Czy tytuł ,,Syzyfowe prace" idealnie koresponduje z treścią utworu Stefana Żeromskiego? By odpowiedzieć na to pytanie należy we wstępie wytłumaczyć, skąd wzięło się funkcjonujące w języku polskim określenie ,,syzyfowe prace". Otóż, w mitologii greckiej spotykamy postać króla Koryntu o imieniu Syzyf, którego bardzo lubiano w gronie bóstw, żyjących na Olimpie. Syzyf uwielbiał się przechwalać, opowiadać niestworzone historie, a ujmując rzecz prościej był ogromnym plotkarzem. Za swoje gadulstwo został srogo ukarany przez potężnego Zeusa. Musi wtaczać ogromny głaz na stromą górę i gdy już jest prawie na samym szczycie, kamień z powrotem spada w dół, a biedny władca Koryntu rozpoczyna pracę od nowa. Męka śmiertelnika nie ma końca, bo nigdy nie uda mu się wtoczyć kuli na sam wierzchołek. Od tej właśnie historii pochodzi określenie ,,syzyfowe prace", które oznacza ciężką, bezsensowną i pozbawiona rezultatów pracę.

W powieści Żeromskiego w rolę Syzyfa wcielili się rosyjscy pedagodzy, którzy na rozmaite sposoby próbowali zrusyfikować polską młodzież. Z tym problemem stykała się już najmłodsza generacja Polaków. Warto w tym miejscu przypomnieć pierwsze kroki, jakie stawiał jeden z bohaterów Marcin Borowicz w elementarnej szkole w Owczarach. To tam po raz pierwszy zetknął się z zakazem posługiwania się językiem polskim. W myśl żądań uczącego tam nauczyciela Ferdynanda Wiechowskiego, mowa rosyjska miała być nawet obecna w modlitwie, w pieśniach kościelnych. Tak naprawdę jego działania nie przynosiły żadnych konkretnych rezultatów i nawet żona owego nauczyciela, pomimo zakazów męża nauczała dzieci języka polskiego.

Z problemem rusyfikacji spotykali się uczniowie, którzy pragnęli dostać się do wstępnej klasy, gdyż warunkiem przyjęcia był świetny wynik z egzaminu z języka rosyjskiego. Oczywiście większe szanse miały dzieci, których rodzice biegle mówili w języku zaborcy. A ci, u których w domach nie mówiono w języku rosyjskim byli już na straconej pozycji. Marcin Borowicz w czasie swojej edukacji miał możliwość poznać różne sposoby, które miał doprowadzić do pełnej rusyfikacji młodych Polaków. Za głośne posługiwanie się językiem polskim w szkole w Klerykowie, na uczniów czekały rozmaite kary cielesne. Nie wolno było im czytać polskich książek. Uczniów śledzono, przeszukiwano ich stancje, by zapobiec poznawaniu przez nich zakazanych lektur. Zaborcy stosowali przeróżne sposoby, by tylko w jakimś stopniu zachęcić młode pokolenie Polaków do uczestnictwa w kulturze rosyjskiej. Za uczestnictwo w rosyjskim spektaklu na uczniów czekały słodycze. Zabawnym przykładem rusyfikacji były lekcje języka polskiego wykładane po rosyjsku. Oczywiście te zajęcia nie były obowiązkowe, a prowadzący je nauczyciel nie zabiegał o uczestnictwo w nich dużej grupy uczniów. Nie wszyscy adepci klerykowskiego gimnazjum poddawali się bez walki rusyfikacji. Wielkim dla nich oparciem była postać Zygiera, który starał się umocnić w nich polskość. Mimo represji za czytanie polskich książek, uczniowie sięgali po lektury dziadków, o których później w małym gronie dyskutowali.

Rosyjscy nauczyciele, tak jak Syzyf starali się rusyfikować Polaków, odebrać im pamięć o ojczyźnie ich przodków. Jednak uczniowie okazali się nie być uległymi wobec polityki zaborców i sami na wszelakie sposoby zdobywali informacje, książki, byleby tylko wiedzieć, jak najwięcej o ukochanej Polsce. Dzielnie przeciwstawili się wynarodowieniu. A praca rosyjskich pedagogów nie przynosiła żadnych efektów, nie mogli oni wtoczyć ciężkiego głazu na sam wierzchołek szczytu, pomimo ich zapału, chęci, starań. Na szczęście ich ,,praca" wkrótce się skończyła.