Kochana Agnieszko!

Przesyłam Ci gorące buziaki znad cudownego oceanu akermańskiego krajobrazu. Płynę z wolna zaprzęgiem niczym statkiem po wzburzonej otchłani roślinności. Dobiega mnie uspokajający dźwięk szumiących traw, potęgujący w moich uszach, odbierający mi mowę. Powóz gna do przodu, posłuszny woli woźnicy zapatrzonego gdzieś w siną dal, gdzie znużona przyroda przygotowuje się na sen. Niebo przykryte jest płaszczem pierwszych gwiazd wieczornych. Wiodą nas w bezkresną przestrzeń stepu, lśnieniem zachęcają do kontynuowania wędrówki. Są dla nas przewodnikiem i opiekunem. Nęcą widokiem nieprzeniknionych toni falującego morza akermańskich łąk.

Mrok niespiesznie okrywa rozległy krajobraz. Lecz cóż to? Światłość jakaś przenika nieboskłon, blask rozjaśniający nicość. Czyżby jutrzenka zapragnęła naszego towarzystwa? Pląsa po łące, szybuje majestatycznie nad widnokręgiem. Wzlatuje, a za moment ponownie się zniża. Aż trudno dogonić ją wzrokiem! Zręczna i gibka niczym młoda sarenka. Niedościgniona. Nieuchwytna dla niewprawnego oka widza. Jednak... czy to może być realne? Jutrzenka w milczeniu wieczornego stepu okrywająca przed snem zmęczoną roślinność, rozjaśniająca znużonym pielgrzymom drogę między krzewami? To przecież nie do niej należy jasność wyzierająca z mroku przykrywającego stepowy obraz. Przecież to połyskująca tafla Dniestru! Kołysząca się toń rzeki, w której szukają swego odbicia nieśmiałe gwiazdki. Ich połyskliwość jakby wznosi się w powietrze, wzbija w przestworza i ucieka zlękniona spojrzeniem człowieka. Lecz cóż to znowu za odblask? Niepewny, jednak coraz to silniejszy, oślepiający oczy, wywołujący strach pośród płochliwych migotów rzecznego źródła. Czyżby to była morska latarnia? Prześwit wiary człowieczej oraz nadziei na szczycie akermańskiej kruchty. Drogowskaz dla wędrowników, rzuconych przez opatrzność na bezkres akermańskiego stepu. Wybawienie dla fantastów podobnych do mnie, wsłuchanych w kojący szmer burzanów, subtelny lot motyli oraz dźwięk poruszających się wśród traw, polnych istot. Światło kończące zamyślenie, odbierające prawo do tęsknoty za ojczyzną, której zieloność stokroć bardziej cudowna i spokojna niż tutejsza. Czas powrócić i opuścić step. Czas zostawić rzeczywistość fantazji i zdusić dręczącą nieustannie nostalgię za rodzinnym krajem, który jest zbyt odległy, by można doń powrócić.

Z wyrazami szacunku

Anna