Karolina Kózka została wyniesiona na ołtarze przez Jana Pawła II. Poniosła ona męczeńską śmierć, będąc jeszcze młodą dziewczyną. Całe jej życie odznaczało się gorliwą pobożnością. W wieku 16 lat osiągnęła już dojrzałość w swojej chrześcijańskiej wierze. Jest ona przykładem, który obrazuje, że nie zależnie od wieku można być wiernym i oddanym bez granic Chrystusowi. Karolina urodziła się w Wał - Rudzie, miejscowości leżącej niespełna dwadzieścia trzy kilometry od Tarnowa. Miejscowość rodzinna Karoliny ma piękne położenie geograficzne, rozciąga się wzdłuż lewego brzegu rzeki Dunajec. Z kolei tereny leżące na wschód wioski Karoliny przechodzą w piaszczyste pola, gdzie uprawia się rolnictwo, pomimo nienajlepszej podmokłej gleby. W Wał - Rudzie znajdują się 4 przysiółki: Bór, Grobla, Ruda oraz Śmietana, w której uradziła się błogosławiona Karolina Kózka. Miejscowość Wał - Ruda należała do dóbr radłowskich, które były w majątku biskupów rezydujących w Krakowie. W XVI w. dobra te zostały odebrane przez rządzących wówczas Austriaków. Wieś, w której dorastała

Karolina nie należała do najbogatszych. Również rodzice Karoliny nie byli zamożni. Posiadali oni mały drewniany domek oraz dwu hektarowe gospodarstwo. Sień oraz jedna izba mieszkalna składały się na dom rodziców Karoliny. Z czasem Kózkowie powiększyli gospodarstwo. Posiadając sześć hektarów pola uprawnego. Jan Kózka był ojcem Karoliny. Jego los już od dzieciństwa nie był najszczęśliwszy. W wieku 7 lat stracił ojca, a po jego kolejnym zamążpójściu został odesłany na służbę do wuja, który był bratem jego matki. Maria Borzęcka, tak nazywała się matka błogosławionej Karoliny pochodziła z cieszącej się uznaniem na wsi rodziny. Jan i Maria pobrali się w 1890 roku, gdzie przez jeden rok zaraz po ślubie mieszkali wraz z rodzicami Marii. Małżeństwo to wydało na świat 11 dzieci, z czego 4 umarło. Ojciec Karoliny był człowiekiem mającym spokojne oraz łagodne usposobienie. Z natury był człowiekiem zamkniętym. Jego upór pozwalał mu na dążenie do osiągania postawionych celów przez sumienną pracę. Jan był człowiekiem o bardzo wrażliwym sercu. Głęboko współczujący innym w cierpieniu. Charakteryzował się dużą odpowiedzialnością oraz ogromną świadomością własnej godności. Jego religijna postawa również miała wpływ na życie jego dzieci. Należał on do Żywego Różańca, Apostolstwa Modlitwy. Matka Karoliny Maria była osobą surową oraz energiczną. Dużo wymagała od siebie, jak również od innych. Głęboko zawierzała siebie i swoją rodzinę Bogu. Czytała czasopisma związane z tematyką religijności. Co roku odwiedzała pieszo sanktuaria odpustowe, jedząc jedynie chleb i pijąc wodę. Trzynaście razy odwiedziła Kalwarię Zebrzydowską. Odznaczała się pracowitością oraz gospodarnością. Życie całej rodziny Karoliny przebiegało pod znakiem skromności i w duchu ubóstwa. Praca w ich gospodarstwie zaczynała się latem o czwartej rani, z kolei o piątej w zimie. Matka zajmowała się wychowaniem dzieci. Ojciec Jan zawsze wspierał ją w tym zadaniu poprzez danie świadectwa przez swoje życie. Jan i Maria mieli duże wymagania wobec własnych dzieci. Troszczyli się bardzo o ich wychowanie religijne jak i obyczajowe. Przekazali im ogromną miłość do pracy, szacunku do ziemi oraz człowieka, a szczególnie człowieka cierpiącego oraz ubogiego. Matka każde kolejne dziecko przygotowała starannie do przeżycia spowiedzi oraz Komunii Świętej. Dzień powszedni, jak również świąteczny organizowała poprzez rytm życia religijnego oraz modlitewnego. Rodzinę Kózków często odwiedzali sąsiedzi oraz znajomi, nazywając ich dom kościółkiem, a na domowników mówiono żartobliwie Betlejemki lub Jerozolimki. Jan wraz z Marią umarli w niewielkim odstępie czasowym. W sierpniu 1936 roku zmarł Jan. Maria wówczas odbyła pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Prosiła tam Marię o szczęśliwą śmierć. Wróciwszy z pielgrzymki umarła siódmego października- ósmy dzień od przyjścia z pielgrzymki.

