Dzisiaj jest już 1257 dzień, który minął od czasu kiedy zacząłem wtaczać na tą oto górę głaz, który stał się moim przekleństwem. Na początku sądziłem, że to łatwe zadanie, dlatego z chęcią zabrałem się za to zadanie, po kilkudziesięciu próbach zwątpiłem w celowość moich wysiłków, zrozumiałem, że kara nie polega tylko na wtaczaniu kamienia, ale na tym, że ten kamień ciągle się stacza w dół, gdy jestem już prawie na szczycie.

Przypominam sobie czasy, gdy było jeszcze tak pięknie i bogowie zapraszali mnie do siebie na uczty olimpijskie. Pijałem tam nektar i jadłem, a kiedy wracałem na ziemię szczęśliwie rządziłem w moim pięknym kraju Koryncie. Patrzyłem, jak moi pracowici poddani swoją codzienną pracą budują kraj. Zaproszenia na Olimp były wielkim wyróżnieniem i dlatego z chęcią się nimi chwaliłem, jednak nie wszyscy chcieli mi wierzyć, niektórzy brali to za objaw mojej wybujałej wyobraźni. Wielkim błędem z mojej strony było wyjawianie sekretów olimpijskich bogów, w celu poparcia moich słów o pobytach na Olimpie. Teraz gdybym mógł powrócić do tamtych chwil nigdy bym nie wyjawił tych wszystkich sekretów, jakie zasłyszałem na ucztach wśród bogów, a na pewno nie tego, który był tak ważny dla Zeusa.

No cóż teraz już nie cofnę minionego czasu i niczego nie zmienię. Pamiętam, jak wielka była złość Zeusa, wtedy wysłał do mnie Tanatosa. Nie chciałem jeszcze umierać, czułem się taki młody, pełen sił. Wtedy wpadłem na jeden z najgłupszych pomysłów; uwięziłem Tanatosa w piwnicy. To jeszcze bardziej rozłościło bogów, a mojej kary i tak nie cofnęło. Kiedy stał już nade mną Tanatos, aby zabrać do Hadesu, poleciłem mojej żonie, aby nie pogrzebała moich zwłok. Wiedziałem bowiem, że jeśli zwłoki nie są pogrzebane dusza nie może dostać się do Hadesu i stanąć przed sądem, który ma ocenić jej przewinienia. Tak długo się użalałem, że Hades pozwolił mi wrócić na ziemię i dopilnować pogrzebu. Tylko na to liczyłem. Sądziłem, że zapomną sobie o mnie, a ja nie będę robił niczego co mogłoby im o mnie przypomnieć.

Dość długo żyłem sobie z tym złudzeniem, jednak nadszedł dzień, w którym bogowie przypomnieli sobie o mnie i moich winach. Pewnego dnia, gdy najmniej się tego spodziewałem pojawił się u mnie Tanatos i zabrał do Hadesu. Tam stanąłem przez trzema sędziami, którzy skierowali mnie do miejsca największych kaźni, Tartaru. Powiedziano, że mam wtoczyć na górę kamień..., ale o tym już mówiłem. Kiedyś śniło mi się, że wtoczyłem kamień, na szczyt..., a on wcale nie zsuwał się, stał nieruchomy. Nagle pojawił się Hermes z wieścią, jakoby bogowie zlitowali się nade mną, powiedzieli, że już dość długo się męczyłem i wytrwale wtaczałem kamień, dlatego zwalniają mnie z kary. Teraz mogę udać się na Pola Elizejskie i radować wraz z innymi, w nagrodę za to, że byłem niegdyś sprawiedliwym władcą Koryntu... niestety to był tylko sen... ja jednak nie tracę nadziei... ufam, że bogowie pewnego dnia docenia moją wytrwałość i posłuszeństwo ich woli. Pewnego dnia mój sen stanie się jawą, a kamień nie stoczy się już więcej w dół...