Proces upowszechnienia kultury wysokiej nie jest zjawiskiem, które można dokładnie zdefiniować jako jednoznacznie korzystne lub niekorzystne. Jak zawsze znajdą się zwolennicy i przeciwnicy. Do zwolenników na pewno można będzie zaliczyć ludzi o niższym statusie materialnym, którzy z tego powodu mają utrudniony dostęp do kultury. Dzięki jej powszechnemu udostępnieniu, większa liczba ludzi będzie mogła zapoznać się z dorobkiem artystycznym danego kraju. Ale są i tacy, dla których umasowienie kultury to jej zagłada. Twierdzą oni, że w ten sposób kultura wysoka traci na elitarności. Jak widać, wszystko zależy od punktu widzenia. Z punktu widzenia kogoś, kto pracuje kilkanaście godzin na dobę w fabryce, otwarcie drzwi muzeów i galerii może okazać się jedyną okazją na zapoznanie się z twórczością największych artystów. Z drugiej strony pojawiają się głosy, że powszechny dostęp do kultury to barbarzyństwo.

Wydaje mi się, że jedynym, co może zapobiec komercjalizacji kultury, jest edukacja. Ważne jest, żeby każdy, kto przyjdzie do muzeum albo galerii wiedział, że obraz, na który patrzy to Rubens, a nie bohomaz z bazaru. Trzeba ludzi nauczyć, jaką wartość przedstawiają sobą dzieła sztuki.

Moim zdaniem poprzez propagowanie kultury dbamy o dziedzictwo kulturowe, o to żeby dorobek wieków nie uległ zniszczeniu i zapomnieniu. Podobnie jest, np. z teatrem. Wydaje mi się, że konieczne jest kultywowanie tradycji Teatru Telewizji. Gdyby nie on większość społeczeństwa nigdy w życiu niemiałaby okazji zobaczyć spektaklu teatralnego, choćby dlatego, że w ich miejscu zamieszkania nie ma teatru.

Wydaje mi się, że umasowienie kultury to zjawisko ze wszech miar pozytywne, choć oczywiście pod pewnymi warunkami.