zwycięstwa, dlatego zyskał ogromna popularność i szacunek. Ludzie zaczęli go nazywać na terenach Radomskiego "polskim królem". Czachowki prowadził konsekwentną i radykalna politykę, więc u Rosjan, ze względu na swój wiek zyskał sławę "Krwawego starca". Żaden z tych przydomków nie oddawał jego osobowości. Choć bowiem był dla żołnierzy surowy i wprowadził w oddziałach ścisłą dyscyplinę, dla żołnierzy był "ojcem" lub po prostu pułkownikiem, mimo nominacji na naczelnika okręgu.

Dionizy Czachowski stawiał wyzwania armii carskiej i konsekwentnie realizował akcje odwetowe na armii carskiej za pacyfikacje opuszczonych przez powstańców miejscowości. Nienawidził go generał Uszakow, który zajął Radom po opuszczeniu go przez Czachowskiego i przeprowadził tam serię terroru i represji. Ba wieść o tym przebywający w Grabowcu (k. Iłży) Czachowski wystosował do generała Uszakowa pismo, które podpisał również jego szef sztabu o nazwisku Eminowicz. Polacy napisali jak do równego im dowódcy: "Szanowny kolego! Gdy wojsko polskie opuściło Grabowiec, zajęło go wojsko moskiewskie i dopuściło się tam morderstw, zabiwszy kilku bezbronnych mieszkańców i poraniwszy zgrzybiałego proboszcza. Otóż według Pisma Świętego ząb za ząb, oko za oko. Od tej chwili oznajmiam ci pod słowem honoru, że każdego żołnierza carskiego, który się dostanie w moją niewolę, bez pardonu wieszać będę!!. Podpisano: Czachowski i Eminowicz".

Generał Uszakow poruszony do głębi długo nie radził sobie z oddziałami Czachowskigo. Pod Stefankowem oddziały powstańcze pokonały znacznie liczniejszy oddział rosyjski, zdobywając furgony z amunicją, 54 karabiny oraz pojmano 11 jeńców. Od kwietnia do maja Czachowski walczył jeszcze pod Jeziorkami i Rzeczniowem, gdzie znowu odnosił zwycięstwa. Kolejno odbył potyczki pod Bukownem, Rusinowem i Niekłaniem, aż 11 czerwca Czachowski dowodził po raz ostatni w bitwie w lasach Siekierzyńskich.

Prócz walki z Rosjanami musiał uporać się z chłopską reakcją w powiatach opoczyńskim i koneckim. Chłopi w tym okresie coraz częściej występowali przeciw powstaniu, utworzony w maju Rząd Narodowy zdominowany przez białych zaniedbał bowiem uwłaszczenia.

  1. Upadek powstania. Klęski oddziałów w Królestwie i w Radomskiem

Rząd Narodowy został osłabiony aresztowaniami, w kraju szalał terror wobec ludności cywilnej rozpoczęty przez namiestnika F. Berga. Trwał konflikt między białymi i czerwonymi. W takiej trudnej sytuacji dyktaturę, w wyniku braku szans na rząd kolegialny, powierzono Romualdowi Trauguttowi, oficerowi związanemu z "białymi". Przejął władzę w październiku i rozpoczął konsekwentnie wdrażać program społeczny, szczególnie uwłaszczeniowy, czerwonych, by wiosną zwołać pospolite ruszenie i stanąć do walki na czele armii Ludowej.

Oddziały polskie były wtedy już bardzo osłabione, brakowało organizacji wojskowej. Traugutt przystąpił do przekształcania grup powstańczych w regularną, zhierarchizowaną armię. Powierzył dowództwo świeżo utworzonych 5 korpusów doświadczonym dowódcom.

Niestety, jak się okazało, działania te zostały podjęte za późno.

Na czele wojsk wspólnie potraktowanych Sandomierskiego i Krakowskiego stanął generał Józef Hauke-Bosak. Razem dysponował 1200 żołnierzami, którymi dowodzili m.in. Zygmunt Chmieleński, Jan Rudowski, Karol "Rębajło" Kalita.

