Rozsławiona w swym czasie sielankowa pieśń autora kolędy Bóg się rodzi dziś raczej nikogo nie wzrusza, a raczej śmieszy. Ale w czasie, gdy pisał ją Franciszek Karpiński, utwór Laura i Filon był prawdziwie poruszającym serca odbiorców utworem, który miał ich uwrażliwiać i oderwać od zawsze poprawnego i nacechowanego dydaktyzmem klasycyzmu.

Laura i Filon - analiza

Sporych rozmiarów utwór składa się z dziewięciu czterowersowych strof o regularnej budowie, którą tworzą stały układ rymów żeńskich przeplatanych (ABAB) oraz powtarzający się regularnie układ sylabiczny głosek: po 10, 8, 10 i znów 8 w każdej strofie. Owa regularność nadaje utworowi melodyjność, co jest cechą typową dla sielanki i w ogóle dla twórczości samego Karpińskiego. 

Laura i Filon jest przykładem liryki pośredniej - choć wydaje się, że treść utworu nie jest skomplikowana, nigdzie nie mamy wprost wyrażonego stanowiska podmiotu lirycznego wobec tego, co dzieje się w utworze. Znajdujemy w nim, podobnie jak w balladach, i elementy liryki, i epiki, i dramatu. 

I tak, część epicka jest w zasadzie mało rozbudowana - stanowi jedynie wtręt jednej zwrotki w kluczowym momencie osiągniętego napięcia: Kiedy w chrościnie Filon schroniony/Wybiegł do Laury spłakanéj,/Już był o drzewo koszyk stłuczony,/Wieniec różowy stargany. Poza tym utwór jest czystym dialogiem, w którym najpierw relacjonuje swe poczynania i odczucia Laura, potem Filon, a następnie następuje wymiana zdań bohaterów.

Bohaterowie to zresztą szczególni - ich kreacja, wskazująca na to, że są prostymi wieśniakami (wskazują na to wymieniane elementy otaczającej ich rzeczywistości, takie jak noc, księżyc, bór, jawor, koszyk malin, psy czy piejący kur lub kij pasterski Filona), może budzić wiele wątpliwości. Już same imiona bohaterów, wyszukane i bardzo dalekie od realiów polskiej wsi XVIII wieku, sposób wyrażania się zaś nijak nie przystaje do prostych ludzi (Prowadź mię teraz, miłości śmiała!/Gdybyś mi skrzydła przypięła!albo O, popędliwa!... O, ja niebaczny!.../Lauro!... poczekaj... dwa słowa!...). 

Sztuczność kreacji bohaterów przestaje być zdumiewająca, gdy weźmie się pod uwagę, że Laura i FilonKarpińskiego to szczególnie wyrazisty typ sielanki konwencjonalnej. W takowej twórców rzeczywiście inspirują tematy zaczerpnięte z życia wiejskiego i chętnie wykorzystują w niej postaci rolników, pasterzy, rybaków, myśliwych, itp. Ale liryczne lub opisowe wprowadzenie a następnie wypowiedzi bohaterów, czy też ich liryczny monolog, nie udają nawet odniesień do realizmu, wieś jest jedynie stylizacją, podobnie jak kostiumy bohaterów. 

Ich uczucia przedstawione są zatem w sposób przerysowany, aż do rozmiarów hiperboli - stąd język miłosny bohaterów jest pełen wykrzyknień, westchnień i zaklęć. Wyznania kochanków brzmią patetycznie i sztuczne, zdecydowanie zbyt wyszukane: (np. Gdyby mi Akast dawał swe brogi/Ze złotem swojej Izmeny,/Rzekłbym: Akaściel tyś jest ubogi,/Bo moja Laura bez ceny), co razi szczególnie, jeżeli zestawia się je z prostotą wiejskiej scenerii. Nic nie ma jednak razić jednak zbyt prozaicznymi szczegółami, stąd i sceneria spotkania jest malownicza, wolna od szczegółów charakterystycznych dla wiejskiej zagrody.

Laura i Filon - interpretacja

Akcja utworu nie jest skomplikowana, choć wywołuje burzę dramatycznych uczuć: oto pewnego pogodnego wieczoru pasterka Laura umawia się z ukochanym Filonem, by spędzić z nim kilka rozkosznych chwil w stałym miejscu ich spotkań: pod szczególnie dla nich ważnym jaworem, stałym miejscem ich schadzek. 

Na spotkanie jest starannie przygotowana: ma kosz malin do nakarmienia i wieniec do udekorowania głowy swego ukochanego. Jednak zabiegi wokół fryzury powodują, że Filon oczekuje jej czas tak długi, że spod jaworu docierają umówione znaki przynaglające dziewczynę. Laura pospiesznie zatem biegnie pod jawor, pod którym jednak nie zastaje nikogo. 

Zdruzgotana tym odkryciem niszczy wszystko, z czym przyszła i rzuca wiele gorzkich słów na temat niewierności kochanka i jego upodobaniom do niejakiej Dorydy. W tym momencie krzaki opuszcza przerażony Filon, który ukryty postanowił w taki sposób wybadać uczucia ukochanej i teraz jest świadom popełnionego błędu. 

Gorąco zapewnia Laurę, że jest ona jego jedyną prawdziwą miłością, a z Dorydą nic go nie łączy, gdyż jest ona nikim ważnym, w przeciwieństwie do Laury. Laura jest tym prawie uspokojona, spokój zupełny zyskuje wtedy, gdy Filon dla niej podejmuje zobowiązanie, w myśl którego już nigdy więcej nie zamierza spotkać się z nielubianą przez Laurę Dorys. 

Wydawać mogłoby się, że szczęśliwy koniec, pełen wzajemnych zapewnień o sile uczucia, jest niezaprzeczalny, gdyby nie ostatnia zwrotka, w której Laura mówi jeszcze: Miesiącu! Już ja idę do domu!/Jeśliby kiedy z Dorydą/Filon tak trawił noc po kryjomu,/Nic świeć, niech na nich dżdże idą!- wskazuje ona bowiem, że gdzieś w głębi serca Laura jeszcze żywi swe podejrzenia, mimo poświęcenia i zapewnień ukochanego. 

Wbrew sielskiemu kostiumowi, Karpiński nie odmalowuje miłości w różowych barwach - jest ona źródłem niepewności i wahań, złożona z dwojga sfer: duchowej i zmysłowej, powoduje w życiu ludzkim zamęt i bywa źródłem dramatów. D

latego Laurze do głowy prędko przychodzą podejrzenia: Pewnie on teraz koło bogini/Swej, czarnobrewki Dorydy,/Rozrywkę sobie okrutną czyni,/Kosztem mej hańby i biedyi nie biorą się one bez żadnej przyczyny - wszak Filon wyznaje: Prawda, że czasem z nią się bawiło,/Mając znajomość od długa,/Ale kochamia nigdy nie było:/Nie już ten kocha, co mruga.