Karolina urodziła się w sierpniu 1898 roku. Była czwartym dzieckiem państwa Kózków. Sakrament chrztu przyjęła w Radwałowie, ówczesnym kościele parafialnym. Karolina była zdrowym dzieckiem. Szybko rozwijającym się pod względem fizycznym jak i duchowym. Posiadała szczególną pamięć do zapamiętywania. Mając zaledwie osiem lat wykazywała się dobrą znajomością katechizmu. Odznaczała się również posłusznością wobec rodziców. Z relacji sióstr Karoliny wynika, że przewinienia w domu były karane. Jednak nie dosięgały one nigdy Karoliny. W 1906 roku, to początek edukacji Karoliny. Jako uczennica była stawiana jako wzór do naśladowania. Po skończeniu 6 lat dziewczyna chodziła dodatkowo na naukę dopełniającą, odbywającą się 3razy podczas tygodnia. Pomimo swoich zdolności podjęła decyzje o pozostaniu na gospodarstwie. Karolina miała wiele propozycji wyjazdu i opuszczenia domu rodzinnego. Jej siostra Anna udała się do USA i proponowała również wyjazd błogosławionej. Jednak Karolina została przy swojej decyzji o pozostaniu w Polsce. Dorabiała w miejscowym dworze Bzowskich. Karolina była bardzo pomocna przy opiece wobec młodszego rodzeństwa. Oprócz troski związanej z nakarmieniem, szyciem ubrań, również dbała o rozwój duchowy swojego rodzeństwa. Będąc jeszcze dzieckiem niezwykle chłonęła prawdy związane z religią. Umiała dużo modlitw. Była uczestniczą życia parafialnego. Zaangażowana żywo była w Apostolstwo Modlitwy jak i Bractwo Wstrzemięźliwości oraz Żywy Różaniec. Pomagała również swojemu wujowi przy prowadzeniu czytelni wiejskiej. Posiadała dar katechizowania. Ze swoimi pytaniami przychodzili do Karoliny również osoby starsze, które zadawały jej pytania dotyczące Boga. Karolina wyjaśniała zawsze z wielką chęcią trudne kwestie dotyczące Boga prostymi słowami. Płonęła tak ogromną miłością do Boga, przez co chciała się całkowicie poświęcić Niemu. Obrała sobie drogę dozgonnego dziewictwa. Proboszcz w zabawie W. Mendrala wspominał Karolinę oraz jej wujka Franciszka Borzęckiego jako najgorliwszych i pełnych oddania swojej misji apostołów świeckich. Nieśli mu niestrudzenie pomoc w organizacji parafii i życia chrześcijańskiego w niej jak również w szerzeniu wśród jej mieszkańców pobożności, a zwłaszcza kultu związanego z Najświętszym Sakramentem. Karolina cieszyła się dużą sympatią wśród otoczenia. Wszyscy świadkowie jej życia mówili o pogodzie ducha, jaką miała w sobie pomimo jej ciągłego zmęczenia. Podczas modlitwy jej twarz jaśniała wielka radością. Dużo radości przynosiło jej również katechizowanie oraz praco pośród chorych, którymi gorliwie się opiekowała. Często można było ją spotkać, podczas czytania czasopisma Posłańca Serca Jezusowego. Na swojej szyi nosiła różaniec, który odmawiała, na co dzień. Szczególnie umiłowała Matkę Boża, czule się o niej wyrażając. Jej znajomi uważali, że Karolina nie popełniała grzechów, mimo to do spowiedzi udawała się w pierwsze piątki każdego miesiąca. Karolina znacznie odróżniała się od swoich