Hauke-bosak przez dłuższy czas okazywał się jedynym wykonawcą dyspozycji Traugutta. Przez długi czas wymykał się z rosyjskich zasadzek, stosując doskonałe manewry, by uniknąć otwartej walki z licznym przeciwnikiem. Rosjanie bowiem rozpoczęli kontratak i książę Konstanty uruchomił kolumny wojsk. 6 listopada zginął znienawidzony przez Rosjan Czachowski, co poprawił rosyjskie nastroje. Jego oddział został rozbity, a Rosjanie ruszyli w kierunku cisowa. Nadal dowodził Czengiery, wodzony za nos przez generała Hauke-Bosaka.

Ten stanął do walki pod Strojnowem, ale bitwa nie zakończyła się zdecydowanym rozstrzygnięciem. Polskie siły wzmocniły posiłki z dawnego oddziału Czachowskiego oraz szwadron jazdy pod dowództwem rotmistrza Prędowskiego.

W wyniku dobrej koordynacji oddziały przeprowadziły udany atak i zajęcie Opatowa 28 listopada 1863, co wzmocniło pozycje Traugutta. Na Kielecczyźnie i w województwie sandomierskim Bosak odnosił kolejne zwycięstwa: pod Szczekocinami i Ociesękami. Ten okres zwycięstw jednak szybko się zakończył. Stało się to 16 grudnia, gdy oddziały generała Hauke-Bosaka i pułkownika Chmieleńskiego, najlepszego oficera w tym rejonie, zostały zaatakowane podczas przeprawy przez rzekę Kamienną. Polacy stracili wtedy znaczną część swojej 450-konnej jazdy, a Chmieleński dostał się do niewoli. Rosjanie wykorzystali jego schwytanie propagandowo. Przewieźli go do Radomia, wkraczając do miasta przy wtórze orkiestry. Jeniec został przewieziony tylko po to, by 23 grudnia urządzić publiczną egzekucję.

Generał Hauke-Bosak zmienił politykę, straciwszy większość sił zbrojnych. Zajął się tworzeniem administracji cywilnej przy pomocy księdza Kacpra Kotkowskiego. Zgodnie z zaleceniami dyktatora rozpoczął wprowadzanie w życie dekretów uwłaszczeniowych. 27 grudnia Traugutt zarządził karanie śmiercią niezdyscyplinowanych ziemian, wciąż zmuszających do odrabiania pańszczyzny i pobierającym czynsz, działało to bowiem przeciw narodowemu interesowi. Chłopi darzyli za to szacunkiem "swojego generała", jak go nazywali" i byli gotowi stawić się na pospolite ruszenie.

Jednak polityka Traugutta nie przyniosła efektów wobec raz puszczonej polityki terroru. Uderzył w zaplecze organizacyjne powstanie składające się z ludności cywilnej. Naczelnicy wojskowi otrzymali nakaz stosowania wobec całych miejscowości odpowiedzialności zbiorowej. Postanowił również uporać się z partyzantką, której terenem działania były lasy. 20 stycznia1864 wydał dekret o wycince lasów, by zabrać powstańcom pole manewru, możliwość zaskoczenia armii rosyjskiej nagłym atakiem. Na otwartym terenie powstańcy zazwyczaj nie mieli szans w starciu z rosyjskimi oddziałami. Rozpoczęła się szybka pacyfikacja partyzantów. Do wyrębu lasów w Radomskiem zatrudniono chłopów, jednak zostali oni rozpędzeni przez oddziały powstańcze: "pod grozą śmierci za dalsze wycinanie".

