Jan Kochanowski na wieki stworzył model, jakim poeci posługiwali się opłakując bliskie sobie osoby. Jego "Treny" zawierały tak wielki ładunek szczerych i prawdziwych emocji, że nawet poeci dwudziestego wieku odnajdywali w nich pomoc i kierunek własnego wyrażenia bólu po stracie najbliższej sobie osoby. Dlatego tez wiersze Władysława Broniewskiego, z cyklu "Anka" napisanego po śmierci córki, wykazują wiele podobieństwa nie tylko w motywie i temacie, lecz także w stylistyce i specyfice ujęcia z "Trenami" Jana Kochanowskiego.

Mistrz z Czarnolasu opłakuje swoja zmarłą córeczkę, niespełna trzyletnia Urszulkę i stara się pokazać ogrom straty, jaką pociągnęła za sobą jej śmierć. Choć dziecko to jeszcze niewiele w życiu znaczyło, zdziałało, jednak mogło zostać kimś wielkim, lub po prostu spokojnie i długo żyć, bo taki jest chyba cel narodzin człowieka. W "Trenie VII", poeta pokazuje zaś tylko jej ubrania, zabawki, rzeczy materialne, nieożywione, które przetrwały ich mała właścicielkę. Pokazuje jej stratę, poprzez pustkę, jaką jej śmierć uczyniła w domu rodziców. Rzeczy te cały czas pozostając widocznymi tylko pogłębiają smutek rodziców i rozszarpują ich rany cierpienia:

"Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory

Mojej namilszej cory!

Po co me smutne oczy za sobą ciągniecie,

Żalu mi przydajecie?".

Poeta wspomina wszystko co jej wraz z żona chcieli ofiarować, a także to że myśleli o jej przyszłym zamążpójściu, po prostu jak każdzi rodzice starali się dla niej o jak najlepsza przyszłość. A wraz z jej śmiercią wszystko to obróciło się w niwecz. Pojawia się w tym trenie obraz matki, która ubiera córkę, ale nie do ślubu, tylko w trumienne giezło:

"Giezłeczkoć tylko dała a lichą tkaneczkę;

Ojciec ziemie brełeczkę

W główki włożył. - Niestetyż, i posag, i ona

W jednej skrzynce zamkniona!".

Władysław Broniewski mówiąc o swojej zmarłej córce w wierszu "Jesionowa trumna" wraca do tego motywu Kochanowskiego. Zestawia swoje wspomnienia, szczęście, które dawała mu córka, z jej drobnym ciałem zamkniętym w trumnie. Przywołuje z pamięci:

"niedawne wspólne jazdy,

po drogach Polski i pamięci.

I jak kwietniowy kwiat nam wiślił

drogę z Krakowa aż do Gdańska...".

Jednak nie pozwala zawładnąć smutkowi sowim sercem. Stara się walczyć z nim, nie pozwolić by to cierpienia go przygniotło. W pamięci widzi nadzieje przetrwania swojej córki i jakiejś formy jej nieśmiertelności. Chce też nadziei, tego, że nie pogrąży się ona wraz z jego łzami w jakiejś otchłani. Broniewski stara się wypchnąć ten ból poza siebie, jakby go zanegować, nie dopuścić do niego. Łączy go z Kochanowskim poczucie opuszczenia, samotności po stracie córki. Jedna zasadnicza rzecz odcina Broniewskiego od renesansowego poety, a mianowicie jego postanowienie nie poddawania się, próba odnalezienia w sobie siły zdolnej do pomocy w tym ciężkim czasie. Pocieszeniem jest też perspektywa spotkania się w wieczności.