Utwór autorstwa Adama Mickieiwcza Konrad Wallenrod jest powieścią poetycką, której wydarzenia toczą się w XIV wieku. Poznajemy jej tajemniczego bohatera Adolfa Waltera, w dzieciństwie porwanego przez krzyżackich zakonników, ale w rzeczywistości będącego pochodzenia litewskiego. W okresie pobytu u krzyżaków opiekował się nim pewien Wajdelota, także pochodzący z Litwy, który ukształtował w chłopcu patriotyczną postawę umiłowania wobec rodzinnego kraju. Kiedy udało się im powrócić na Litwę, Konrad poślubił Aldonę, które ojcem był Kiejstut. Ich szczęście nie trwa długo, mężczyzna jest zmuszony w imię ojczyzny podjąć się zdradzieckiej misji. Po śmierci Konrada Wallenroda, którego był giermkiem, przybiera jego tożsamość i powraca do Krzyżaków, wśród których robi karierę, a tak naprawdę działa na rzecz Litwy. Jego czyny wychodzą w końcu na jaw, lecz bohater od początku przeczuwa swoją osobistą klęskę, choć za cenę pomocy krajowi. Na początku swej drogi Konrad musi dokonać wyboru, żaden z nich nie jest do końca właściwy, zawsze kończy się czyimś cierpieniem. Rycerz poświęca jednak osobiste szczęście na rzecz swego narodu. Czy pośród tych tragicznych dylematów bohater zachowuje się jak polityk, czy jak zdrajca?

Kiedy przed naszym bohaterem stanęły tragiczne dylematy, nie zdążył się on jeszcze nacieszyć rozkoszami życia małżeńskiego. Ale w sytuacja kraju nie była wówczas zbyt pomyślna, dręczyły go bowiem ciągłe najazdy i naciski ze strony Krzyżaków. Przed Konradem pojawiło się pytanie: kraj czy własne szczęście? Znał dobrze potęgę krzyżacka, dlatego wiedział, że jeśli pozostawi ojczyznę bez wsparcia, kraj zostanie zniszczony i przejęty przez ten "chrześcijański" zakon. Jeśliby na to pozwolił, do końca swoich dni nie mógł by spać spokojnie. Poza tym jak miałby cieszyć się życiem rodzinnym mieszkając w zniewolonym kraju? Wybrał walkę za kraj, jednak tradycyjna jej metoda również wydawała się mu bezskuteczna. Musiał wybrać drogę spisku, zdrady, która kłóciła się z jego zasadami moralnymi, ale była równocześnie jedyną szansą. W tych wszystkich sprzecznościach rodzi się tragizm życia mickiewiczowskiego bohatera. Co wybrać gdy wszystko wiedzie ku upadkowi i cierpieniu? Przecież wysyłając żołnierzy krzyżackich do walki, skazywał ich na pewną śmierć, a przecież to tez były ludzkie istoty. Pod maską patriotycznego heroizmu ora drugą fałszywego zdrajcy kryło się to samo bezkresne cierpienie, wynikające z postępowania wbrew sobie i swym zasadom. Te "lisie" metody wymagały ostrożności i wzbudzało w człowieku nienawiść do samego siebie, dlatego uciekał się on od świata w samotność.

Konrad był świadomy swojego dramatu. Aż do ostatnich chwil swej misji ukrywał skrzętnie rozdzierającą mu duszę rozpacz i obstawał wytrwale przy swoim planie. Był tak zdeterminowany, że początkowo nie dostrzegał, że zbija zwykłych ludzi po prostu noszących habity z czarnym krzyżem. Ocknął się szybko, ale nie mógł już zmienić obranej drogi. Jednak wiedział, że późniejsze życie z takim brzemieniem będzie niemożliwe. Kres tej walki miał przynieść już tylko śmierć.

Ciężko jest wysuwać stwierdzenia, czy działania Konrada były bohaterskie czy zdradzieckie. Każda bowiem udzielona w tej kwestii odpowiedź budzi pewne zastrzeżenia. Nie istnieją chyba idealne rozwiązania, tylko mniejsze bądź większe zło. Widać to często choćby w polityce.

"Macie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walczenia - trzeba być lisem i lwem."

Te słowa Machiavellego są mottem rozpoczynającym Konrada Wallenroda. W słowach tych można dostrzec myśl, że władza często zmusza do czynów sprzecznych z wewnętrznymi zasadami poszczególnych osób. Taki właśnie tragiczny przymus dostrzegamy też w przypadku omawianego przez mnie powyżej bohatera. Powinniśmy uczyć się od niego siły, wytrwałości i sprytu oraz ogromnego patriotyzmu. To bowiem przymioty solidnego polityka.