Warszawa, 07 listopad 2004

Najdroższa Aniu!

Niezmiernie dziękuję Ci, że postanowiłaś do mnie napisać list. Już dawno nie widziałyśmy się i nie miałyśmy okazji porozmawiać ze sobą, dlatego bardzo mnie ucieszył ten Twój list.

Aniu bardzo się boję o Ciebie. Jesteśmy przyjaciółkami, dlatego nie jestem w stanie pogodzić się z tym co ze sobą robisz. Powinnaś sobie w końcu uzmysłowić, że narkotyk nie był, nie jest i nie będzie rozwiązanie kłopotów. Proszę Cię, nie nisz sobie swojego życia. Wiesz, że się przyjaźnimy, stąd moja propozycja pomocy. Nie mogę już dłużej patrzeć, jak ktoś tak bardzo mi bliski jak Ty, cierpi.

Wiem, że to postanowienie nie jest takie proste. Jak ukończyłam czytać ten list od Ciebie, to byłam w szoku i mocno się rozpłakałam. Nie potrafię tego pojąć, dlaczego tak wspaniałą dziewczynę jak ty, pociąga zażywanie tego świństwa? Co takiego widzisz w ćpaniu? Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę jaką krzywdę może Ci to wyrządzić?

Aniu, narkotyki są okropne. Od dawna jest to najistotniejszy problem światowy. Jesteś bardzo oczytaną osobą, dobrze się uczysz, masz dużo znajomych. Tak bardzo się Tobą martwię, że postępujesz tak nierozsądnie. Zawsze uważam Cię za niezwykłą i wspaniałą koleżankę i dlatego nie mogłabym znieść, gdyby coś Ci się złego przytrafiło.

Chciałabym, abyś dobrze mnie zrozumiała i nie była na mnie oburzona, za to co myślą zrobić. W sobotę będę u Ciebie razem z panią Katarzyna i wspólnie z Twoją mamą postanowimy jakoś temu wszystkiemu jakoś zaradzić. Nie gniewaj się na mnie o to, jeszcze kiedyś zrozumiesz, i będziesz mi za to dziękować.

Czuję, że jeszcze wszystko dobrze się ułoży. Narkotyki doprowadzają do często nieodwracalnych powiklań. Pewnie Ty też o tym wiesz! Boję się, że twój organizm pomału już się zmienia! Straciłaś już dużo z dawnej, wspaniałej Ani. Doczytałam się w Twoim liście, że nie tak dawno wraz ze swoimi znajomymi napadliście na starszego pana, któremu zabraliście wszystko co miał cenne. Boję się aż pomyśleć, co możesz zrobić kiedy indziej?

Koleżanko moja najdroższa, ten Twój stan można i przede wszystkim trzeba zwalczyć. Mogę Cię zapewniam, że zrobię wszystko, aby ten koszmar jeszcze bardziej się nie powiększył!

Nie jestem w stanie do końca tego wszystkiego zrozumieć, ale do naszego spotkania przygotuję się bardzo dobrze, aby Ci pomóc. Czy chociaż raz pomyślałaś o swojej mamie, jak ją ranisz? No chyba, że nie widzisz tego, że ona się martwi? Zachowujesz się całkiem inaczej niż powinnaś. Wszyscy Twoi najbliżsi bardzo to ciężko przeżywają. Pozwól im i sobie normalnie żyć.

Zrozum, że narkotyki niszczą Twój organizm. Niestety bardzo często są to straty wyrządzone na całe życie. Najczęściej mogą to być krzywdy fizyczne jak ale także te psychiczne. Już nie mówiąc tutaj o ogromnych stratach materialnych. Wiem, że zamierzałaś osiągnąć coś wartościowego w swoim życiu, a tu co, plany te są niweczone. Wierzę, że pomyślisz o tym wszystkim jeszcze raz na spokojnie. Musisz sama zauważyć błędy, jakie Ci się przytrafiły w ostatnim czasie i zrozumieć, że wszyscy chcą Ci pomóc.

Trzymaj się ciepło

Ewelina