Młodość Marcina Borowicza, którego Żeromski uczynił głównym bohaterem powieści "Syzyfowe prace" upłynęła w trudnym czasie dla narodu polskiego, kiedy znajdował się on pod zaborami.

Chłopak wywodził się z rodziny o szlacheckich korzeniach. Rodzice starali się zapewnić mu jak najlepsze wykształcenie. Ich syn uczył się najpierw w Owczarach, a jako gimnazjalista przebywał w Klerykowie. Marcin bardzo przykładał się do nauki. Przyswojenie języka rosyjskiego, który był wykładowym nie przysporzyło mu większych trudności. Zjednał sobie tym przychylność rosyjskich nauczycieli, którzy dążyli do wynarodowienia Polaków, a ich działalność była elementem konsekwentnie przeprowadzanej rusyfikacji. Używanie języka ojczystego było surowo karane. Niebywałą odwaga duchową wykazał się Tomasz Walecki, przezywany przez kolegów Figa. Jego zachowanie było inspiracją do zastanowienia Marcina. Recytacja utworu Adama Mickiewicza pod tytułem "Reduta Ordona" przez jednego z kolegów - Bernarda Zygiera po polsku sprawiła, że bohater uświadomił sobie, że należy do narodu polskiego i jest mu coś winien. Rozpoczął od spotkań z kolegami nad lekturą dzieł polskich autorów, co było wtedy zabronione.

Wpływ kolegów doprowadził Marcina do odkrycia swoich korzeni kulturowych i narodowych. My także możemy sięgać do literatury, która wtedy była ważnym czynnikiem kształtującym myślenie i świadomość narodową ludzi. Ale czy to doceniamy?