Ostatnie dni grudnia to, jak każdego roku, czas przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. Oczywiście, wszyscy na nie czekają z wytęsknieniem i okazywali wielką radość z ich coraz szybszego nadejścia. Ten rok jednak dla mnie, jako osoby młodej, która jest na etapie kształtowania się własnych poglądów, przyniósł nowe refleksje na temat świąt. Zamiast świąt zobaczyłam zrytualizowaną pustkę, kilka ceremonii bez głębszego znaczenia.

Ostatni miesiąc roku zwyczajowo spędzamy na pogoni za atrakcyjnymi prezentami dla bliskich i znajomych nam ludzi. Obserwuję z niechęcią wzrost wydatków na owe prezenty, który wcale nie łączy się ze wzrostem bliskości i uczuć dla osób, które zostaną obdarowane. Dzieje się tak dlatego, że boimy się źle wypaść w oczach innych, kupując gorszy czy tańszy prezent. To, że darujemy komuś rzecz cenną sprawia, że sami czujemy się bardziej wartościowymi ludźmi, którzy mają możliwości zakupu drogiego podarunku. Pytanie brzmi, czy rzeczywiście mają?

Kolejny rytuał naszej ceremonii to ubieranie świątecznego drzewka. Choinki co roku powiększają swoje rozmiary, coraz więcej na nich ozdób, łańcuchów i bombek. Niestety, powodem tego jest zwykła chęć pokazania dalszej rodzinie, że mamy śliczne drzewko. Byłoby straszną tragedią, gdyby najdalszy krewny miał ładniej ozdobioną choinkę. Drugim problemem jest fakt, że niegdyś na ubieranie choinki czekała cała rodzina, wszyscy spotykali się, ze śpiewem na ustach i przystrajali drzewko razem. Dzisiaj rodzice nie mają czasu, pokażą swojej pociesze, jak ubrać drzewko i uciekają do własnych spraw.

Zmienił się też charakter wieczerzy wigilijnej. Dawniej y przy stole spotykała się cała rodzina, dzisiaj zasiada do kolacji malutkie grono najbliższych. Moja pamięć przywołuje czasy, gdy do stołu siadało kilkanaście osób, wszyscy weseli, czas płynął zbyt szybko. Teraz w domach straszy pustka, a przy stole nie mogę usiedzieć. Strach pomyśleć, jak wszystko zmieni się w ciągu najbliższych lat.

Święta tracą swój charakter, stają się jeszcze jednym z naszych nawyków. Zostały nam wpojone, więc obchodzimy je, nie rozumiejąc ich istoty. Powszechny materializm dotknął także tej sfery, stępił wrażliwość ludzi na ducha Świąt. Zapomnieliśmy, że świętujemy narodzenie Syna Bożego, skupiliśmy się na otoczce, zapominając o tradycji. Na koniec chciałabym zacytować słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego. Stanowią one idealne podsumowanie smutnych refleksji płynących z tej pracy: "Zdaje się, że ludzkość przeoczyła największe zdarzenie w swych dziejach, że Ten, do którego tęskni i woła, już przyszedł, jest. Zdjął jarzmo niedające się udźwignąć, otworzył więzienia umysłów i serc, stał się Prawodawcą miłości."