Młody Marcin Borowicz (ośmiolatek) zostaje odwieziony przez rodziców do wiejskiej szkoły w Owczarach, gdzie ma zamieszkać na stancji nauczyciela Wiechowskiego. Pierwszą noc chłopiec spędza nie najlepiej. Rozpoczyna się szkolny dzień. Zaskakuje Marcina bardzo, że lekcja rozpoczyna się modlitwą w języku rosyjskim, a także to, że całość jej odbywa się po rosyjsku. Mijają dwa miesiące, a chłopiec umie już sprawnie czytać i pisać prace po rosyjsku. Kłopoty zaś ma z matematyką, nie może bowiem w pełni mówić o niej w obcym języku. Przez pierwsze miesiące chłopak nie może bawić się z okolicznymi, wiejskimi dziećmi , nie odwiedzają go także rodzice, co ma służyć zahartowaniu się Marcinka. Jego gospodarz przynosi pewnego dnia wiadomość o zapowiadanej w szkole wizytacji dyrektora. Rozpoczęto gorączkowe przygotowania do niej - przypominano dzieciom rosyjskie pieśni, zaprzątnięto je do porządkowania szkoły, zakupiono na zachętę mnóstwo łakoci.

Dyrektor, Piotr Nikołajewicz Jęczmieniew, wizytację klasy rozpoczyna od wysłuchania odpowiedzi uczniów, także potem przepytuje ich osobiście. Po czym, podchwytliwie, rozmawia z każdym z nich po polsku. Przekonuje się, że tak dzieci wypowiadają się o wiele swobodniej - zaczyna więc podejrzewać Wiechowskiego o antyrosyjską działalność, poprzez pielęgnowanie u podopiecznych języka polskiego. Zapowiada nauczycielowi sankcje, nie tyka poczęstunku i wychodzi. Zrozpaczony nauczyciel upija się alkoholem przeznaczonym dla wizytatora. O dziwo - po chwili ten wraca niespodziewanie obiecując Wiechowskiemu podwyżkę. Dopiero wyjaśnienia żony nauczyciela rozjaśniają zmianę decyzji: oto kobiety wiejskie skarżyły się dyrektorowi na nauczyciela, który nie chce uczyć dzieci po polsku i zabrania nauki polskich pieśni religijnych , zamiast tego zaś siłą wtłacza język rosyjski i prawosławne pieśni. Domagały się, by dyrekcja usunęła nauczyciela, co jednak, rzecz jasna, obróciło się na jego korzyść.

Czas mijał. Nadchodził dzień zdawania egzaminów do gimnazjum w Klerykowie. Pani Borowiczowa udaje się tam z synem, zamieszkują w hotelu. Denerwują się bardzo, okazuje się bowiem, że kandydatów do klasy pierwszej jest mnóstwo. Za radą pewnego Żyda obytego w klerykowskich stosunkach Marcinek zostaje skierowany na kilkudniowe korepetycje do niejakiego Majewskiego, który opłatę pobiera z góry. Kiedy nadchodzą egzaminy, Marcin zostaje przyjęty wśród trzydziestu innych uczniów na stu kandydatów. Wszyscy przyjęci, jak się okazuje, przeszli przez ręce Majewskiego. Borowicz zostaje umieszczony na stancji, której udziela mu dawna przyjaciółka jego matki, pani Przepiórkowska.

Chłopak jest rzetelnym uczniem, a w trudnościach językowych pomaga mu niejaki Pytia. Matematyka nadal sprawia mu problemy , wciąż przez brak biegłości w wyrażaniu się o niej po rosyjsku. W przerwach razem z innymi chłopcami Marcin oddaje się przeróżnym figlom i zabawom. W okolicach Zielonych Świąt pani Borowiczowa zjawia się w Klerykowie , przy okazji załatwia tez dla syna urlop, podczas którego jadą do rodzinnych Gawronek.

W kolejnej klasie Marcin rozluźnia nieco swą dyscyplinę. Dodatkowo wkrótce umiera jego matka, przez co chłopak czuje jeszcze większą swobodę. Przyjaźń z niejakim Wilczkiem także sprowadza go na złe tory. Marcinek coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu profesorstwa i miganiu się w nauce. Wagary stają się coraz powszechniejsze.

