"Medytacje o filozofii pierwszej" najpełniej oddają filozoficzny dorobek Kartezjusza. Dzieło składa się z sześciu medytacji - niniejszy tekst stanowi streszczenie dwóch pierwszych medytacji.

Pierwsza medytacja rozpoczyna się od wątpliwości autora, który gromadząc wiedzę przez całe życie spostrzega, że nie jest pewien pobranych nauk. Zwątpienie jego opiera się na przekonaniu, że dotychczasowe wiadomości o świecie opiera na zmysłach. Tymczasem poznanie zmysłowe nie należy do rzeczy pewnych. Można podawać wiele przykładów omylności zmysłów - wystarczy chociażby włożyć kijek do wody, by przekonać się, że jawi się jako zakrzywiony. Zatem Kartezjusz stawia pod znakiem zapytania dotychczas zgromadzoną wiedzę. W domyśle pragnie on wiedzy, która nie ulegałaby żadnym wątpliwościom. Dlatego postanawia dotychczasowe przekonania poddać sceptycznej argumentacji. Takie postępowanie nazywa się metodycznym sceptycyzmem.

Jeden ze sceptycznych argumentów wskazuje na niemożność rozróżnienia jawy od snu. Doświadczenie bowiem poucza, że śnimy zarówno o rzeczach najdziwniejszych, jak i o tych najbardziej pospolitych. Biorąc pod uwagę drugi przypadek trudno tak naprawdę odróżnić jawę od snu. W gruncie rzeczy nie wiemy, ile naszych przeżyć należało do jawy, a ile do snu. Podobnie kształtują się obrazy rzeczy w naszych myślach, które stanowią pokłosie minionych wrażeń. Owe mentalne obrazy Kartezjusz nazywa ideami. Należy pamiętać, że kartezjańska (nowożytna) idea oznacza coś zupełnie innego, niż platońska idea wskazująca na byt wzorcowy, wieczny i niezmienny.

Kartezjusz zauważa, że większość nauk opierając się na doświadczeniu zmysłowym jest czymś niepewnym. Jedyną nauką zasługującą na zaufanie wydaje się być matematyka, której twierdzenia dotyczą przedmiotów prostych, jakie może znaleźć zarówno w śnie, jak i na jawie. Prawa matematyki obowiązują nawet wtedy, kiedy na świecie nie istniałby żaden przedmiot. Oznacza to, że pole prostokąta równa się iloczynowi jego boków nawet wtedy, kiedy na świecie nie istnieje żaden prostokąt. Następnie Kartezjusz zastanawia się, czy mogą istnieć na świcie okoliczności wobec których matematyka okazałaby się zawodna.

Autor medytacji przed dalszymi rozważaniami nadmienia, że jest wierzącym chrześcijaninem. Mimo to, aby uzyskać wiedzę pewną decyduje się on na rozważenie hipotezy złośliwego demona, który łudzi ludzi obrazem świata. Widzimy więc, że wyobraźnia siedemnastowiecznego filozofa wyprzedziła twórców Matrixa. Gdyby za obraz świata odpowiadałby złośliwy demon, to nawet prawdy matematyki okazałaby się jedynie projektem złośliwej istoty, a nie prawdą. Takim sposobem rozważania składające się na pierwszą medytację dobiegają końca. Zadaniem Kartezjusza jest znalezienie pewnego i niezawodnego punktu oparcia dla wiedzy, które ochroniłoby tę ostatnią przed zakusami demona.

Drogą wiodącą do zdobycia pewności może być jedynie konsekwentne wątpienie, którego celem jest sprawdzenie, czy to, co nas otacza jest rzeczywiście prawdziwe. Dlatego Kartezjusz stawia pod znakiem zapytania istnienie ciała, a także kształt, przestrzeń i ruch. Wątpienie prowadzi do wniosku, że jedyną rzeczą, której mogę być pewien jest własne myślenie, a zatem: "Myślę, więc jestem". Nawet jeśli demon nas ciągle oszukuje, to jednak oszukuje kogoś, a więc mimo wszystko w jednym punkcie nie mogę zostać oszukany: rozważając to wszystko muszę przyznać, że jestem istotą myślącą.

Będąc istotą myślącą posługuje się ideami. Jedna z moich idei zasługuje na wyróżnienie. Jest to idea Boga, o którego istnieniu dowiaduje się następująco. Bóg jest bytem doskonałym, zawierającym wszystko to, co dobre. Dlatego posiadając ideę Boga przyznajemy mu istnienie. Kartezjusz dowodząc istnienia Boga twierdzi jeszcze, że tylko istota doskonalsza od nas może zaszczepić w nas tak szczytną ideę. Wreszcie skończona istota człowieka wymaga nieskończonego poświadczenia. Natomiast nieskończoność przysługuje jedynie Bogu.

Po przedstawieniu dowodów na istnienie Boga Kartezjusz stwierdza, że istota doskonała nie może nas zwodzić. Dlatego też Bóg stanowi gwarancję tego, że świat w którym żyjemy i który poznajemy zmysłami jest prawdziwy. Mimo to, ciągle nurtuje go pytanie o istotę człowieka. Nie zgadza się z definicją Arystotelesa głoszącą, że człowiek jest zwierzęciem rozumnym. Wówczas należałoby wiedzieć, czym jest zwierzę. Definiując zwierzę należałoby się odwołać do kolejnych nieznanych pojęć i w końcu skonstruowanie definicji człowieka okazałoby się niemożliwe. Podobne zastrzeżenie budzi w nim pojęcie duszy, której przypisuje wszystkie opisane czynności, takie jak myślenie, odczuwanie, a także chodzenie i odżywianie. O wiele łatwiej przychodzi mu określić ciało jako obrysowaną figurę wypełnioną przestrzenią. W końcu nie mogąc określić istoty człowieka stwierdza w dość osobiście brzmiący sposób, że jest istotą, która wątpi, rozumie i pragnie, a także posiada władzę nad wyobraźnią i zmysłami.

Takim sposobem powraca do tematu zawodności zmysłów w poznaniu. Zauważa przy tym, że pomimo tego, iż dzięki zmysłom poznajemy właściwości przedmiotów nie możemy dostrzec niektórych zmian. Chociażby kawałek surowego mięsa różni się wyglądem, kształtem, zapachem i smakiem od tego samego kawałka upieczonego. Dlatego też zdaniem Kartezjusza najważniejszy w procesie poznania jest rozum, gdyż dzięki niemu wie, że istnieje, a także sprawuje kontrolę nad swoimi zmysłami.