Powieść Honoriusza Balzaka zatytułowana ,,Ojciec Goriot" ma wartość ponadczasową, gdyż dotyka niezwykle istotne tematy związane z życiem człowieka bez względu na historyczne realia. Jednym z nich jest problem wielkiej miłości ojca, uczucia, które niestety nie było odwzajemnione przez bezwzględne i egoistyczne córki. Dlaczego właśnie piękne i nieskalane uczucie, jakim jest miłość przybrało destruktywny charakter? Czy w tej bezgranicznej miłości ojcowskiej Goriot w jakimś stopniu zbliżył się do Chrystusa, który dla swoich owieczek poświęcił swoje własne istnienie? A czy ludzie, często zaślepieni dobrami materialnymi nie przypominają pięknych córek, postaci z Balzakowskich stronnic? Na te wyżej postawione pytania postaram się odpowiedzieć.

Tytułowy bohater, ojciec Goriot sporego kapitału dorobił się podczas trwania rewolucji francuskiej, gdyż wówczas zajął się sprzedażą mąki. Jego życiową pasją był handel oraz kobieta, którą później poślubił. Te dni, kiedy budził się u boku ukochanej kobiety oraz realizował się jako kupiec należały do jego najszczęśliwszych. Owocem związku Goriota z najdroższą były dwie córki o imionach: Delfina i Anastazja. Jednak po siedmiu latach do domu szczęśliwego handlarza zastukał anioł śmierci, zabierając ukochaną żonę i matkę. Od tej chwili całą miłość nieszczęśliwy wdowiec przelał na swoje córki. To właśnie dla nich poświęcał ciężko zarobiony grosz, bowiem myślał, iż w ten sposób zastąpi dzieciom utraconą matkę i dobrze je wychowa. Właściwie każdy jego kolejny krok pogłębiał przepaść między nim a jego pociechami, mimo, iż tytułowy bohater nie zdawał sobie z tego najmniejszej sprawy. Dla córek to nie miłość zajmowała centralne miejsce w ich życiu, lecz dobra materialne. Najważniejsze więc były nowe suknie, powozy. Majątek Goriot umożliwił zarówno Delfinie, jak i Anastazji dobrze wyjść za mąż. Obie zamieszkały w bogatych domach, a z czasem uwikłały się w sieć skomplikowanych układów paryskich, zakłamania, a właściwie wniknęły w bagno moralne, w którym najważniejszy był pieniądz. Tym samym stały się członkiniami wyższych sfer, w których dla szarego, niewykształconego, a na dodatek bez szlacheckiego nazwiska człowieka nie było miejsca. Pod wpływem córek Goriot zrezygnował z tego, co kochał, mianowicie z handlu mąką, bo przecież jako ich ojciec nie mógł się parać tak przyziemnym i prostackim zajęciem. Zrobił to tylko dla nich, mimo iż kochał ten zawód. Miłość do córek zwyciężyła… Można postawić tezę, iż właściwie Goriot nie żył już swoim życiem, tylko losami córek, gdyż dla nich był w stanie zrobić wszystko. Tłumaczył sobie to tym, że: ,,Córki to (…) mój nałóg moje kochanki, wszystko". Myślał, iż poprzez pieniądze, wartościowe rzeczy zdobędzie ich miłość i szacunek. Jakże się mylił…Zarówno Anastazja, jak i Delfina odwiedzały ojca nie z serca, nie z troski o rodzica, lecz przede wszystkim z pobudek materialnych. Były u niego zawsze wtedy, kiedy potrzebowały pieniędzy. Jakże dramatyczne były ostatnie chwile umierającego starca. Nad jego łożem czuwali nie najbliżsi, lecz zupełnie obcy ludzie, czyli Eugeniusz i Bianchon. Goriot tak był zaślepiony miłością do córek, iż nawet swoje ostatnie rzeczy, które stanowiły jakąś wartość sprzedał tylko po to, by jego ukochana Anastazja mogła sobie kupić kolejną balową suknię. I w chwilach ostatecznego pożegnania z tym ziemskim światem żadna z nich nie przyszła zobaczyć, uściskać konającego ojca, który dla nich poświęcił całe swoje życie. Nie miały czasu, bo przecież były ważniejsze sprawy…Delfina mogła znaleźć chwilkę dla umierającego starca nie wcześniej jak po balu. Dopiero na łożu śmierci Goriotowi otworzyły się oczy i to wówczas stwierdził, iż ,,Oto moja nagroda: opuszczenie! To nikczemnice, zbrodniarki: brzydzę się nimi, przeklinam je". I właśnie wtedy uświadomił sobie, jakimi tak naprawdę ludźmi są ubóstwiane przez niego córy. Czy faktycznie ,, trzeba umrzeć, żeby wiedzieć co to dzieci".

Czy można doszukiwać się podobieństwa pomiędzy losami ojca Goriot a historią Chrystusa? Myślę, że tak, gdyż ojciec kochał z taką siłą swoje córki, jak Bóg umiłował człowieka. I czy ludzie tę boską miłość starają się odwzajemniać? Czy nie częściej można spotkać ludzi, którzy traktują Boga identycznie jak Anastazja i Delfina? Wielu z chrześcijan pojawiają się przed boskim obliczem tylko wtedy, kiedy strach, lęk zaglądają w ich oczy. Czyż nie widać wyraźnej analogii pomiędzy nami - ludźmi i córkami bohatera Balzaka? Próżność i bezwzględność swoich cór Goriot zauważył tuż przed ostatnim tchnieniem i przeklina je, osoby, które kiedyś najbardziej w życiu kochał. Tak jak i Bóg na sądzie ostatecznym winnych i nieprawych skaże na wieczne męki, mimo, iż kocha każdego człowieka.