Demokracja to forma rządów, w której władzę sprawuje lud bezpośrednio, lub przez swoich przedstawicieli. Ustrój ten stworzyli starożytni Grecy i był to system znakomity, jak na tamte czasy. Jednakże na przestrzeni wieków uległ on pewnym przeobrażeniom. Z demokracją ateńską łączą się takie pojęcia, jak: rada pięciuset, czy prytanowie. Radę wybierano spośród obywateli na okres dwunastu miesięcy. Dzieliła się ona na dziesięć zespołów, złożonych z pięćdziesięciu prytanów, które to zespoły sprawowały swe rządy w kolejności losowej prze dziesiątą część roku. Również pojęcie "polityka" pochodzi ze starożytnej Grecji.

Dzisiaj w większości państw panuje demokracja. I choć dostęp do najwyższych stanowisk władzy maja nieliczni to jednak muszą zostać wybrani przez obywateli.

"Demokracja jest dla tych, którzy rozumnie i samodzielnie mogą i chcą kierować losami swoimi i swojej wspólnoty". Jako obywatele państwa demokratycznego mamy prawo decydować o jego losach poprzez wybieranie władzy. W naszych rękach jest władza. Każdy pełnoletni obywatel ma prawo wyborcze. Udział w wyborach powinien być wręcz obowiązkiem obywatelskim. Tymczasem my - Polacy - w większości, nie korzystamy ze swojego prawa. Czyżbyśmy zatem nie byli "rozumni"? Z pewnością jesteśmy niezdecydowani. Frekwencja wyborcza jest w Polsce bardzo niska. A przy tym poziom niezadowolenia z władzy bardzo wysoki. Partie polityczne niezwykle rzadko wywiązują się ze swoich obietnic. Regułą jest, ze władza w Polsce zmienia się radykalnie co kadencję. Przy czym nikt nie rozlicza kolejnych ekip rządzących z ich poczynań w czasie sprawowania władzy. Pojawia się kolejna ekipa, koniecznie z drugiej strony sceny politycznej i wszystko zaczyna się od nowa. Polacy są specjalistami od polityki, sportu i zdrowia, ale niechętnie angażują się w działania, które mogłyby coś zmienić na lepsze. Wydaje się, że szczęśliwi jesteśmy dopiero wtedy, kiedy możemy na władzę ponarzekać. Co zrobić, żeby doprowadzić do tego, że obywatele zainteresują się na poważnie tym, co się dzieje na scenie politycznej ich państwa? Jak wykształcić społeczeństwo obywatelskie?

Wrócę jeszcze na moment do frekwencji wyborczej. Znakomitym przykładem na jej ogromne znaczenie jest niedawne referendum europejskie. Zadaniem Polaków było zadecydować, czy chcą dla swojego kraju wejścia do Unii Europejskiej, czy też nie. Referendum jest ważne, jeśli weźmie w nim udział ponad 50 % uprawnionych do głosowania. Tymczasem pierwszego dnia do urn wybrało się zaledwie niewiele ponad 17 5%. Tak niska frekwencja była zaskoczeniem nawet dla eurosceptyków. Szczęśliwie dała też do myślenia Polakom, którzy drugiego dnia podnieśli ją do prawie 60 %. Nie jest to oczywiście rezultat zachwycający, ale na tle innych wyborów i tak niezły. Niska frekwencja na wyborach może świadczyć o tym, że obywatele nie są zainteresowani tym, co się w kraju dzieje. Wydaje się, że dla większości obojętne jest, kto będzie decydował o najważniejszych dla niej sprawach. Jest to o tyle zadziwiające, że pomimo rezygnacji z prawa wyborczego, rościmy sobie prawo do wytykania władzy błędów i wiecznego na nią narzekania.

Oczywiste wydaje się, że nie wszyscy są zdolni samodzielnie podjąć decyzję, na kogo oddać swój głos w wyborach. Takimi ludźmi bardzo łatwo manipulować, np. za pomocą tzw. kiełbasy wyborczej. Człowiek omamiony miłym uśmiechem, uprzejmością i hojnością przyszłego polityka chętnie odda na niego swój głos pochopnie, nie wiedząc nawet, kim on jest i co sobą reprezentuje. Zdobywaniu takich wyborców sprzyja też powszechna i popularna ostatnio socjotechnika. Specyfika polskiej sceny politycznej objawia się też bardzo dużą liczbą partii politycznych, komitetów wyborczych itd. Mnogość programów może sprawić, że wyborca czuje się zagubiony. Dlatego w kampanii wyborczej to nie program jest kartą przetargową.

O wyborze decyduje większość. Kto zbierze większą ilość głosów, ten wygrywa. Tak samo ma się sprawa z ustawami w sejmie. Strach pomyśleć, co działo się w czasach Rzeczpospolitej szlacheckiej, kiedy to ustawa przechodziła tylko wtedy, kiedy popierali ją wszyscy posłowie.

