Wydawać by się mogło, że człowiek mądry, przystojny, genialny jest prawdziwym szczęściarzem. Mogłoby, gdyby człowiek ten nie był bardzo poważnie chory. Jednak z taką chorobą zmaga się główny bohater filmu "Piękny umysł", opowiadającego historię życia wspaniałego amerykańskiego matematyka - Johna Forbesa Nasha, Jr

Nash znany był w środowisku uniwersyteckim ze swojego ekscentrycznego zachowania, które początkowo wywoływało dziwne komentarze i uśmiechy. Jednak zachowanie wielu osób zmieniło się w chwili, gdy dokonał on zaskakującego odkrycia, które sprawiło, że stał się on znany. Zdobył wyróżnienia i nagrody, a jego zachowanie przestało być tematem plotek.

Od tego momentu, życie Nasha ( w tej roli fantastyczny Russel Crowe) staje się pasmem sukcesów. Jest doceniany przez wiele osób, zdobywa posadę, a także miłość...co jednak musi mu uświadomić zakochana w nim studentka matematyki. Naukowiec zdobywa kolejne nagrody, jednak w życiu osobistym coraz częściej zdarza mu się nie kontrolować swojego zachowania. Wzbudza to podejrzenia żony, która w końcu decyduje się wysłać go do lekarza. Okazuje się, że cierpi na schizofrenię. Od tej pory zaczyna się kryzys małżeński, Alicja (Jennifer Connelly) stara się robić wszystko, by pomóc choremu mężowi, jednak czasem nerwy nie wytrzymują.

W tym momencie patrzymy na film nie jak wspaniałą opowieść o paśmie sukcesów, ale jak na niezwykle piękny i mądry obraz o dojrzałej miłości, która jest w stanie przetrwać wszystko.

Kiedy patrzymy na historię życia Johna Nasha możemy sobie tylko wyobrażać, jak wiele wysiłku kosztowało nie tylko jego, ale też wszystkich jego najbliższych zmaganie się z chorobą. Jednak trud ten został w pełni wynagrodzony - Nash został uhonorowany Nagrodą Nobla.

"Piękny umysł" jest jednym z nielicznych filmów, które zafascynowały mnie od początku do końca. Choć fotele w kinie nie należały do najwygodniejszych, nawet nie przyszło mi na myśl, by spojrzeć na zegarek, czy zmienić pozycję. Film hipnotyzuje, ogląda się go z prawdziwą przyjemnością, bez konieczności odliczania minut do końca seansu.

Reżyser - Ron Howard i autorka scenariusza Akiva Goldsman stworzyli niesamowitą opowieść, która uczy nas tolerancji, cierpliwości i umiejętności zrozumienia innych ludzi. Zaletą filmu jest wspaniała muzyka, doskonale komponująca się z tym, co widzimy na ekranie. Jednym z najpiękniejszych utworów, które pojawiają się na ścieżce dźwiękowej jest moim zdaniem piosenka "All love can be" w wykonaniu Charlotte Church.

Jestem przekonana, że ludzie szukający w kinie jedynie taniej sensacji, czy długonogich blondynek zawiodą się, jeśli zdecydują się obejrzeć ten film. Może jednak sprawi on, że spojrzą na kino nieco inaczej niż do tej pory, że miejsce to stanie się dla nich okazją do spotkania ze sztuką.