Powstańcy prowadzili akcje dywersyjne i rozprawiali się z wrogami. Tajemniczą pozostaje sprawa porwania i stracenia czterech osób: Wasyla Lipkowskiego (zdymisjonowanego żołnierza wojsk carskich), Franciszka Rybaka (włościanina ze wsi Kłody w gminie Magnuszew), Katarzyny Cieślik (chłopki ze wsi Kociołki gm. Kozienice) i Magdaleny Maciejszczyk (chłopki z gminy Brzóza). Zostali oni uprowadzeni z Kozienic w nocy 2/3 lutego 1864 i powieszeni w majątku Brzóza. Zostali pochowani po 4 dniach, gdy zwłoki zostały odkryte i przewiezione do Kozienic. Prawdopodobnie wykonano na nich prawomocny wyrok powstańczy za udział w wywiadzie na rzecz Cesarstwa Rosyjskiego, gdyż w aktach rosyjskich przy ich nazwiskach znalazła się notka: "za wierność rządowi zostali powieszeni w lesie majątku Brzóza". Zostali więc ukarani za pracę na rzecz wrogiego rządu. Rosjanie wykorzystywali zwalnianych z wojska żołnierzy oraz żołnierzy wysyłanych do wsi na urlopy. Stracone kobiety mogły być żonami żołnierzy czynnych, współpracujących z caratem. Szpiedzy w małych miejscowościach przynosili ogromne straty ukrywającym się oddziałom. Siali również wrogą propagandę wśród chłopów i podburzali ich do wystąpień przeciw powstańcom.

Akcję tę przeprowadził oddział Michała Piwnickiego, działający w okolicach Brzózy. Oni też rozpędzili chłopów wycinających Puszcze Kozienicką. Niestety, ten incydent okazał się błędem strategicznym. Wprawdzie zaprzestano wyrębu lasu, jednak chłopi po raz kolejny weszli w konflikt z oficerami i wojskiem, co źle wróżyło ich współpracy. Chłopi pozostali bierni w czasie wyprawy Assiejewa przeciw oddziałom powstańczym. Powstańcy nie zostali w porę zaalarmowali i zostali zaskoczeni przez dowódcę dysponującego zaledwie 150 żołnierzami z bronią białą. Powstańcy zbyt późno rozpoczęli mobilizację, by podjąć równorzędną walkę. Zostali pokonani przez chaos w swoich oddziałach. W bitwie poległo 17 osób, 6 zostało rannych, łącznie z dowódcą Kacprem Piwnickim. Dostał się do niewoli, oddział został rozbity. Powstańcy powinni byli bardziej szanować ludność wsi.

Assiejew rozpoczął pacyfikację miejscowości, które mimo wszystko zdecydowały się pomóc buntownikom, jak nazywano powstańców. Pacyfikacja objęła tzw. Cycelówke i sąsiednie wsie. Mieszkańcy zostali oskarżeni o ukrywanie powstańców i byli przesłuchiwani z zastosowaniem tortur. Mimo to do ostatecznego triumfu Assiejewa zabrakło ich współpracy. Mieszkańcy Cecylówki, Stanisławowa, Ursynowa, Marianowa, Jaroszka, Mąkosa, Jedlni i Brzózy nie ulegli pod groźbą represji. Assiejew przywiózł za to do Radomia ciało największego wroga - Piwnickiego.

Oddziały ponosiły kolejne klęski. W tym samym czasie rozbity został oddział wysłany do Zwolenia z misja przejęcia ołowiu do wyrobu kul. Po wykonaniu misji zostali napadnięci przez Szyłowa z lotnym oddziałem. Powstańcy zostali zupełnie zaskoczeni, przebywali bowiem na odpoczynku w karczmie około 7 kilometrów od Zwolenia. Szyłow odebrał ołów, cztery wozy taborowe, konie. W walce poległo 4 Polaków.

W Puszczy Kozienickiej walczył wciąż Michalski. Do jego oddziałów przystąpiły resztki oddziału Piwnickiego i ochotnicy z Radomia. W skład ochotników wchodziła młodzież rzemieślnicza i gimnazjalna. Prezydent Radomia wysłał ich listę do gubernatora w dniu 15 lutego 1864 roku. Na liście znalazły się nazwiska: Franciszka Helcmana, Szczepana Wiśniewskiego (terminatorów ślusarskich), Józefa Boguckiego (ucznia fryzjerskiego), Józefa Romanowskiego (ucznia ślusarskiego), Franciszka Pytkowskiego, Fryderyka Skonerta, Antonie Zichowskiego, Adam Rutkowskiego- felczera, Henryka Bujalskiego, Wiktora Gajewskiego, Antoniego Jaroszka, Ignacego Raciszewskiego, Henryka Wróblewskiego, uczniów miejscowego gimnazjum, Andrzeja Żukowskiego. Uciekli oni z Radomia, by dołączyć do oddziałów Michalskiego w Puszczy Kozienieckiej.