Każdy obywatel pastwa demokratycznego zobowiązany jest szanować i przestrzegać prawo obowiązujące w danym państwie. Rzecz niby oczywista, ale w praktyce nie stosowana. Prawa się nie szanuje, bo jest na to przyzwolenie. Rawo się "obchodzi". Nikt nad tym nie panuje, nikt tego nie kontroluje. Wystarczy przyjrzeć się zjawisku korupcji, tak nam wszystkim bliskiemu. Jesteśmy świadkami sytuacji, w której patologia staje się akceptowaną normą. Niewiarygodne, jak łatwo zasłonić komuś oczy kilkoma banknotami. Czasem przeraża, jak mała suma wystarcza, żeby policjant "nie zauważył" co się dzieje. Coraz częściej też przekonujemy się, że prawo lepiej chroni przestępcę niż ofiarę. Często poszkodowany nie składa wyjaśnień, nie wnosi oskarżenia, w obawie przed represjami, jakie grożą mu ze strony sprawcy. Coraz bardziej powszechne staja się zastraszenia. Przestępcy czują się bezkarni. Policja boi się interweniować, ponieważ nie dysponuje odpowiednimi kompetencjami, niewiele może.

Brak poszanowania prawa nie jest problemem wyłącznie polskim. Jakiś czas temu badania wykazały, że dla co drugiego Włocha kradzież to nie grzech. Panuje tam też powszechna opinia, że "wszyscy kradną". 20% Włochów usprawiedliwia omijanie prawa przez obywateli tym, że tak samo postępują politycy, 10% wini za to "złodziejskie podatki", a dla siedmiu procent nie ma nic złego w okradaniu ludzi bogatych. Można się jednak domyślać, że stosunek Polaków do kradzieży jest podobny. Wystarczy przyjrzeć się temu, co się w kraju dzieje. Reportaże i nagłówki gazet co i raz krzyczą o kolejnej aferze. Nie mogę z całkowitą pewnością powiedzieć, jakie byłyby rezultaty podobnych badań u nas, ale niewątpliwie niejednego z nas by zaskoczyły. Szczególnie interesujące byłoby przeanalizowanie powszechności omijania prawa w takich grupach zawodowych, jak księża, prawnicy, politycy, czy dziennikarze. Pytanie, czy jest realne, że znajdzie się jakiś sposób na doprowadzenie do sytuacji, że prawo będzie respektowane i kto, ewentualnie, miałby się tym zająć. Jak zwykle zdania w tej kwestii są podzielone. Część społeczeństwa propagowanie respektowania prawa powierzyłaby inteligencji. Znajdą się i tacy, którzy zadanie to powierzyliby Kościołowi. Tymczasem okazuje się, że nadzieje pokładane w obu tych grupach zawiodły. Należałoby znaleźć sposób na jednomyślność w społeczeństwie, co do poszanowania państwa i prawa.

Spójrzmy, jak problem ten miał się na przestrzeni wieków i terytoriów. Myśliciele europejscy twierdzili, za Monteskiuszem, że wraz ze wzrostem wielkości państwa, wzrasta zagrożenie despotyzmem. Autonomię lokalną miała zagwarantować arystokracja. Nie można było dopuścić do sytuacji, w której wpływy i przywileje arystokracji zostałby w jakikolwiek sposób osłabione, gdyż to prowadziłoby w prostej linii do oddania władzy despocie. Tocqueville zwracał uwagę na ciekawą gotowość brytyjskiej arystokracji do rezygnowania z części przywilejów na rzecz klasy średniej. Jednakże najbardziej oczarowany był Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Było to wszakże nowe państwo, które z założenia miało wyglądać inaczej niż państwa starego kontynentu. Stany Zjednoczone opierały swoje istnienie na równości obywateli, demokracja była priorytetem. Władza miała być zrównoważona. Debata konstytucyjna skupiała się na ustaleniu podziału uprawnień władzy stanowej i federalnej. Chodziło o to, żeby stany nie traciły swojej suwerenności na rzecz federacji. W ten sposób udało się stworzyć państwo, które opiera się na porozumieniu społecznym. Priorytetem było doprowadzenie do tego, że władza pochodzi faktycznie od obywateli. Konstytucja stanowi takie mechanizmy, które mogą rozstrzygać kwestie sporne w taki sposób, że wszelkie spory o legitymację władzy są zredukowane do minimum.

W Polsce mamy do czynienia ze słabą legitymizacją władzy. To z kolei prowadzi do bardzo wybiórczego poszanowania dla prawa. Pewną grupę praw uważa się za absurdalne, wzywając do powszechnego ich bojkotowania. Natomiast żądamy przestrzegania praw, uważanych przez nas za naturalne. Oczywiści podział na prawa absurdalne i naturalne jest względny i zależy od aktualnych naszych potrzeb. Takie postępowanie z kolei prowadzi do masowego ignorowania przepisów i norm. Lekceważenie prawa zaś powoduje niechęć do jego egzekwowania.

Polacy nigdy nie są zadowoleni z władzy, jaką wybrali. Co zrobić, żeby polepszyć tę sytuację? A gdyby tak każdy zastanowił się nad tym, co jest dobre dla Polski, wybrał odpowiedni program, wziął udział w wyborach, głosując na odpowiedniego kandydata? Może wtedy byłaby szansa na zmiany. Nie bez znaczenie jest także nasze podejście do poszanowania prawa, jakiekolwiek by ono nie było.

.