Było już po zmroku, gdy do mojej pustelniczej chaty ktoś zapukał. Poświeciłem, by zobaczyć gościa i aż się cofnąłem z przestrachem. Stary już ze mnie człowiek, ale coś takiego pierwszy raz widziałem. U drzwi stała kobieta blada jak trup, cała drżąca, z sinymi ustami, przypominała upiora. Zapytałem co ja sprowadza do mnie o tej porze, w tak złą pogodę. Okazało się, że to właścicielka pobliskiego zamku za stawem. Jej mąż wyruszył z królem Bolesławem na Ruś. Jednak ona nie umiała dochować wierności swojemu małżonkowi, dlatego gdy wrócił, bojąc się, że odkryje zdradę, zabiła go własnoręcznie. Potem zaś pogrzebała, a na grobie zasiała lilie. Teraz przerażona swym czynem przybiegła do mnie pokazując zakrwawiony nóż i ręce. Bała się boskiej kary i prosiła, bym wskazał pacierze, jakimi może odkupić swą zbrodnię. Widząc, że nie żałuje swego czynu, a tylko lęka się kary, odesłałem ją z powrotem.

Minął jakiś czas, kiedy skrytobójczyni odwiedziła mnie znowu. Powodem jej wizyty był przyjazd dwóch braci męża, którzy już od dłuższego czasu czekali na jego powrót, nic nie wiedząc o jego śmierci. Ponieważ czas mijał, a brat wciąż nie wracał, nabrali przekonania, że zginął. Bratowa podobała się im obu, wiec zaczęli się starać o jej rękę. Przyszła więc do mnie po radę, którego z nich ma wybrać. Ponadto zdaje jej się, że duch męża ciągle ją prześladuje. Wtedy powiedziałem jej, że mogę wskrzesić jej męża, jednak kobieta nie chciała. Mówiła, że już za późno. Wtedy doradziłem jej, by każdy z zalotników uplótł swój wianek. Którego wianek wybierze, ten zostanie jej mężem. Uradowana odeszła.

Nadszedł czas ślubu, a że akurat była niedziela, udałem się do kościoła. Tam zbrodniarka wybiera wianek z lilii, tych samych, które posadziła na grobie męża. Lecz niespodziewanie każdy z braci przyznawał się do wianka i wskazywał miejsce pochodzenia kwiatów. Zaczęli się kłócić, w końcu dobyli z pochew miecze. Nagle zatrzasnęły się drzwi kościoła. Pojawiła się spowita w biel postać. To był duch jej męża, który wyjawił zbrodnię. Uświadomił braciom, że to na jego grobie zbierali kwiaty na wianki. Teraz przybył zza grobu, by się zemścić. Zatrzęsła się cerkiew, zawalił się jej dach i pogrzebał żonę, męża i braci. Ja ledwie uszedłem z życiem, by ku przestrodze opowiedzieć wam tę historię. Pamiętajcie patrząc na lilie, że gdzie zbrodnia tam kara.