Lot w bańce

Nie znoszę poniedziałkowych poranków, które zaczynają się od głośnego dźwięku budzika – równo o szóstej rano. Jaka szkoda, że niedziela już minęła. Kiedy myślę o tym, że w końcu tydzień mógłby mieć osiem dni i poniedziałek byłby kolejnym dniem słodkiego leniuchowania, słyszę głos mamy

- Kasiu, (tu możecie wstawić każde imię) zbieraj się, bo się spóźnisz do szkoły.- Dobrze, już wstaje.-mówię i po kilku minutach zasypiam.- Córciu, miałaś wstać, a jest już na dwadzieścia siódma-stwierdza poirytowana mama.No to wstałam, popatrzyłam w lusterko… I co widzę?  Mam zielone usta. Okropnie się przestraszyłam, próbowałam je umyć, ale nic z tego. Najnormalniej poszłam do szkoły. Lekcje, jak zwykle były nudne, choć na fizyce (tu możecie wpisać każdy inny przedmiot) po raz pierwszy zdobyłam dobrą ocenę. Zdziwiłam się, tym bardziej , że dostałam ją z kartkówki, której nie pisałam. Po powrocie do domu, zrobiłam sobie obiad, zjadłam go, odrobiłam wszystkie lekcje, przygotowałam się na następny dzień. Usta miałam nadal zielone… Zauważyłam, że zaczyna się mój ulubiony serial „Majka” – nie opuściłam żadnego odcinka. W pewnym momencie Majka zainspirowała mnie. Pomyślałam wtedy, że następnego dnia wybiorę się na Rynek. Wieczór minął mi bardzo ciekawie, gdyż spędziłam go z rodziną. Poszłam do łóżka około północy. Nie mogłam spać. A jak już zasnęłam, miałam dziwny sen. Ja z piątką znajomych wybrałam się na krakowski rynek. Nie było tam nikogo, oprócz kobiety sprzedającej watę cukrową, faceta przebranego za klauna, robiącego ogromne bańki mydlane. I oczywiście nas. Te bańki były naprawdę niesamowite, a jedna z nich porwała mnie, (tu możecie wpisać różne imiona) Karolinę, Anię, Przemka, Karola i Kacpra. Fruwaliśmy tak dłuższy czas. Z lotu ptaka obserwowaliśmy magiczne miejsca w najwspanialszym polskim mieście – Krakowie. Kamienice, uliczki, podwórza i... Widzieliśmy złotego krokodyla ziejącego zimnym ogniem na dziedzińcu królewskiego zamku na Wawelu, był tam też smok z trąbą, którą oblewał wszystkich znajdujących się w pobliżu różową w miarę gęstą wodą.I wiele innych zaskakujących zjawisk. Byliśmy zafascynowani lotem, ale nie każdemu się to podobało. Ania zaczęła się zwierzać:-Moi drodzy, znamy się już długo, więc powiem szczerze. Od zawsze bałam się latać, ale z wami jest tak czadowo, że o tym zapomniałam.-powiedziała zafascynowana, trochę się bojąca Ania.- Nie mogłoby być lepiej –równocześnie z Karoliną powiedział Karol.- Ania, to znaczy że nie tylko ja się bałem latać... - nie dokończył wypowiedzi Przemek.Rozmawiając, nie zauważyliśmy, że wokół nas są olbrzymie bańki z naszymi rówieśnikami. W tym momencie zamarliśmy. Wydawało nam się, że za chwilę dojdzie do zderzenia z jedna z szybujących tęczowych kul. W napięciu trzymaliśmy kciuki, żeby nie doszło do tej powietrznej kolizji i... Wtedy zadzwonił budzik, a ja obudziłam się na podłodze z zaciśniętymi dłońmi.

Leżałam, rozmyślając i próbują ustalić granice pomiędzy nocnym lotem a jawą. Ten sen był tak nieprawdopodobny. Ale czy to był sen?