Larwa, wiersz Cypriana Kamila Norwida, powstał w okresie 1861-1862. To efekt zadumy nad postawą ludzkości, którą, jak się wydaje, ogarnęła niemożliwa do zatrzymania chęć zysku. Osiąganego bez oglądania się na metody i konsekwencje. Zarazem nie można jej się przeciwstawić, dlatego, że bardziej niż uczciwość cenione są pełne portfele.

Pierwsza strofa to poetycki obraz tonącej we mgle nocy. Gdy idziemy ulicą, mija nas tłum ludzi, ale spośród niego wyławiamy tylko jedną postać - kobietę, jednak jej widok budzi nasze przerażenie. Jej dokładny opis przynosi strofa druga. Obserwujący ją podmiot liryczny z uwagą wpatruje się, ale nie może poznać czy "czoło ma w cierniu czy w brudzie". Cierń to przecież symbol cierpienia, będącego naszym wyrokiem. Z kolei brud to cierpienie, które wybraliśmy sami. Jednak mrok i mgła nie pozwalają rozpoznać, które z nich maluje się na twarzy kobiety - czy to przeznaczenie, czy świadomy wybór. Kolejna zwrotka zawiera porównanie jej do Biblii, która upadła w błoto. Zatem to metafora utraconych przez tę kobietę czystości oraz świętości. I tak jak nie ma zainteresowanych ubrudzoną księgą, tak nie ma chętnych do życzliwości okazywanej osobie, którą splamił grzech.

To interesująca prawda o nas. Często patrząc na kogoś, kogo życie potoczyło się niepomyślnie i znalazł się na dnie, nie próbujemy nawet myśleć, że kiedyś był inny, lepszy i niewinny. Dominuje w nas skłonność do krytyki, niekiedy współczucia, ale prawie nigdy nie dążymy do pochwały i zrozumienia tego, co się z nią stało... Akceptować możemy bowiem osobę, która zdecydowała się zerwać ze słabościami, zwyciężyć z sytuacją i przeciwnościami losu. Tylko wtedy kiedy tego chce, można mu okazać pomoc. Podmiot liryczny podpowiada, że to trzeba zmienić, że gdy widzimy osobą na dnie, nie czas na rozmyślanie, ale na konkretną pomoc oraz na okazanie zainteresowania i współczucia. To także okazja do refleksji nad własną osobą.

W czwarta strofie mamy okazję poznać portret wewnętrzny mijanej kobiety. Jest niewidoma ("łyskają bielmem jej źrenic"), ale w jej martwych oczach widzimy ból i rozpacz. Zarazem czai się tam pragnienie posiadania bogactw, żądzę bycia zamożną. Można nawet odnieść wrażenie, że to właśnie owe bogactwa są źródłem jej cierpień i rozpaczy, być może również jej kalectwa. Jest bowiem ślepa od patrzenia tylko w jeden punkt. A to nieopanowane pragnienie zdobycia majątku sprawia, że czuje się ona nieszczęśliwa, wewnętrznie pusta. To rodzi pytanie, czy można być szczęśliwy, mając jedynie niezaspokojone pragnienia? Chciwość jest właśnie takim niemożliwym do ugaszenia pragnieniem.

Warto się wiec pokusić o odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało? Co popchnęło kobietę do wyboru tej drogi? Dokąd zamierza dotrzeć? Próby znalezienia tych odpowiedzi spełzają na niczym. Kobieta odmawia wyjaśnienia tych kwestii. Pozostaje to jej tajemnicą. Podąża zaś w stronę nicości, która może być tu rozumiana różnorako - jako brak określonego celu, jako brak sensu wybranego celu lub w ogóle kierunku dalszej drogi. Niezależnie od odpowiedzi, ta podróż nie ma sensu, nie prowadzi donikąd, nie oznacza końca cierpień i smutku, końca wylewania łez i poczucia niedosytu.

Odpowiedź na pytanie kim jest owa tajemnicza nieznajoma przynosi strofa ostatnia. To ludzkość, o której podmiot liryczny mówi, że "płacze dziś i drwi". A gdy spogląda przed siebie, w przeszłość, to widzi jedynie przelewaną na wojnach krew, widzi rządzącą ludźmi chciwość.

Można więc odnieść wrażenie, że jedynymi wartościami, które coś znaczą dla ludzkości, są nienawiść oraz agresja, a także żądza bogactwa. Nie widzi jednak, że w ten sposób doprowadza się do duchowego wyjałowienia. Zostaje w człowieku jedynie zło, pogarda. Wiersz wydaje się nawiązywać do odwiecznego dylematu - co ważniejsze: być czy mieć? Wiersz nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi. Niemniej jest wskazówką, jakiego wyboru powinien dokonać czytelnik. Podpowiedź kryje się w negatywnym stosunku do kobiety, określonej jako jędzę, wcielenie chciwości.

Zgadzam się z opinią przedstawioną w Larwie. Do podobnych wniosków dochodzi Leopold Staff.. który w swoim powstałym w 1932 roku wierszu Biedaczyno asyski! pisał: "nie zubożyło nic tak bardzo świata, jak złoto". Utwór Norwida to zarazem poetycka refleksja nad toczącą się wokół nas walką dobra i zła oraz zmagań czystości i grzechu. Zarazem nie ma szans na ostateczne zwycięstwo tego, co szlachetne. Zło przeważa w świecie, więc co może być źródłem wiary, że kiedyś będzie inaczej?

Nadzieja kryje się w przekonaniu, że człowiek nie jest zły, że jego upadki są tylko chwilowe. Tak jak Biblia rzucona w błoto nie przestaje być świętą księgą. Jest sprofanowana przez ludzi, ale to ciągle wartość bezcenna. Dlatego musimy szukać w sobie skierki dobra, bo inaczej zgodzimy się na triumf w nas sił zła, duchowej i moralnej pustki. A przecież jesteśmy powołani do stawania się coraz lepszymi...

Wiersz zbudowany jest z pięciu czterowersowych strof. Każdy wers ma 8 sylab. W pierwszych czterech zwrotkach występują tu rymy końcowe krzyżowe, w ostatniej zaś okalające.