Szymborska Wisława Nic darowane

Nic darowane, wszystko pożyczone. Tonę w długach po uszy. Będę zmuszona sobą zapłacić za siebie, za życie oddać życie. Tak to już urządzone, że serce do zwrotu i wątroba do zwrotu i każdy palec z osobna. Za późno na zerwanie warunków umowy. Długi będą ściągnięte ze mnie wraz ze skórą. Chodzę po świecie w tłumie innych dłużników. Na jednych ciąży przymus spłaty skrzydeł. Drudzy chcąc nie chcąc rozliczą się z liści. Po stronie Winien wszelka tkanka w nas. Żadnej rzęski, szypułki do zachowania na zawsze. Spis jest dokładny i na to wygląda, że mamy zostać z niczym. Nie mogę sobie przypomnieć gdzie, kiedy i po co pozwoliłam otworzyć sobie ten rachunek. Protest przeciwko niemu nazywamy duszą. I to jest to jedyne,

czego nie ma w spisie.

Utwór Wisławy Szymborskiej "Nic darowane" jest poetyckim porównaniem życia człowieka do posiadania konta bankowego i w ogóle sfery związanej z bankiem i ekonomią. Podmiot liryczny, który można utożsamiać z samą poetką szuka analogii pomiędzy wyżej wspomnianym życiem a rachunkiem bankowym, długami, dłużnikami itd. Sytuacja liryczna opiera się więc na pewnym skojarzeniu, na pomysłowym koncepcie, którego zapewne nie powstydziliby się sami poeci barokowi.

Nic darowane, wszystko pożyczone. Tonę w długach po uszy.

Utwór pozornie zaczyna się "niewinnie" i nic nie wskazuje na pojawienie się później tak oryginalnego konceptu. Wydaje się, iż faktycznie Szymborska opisuje swoją sytuację materialną, po czym jesteśmy zaskoczeni pojawieniem się słów:

Będę zmuszona sobą zapłacić za siebie, za życie oddać życie.

Tu już w czytelniku pojawia się pewien niepokój - czyżby poetka, można się cynicznie zapytać, miał jakieś porachunki z mafią, że będzie musiała oddać swe życie? Czyżby przewidywała swoją śmierć?

Tak to już urządzone, że serce do zwrotu i wątroba do zwrotu

i każdy palec z osobna

Dalej pojawia się już metaforyczne stwierdzenie: oto okazuje się, że nasze ciało nie należy do nas, że posiadamy je tylko jakby "wypożyczone", że nie jest ono naszą własnością. Wersy te tez można odczytać dosłownie: trwa bowiem na całym świecie kampania promująca ideę oddawania po śmierci swych zdrowych organów ludziom czekającym na przeszczep. Nasze serce może się przydać komuś innemu, nasza wątroba ratuje życie innej osobie. Trudno jednak wyczuć jakie jest stanowisko samej poetki w tej kwestii - czy jest to metaforyczne ujęcie jakiejś prawdy metafizycznej dotyczącej faktu, iż naszą świadomość buduje nasz umysł, myśl, a ciało to tylko otoczka, na którą nawet nie mamy wpływu. A może poetka drwi z owych idei związanych z oddawaniem organów? Można wielorako odczytywać te wersy.

Za późno na zerwanie warunków umowy. Długi będą ściągnięte ze mnie wraz ze skórą. Chodzę po świecie w tłumie innych dłużników. Na jednych ciąży przymus spłaty skrzydeł. Drudzy chcąc nie chcąc rozliczą się z liści.

W każdym bądź razie okazuje się, że każdy człowiek jest dłużnikiem, każdy tak samo jest cos winien. Jedni są winni "spłaty skrzydeł", inni "liści" - wychodzimy tu już poza sferę cielesności. Skrzydła bowiem symbolizują wzniosłość myśli, wszak skrzydła przypiął sobie mityczny Ikar, by wlecieć ku słońcu. Liście w tym sensie będą sygnalizować zwyczajność, zwykłego człowieka, który żyje przeciętnie jak inni zjadacze chleba.

Po stronie Winien wszelka tkanka w nas. Żadnej rzęski, szypułki do zachowania na zawsze.

Pojawia się podmiot zbiorowy. Szymborska już nie mówi o sobie w sensie jednostkowym - ja, ta jedna jedyna Szymborska. Niezauważalnie przechodzi do wypowiadania się w imieniu wszystkich ludzi.

Spis jest dokładny i na to wygląda, że mamy zostać z niczym. Wszystko zdaje się być zanotowane w jednym Wielkim Banku Świata. A my , ludzie pozostaniemy z niczym. Nie mogę sobie przypomnieć gdzie, kiedy i po co pozwoliłam otworzyć sobie ten rachunek. Protest przeciwko niemu nazywamy duszą. I to jest to jedyne,

czego nie ma w spisie.

Bunt przeciwko takiemu widzeniu świata Szymborska nazywa duszą. A tego oczywiście nie ma w spisie - czyżby boskim spisie? - ponieważ dusza zależy od nas, to my ją kreujemy, ciało jest nam dane, niewiele w nim możemy zmienić, możemy o nie dbać lub nie, ale to duszę, umysł kreujemy sami.

Z jednej strony jest to dosyć gorzka refleksja - oto jesteśmy winni cos komuś, swoje ciało. W sensie materialnym ma to swoje uzasadnienie. Zmarły człowiek zostaje pochowany, jego ciało rozkłada się, zostaje "oddane" ziemi. Można by tu znaleźć nawet odwołanie do biblijnych słów: "Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz". Ciało do nas nie należy, w każdym bądź razie. Zresztą, tym, którzy wierzą w życie pozagrobowe ciało już nie jest potrzebne po drugiej stronie świata, a tym, którzy w nic nie wierzą, tym bardziej po śmierci ciało się nie przyda. Okazuje się więc, że jedyna rzecz, która do nas należy i którą posiadamy na własność to nasza dusza. To ona nas kreuje i jest nam dana na zawsze.