W porównaniu z innymi województwami walki w Sandomierskiem trwały dłużej niż na innych ziemiach objętych powstaniem. Jednak i tu klęska była nieunikniona. W lutym generał Hauke-Bosak z oddziałami województw sandomierskiego i krakowskiego została wyparty z Opatowa. Kawaleria powstańcza została pokonana pod Wąchockiem, Częstocicami i Ostrowcem. Zdarzały się również pojedyncze sukcesy, jak zwycięstwo pułku Radowskiego pod Bliżynem.

Jednak młodzież uciekająca z Radomia wstąpiła do oddziałów, które właściwie skazane już były na klęskę. Ochotnicy mieli tego świadomość. Do ostatecznego rozprawienia się z partyzantką w puszczy, Rosjanie wystali oddział pod dowództwem kozaka Zankisowa, znanego ze swojego uporu w ściganiu partyzantów. Do upadku oddziału Michalskiego doprowadziło połączenie z oddziałem Pawła Gąsowskiego, wcześniej walczącym w Lubelskiem i Mazowieckiem (np. Pod Magnuszewem) Oddział ten postanowił udać się do Puszczy Kozienieckiej, gdy został poinformowany o pościgu Zankisowa. Oddział liczył około 220 osób, piechoty i jazdy, pochodzących z rozbitego oddziału "dzieci warszawskich" Żychlińskiego. Nie był już w stanie znosić kluczenia na terenach Lubelskiego, w szeregi wkradło się bowiem znużenie i brak ducha bojowego. Nakłaniane do postojów przez swoich żołnierzy, Paweł Gąsowski popełniał błędy.

Aby dotrzeć do puszczy oddział wyruszył z Piaseczna i przekroczył Pilicę. Oddział Zankisowa, 140 kozaków i dragonów, ruszył tropem Polaków. Przekroczyli Pilicę. Powstańcy mieli sporą przewagę; oddział składał się z piechoty, co pozwalało na sprawne przemieszczania. Podczas postoju w Augustowie Gąsowski podjął decyzję dalszego kierowania się w stronę Michalskiego i nie wykorzystał posiadanej przewagi w ataku. Zdecydował się za to na przeprawę przez Wisłę w okolicy Ryczywołu. Wykorzystał do tego tratwy dostarczone przez okolicznych chłopów. Po drugiej stronie Wisły Gąsowski pozwolił sobie na zbytnie rozprężenie, tymczasem jednak zawzięty Zenkisow domyślił się manewru Polaków i podjął przeprawę. Ci zatrzymali się na odpoczynek 12 lutego i stracili przewagę. Rozprężenie spowodowało zmniejszenie tempa marszu. Gąsowski był zaskoczony wiadomością, że kozacy wciąż go ścigają.

Krok w krok za Gąsowskim Zenkisow kolejno: udaje się w górę rzeki, by przenieść się na tereny bardziej zalesione i tym razem dogodniejsze dla partyzantów, przeprawia się pod Tyrzynem na drugą stronę rzeki i wraca do Puszczy Kozienieckiej. I tutaj powstańców uratowała współpraca mieszkańców wsi, którzy w porę przekazali wiadomość o pościgu odpoczywającym powstańcom.

Mimo naglącej sytuacji Gąsowski i tym razem nie podjął walki. Stratedzy twierdzą, że pozwoliłaby na odepchnięcie Zankisowa do czasu połączenia się z Michalskim i wspólnego przyjęcia ataku. Polacy uciekają na swoją zgubę, prawdopodobnie żołnierze naciskają na dowódcę. Są zniechęceni, brak im woli walki, która byłaby ich jedyna szansą: należało wykorzystać terem i piechotę przeciw mniej ruchliwym dragonom. Zankisow dalej tropi Polaków, ale na ich korzyść zaczyna oddziaływać odwilż, która nagle nadeszła 14 lutego, gdy oddział dotarł do Głowaczowa. Ślady widoczne na śniegu zostały zatarte.

