Antyczna tragedia, pomimo ciągłego rozwoju literatury, nadal nie jest jedynie interesującym zabytkiem sprzed tysięcy lat. Utwory tragiczne wystawiane na scenach starożytnej Grecji utwory do dziś zachowały uniwersalny przekaz, ogromną wartość artystyczną i nacechowanie uczuciowe. Dzięki tym cechom nadal są wystawiane i czytane i nadal stanowią teksty przemawiające do czytelników. Oczywiście dzisiejszy odbiorca zdecydowanie różni się od tego starożytnego. Z tego właśnie względu postacie takie jak Edyp, Antygona, Elektra czy Fedra są dla nas dziś zarówno ciekawe jak i odległe a przy tym nieco egzotyczne. Przepaść tysiącleci, która dzieli nas od autorów i czytelników, a raczej widzów, starożytnych tragedii powoduje, że trudno dziś mówić o identyfikowaniu się czytelnika z bohaterami. Świat po prostu uległ zbyt wielkim zmianom. Postacie starożytnych utworów nie budzą już tak silnych emocji u nas, jak budziły w starożytności.

Najistotniejsza funkcją starożytnej tragedii było katharsis - duchowe oczyszczenie. Narzędziem tego oczyszczenia, którego mieli doznawać widzowie są uczucia wywoływane przez postacie - litość i trwoga. Litość wynikała z obserwowania tragicznych wydarzeń, a trwoga ze świadomości, że każdego mogła spotkać tragedia. Dziś oczywiście tragedia utraciła już funkcję katartyczną. Sam schemat jednak, a szczególnie postać literacka budząca litość i trwogę przetrwała do dziś.

Najlepszym przykładem postaci budzącej litość i trwogę jest Gollum. Cykl "Władca Pierścieni" Johna Ronalda Reuela Tolkiena jest rodzajem nowoczesnej mitologii, więc nie mogło zabraknąć w nim postaci tragicznej. Gollum jest z pewnością postacią tragiczną, a jego tragedia wynika, jak w starożytności, z ludzkich wad charakteru i wyroków losu.

Niegdyś żył w krainie Shire młody i niezwykle jak na swoją rasę ciekawy świata hobbit. Nosił on imię Smeagol, lecz historia Śródziemna zapisała go pod imieniem Gollum. Któregoś dnia, wraz ze swoim przyjacielem Deagolem łowił ryby nad rzeką. Deagol zanurkował i znalazł na dnie rzeki pierścień (my nazwalibyśmy go raczej obrączką) wykonany z nieznanego metalu przypominającego złoto. Pokazał znalezisko swemu przyjacielowi. Przedmiot natychmiast zawładnął myślami Smeagola. Bardzo chciał go zatrzymać. Doprowadziło go to do zabójstwa. Zabił Deagola i zatrzymał Pierścień, który jak się później okazało, był przeklętą własnością mrocznego Saurona. Najpierw Smeagol odkrył, że założenie pierścienia czyni noszącego niewidzialnym. Moc znakomicie przysłużyła się Smeagolowi w szkodzeniu innym mieszkańcom jego kraju. Miał okazję podsłuchiwać, kraść i wyrządzać wszelkie zło nie ryzykując złapaniem. Powoli zaczął oddalać się od innych hoibbitów - nie chcieli oni między sobą kogoś takiego. W końcu Pierścień i samotność zaczęły wywierać wpływ na duszę i ciało hobbita. Został już wyrzucony z domu i nie mógł powrócić do społeczności. Stał się wyrzutkiem, i jako taki coraz mniej przypominał istotę cywilizowaną. Nieustannie rozpaczał nad swoim losem, ale nie pozbył się zdradzieckiego artefaktu. Wkrótce jedyne, czym się zajmował to oglądanie Pierścienia i złorzeczenie wszystkim tym, którzy, w jego mniemaniu, wyrządzili mu krzywdę. W końcu degeneracja posunęła się tak daleko, że zaczął poruszać się na czterech kończynach, jego skóra pociemniała, żywił się surowym mięsem. Od słońca, przyrody oraz istot żywych uciekł w głąb jaskini i tam pozostał przez wiele lat. Pierścień zadowolony z szacunku, jaki okazywał mu posiadacz, wydłużył życie nieszczęsnego potwora ponad wszelkie granice właściwe jego rasie. W końcu Smeagol zniknął, stając się Gollumem - gulgaczem - tak, od dźwięków, jakie wydawał, nazywali go ci, którzy mieli nieszczęście go spotkać. Po wielu latach Pierścień postanowił odłączyć się od potwora, którego stworzył i wrócić do swego stwórcy, ale kolejny hobbit, który go odnalazł okazał się odporniejszy. Gollum chciał za wszelką cenę odzyskać utracony "skarb" i wraz z nim został w końcu zniszczony. Nie można było cofnąć dokonanego zła.

