Postać stworzona przez Fiodora Dostojewskiego Rodion Raskolnikow, jest bohaterem bardzo złożonym. Z jednej strony nie możemy stawiać go w jednym rzędzie z pospolitymi mordercami, z drugiej nie możemy usprawiedliwić jego czynu.

Przystępując do osądzenia mordercy, zazwyczaj próbujemy najpierw ustalić motywy jego działania. Dlatego i w tym przypadku powinniśmy zastanowić się nad tym, co popchnęło Raskolnikowa do pierwszego zabójstwa. Na pierwszy rzut oka powód nie wydaje się być niczym niezwykłym. Biedny student chce ratować swoją rodzinę przed skrajną nędzę. Postanawia zabić bogatą i złą lichwiarkę. Aby usprawiedliwić swój czyn stara się stworzyć teorię, że poprzez zbrodnię, ratuje i uszczęśliwia wielu ludzi. Oznacza to, że jest nadczłowiekiem, który dostał prawo modyfikowania i ulepszania przyszłego narodu. Aby tego dokonać, musi pozbyć się jednostki łamiącej harmonię.

Otóż możemy stwierdzić, że bohater powieści szczerze wierzył w swoją wyjątkową misję. Był przekonany, że jako jeden z nielicznych należy do grona osób zrodzonych po to, aby ulepszyć świat. To miało wytłumaczyć jego postępowanie.

Jako jednostka wybitna sam zdecydował, kogo należy wyeliminować ze społeczeństwa po to, by stało się ono lepsze. Jego wybór pada na nędzną lichwiarkę, która zeruje na nieszczęściu innych. Zabójca wierzy, że pozbywając się jej ulepsza społeczeństwo.

Rozważając jego czyn w takim kontekście, nie możemy uznać go za zwykłe zabójstwo. Musimy zastanowić się nad tym, czy zbrodnia dokonana w imię dobra ludzkości, może zostać uznana za czyn właściwy i niegodny potępienia. Osobiście sądzę, że nie. Myśląc takimi kategoriami, musielibyśmy usprawiedliwić np.: wszelkich zbrodniarzy wojennych. Większość z nich uważała, że działa w imię dobra narodu. Czy i ich powinniśmy uznać za bohaterów? Moim zdaniem żaden człowiek nie ma prawa podejmować decyzji o zabójstwie drugiego w imię dobra ogółu. Przecież to, czy śmierć danej osoby przyniosła oczekiwane szczęście, mogą osądzić jedynie inni ludzie, po wielu latach.

Ponadto musimy pamiętać, że Rodion Raskolnikow ma na sumieniu nie tylko lichwiarkę, ale też jej niewinną siostrę, która znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Z czasem do listy ofiar Roskolnikowa trzeba dopisać jeszcze nazwisko nieszczęsnego malarza, który mimo swojej niewinności, przyznał się do winy.

Sam bohater również zaczyna wątpić w słuszność swojego poglądu, że jest wybranym i mógł bezkarnie zamordować lichwiarkę.

Wyrzuty sumienia nie pozwalają mu na normalną egzystencję. Sam wyjawia swoją winę. Okazało się, że to, co miało uratować i wzmocnić społeczeństwo, doprowadziło do zachwiania jego misternie wypracowywanej równowagi.

Dlatego sądzę, że Raskolnikow sam wydał na siebie wyrok. Pokazał, że nie jest kimś wyjątkowym, lecz zwykłym przestępcą, którego należy sądzić za morderstwo.

Sprawą sporna pozostaje jednak kara, jaką powinien ponieść. Moim zdaniem uświadomienie sobie własnej ułomności było już karą samą w sobie. Nawet wiele lat więzienia nie może się z nią równać.