koleżanek, które mówiły o niej jako prawdziwym aniele, mającym ciało ludzkie. Błogosławiona Karolina żyła tak jakby myślami oraz sercem była zupełnie gdzieś daleko, bo w niebie. Jej znajomi wspominają ją jako zupełnie inną od nich, przez co stawała się im bardzo droga oraz potrzebna. Życie błogosławionej, pochodzącej z pełnej ubóstwa rodziny charakteryzowało się ogromną pracą oraz wypełnianiem obowiązków względem rodziny. Przy tym potrafiła być równocześnie oddana Bogu oraz bliźnim, poprzez nauczanie i troskę wobec chorych. Biorąc żywy udział w rozwijaniu parafialnego życia, można dostrzec w Karolinie heroiczne cnoty, które zakończone zostało ofiarą w postaci męczeńskiej śmierci. Dziesiątego listopada podczas w trakcie pierwszej wojny światowej Rosjanie zajęli Tarnów i okolice, tym również, Radłów oraz Wał - Rudę. W listopadzie 1914 roku błogosławiona rozpoczęła nowennę do świętego Stanisława Kostki. Przez kolejne pięć dni przyjmowała Komunię świętą. Osiemnastego listopada rosyjscy żołnierze ogarnęli Wał - Rudę, wówczas mama Karoliny nie pozwoliła jej pójść na nowennę do Kościoła. W ten sam dzień ok. godz. 9 rano do domu Kózków wtargnął żołnierz, który pytał o żołnierzy austriackich. Karolina była w trakcie przygotowania śniadania, którym ojciec Jan chciał ugościć rosyjskiego żołnierza. Jednak nie przyjął on poczęstunku i uparcie zadawał pytania związane z wojskiem austriackim. Karolina chciała wyjść z izby. Niestety żołnierz ją zauważył. Następnie kazał ojcu Karoliny i jej samej opuścić dom i udać się z nim do oficera, aby jemu właśnie złożyli zeznania o austriackich wojskach. Karolina i jej ojciec po opuszczeniu domu próbowali iść w stronę wsi, jednak rosyjski żołnierz nie pozwolił im na to i skierował ich w stronę lasu. Będąc w lesie żołnierz nakazał ojcu, aby się zawrócił. Ojciec błagał żołnierza, żeby puścił Karolinę, ale on nie dał się przekonać. Wydarzenie to obserwowali chłopcy Franciszek Zaleśny oraz Franciszek Broda. Przebywali oni wówczas w lesie, gdyż chcieli ukryć konie przed rosyjskim wojskiem. Widzieli jak żołnierz szedł i z przemocą traktował idącą przed nim dziewczynę. Karolina stawiała żołnierzowi silny opór. Starała się odepchnąć go oraz zawrócić z powrotem. Chłopcy szybko udali się do wsi z zamiarem powiadomienia ludzi. Ojciec Karoliny błędnie patrzył na las. Zaraz rozpoczęło się poszukiwanie Karoliny. Ksiądz Władysław Mendrala pojechał protestować do komendy rosyjskiej. Jednak wtedy poszukiwania zakończyły się bez efektów. Mama Karoliny na wieść o tym co zaszło, zesłabła. Rodzina doznała bolesnego ciosu, największego dramatu. Minęło dwa tygodnie, gdy w grudniu ciało nieżyjącej Karoliny znalazł Franciszek Szwiec mieszkaniec Wał - Rudy. Ciało jej leżało na samym początku lasu. Ciało Karoliny było ciężko zranione i zbroczone dużą ilością krwi. Miało wiele ran. Nie znaleziono jej okrycia, zgubiła również buty. Podczas ucieczki podarła sobie spódnicę do kolon na leśnych krzakach oraz