Dziś zrobiłem rzecz nie do wybaczenia. nie mieści mi się to w głowie. Dotknięty szaleństwem zabiłem moją żonę i dzieci. Nie wiem, jak to się stało! To znaczy wiem, wszystko z powodu Hery. To ona mnie prześladuje już od dziecka. Niestety, na to nie ma żadnego usprawiedliwienia. Jestem mordercą! Szaleńcem! Czy bogowie zastanawiają się czasem, co czuje człowiek, kiedy jest zabawką w czyichś rękach? Nawet, gdy są to boskie ręce.

Wymierzono mi karę. Mam udać się do tchórzliwego Eurysteusa, który zada mi dwanaście prac. Ciekaw jestem, na czym one będą polegały. Zresztą jest mi wszystko jedno - chętnie zginę. Jest mi bardzo źle, ale na Olimpie chyba uważają, że jestem maszyną do walki i zabijania. Myślą, że nie mam uczuć, nie jestem zdolny do myślenia i refleksji. Jakże bardzo się mylą!

Spotkałem się z Eurysteusem. Po pierwsze chce, żeby przynieść mu lwa z Nemei. Przynajmniej będzie z tego jakiś pożytek. Mieszkający w górskiej pieczarze potwór prześladuje okolicznych mieszkańców. Pomogę im i to będzie moja największa zasługa.

Walka okazała się wcale niełatwa. Zwierzę broniło swojego życia długo i uparcie. To mi się bardzo podoba, wcale mnie nie dziwi, że każdy chce żyć. Lew do końca zachował swój majestat i dostojność. Trudno, musiałem go zabić. Przyniosłem go na dwór i złożyłem przed królem. Jakiż to tchórz! Szkoda było śmierci pięknego dzikiego zwierzęcia, żeby zadowolić tak małego człowieka. Ale czy ktoś się tym przejmuje, czy ktoś o tym myśli?

Kolejne zadanie znowu polega na zabijaniu. Dlaczego tak im przeszkadzają inne żywe istoty niż ludzie. No, tym razem to jest jednak ostatecznie prawdziwy potwór - hydra lernejska. Lerna była kiedyś urodzajną, gęsto zaludniona krainą. Odkąd jednak zalęgła się tam hydra - ogromny, odrażający smok - ludność przeniosła się w bardziej przyjazne tereny, opuszczone pola przestały rodzić, łąki i lasy zdziczały. Ja wiem, to co brzydkie ludziom od razu wydaje się złe. A przecież nie zawsze tak jest. Hydra okazała się wcale nie taka groźna. Pomyślałem nawet, że mogłaby pełnić funkcję użytkową. To silne, sprawne zwierzę, a dla niewtajemniczonych rzeczywiście wygląda groźnie. Ale... musiałem ją zabić! Zabiłem już żonę, dzieci, lwa, teraz czas na hydrę. Moja rola wcale mi się nie podoba. Szkoda, że bogowie właśnie tak kształtują mój żywot.

Tym razem walka była zażarta i zostałem wielokrotnie ranny. Trudno. Każdy broni swojego życia. Hydra też. W końcu leżeliśmy obok siebie - potwór martwy, a ja tak poraniony, że nie miałem siły się poruszyć. Czekałem na jakąś pomoc i ona rzecz jasna nadeszła. Bogowie poradzili, abym odszukał ziele o liściach w kształcie muszli. Ono ma mnie wyleczyć. Zobaczymy.

Dzięki lekowi otrzymanemu z rąk bogów zdołałem się wykurować. Poszedłem też zaraz na dwór Eurysteusa, który chyba myślał, że już nie żyję, bo był zaskoczony. Patrzył na mnie spod oka, najwyraźniej zrobił się nieco odważniejszy niż ostatnio. Nic mu nie zrobię i on o tym doskonale wie.

Jestem już po wykonaniu jedenastu prac. Nie było łatwo. Bogowie najwyraźniej podpowiadali królowi, jakie zadania mi zlecić, by moje szanse pomyślnego ich wykonania były jak najmniejsze. Stosunkowo najmniej pracy włożyłem w schwytanie przepięknej łani ceryntyjskiej. To było również najprzyjemniejsze dla mnie zajęcie.

Przede mną chyba najtrudniejsze zadanie. Liczę się ze śmiercią. Może olimpijczycy specjalnie zostawili je na koniec, może chcą, bym odszedł z tego świata. To lepiej! Spotkam się z żoną, z dziećmi. Może w Tartarze będę szczęśliwszy niż tu na ziemi? Wróćmy do zadania: mam sprowadzić na ziemię psa Hadesa, Cerbera. Jak im nie wstyd znęcać się tak okrutnie nad biednym zwierzęciem?! Przecież on się wystraszy, a może nawet oślepnie, bo nie znosi światła słonecznego! No i co z tego, że dla ludzi i bogów to bestia! Ja też dla wielu ludzi jestem bestią, a już na pewno bestią jestem dla Hery!

Jutro z samego rana wyruszam.

Dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Jakoś lepiej się czuję. Nie wiem, czy sprawił to sukces wyprawy, czy wizyta w krainie zmarłych. Jednak nie chciałbym tam zostać. Do bram krainy zmarłych dotarłem późnym popołudniem. Mieści się ona w kraju Kimeryjczyków, gdzie prawie przez cały czas jest ciemno. Przepłynąłem łodzią i doszedłem do bram samego Tartaru, których pilnował Cerber. Starałem się go nie wystraszyć. Mówiłem do niego łagodnie i spokojnie. Pies był agresywny, najwyraźniej widok śmiertelnika bardzo go drażnił. Chcąc nie chcąc musiałem uciec się do przemocy. Starałem się jednak nie zrobić mu krzywdy.

Dopóki przemierzałem krainę śmierci, pies rzucał się, szczekał i wył. Kiedy wyszedłem na ziemię, zwierzę ucichło i zamarło w bezruchu.

- Co, bratku, teraz ty wystraszyłeś się śmiertelnie? - zapytałem cicho. - Nie martw się, ty wrócisz do domu żywy.

Król był przerażony, wskoczył do beczki, widząc psisko wygrzebujące się z płachty, w którą musiałem go owinąć, także ze względów bezpieczeństwa. Ludzie są przecież tak agresywni! A Cerber na ziemi był zupełnie bezbronny. Musiałem go chronić.

Zaliczyłem to zadanie i wróciłem z psem pod bramę królestwa cieni. Mity mówią, że Cerber sam tam uciekł, ale to bzdury! Zwierzę było apatyczne, smutne, bezwolne. W pobliżu domu bardzo się ożywiło.

- Wiem, wiem, każdy lubi wracać do siebie! - powiedziałem i poklepałem go po pyskach. - Idź do pana, piesku!

I co on zrobił? - polizał moją dłoń. Zaprzyjaźniliśmy się. Widzicie? Widzisz Hero? Może gdybyś wykrzesała z siebie odrobinę tolerancji, moglibyśmy żyć w zgodzie?

No, koniec pracy. Teraz będę mógł zacząć życie na nowo. Jednak pamięć o moich bliskich, których skrzywdziłem tak okrutnie, pozostanie. Czy dam sobie z tym radę? Czas pokaże.