Z pobliskiego " Zielonego Lasu" ostatnio otrzymywaliśmy skargi. Nasza zaprzyjaźniona Wiewiórka rozgoryczona napisała, że ma duży problem z tajemniczym złodziejem. Bezczelny osobnik grasuje w jej okolicy, kradnąc jej skrzętnie zebrane i ukryte orzechy. Ona, biedaczka, czuje się bezradnie, gdyż zdarzyło się to już kilka razy, mimo, że za każdym razem zmienia kryjówkę.

Razem z naszą III klasą, postanowiliśmy przyjrzeć się tej dziwnej sprawie z bliska.

Na spotkaniu pod lasem ustaliliśmy, że najpierw porozmawiamy z mieszkańcami "Zielonego Lasu". W nasze ręce najpierw wpadła pani sarna, pasąca się na skraju leśnej łąki. Na nasze pytania odpowiadała robiąc duże, sarnie oczy. Okazało się, że o niczym nie wie. Nawet trochę wystraszyła się złodzieja, bo w popłochu pobiegła sprawdzić swoje ulubione miejsca z soczystą trawą.

Poszliśmy dalej w las. Właśnie rozpoczynała się wiosna, więc zieleń otoczyła nas niesamowitą świeżością. Zachwyceni pięknem wokół nas o mało nie zauważyliśmy lisa. Zastąpił nam drogę i zmarszczył groźnie rude brwi. Maciek, przewodniczący klasy, odważnie wyszedł mu naprzeciw i ukłonił się grzecznie:

- Witam pana lisa

- Ja również!- odpowiedział lis, a my przestraszyliśmy się bo zabrzmiało to mało przyjaźnie.

- Jesteśmy z Gimnazjum im. Marii Konopnickiej i zajmujemy się zbieraniem informacji do naszego Przyrodniczego Kółka Detektywistycznego. Pani Wiewiórka skarżyła się, że ktoś kradnie jej orzechy. Czy pan zauważył coś podejrzanego? - odważnie stawił mu czoła Maciek.

- Żadne wiewiórcze afery mnie nie interesują!- odburknął lis i zwiał.

Rozczarowani i trochę przestraszeni poszliśmy dalej. Udało nam się przesłuchać jeszcze polną myszkę, dzika a nawet niedźwiedzia, ale wszyscy wzruszali ramionami dając do zrozumienia, że mało ich ta cała sprawa obchodzi, albo, ze nic nie wiedzą. Trochę już zniechęceni zobaczyliśmy, na wysokim drzewie przed nami, sowę. Sowa spała. Pojawiły się w naszej grupie głosy sprzeciwu, gdy ktoś postanowił ją obudzić. Każdy wie, że sowy dniami śpią, a dopiero nocą zaczyna się ich życie. Nieuprzejmie było budzić zmęczoną sowę, poza tym mogłaby się złościć i nie odpowiedziałaby na nasze pytania. Mimo tego postanowiliśmy spróbować. Tym razem Ania podjęła się zadania. Uprzejmie zapytała pani sowę jak minęła jej noc i jak się czuje. Sowa otwarło jedno oko, potem drugie i trochę zaskoczona milczała. Ania przedstawiła nas i powiedziała o problemach wiewiórki i naszych. Podkreśliła, bardzo sprytnie, że budzimy ją gdyż wiemy, że nie na mądrzejszego zwierzęcia w lenie od niej. To bardzo spodobało się sowie. Pomachała skrzydłami, nastroszyła piórka i zaczęła mówić tonem mędrca:

- Ach te wiewiórki! Nie ma żadnej kradzieży! To wynik roztrzepania i bałaganiarstwa pani wiewiórki. Jeśli chcecie to zrozumieć, muszę przybliżyć wam trochę zwyczaje wiewiórek. Tak więc wiewiórki przepadają za nasionami i orzechami, ale żywią się też innymi częściami roślin i grzybów. Jedzą też owady, a nawet jaja ptaków. Biorą swój pokarm w łapki i siedząc na tylnych kończynach chrupią swój pokarm przednimi siekaczami. Nawiasem mówiąc, te zęby rosną im przez całe życie. Wiewiórki słyną z bałaganiarstwa i bardzo słabej pamięci. Chowają swój pokarm, a potem cały las słyszy o licznych kradzieżach. Wiewiórki po prostu nie pamiętają gdzie zakopały jedzonko. I tym razem wiewiórka schowała pokarm i nie pamięta gdzie. A ja wam powiem gdzie, bo ja wszystko wiem. Tam pod tym dużym drzewem za wami. To wszystko co mogę wam powiedzieć, a teraz wracam do snu. Miałam ciężką noc. Dobranoc.

Sowa wyjaśniła nam wszystko. Pozostało tylko pokazać wiewiórce zakopane orzechy. Wróciliśmy zadowoleni do szkoły.