Maria Konopnicka była już uznaną poetką, kiedy postanowiła spróbować swych sił również w prozie. Jej nowele to zwykle przejmujące portrety postaci z nizin społecznych Autorka współczuje im z powodu ciężkiego losu, z którym się na co dzień zmagają, ale również podziwia ich, ponieważ często obdarzeni są nieprzeciętną wrażliwością moralną, wielkodusznością oraz subtelnymi uczuciami. Bohaterowie Konopnickiej potrafią przyjąć kolejne ciosy losu z godnością świadczącą o wielkiej sile moralnej.

Maria Konopnicka nigdy nie gardzi swoim bohaterem, choć często pochodzi on z nizin społecznych, jest niewykształcony i biedny. Wręcz przeciwnie, autorka traktuje swoich bohaterów jako pełnowartościowych ludzi, których głęboki humanizm może być przykładem dla każdego. Natomiast nie ma Konopnicka litości dla wszelakich przejawów bezdusznej obojętności i dla pełnych obłudy burżuazyjnych instytucji.

Konopnicka tworzyła w epoce pozytywizmu. Jej proza jest dojrzała i realistyczna. Autorka nie dała się zwieść walczącej i aroganckiej publicystyce pozytywizmu, pozostała wierna zwykłym ludziom, których tak chętnie opisywała.

Dzięki pracy w "Świcie" Konopnicka nauczyła się gromadzenia, selekcjonowania i zestawiania faktów. Być może właśnie doświadczenie w zawodzie dziennikarki nauczyło ją ostrożnie korzystać z wszechwiedzy narratora trzecioosobowego. W jej nowelkach narratorami zwykle są sami bohaterowie. Narrator wszystkowiedzący zwykle nie afiszuje się swoją wszechwiedzą. Konopnicka chętnie korzysta z narratora "wtopionego w tłum", wypowiadającego się z pozycji niezaangażowanego obserwatora wydarzeń.

Omówię teraz kilka najważniejszych noweli Marii Konopnickiej.

"Mendel gdański" mierzy się z problemem antysemityzmu w Królestwie. Pisarze stanowczo sprzeciwiali się rozruchom antysemickim. Konopnicka napisała nowelę, która jest nie tylko pięknym aktem sprzeciwu skierowanym wobec antysemityzmowi, ale również opisuje postać prawdziwie tragiczną, której los stał się symbolem klęski ludzi domagających się nie litości, a sprawiedliwości.

Bohaterem tytułowym jest stary, mądry Żyd, który samotnie wychowuje wnuka. Mendel wyjaśnia zegarmistrzowi-antysemicie, że czuje się Polakiem i jego ojczyzną jest Polska, w której przeżył powstania i lata represji zaborców, w której uczciwie pracując spędził całe życie. Jednak następnego dnia pijani i pełni nienawiści ludzie ranią kamieniem jego małego wychowanka. Sąsiedzi bronią Mendla i małego Kubusia (jego rana jest na szczęście niegroźna), ale stary Żyd i tak "traci serce do tego miasta".

Nowela jest znakomicie skreślonym, przenikliwym portretem Mendla Gdańskiego. Wydarzenia zewnętrzne są zaledwie tłem dla jego przeżyć, dla właściwego dramatu, który ma miejsce w psychice Mendla. Stary Żyd nie jest naiwny, wie, że na świecie są źli i złośliwi ludzie. Jednak nie jest również zgorzkniały, nie wierzy w podłość ogółu ludzi, a tymi, którzy są podli, gardzi.

Z kolei "Miłosierdzie gminy. Kartka z Höttingen" zabiera czytelnika poza granice Królestwa. Konopnicka wpadła na pomysł fabularny, który posłużył jej za kanwę utworu kiedy wypoczywała w Szwajcarii. Utwór charakteryzuje się świetną dyscypliną formalną oraz niezwykle subtelną gradacją napięcia emocjonalnego.

W małym szwajcarskim miasteczku odbywa się niezwykła licytacja. Jej przedmiotem jest starzec, który jest zbyt słaby, by zarabiać na siebie. Gmina jest zobowiązana dopłacać do jego utrzymania. Gospodarze licytują staruszka - który z nich zażąda najniższej dopłaty, weźmie starca do siebie.

