Poeta od 1981 roku przebywał w USA. Prawdopodobnie tam powstał utwór "Garden party". W Polsce został opublikowany w 1997 roku. Stanisław Barańczak w czasach PRL -u działał jako opozycjonista.

Wiersz rozpoczyna zabawne, ale jednoznaczne stwierdzenie: "Pomarańcza, jak widzę, z Malty - wyśmienita!". I już sam ten cytat doskonale reprezentuje cały wiersz. Poeta kpi z faktu, iż tak naprawdę wcale nie liczy się smak owocu, ważna jest firma, państwo, z którego owoc został przywieziony! To również wpływa na jego cenę. Przecież drogie wcale nie znaczy dobre, czy wręcz najlepsze. Każda rzecz pożądana przez ludzi (niezależnie czy do jedzenia, czy też nie) musi być, banalnie mówiąc, modna (choćby reklamy jedzenia).

Poeta opowiada w wierszu o swoim przybyciu do Ameryki. Mówi, że od razu był traktowany gorzej od innych, ponieważ był "przybyszem". Rodowici Amerykanie traktują go jako kogoś obcego, innego. On, aby zostać przez kogoś zrozumiany musi mówić w ich języku, natomiast nikt nawet nie stara się wypowiedzieć poprawnie jego nazwiska. Kiedy bierze udział w przyjęciu jest w centrum zainteresowania, gdyż kojarzy się wszystkim z "zagłodniałym" i "wychudzonym" Polakiem. Każdy z niego drwi i wyśmiewa go. Mimo, że nikt z Amerykanów nic nie wie o historii, kulturze, sytuacji politycznej Polski. Nie potrafią wymienić ani jednej znanej osoby pochodzącej z Polski, a będącej ważną w tamtych czasach politycznych. Nic się dla nich nie liczy, oprócz ich samych.

Wiersz mówi o tym jak bardzo każdy naród jest zamknięty na osoby obce, które niepożądane przekraczają granicę. Ogromnej roli i przekleństwie krążących stereotypów o danym narodzie, czy jego mieszkańcach.