W tej fantastycznej i bądź co bądź mało realistycznej postaci odnaleźć można wiele odwołań do losów Edypa, króla Teb - bohatera tragedii Sofoklesa. Obaj z początku prowadzili normalne, spokojne a nawet szczęśliwe życie. Punktem przełomowym było dla Edypa usłyszenie przepowiedni, a dla Smeagola - odnalezienie pierścienia. Były to wydarzenia niezależne od chęci i woli bohaterów, zaplanowane przez neutralny (mitologiczny) bądź zły (Sauron) los. Edyp zabił ojca i poślubił matkę, nieświadomie, ale jednak spełniając przepowiednię. Smeagol zabił towarzysza by przejąć znalezisko, nie wiedział, że to pierścień nim kieruje. Przez jakiś czas później wszystko zdaje się układać dobrze - Edyp rządzi Tebami a Smeagol oddaje się nowej rozrywce. Los tragiczny jednak nie śpi i Teby zaczynają być nawiedzane przez rozmaite klęski. Również Smeagol powoli zaczyna odczuwać negatywne skutki używania Pierścienia - jego ciało się zmienia a umysł ogarnia szaleństwo. Edyp z początku nie wierzy, jak on mógłby być winnym wszelkiego zła nawiedzającego Teby. Smeagol powoli zmieniający się w Golluma nie widzi nic dziwnego i podstępnego w działaniu pierścienia. Żaden z bohaterów nie chce przyjąć do wiadomości swojej winy. Tak właściwie to żaden nie zawinił - obaj są jedynie narzędziami w rękach potężniejszych sił. Finał losów postaci również jest podobny - Edyp zostaje oślepiony i wkrótce umiera, umiera również dawny Smeagol, którego ciało i umysł (a raczej to, co z nich zostało) najeżą już do Golluma.

W ten oto sposób Gollum - postać fantastyczna, bardziej a jednocześnie mniej odległa od współczesnego człowieka, przejął katartyczną funkcję bohaterów antycznej tragedii. Podobni inne postacie "Władcy Pierścieni" - wielu z nich zostaje zmuszonych do odpowiedzi na pytanie "a co, gdybym to ja…". Podobnie czytelnik musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zachowałby się w obliczu potęgi, która da mu wszystko, czego pragnął w zamian za wszystko, co posiada. Gollum przyjął taką ofertę i zapłacił za to duszą, umysłem i ciałem.

Przykładem bardziej przyziemnym i nie odwołującym się tak bardzo jak poprzedni do wyobraźni czytelnika na istnienie w dzisiejszej literaturze postaci budzących litość i trwogę są dwie bardzo podobne do siebie książki. Chodzi tu o "My, dzieci z dworca ZOO" Christianne F. i "Pamiętnik Narkomanki" autorstwa Barbary Rosiek. Obie są opowieściami autobiograficznymi. Dotyczą losów kobiet, które używały narkotyków. O przebiegu ich życia zadecydował zaledwie jeden popełniony w młodości błąd. W obu historiach znakomicie (bo z autopsji) ukazano, w jak diametralny sposób zmienia się życie człowieka uzależnionego od narkotyków. Przeczytać możemy o rozmaitych wzlotach i upadkach bohaterek. Dopiero po upływie pewnego czasu obie zdają sobie sprawę ze swego błędu. Ale jest już, jak to zwykle bywa, za późno. Wypowiadają się o swoim problemie w sposób wyjątkowo bezpośredni, stąd możliwe jest dotknięcie czytelnika. Czytelnik jest równocześnie zły i bezradny, lecz może postawić się na ich miejscu. Widzi oczywiście i ocenia z perspektywy postępowanie bohaterek, lecz perspektywa nie wyklucza uczucia litości i współczucia. Czytelnik może dzięki poznaniu losów bohaterek uświadomić sobie, jak niewielki błąd może w efekcie doprowadzić do załamania się życia człowieka. Opisane w powyższych utworach sytuacje dzieją się wokół ciągle, wiec czytelnik nie może uznać, że taki problem go nie dotyczy.

To oczywiście jedynie wybrane spośród przykładów postaci literatury współczesnej, które mogą wzbudzać w czytelniku litość i trwogę. Z jednej strony postać Golluma - całkowicie nierealistyczna, ale dzięki kunsztowi autora - przemawiająca głośno i wyraźnie. Z drugiej - dwie zwyczajne kobiety, które moglibyśmy spotkać na ulicy i nie zauważyć, że są kimś szczególnym. Na obu tych przykładach, jak i na setkach innych, można się wiele nauczyć. Już nie sama litość i trwoga, ale nauka z nich płynąca, jest ważna w dzisiejszej literaturze - nie katharsis, ale ostrzeżenie.