Ktoregoś dnia chłopak jest świadkiem przypadkowego incydentu w kościele. Inspektor gani księdza, że kazał śpiewać carski hymn po polsku, zamiast, jak nakazano, po rosyjsku. Inspektor siłą chce wejść na chór, zostaje jednak brutalnie wypchnięty z kościoła.

Opiekunem klasy Borowicza jest pan Lim, który uczy łaciny i pochodzi z Niemiec. Marcin zostaje przezeń przyłapany na mówieniu po polsku i skazany na pozostanie po lekcjach. Jednak - chłopcu, który na Marcina naskarżył nauczyciel okazuje wzgardę. Języka rosyjskiego uczy nauczyciel Ozierskij, zaś polskiego, traktowanego jako przedmiot poboczny i nieobowiązkowy, pan Sztetter. Ten jednak boi się utracić swą posadę, więc nie przykłada do swych zajęć wagi, przez co są one nużące a sam nauczyciel jest uczniom wysoce obojętny. Pan Nogacki wykłada arytmetykę, ten zaś ma szacunek uczniów i tym samym uczy rzetelnie.

Borowicz nadal zamieszkuje u Przepiórkowskiej. Pewne zdarzenie w drugim semestrze wpływa na to, że chłopak zaczyna poważniej myśleć o nauce. Oto jeden z rówieśników pokazuje raz w szkole pistolet - chłopcy strzelają z niego w parku. Zostają przyłapani przez żandarma, a pedagodzy skazują winowajców na długą "kozę" tylko z chlebem i wodą. Marcin bał się wydalenia, jednak znajomościami matki tłumaczy sobie taki , szczęśliwy jednak, obrót rzeczy. Prowadzi do zmiany chłopca - przykłada się do nauki, pokornie ucieka się do pobożności.

Kiedy zdaje do klasy piątej wraca do Gawronek na wakacje. Spędza dużo czasu z ojcem, często zabiera do lasu jego strzelbę. Poznaje wtedy Szymona Nogę. Ten opowiada mu historię pewnego powstańca, którego zakatowali Kozacy. Mieszkańcy okolicznych wsi żyją w nędzy. Aby przeżyć zajmują się struganiem narzędzi z drewna, jak np. łyżek, grabi czy solniczek. Po kryjomu jednak kłusują po lasach.

Wakacje się kończą. W szkole Marcin napotyka liczne zmiany. Wprowadzono nowa kadrę nauczycielską, która jeszcze surowiej pilnuje ograniczaniu polskości. Kontrole i śledzenie uczniów są notoryczne. Rewizje zdarzyć się mogą o każdej porze. Donosiciele są wszędzie. Uczniowie mają nakaz całkowitego odrzucenia polskiej mowy.

Jeden z kolegów Marcina zabiera go raz do teatru z rosyjskim repertuarem. Z początku chłopak się waha, w końcu jednak ulega. Tam przybyli zostają poczęstowani słodyczami. Od tamtej pory Marcinek darzony jest specjalnymi względami przez nauczyciela rosyjskiego języka, którego uczeń staje się niemal stałym gościem.

Marcin poznaje wówczas chłopca, który istotnie wpłynie na jego światopogląd. Jest nim Jędrzej Radek. Był on synem ubogiego chłopa z Pajęczyna. Do szkoły w Klerykowie musi chodzić pieszo. Jako malec już zajmował się pasaniem Jako malec już zajmował się pasaniem pańskich trzód i gęsi. Długi czas dokuczał pewnemu korepetytorowi , który uczył ziemiańską młodzież. Był nim Paluszkiewicz. Ten pewnego dnia zaprosił chłopca do siebie. Nie ukarał go jednak, czego Jędrek się obawiał, tylko pokazał mu książki o faunie i florze. Chłopak wkrótce już wciągnął się w naukę; Paluszkiewicz nauczył go pisania i czytania, także po rosyjsku. Pomógł mu także w umieszczeniu go w szkole, gdzie ukończył pierwsze dwie klasy.

