W wierszy Wisławy Szymborskiej wszystko jest skoncentrowane na sytuacji prorokini, która dobrze przewidziała przyszłość. Co prawda nikt jej nie wierzył i w gruncie rzeczy była na uboczu życia społeczności. Jednak przyszłość pokazała, że jej słowa spełniły się co do joty.

Czy wobec tego kobita jest szczęśliwa? Wbrew pozorom ma marną satysfakcję. Wyznaje wprost:

"To prawda, tryumfuję.

Moja racja aż łuną uderzyła w niebo."

Jednak skoro z tym wiąże się zagłada miasta, ludzki ból i cierpienie, to przecież nie można z tego powodu się cieszyć. Patrzy na gruzy i popiół oraz boleje nad swoim tragicznym losem. Prorokini dobrze zapamiętała spojrzenia ludzi, w których nie było ciepła i serdeczności, a raczej lęk i strach. Odsunięta od wszystkich, bo nawet dzieci uciekały od niej, musiał się źle czuć. Znajomość przyszłych dziejów właściwie ją męczyć, nużyć. Z pewnością wolałaby żyć tak jak inny. Jednak dostępu do tej normalności jej nie dano. Zachwyca się egzystencją zwykłych ludzi.

Patrzyła zawsze z pewnej wysokości na innych, gdyż wiedziała, co się im przytrafi. Obecnie żałuje tej wyniosłości:

"Wyszło na moje.

Tylko że z tego nie wynika nic (…)

A to jest moja wykrzywiona twarz.

Twarz, która nie widziała, że mogła być piękna."

Kasandra ubolewa nad sobą i swoją sytuacją. Jej twarz jest "wykrzywiona", z cierpienia albo przerażenia. W każdym razie nie ma już szans na znalezienie szczęścia. Zajęła się wieszczeniem przyszłych losów ludzi, a zmarnowała swoje życie osobiste. Co zaskakujące nie przewidziała, że będzie z tego powodu nieszczęśliwa. Zapomniała o sobie i za to musi zapłacić straszną cenę. Nawet zapomniał o swej urodzie.

Szymborska chce pokazać, że wbrew pozorom nie jest dobrze znać przyszłość. Taka wiedza może być straszliwym balastem i zniszczyć daną jednostkę. Lepiej wiedzieć mniej i być szczęśliwym niż powtórzyć losu Kasandry.