Schronisko dla bezpańskich zwierząt jest chyba najsmutniejszym zwierciadłem ludzkiej głupoty i znieczulicy. Spacerując między klatkami przyjrzyjmy się czasem tej całej masie oczu wpatrzonych w nas z błaganiem i prośbą, śledzących każde nasze stąpnięcie. Psie nosy w okach siatek, żałośnie miauczące koty.... każde z nich miało pewnie kiedyś swego pana, swój dom, swój kąt. Kiedyś kanapowy pupilek, teraz na bruk i mróz...

Schronisko, które odwiedzamy teraz, przy ulicy Malowanej 7, boryka się z trudnościami finansowymi a także personalnymi. Obecnie jest tu tylko siedmiu opiekunów, a to zdecydowanie za mało , by można było choć raz dziennie dajmy na to wyprowadzić psa. " Bez pomocy wolontariuszy nasza placówka już dawno zawiesiłaby działanie". - mówi dyrektorka schroniska.

Biorąc pod uwagę nasze liczne, częste deklaracje, iż zwierzęta są naszymi przyjaciółmi , a potem patrząc na warunki, w których ci nasi "przyjaciele" w końcu skończą, trzeba sobie jasno przyznać, że jesteśmy hipokrytami. Zamykając je w takich warunkach także zadajemy im naturalny ból, a jak stoi w Ustawie o Ochronie Zwierząt: "Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę".

Każdego dnia jakiś nasz pupil zostaje wyrzucony, zagubiony, okaleczony, bezdomny... Zwierzęta czują wówczas strach i przykrość wobec ludzi. One po prostu są skazane na naszą pomoc. Jedne są ranne, inne chore, inne dogorywające, a resztkami swych sił stale proszą nas o pomoc. "Najwięcej zwierząt trafia do schroniska w okresie wakacyjnym" -mówi pani Joanna B. dyrektorka schroniska. Kontynuując mówi, że owszem, wiele jest zabieranych stąd na Dzień Dziecka czy inne święta. To także jest nieporozumienie, jeśli traktuje się je jako inną wersję klocków lego... A wiele razy bywa, że przez to wkrótce wracają z powrotem do schroniska...

Zwierzęta zabrane stąd bardzo przywiązują się do nowego właściciela, może właśnie z wdzięczności za zabranie ich z tego piekiełka, dlatego pamiętajmy, by adopcja takiego pupila była przemyślana i świadoma. Pracownicy schronisk przeważnie starają się bardzo rzetelnie zweryfikować, do kogo ewentualnie trafi zwierzę. Zwierzęta mają bardzo dobrą pamięć, i mocno kojarzą odczucia związane z pierwszym właścicielem czy domem. Potraktowane źle choćby raz - potrafią miewać senne koszmary. Dlatego też jest dla nich bardzo bolesne rozstanie z właścicielem, gdyż mają tę naturalnie wpisaną potrzebę przynależenia do kogoś, wyczuwania swego środowiska i swego pana. Rzecz jasna największe szanse na adopcje mają małe kotki czy psy - zwierzęta stare i schorowane są raczej poza szansą na zdobycie nowego domu.

Pani Zofia K. dba o karmienie zwierząt. Mówi: "Jeżeli ludzie mają uczucia, to powinni ich używać i nimi przede wszystkim kierować się przy decyzji o posiadaniu zwierzaczka." Sytuacja tych bezdomnych i pozostawionych na łaskę i niełaskę ludzi spowodowana jest tylko i wyłącznie naszą, ludzką (albo nieludzką...) niedojrzałością, wynikającą chyba z obawy, by potraktować zwierzę jako w pełni żywą istotę. Człowiek jest więc w dużym stopniu przyczyną opuszczenia i umierania zwierząt, a więc sam powinien też przyczynić się do jego rozwiązania. Poza tym człowiek przy odrobinie własnej, dobrej woli potrafi wyjść z nawet najtrudniejszej sytuacji życiowej , także związanej z problemem bezdomności; pomyślmy jednak, czy zwierzęta czasem mają taką opcję...