Jednak żołnierzom nie udaje się zmobilizować. Gąsowski zgodził się na postój i nocleg pod wsią o nazwie Lipa, która staje się miejscem ich klęski. Zabrakło sił, by podjąć ostatni zryw i połączyć się z Michalskim zanim Zankisow zorientuje się w ich położeniu.

Tymczasem Zankisow dotarł za powstańcami do wsi Grudek. Dowiedział się, że jego oddział narażony byłby na straty w tym terenie i przez przewagę piechoty u Gąsowskiego. Las sprzyjał bowiem partyzantom. W odpowiedzi Zankisow posłał do Zwolenia po pluton strzelców. Dzieje się to 12 lutego. 13 lutego Zankisow marnuje na czekaniu, 14-go gubi ślady z powodu odwilży. Powstańcy jednak wciąż wypoczywają, gdy 15-go pod wieczór Zankisow odnajduje trop. Liczy, że rano powstańcy wciąż będą stacjonować w Lipie. Nie myli się. Wyrusza na Lipę o 10 rano i wykorzystując zaskoczenie w oddziałach powstańczych odcina je od lasu - jedynej szansy na równorzędną walkę. Bitwa była bardzo krwawa, choć powstańcy mieli szanse na zwycięstwo. Zankisow dysponował głównie jazdę, nie miał dużej przewagi. Polacy powinni liczyć na przybycie Michalskiego, ponieśli jednak klęskę w wyniku zupełnego braku morale zarówno żołnierzy, jak i dowódcy. Byli zmęczeni pościgiem na długości 30-tu mil, nie chcieli walczyć i nie wierzyli w zwycięstwo. Inny obraz przedstawiali Rosjanie: butni, pewni zwycięstwa i gardzący powstańcami.

Gąsowski powinien był skoncentrować się na obronie pozycji, jego oddział opierał się na zabudowaniach wsi. Przedłużenie walki pozwoliłoby dotrzeć Michalskiemu i zmienić losy bitwy. Tymczasem Gąsowski zdecydował się na rozproszenie piechoty. Udało się jej odepchnąć kozaków, jednak pozostała sama sobie. Szczególnie, gdy dowódca wykorzystał odparcie kozaków do ucieczki razem z kawalerią. Z ucieczki ocalało 76 kawalerzystów, choć zachowali się bardzo niechlubnie. Kawaleria rosyjska ruszyła za nimi w pościg, który zakończył się we wsi Marynki. Gąsowski ocalał i z częścią uciekinierów dotarł do oddziałów naczelnika Hauke-Bosaka.

Podzielenie oddziału było dużym błędem strategicznym. We wsi została tylko słabo uzbrojona piechota i mieszkańcy cywilnie. Przeciw nim stanęli strzelcy i dragoni, którzy wtargnęli do wsi, siejąc popłoch i niszcząc wszystko bagnetami. Piechota walczyła za pomocą bagnetów. Część w panice próbowała uciekać, pozbawiona dowódcy. Walką próbował kierowa porucznik Józef Ślepowicz, ale zamieszanie było zbyt wielkie. Pozostała część wykazała się dużym męstwem i zaciętością, ale bitwa przerodziła się w rzeź we wsi Lipa. Do bilansu powstańcy musieli wliczyć 40-tu zabitych, 87 rannych i 14 wziętych do niewoli. Oddział porzucony przez dowódcę przestał istnieć.

Rosjanie wykorzystali rzeź jako pokaz swojej siły. Aż do 17 lutego oczekiwano na zezwolenie na pochówek poległych. Zwożono ich do oddalonego o 5 kilometrów Głowaczowa, składając je w miejscu publicznym Zwłoki przedstawiały makabryczny widok, walka była chaotyczna, zmarli mieli wiele ran, często nie było szans identyfikacji. Wśród nagich zwłok rozpoznano tylko Michała Nasiorowskiego lat 30 i Juliana Korzonka lat 21. W Głowaczowie naprędce organizowano pomoc dla rannych, miasteczko stało się wielkim szpitalem.

