Wydaje się, że system oceniania szkolnego sprzyja sprawiedliwości. Dobrzy uczniowie dostają piątki i czwórki, słabsi - tróje i dopuszczające. Tacy, którzy nie robią nic, dostają jedynki. Nic bardziej mylnego. Nauczyciele szafują ocenami tak, jak im się podoba. Może sądzą, że są sprawiedliwi, ale uczniowie wiedzą, że tak nie jest.

Bardzo częstym przykładem szkolnej niesprawiedliwości jest tak zwane "jechanie na opinii". Uczeń, któremu dobrze szło we wcześniejszych klasach, nie musi przykładać się do nauki, ponieważ nauczyciele i tak dają mu dobre oceny. Niektórzy uczniowie cynicznie wykorzystują taki stan rzeczy. "Po co niby mam się uczyć? Napisze byle co, matematyczka nawet nie przejrzy mojej klasówki i da mi piątkę" mówi Basia z trzeciej klasy gimnazjum.

Czasem mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym. Uczeń, który uczył się źle, nie ma szansy na lepsze oceny, choćby bardzo się starał. Bartek z drugiej klasy gimnazjum wspomina nauczycielkę historii z podstawówki: "Na początku nie przykładałem się, fakt, te wszystkie starożytności mnie nudziły. Ale kiedy doszliśmy do II wojny światowej, odkryłem, jak fascynujące może być poznawanie przeszłości. Czytałem mnóstwo dodatkowych lektur i wkrótce byłem najlepszy z wszystkich. Niestety, nie według naszej nauczycielki. Dziewczyny, które ledwo wykuły materiał z podręcznika dostawały od niej piątki i pochwałę, a ja zawsze jechałem na trójach. To było dosyć… frustrujące".

Nauczyciele też są ludźmi. Mają zwykle pod opieką ponad stu uczniów, więc nic dziwnego, że ułatwiają sobie pracę przypisując uczniom konkretne cechy. Nie robią tego świadomie. Jednak my, uczniowie cierpimy. Sam pamiętam nauczyciela języka niemieckiego, który nic nie umiejącej koleżance wpisał tróję, uzasadniając: "bo dobrze ci z oczu patrzy".

Niektórzy nauczyciele znani są z tego, że wybierają sobie "ulubieńców" i "ofiary". "Ulubieńcy" mogą pozwolić sobie praktycznie na wszystko, podczas gdy "ofiary" są bezwzględnie tępione. Niestety, ja sam mam wątpliwą przyjemność być "ofiarą" pewnego pana nauczyciela. Nie dalej jak tydzień temu spędziłem lekcję usiłując słuchać wykładu i robić rzetelne notatki, co było trudne, bo grupka dziewcząt przede mną chichotała i plotkowała, a chłopcy w rzędzie obok rzucali się papierowymi kulkami. Ku mojemu zdziwieniu, pod koniec lekcji wściekły nauczyciel podszedł do mnie i powiedział mi, że takiego zachowania nie ma zamiaru już więcej tolerować i na następnej lekcji będę karnie odpytany z całego materiału. "Tobie się wydaje, że kim jesteś?" - zakończył przemowę retorycznym w zamyśle pytaniem.

Czasami niesprawiedliwość ma charakter geograficzny. Kuzynka z małej miejscowości opowiadała mi, że u nich faworyzowani są uczniowie z większego miasteczka, w którym znajduje się szkoła i mieszka nauczyciel. Uczniowie dojeżdżający z pobliskich wsi są skazani na tróje i dopuszczające, choć często są to pilne, zawsze przygotowane do lekcji osoby.

Zapytałem rodziców, jak to wyglądało za ich czasów. Miałem nadzieję, że może chociaż w przeszłości nauczyciele byli bardziej sprawiedliwi. Niestety, mama i tata tylko się uśmiechnęli i zaserwowali mi kilka historyjek o niesprawiedliwości całkiem podobnych do tych z naszych czasów.

Pozostaje tylko tym z nas, którzy w przyszłości będą nauczycielami starać się nie powtarzać błędów poprzedników. Niesprawiedliwość może boleć, szczególnie wrażliwych uczniów, którzy nie potrafią walczyć o swoje, dlatego należy jej unikać.