Gdy obudziłem się o poranku ogarnęła mnie fala szczęścia. Po siedemnastu dniach żeglugi wreszcie ujrzałem ląd na horyzoncie. Ziemia Feaków rozbudziła we mnie nadzieję na powrót do domu. Kiedy spokojnie snułem marzenia o spotkaniu z synem i żoną, zerwał się gwałtowny wiatr. Rozszalałe fale uderzały w mój statek jakby tocząc z nim wojnę. Nadzieja ustąpiła miejsce przerażeniu, a niepokój ogarnął mój umysł i ciało. Nie wiedziałem co począć. Szukając szybkiego rozwiązania nie zauważyłem jak wielka fala zakryła moją tratwę. Długo nie mogłem powrócić na powierzchnię. Nie mogłem pogodzić się z przegraną, gdy tak niewiele brakowało mi do ratunku. Nagle, jakby nie wiadomo skąd poczułem przypływ sił. Próbując dotrzeć z powrotem na tratwę byłem pewien, że już nic mi nie przeszkodzi w dotarciu na ląd. Postanowiłem mimo wszystko dotrzeć do domu.