Druzgocąca rzeź w Lipie stała się powodem ograniczenia działań zaczepnych, Jednak jeszcze 20-go lutego konny oddział Daniszewskiego zaatakował Radom. Atak nie przyniósł rezultatu a w pościg ruszył doświadczony Assiejew. Nie dał się zmylić i zawrócił z błędnego tropu do puszczy. Zaatakował powstańców pod Borowem, koło Zwolenia. Wytrawny dowódca wykorzystała osłonę, jaką dawała zamieć śnieżna. Nie zaalarmował powstańców w żaden sposób, gdyż oddział patrolowy został rozbity bez użycia broni palnej. To pozwoliło Assiejewowi na atak z pełnego zaskoczenia. Powstańcy jedli śniadanie w dworze w Borowie. Byli tak zaskoczeni, że nie słuchali rozkazów i komend porucznika Samborskiego. Uciekali w kompletnym chaosie. Samborski rację miał, krzycząc "na koń", tylko ci bowiem ocaleli, którzy go posłuchali. Dowódca oddziału uciekł przez okno i ukrył się w dworskim parku. Oddział przestał istnieć: 17 osób poległo, 18 wzięto jako jeńców. Wszystkie te wydarzenia były dla powstańców powodem do upadku morale i zupełnego rozprężenia. Jednak z punktu widzenia militarnego nie miały dużego znaczenia, w przeciwieństwie do działań korpusu generała Hauke-Bosaka.

Zapowiedzią klęski były porażki odniesione pod Opatowem 22 lutego i pod Witosławską Górą w dniu następnym. Jednak powstanie trwało w Radomskiem jeszcze przez dwa miesiące. Ostatnim walczącym oddziałem był oddziała niejakiego Malinowskiego, którego imienia i wieku nie udało się historykom ustalić. Udało mu się zgromadzić wokół siebie niedobitki oddziałów Gąsowskiego i Daniszewskiego i obudził w nich na nowo ducha walki. Walczył przez dwa kolejne miesiące m.in. pod Smolanką i Garwolinem. Jednak w obliczu rosyjskiej przewagi losy tego oddziału były przesądzone. Po każdej potyczce oddział topniał aż został zmuszony do samorozwiązania. Tak zakończyły się walki w województwie sandomierskim.

4. Skutki powstania:

W marcu car Aleksander II wydał decyzję, która przesądziła o odwróceniu uwagi chłopów od walki o niepodległość. 2 marca wydany został ukaz uwłaszczeniowy, który powielał decyzje Tymczasowego Rządu Narodowego. Często rozczarowywani przez polskie ziemiaństwo chłopi w większości stracili zainteresowanie walką u jego boku.

11 kwietnia w swojej kwaterze został zatrzymany Romuald Traugutt. W tym czasie powstanie na ziemi radomskiej dogorywało. Pod Secyminem, Radkowicami, Radomskie, i Opocznem oddziały powstańcze zostały rozbite, dowódcy zatrzymani i rozstrzelani, chyba, że ratowali się ucieczką. Podobny los spotkał oddziały pod Wąchockiem. Żołnierze byli internowani albo uciekali, by przedostać się przez granicą austriacką. Jednak Austriacy od 24 lutego zaczęli współpracę z Rosjanami i ukracali wszelką powstańczą działalność.

Symbolicznym wyrazem klęski była publiczna egzekucja Traugutta 5 sierpnia. Wokół Cytadeli Warszawskiej zgromadził się tłum śpiewający "Boże, coś Polskę..." Powstanie było właściwie od początku skazane na klęskę. Źle dowodzone, nie przyniosło rezultatów a bilans był tragiczny: 40 tysięcy osób zginęło, tyle samo wywieziono na katorgę. 10 tysięcy zdecydowało się wyjechać.

Powstanie stanowiło koniec epoki romantyzmu: naród przybrał szaty żałoby i nie podjął więcej działań zbrojnych aż do 1914 roku. Ostatni romantycy zginęli, zostawiając miejsce dla rozwoju pozytywizmu.