Kiedy opiekun umarł, Jędrek dawał korepetycje. Skończył potem cztery klasy, i tak dostał się do piątej, właśnie do Klerykowa. W zamian za nauczanie dzieci państwa Płoniewiczów dostał u nich pokój i mógł liczyć na wikt i opierunek. Chłopak jest bardzo pilny, choć jest mu przykro, że wciąż inni dokuczają mu ze względu na jego chłopska wymowę. Kiedyś miara się przebiera - Jędrek bije jednego z prześladowców i staje w obliczu wydalenia. Wtedy wstawia się jednak za nim Borowicz, i chłopak pozostaje w gimnazjum.

W klasie VI powstają dwa obozy. W jednym są "literaci", w drugim "wolnopróżniacy". W pierwszym, kierowanym przez inspektora Zabielskiego, młodzi uczniowie koncentrują się na literaturze rosyjskiej. Do niego należy także Marcin. W drugim zaś są synowie bogatych, którzy szukają tylko coraz to nowych sposobów na umilanie sobie życia.

Historyk o nazwisku Kostriulew jest demagogicznym i bardzo skrajnym rusyfikatorem. Wykłada mnóstwo podejrzanych we swym autentyzmie faktów, nieraz bardzo drastycznych, które mają podkopać zaufanie uczniów do polskości. Przykładem tego jest opowieść o pewnych polskich zakonnicach, w których klasztorze w Wilnie, po jego konfiskacie, odnaleziono w podziemiach ... trumny z noworodkami. Jeden z uczniów wtedy, zwany Figą, buntuje się przeciw takiej propagandzie. Powołując się na całą klasę protestuje przeciw podawaniu tak kłamliwych spraw. Jego odezwę odebrano jako bunt i rozpoczęto przesłuchiwania innych uczniów. Jedynym uczniem, który odciął się od głosu Figi okazał się być Marcin Borowicz.

Po świętach pojawia się tajemniczy nowy uczeń - to Bernard Zygier, który został przeniesiony ze szkoły w Warszawie za kontakt z literaturą polską. Od razu został przez nauczycieli wzięty na celownik, a zwłaszcza jego kontakty z innymi uczniami. Na lekcjach polskiego przyznał się raz otwarcie, że wielu jego poprzednich znajomych po kryjomu czytało polskie książki i poezję. Profesor chciał zmienić niebezpieczny temat rozmowy, lecz kiedy kazał Zygierowi wyrecytować jakiś wiersz ten zaprezentował mickiewiczowską "Redutę Ordona". Wszyscy w klasie dali się porwać urokowi wystąpienia, Marcin jednakże poczuł się nieswojo. Nagle przypomniała mu się historia o owym powstańcu i Kozakach... Nawet nauczyciel autentycznie się wzrusza. Bernard od tej pory będzie miał bardzo mocne oddziaływanie na rówieśników...

Potajemnie zostaje też wkrótce zawiązane patriotyczne stowarzyszenie. Wielu młodych ludzi uczęszcza na spotkania pod przewodnictwem Zygiera. Także - Borowicz.

U klerykowian budzi się uśpiony dotąd szacunek do ojczyzny. Marcin cierpi wyrzuty sumienia za swa dawną gorliwość ku zaborcom. Ma okazję zemścić się na Majewskim: kiedy ten śledzi uczniów, Marcin zabiera kładkę z rzeczki i uwięzionego Majewskiego obrzuca kamieniami, krzykiem zaś ostrzega spiskowców.

Nadchodzi wiosna, mija Wielkanoc. Młodzi uczniowie wyczekują na bliski już egzamin dojrzałości. Borewicz często przesiaduje na nauce w parku, gdzie spotyka także Annę Stogowską, córką wojskowego lekarza. Marcin jest w niej zakochany, ta długo jednak nie chce odwzajemnić jego uczucia.

Zdawszy maturę Marcin spędza wakacje u ojca, wciąż jednak myśli o Annie. Gdy wraca do Klerykowa okazuje się, że jej ojciec zabrał rodzinę w głąb Rosji , gdzie otrzymał lepsza propozycję pracy. Załamany chłopak siada półprzytomny w parku. Czyta jeszcze raz wiersz napisany przez ukochaną... Po chwili, znikąd, zjawia się Jędrzej. Chłopcy podają sobie dłonie nie mogąc wyrzec ani słowa...