ostrężynach. Doktor Zdzisław Marka w Krakowie przeprowadził szczegółowe oględziny jej ciała. Badania te pozwalają na odtworzenie ostatnich chwil z całego życia błogosławionej Karoliny. Najprawdopodobniej Karolinie udało się wyrwać brutalnemu żołnierzowi. Podczas ucieczki zezłoszczony żołnierz zadał jej kilka ran. Pierwsza rana powstała od ciosu zadanej przez szablę. Zadany został podczas ucieczki dziewczyny od tylnej części głowy, było wyraźnie widać brak zewnętrznej nawierzchni pokrywającej kości. To musiało wywołać u dziewczyny ogromny ból, dlatego obracając się oraz widząc, że żołnierz próbuje wykonać następny cios, podniosła prawą rękę chcąc się w ten sposób bronić, przez co szabla zraniła ją w prawe przedramię. Następnie Karolina chciała chwycić swoją lewą ręką żołnierza broń, w wyniku, czego straciła przez odcięcie palca. Prawdopodobnie w tym samym czasie brutalny żołnierz zadał jej ranę pod samym kolanem. Kolejnym cios spowodował uszkodzenie lewego obojczyka oraz żeber. Ciosem decydującym powodującym śmierć dziewczyny było przecięcie aorty na szyi. Kult błogosławionej Karoliny już po nie długim czasie nabierał coraz większych rozmiarów. Na sam pogrzeb przybyło trzy tysiące wiernych. Obecność tych ludzi była dowodem, że istnieje pośród nich przekonanie o czci wobec Karoliny jako męczennicy, która zginęła broniąc swej cnoty niewinności. Ciało błogosławionej złożono w miejscowości Zabawa. Jej grób stał się miejscem częstych odwiedzin i modlitw ze strony licznych wiernych. Rodzice Karoliny stali się fundatorami statuy Matki Bożej. Z inicjatywy biskupa tarnowskiego Wałęgi, który pod uwagę wziął ciągle ulegający rozszerzeniu kult prywatny, podjął decyzję aby statuę postawić zaraz przy samym wejściu na obiekt cmentarny. Miał on być symbolem przypominającym bohaterska postawę męczennicy. W czerwcu 1916 roku dokonano uroczystego poświęcenia pomnika. W listopadzie 1917 roku w mijającą 3 rocznicę śmierci przeniesiono zwłoki Karoliny do grobowca znajdującego się pod pomnikiem w obiekcie cmentarza kościelnego. Jan Paweł II w czerwcu 1987 roku ogłosił Karolinę Kózkównę błogosławioną.

Błogosławiona Karolina Kózka jest poniosła męczeńską śmierć za wiarę walcząc o utrzymanie swojej czystości. Jest ona bardzo dobrym przykładem dla człowieka, który żyjąc w dobie kultu ciała i zmysłowości niekiedy nie ma poszanowania dla niego samego. Błogosławiona Karolina poprzez swoje proste i ubogie życie ukazała jak można z rzeczy małych czynić rzeczy wielkie. Jej życie było naznaczone wielką gorliwością i oddaniem się apostolstwu świeckiemu w szerzeniu i pogłębianiu wiary wśród prostego ludu. Oddana bez reszty samemu Chrystusowi i jego Matce pomimo zmęczenia nie traciła pogody ducha. Zapamiętano ją jako zawsze pogodną i uśmiechniętą dziewczynę. Jej troskliwe i wymagające wychowanie preferowane przez jej pobożną i również żyjącą blisko Boga matkę zaowocowało zaważyło na przyszłym życiu Karoliny, które nade wszystko umiłowała Boga i jego naukę.