Nowelę zaczyna Konopnicka od opisania wioski. Wszystko tu jest zwyczajne i powszednie. Konopnickiej chodzi o to, żeby czytelnik poczuł, że opisywane tu postacie to nie potwory bez serca, a zwykli ludzie. Później Konopnicka zaprasza czytelnika na odbywające się zebranie, jednak nie od razu zdradza, jakiego rodzaju jest to zebranie. Tym większym szokiem jest pojawienie się przedmiotu licytacji - człowieka. Starzec jest oglądany i traktowany nie jak człowiek, a jak przedmiot albo zwierzę. Wszystko to opisane jest w sposób groteskowy. Jednak w pewnym momencie, kiedy narracja przybiera formę introspekcji bohatera, ton zmienia się z groteskowego na tragiczny. Fabularnym pretekstem do zmiany stylu jest pojawienie się na licytacji syna starca. Starzec doznaje wstrząsu, w wyniku którego jego wartość gwałtownie maleje. Na końcu utworu pojawia się prawdziwy "znawca przedmiotu", gospodarz znany z okrucieństwa i bezwzględności wobec podległych mu ludzi. Nastrój utworu przesycony jest wówczas czystą grozą.

Kolejne nowele, "Obrazki więzienne", to quasi-reportaże. Konopnicka jest wyraźnie zaangażowana emocjonalnie w opisywane przez siebie sprawy.

W "Podług księgi" bohaterem jest Cygan, który próbuje uciec z więzienia. Ucieczka nie udaje się, Cygan zostaje pojmany, jego współwięźniowie mają zadecydować, jak go ukarać. Nadzorca, który zaproponował takie "demokratyczne" rozwiązanie uważa się za człowieka światłego i idącego z duchem czasu. Wie, że podobne rozwiązania stosowane są w amerykańskich więzieniach, postanawia więc wypróbować je również na gruncie polskim. Kara wymierzona Cyganowi zabija go. Gdy spisywany jest raport, wychodzi na jaw, że Cygan już od dwóch tygodni powinien być na wolności. Inni więźniowie dowiadują się o tym i odtąd regularnie nachodzą nadzorcę, aby upewnić się co do daty własnego zwolnienia. Nowelę kończy stwierdzenie: "O biedny Cyganie! To była twoja pomsta".

Inna opowieść o więźniu to "Jeszcze jeden numer". W noweli tej Konopnicka dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat pracy dziennikarza w więzieniu. Jej zdaniem dziennikarz powinien przede wszystkim rozmawiać z więźniami i nie dać się omamić władzom, które niejednokrotnie będą próbować ukryć niewygodną prawdę.

W noweli tej dziennikarka poznaje więźniarkę-cudzoziemkę, która opowiada jej swoją historię. Kobieta jest współczesną branką (sic!), pewien oficer wypatrzył ją podczas wojny tureckiej i przywiózł ze sobą do domu. Gdy jednak znudziła mu się, kazał ją aresztować. Dziewczyna cierpi teraz w samotności, nie rozumiejąc, dlaczego ją tak nieludzko potraktowano.

Bohaterem "Onufra" jest parobek oskarżony przez współwięźnia o sprowokowanie bójki. Naczelnik skazuje go za karę na dobę w ciemnicy. Potężny niczym dąb Onufry jest przerażony jak dziecko. Wyznaje, że boi się ciemności "bo tam z każdego kąta na mnie patrzy...". Onufry jest mordercą, podczas ataku wściekłości zamordował z zimną krwią swojego pracodawcę. Nie uznano za okoliczność łagodząca faktu, że kupiec traktował parobka wyjątkowo okrutnie. Onufry już dawno by odszedł, ale zaprzyjaźnił się z dwunastoletnim sierotą, Julkiem. Niestety, chłopiec stał się mimowolnym świadkiem zabójstwa i nieprzytomny Onufry zabił również i jego. Zabójca dostał karę dwudziestu pięciu lat więzienia. Jednak nie dane mu było odbyć kary - wkrótce po bójce zmarł, do końca trapiony wyrzutami sumienia i pogrążony w najgłębszej rozpaczy.