"Które przykazanie jest pierwsze ze wszystkich"?. Jezus rzekł: " Będziesz miłował Pana, swego Boga, cały swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma większego przykazania większego od tych". Powiedział do niego nauczyciel Pisma: Bardzo dobrze, Nauczycielu słusznie, bo jeden jest i poza Nim nie ma innego. Miłować go całym sercem, całym rozumem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego o wiele więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary". Jezus widząc, że rozsądnie odpowiedział, rzekł do niego: "Niedaleko jesteś od królestwa Bożego". I odtąd nikt już nie odważył się Go pytać". Mk (12, 28 - 34). Błogosławiona Karolina doskonale zrozumiała istotę tego, co powiedział Jezus. Po kilku miesiącach w miejscu, gdzie Franciszek Szwiec znalazł ciało Karoliny postawiono krzyż z figurką Chrystusa oraz tablicę, która upamiętniała to wydarzenie. Napis ten zawierał informację, która upamiętniała te wydarzenia. Karolina miała wtedy zaledwie szesnaście lat. Zaraz tuż po pod napisem umieszczono wiersz, w którym zaznaczono, dlaczego Karolina zginęła z rąk bestialskiego Moskala, ponieważ dla niej cnota czystości, którą ślubowała samemu Bogu była cenniejsza niż samo jej życie. Wiersz ten również podkreśla jej męczeństwo i że jako męczennicę przyjął ją Jezus Chrystus do nieba. Biskup archidiecezji tarnowskiej Wałęga nakazał, aby ciało Karoliny przeniesiono z cmentarza grzebalnego na cmentarz, który znajdował się zaraz obok Kościoła. Postawiono na tym miejscu figurkę z postacią Matki Bożej, którą Karolina tak bardzo kochała i czciła. Pomnik ten zaopatrzono również cytatem z Ewangelii Mateuszowej Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą oraz napis, który podkreśla męczeństwo Karoliny. Po lewej stronie umieszczono napis, który zawierał dedykację od rodziców Karolinie. Podczas uroczystości przeniesienia ciała Karoliny na cmentarz przykościelny biskup Wałęga zaznaczył, że akt ten nie jest jeszcze kanonizacją, gdyż tego może dokonać tylko odpowiednia kościelna władza. Przyjechał, aby oddać hołd cnocie i heroicznemu życiu, jakim wykazywała się Karolina. W wyniku trudnego czasu jaki nastał w Polsce ( pierwsza oraz druga wojna światowa) proces beatyfikacyjny przekładano z roku na rok, po za tym diecezja tarnowska miała poważne problemy, które odsuwały też otwarcie procesu informacyjnego. Dopiero w roku 1949 ówczesny biskup tarnowski Stępa do sprawy związanej z Karoliną powołał Wicepostulatora i Postulatowa. Jednak po tym fakcie za niedługo umarł, wynikiem, czego było otwarcie procesu informacyjnego wiele lat później, bo 1965 roku uczynił to bp Jerzy Ablewicz, który wysłał do Kongregacji list postulacyjny, w którym wyraźnie podkreślał, ze jako biskup jest zobowiązany bycia stróżem pośmiertnej chwały. Należy się ona szczególnie tym, co za swojego życia oddali Bogu wyraz nieograniczonej miłości. Prosił w nim o otwarcie procesu informacyjnego Sługi Bożej Karoliny Kózkówny, zamordowanej w listopadzie w roku 1914 przez rosyjskiego żołnierza. Następnie argumentował, że dziewczyna zginęła, bo mężnie broniła swojej czystości. W 1986 r. Jan Paweł II pozwolił na otwarcie Dekretu i to również stało się drogą konieczną do otwarcia procesu beatyfikacyjnego. W 1987 roku na błoniach tarnowskich Jan Paweł II beatyfikował Karoliną Kózkównę. We mszy tej brały udział dwie siostry błogosławionej Karoliny. W trakcie śmierci męczeńskie Karolina miała niespełna szesnaście lat. Była bardzo młodą osobą, która wykazała się bohaterską postawą w obronie cnoty czystości oraz w obronie godności kobiety. Skromne życie, które prowadziła nie wskazywał nic na to, że w niej jest taka moc i siła, którą z pewnością czerpała z modlitwy i adoracji Najświętszego Sakramentu. Jako młoda dziewczyna pracowała bardzo dużo, pomagała swoim rodzicom w gospodarstwie, niejednokrotnie pomoc niosła również swoim sąsiadom w pracach polowych. Heroiczność jej życia jest widać w wierności rzeczom małym.